Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Guild Wars 2 — popularne MMORPG w bardzo niepoważny sposób.

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Awatar użytkownika
Kelorth
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Guild Wars 2 — popularne MMORPG w bardzo niepoważny sposób.

Post#1 » 5 lis 2017, o 17:34

Prezentuję ten tekst w publicystyce ze względu na formę. Mam nadzieję, że dobrze trafiłem.
Jestem weteranem gry Guild Wars 2. Mam ponad półtora roku stażu (bardziej precyzyjniej będzie: 1700 godzin gry), dlatego możecie śmiało uwierzyć we wszystko, co tutaj napisałem. Oczywiście do czasu, aż wyjdzie jakaś duża aktualizacja, bo niektóre rzeczy mogą się zmienić.

Spis treści:
 Rozwiń, aby przeczytać
Rasy.
Klasy postaci.
1. Żołnierskie:
— Wojownik.
— Strażnik.
— Zjawa.
2. Podróżnicze:
— Łowca.
— Złodziej.
— Inżynier.
3. Magiczne:
— Nekromanta.
— Elementalista.
— Iluzjonista.
Fabuła.
Podstawowa mechanika gry.
Tryby gry.
Free-to-play.
Heart of Thorns.
Path of Fire.
— Wierzchowce.
Fashion Wars 2.
Screenshoty.
Garść informacji/wymagania sprzętowe.

Wojny Gildii Dwa to popularna, osadzona w świecie fantasy gra z gatunku MMORPG, wyprodukowana przez zbuntowanych pracowników Blizzarda firmę ArenaNet. Jest którąś tam z kolei częścią serii gier, o której niewielu pamięta, bo była brzydka i w porównaniu do obecnej, bardzo uboga.
Jak twierdzi ciocia Wikipedia, Guild Wars 2 jest unikalnym gatunkiem gry, chociaż tak naprawdę to zwykły, dosyć szablonowy przykład meta-gamingowej produkcji. Jedyną "unikalną" cechą może być ewentualnie fabuła zależna od graczy. W praktyce wygląda to tak, że do celu historii możesz iść nieco inną drogą. Stajesz przed takimi koszmarnie wielkimi dylematami, jak zrekrutowanie pary skłóconych małżonków lub wojaka z ego większym niż poziom IQ. I tak jest naprawdę.
No dobra, ale dlaczego Guild Wars 2 jest tak fajne, że Kelorth zmarnował aż tyle godzin życia? Nerwów też, ale to pomijam. W grze jest bardzo dużo to zrobienia. Może i łatwo popaść w monotonię, ale również łatwo postawić sobie konkretny cel i do niego dążyć. Twórcy stale pracują nad grą, naprawiają ewentualne błędy i mają kontakt z graczami. Tutaj postacie mają własny głos, potrafią mówić (w większości gier MMO, te głosy ograniczają się do jęków umierania). Nasz bohater podczas walki poinformuje cię, że został oślepiony, kopnięty w goleń, nie może oddychać albo ma dość leżenia na ziemi. Z innych przypadków: rozmawia werbalnie z NPC podczas misji fabularnych (wyjątkiem jest Living World Season 2). To prawie jak w Star Wars The Old Republic! Tylko w SWTOR jest tyle gadania, że bardziej przypomina to brazylijskie telenowele, które uwielbia oglądać moja babcia.

Rasy.
Przejdźmy do ważniejszych spraw. Wojny Gildii Dwa dają nam niewątpliwą przyjemność grania aż pięcioma różnymi rasami. Powinienem napisać o nich tak, jak to przedstawia sama gra, ale ja uwielbiam ujmować rzeczy własnymi słowami:
1. Ludzie.
Uwielbiasz polską historię i zamierzasz eksponować w grze swoją narodowość poprzez biało-czerwone barwy? To świetnie, bo ludzie w Guild Wars 2 mają dosyć zbliżone dzieje do Polski! Mają więcej porażek niż sukcesów i wiecznie chciano się ich pozbyć, ale jednak przetrwali! Obecną sytuację napędzają skandale polityczne oraz fakt, że opuścili ich nawet bogowie.
2. Norn.
Sterydy, siłownia, bezmyślność i nieumiarkowanie w piciu nie są ci obce? Cóż za zbieg okoliczności! Ci skoksowani kulturyści, oprócz idealnie wydepilowanego ciała, słyną z tego, że nie mają instynktu samozachowawczego i wciąż wierzą w szamanów oraz magiczne duchy.
3. Sylvari.
Legendy mówią, że człowiek i centaur spotkali się na łące i stworzyli pierwszego na świecie tableta i wgrali na niego 7 przykazań. W ten sposób zasadzili zmodyfikowane genetycznie drzewo, z którego zamiast owoców zaczęli rosnąć... ludzie-drzewa. Tak. Te filozoficzne kreatury nie rodzą się, jak przystało na normalne organizmy; oni rosną i wybudzają się ze snu. To idealna rasa dla hipisów; Sylvari używają liści jako ubrań, całymi dniami pielęgnują jakieś zielska i więcej myślą, niż robią.
4. Asura.
Zatracasz się w świecie fantazji i marzysz o tym, aby zagrać jako sobowtór Mistrza Yody albo Zgredka? Ekipa z ArenaNet też o tym pomyślała, więc stworzyli rasę egocentrycznych knypków z długimi uszami, wielkimi oczami oraz czterocyfrowym IQ. Asura jest tak dystyngowany, że oślepiony podczas walki krzyczy kulturalnie "UTRACIŁEM JASNOŚĆ WIDZENIA!".
5. Charr.
Cierpisz na jakiekolwiek zaburzenia psychiczne lub jesteś fanem furry? Jeśli tak, to tutaj stworzysz swoją fursonę, bo Charrowie to HUMANOIDALNE KOTY! Tylko u nas zagrasz dwumetrowym drapieżnikiem z pazurami dłuższymi niż tipsy stereotypowej blondi rodem amerykańskiej komedii! Tylko u nas popatrzysz na zad wielkiego, porośniętego futrem kota, który BIEGA NA CZTERECH ŁAPACH.

Wybór rasy ma wpływ na fabułę do 30 poziomu. Każda zaczyna inaczej, w innym mieście. Ot taka różnorodność.
— Jako Człowiek ratujesz wioskę (trzy domy, oborę i farmę arbuzów) przed atakiem centaurów.
— Jako Norn budzisz się po ostrej libacji na turnieju wędkarskim łowieckim, gdzie zapolujesz na gigantyczną dżdżownicę. Zapewne na nadchodzący konkurs wędkarski.
— Jako Sylvari walczysz ze smokiem we śnie. Warto wspomnieć, że ten smok nie jest z krwi i kości, ale z drewna i liści.
— Jako Asura usiłujesz zniszczyć zbuntowany blender kuchenny.
— Jako Charr odgrywasz inscenizację filmu Ghostbusters! i podczas bitwy z duchami ratujesz trybuna przed nawiedzonym posągiem. Who you gonna call?

Klasy postaci.
Mamy dosyć szeroką paletę profesji, bo aż dziewięć, więc w teorii każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Zanim jednak przejdziemy do tego ważnego aspektu kreacji postaci, to warto wyjaśnić drobną rzecz. Każda z klas ma dwie osobne specjalizacje, rozwijane oczywiście po osiągnięciu 80 (maksymalnego) poziomu i odblokowaniu reszty umiejętności. Jest jeden haczyk!
Pierwszy myślniczek wymaga posiadania rozszerzenia Heart of Thorns [koszt 29.99 Euro]
Drugi — Path of Fire [koszt: 29.99 Euro]
Podane ceny pochodzą z oficjalnej strony Guild Wars 2, a oferty dotyczą tylko standardowej wersji, zawierającej jedynie rozszerzenie i dostęp do kupowanej zawartości gry. Można kupić sobie wersję Ultimate za 80 euro...

1. Zakute łby w siedemdziesięciokilogramowej, bezużytecznej zbroi.
a) Warrior — jesteś początkującym graczem albo po prostu zbyt nieogarniętym, aby pojąć możliwość machania czymś innym niż dwumetrowym mieczem? Jeśli odpowiedziałeś/aś tak, to przygotuj się na zgrzytanie zębami, bo wojownik w grze drużynowej jest profesją wspierającą!
— Berserker — bezmyślność w machaniu orężem pomnożona dwukrotnie.
— Spellbreaker — dla tych, którzy zmienili zdanie i chcą być ninja.
b) Guardian — twoim wymarzonym stylem gry jest tankowanie i ochrona drużyny przed złym bossem? Jest mi niezmiernie przykro stwierdzić, że guardian kompletnie się do tego nie nadaje. To taki upośledzony wojownik.
— Dragonhunter — upośledzony Ranger.
— Firebrand — używa książek, aby podpalać swoich wrogów.
c) Revenant — kupiłeś rozszerzenie Heart Of Thorns i chcesz skosztować czegoś nowego? To przygotuj się na siermięgę i nudę, ponieważ Revenant jest jeszcze mniej ciekawy od swoich poprzedników. W dodatku nosi na oczach jakąś kretyńską opaskę, bo prowadzi go Moc. Taki trochę Jedi, ale bez miecza świetlnego.
— Herald — czy ktoś powiedział, że mogę mieć DUSZĘ I MOC SMOKA?
— Renegade — czy ktoś powiedział, że mogę mieć mentalną FURSONĘ?

2. Niezdecydowani entuzjaści biegania po afrykańskich sawannach.
a) Ranger — nie potrafisz ogarnąć żadnej innej klasy, walka wręcz jest zbyt skomplikowana i ogólnie nie umiesz grać, ale chcesz wyglądać, jakbyś potrafił? Jest jeszcze szansa, gdyż Ranger głównie strzela z łuku, a do starć na bliski dystans wykorzystuje tresowane zwierzątka.
— Druid — od dzisiaj wołają na ciebie "I NEED HEALING!"
— Soulbeast — możesz stać się jednością ze swoim zwierzątkiem, COKOLWIEK TO ZNACZY.
b) Thief — prawdopodobnie wybrałeś Thiefa, bo lubisz ninja i marzysz o niewidzialności. W rzeczywistości zostajesz irytującym pajacem, który biega z nożem i podrzyna gardła.
— Daredevil — dalej jesteś irytującym pajacem, ale nie z nożem, tylko z drewnianą laską i szczycisz się tym, że masz najwyższy DPS.
— Deadeye — stajesz się dodatkowo dupkiem do kwadratu, bo Deadeye to sniper (i może być niewidzialny) w najczystszej postaci. Nikt nie lubi kamperów.
c) EngineerTrust me, I'm an engineer! Grasz nim, chociaż nie wiesz jak. Narzekasz, że twój arsenał broni jest skąpy niczym ZUSowska renta, ale to przecież taka oryginalna klasa.
— Scrapper — biegasz z młotkiem, razisz piorunami, ale dajesz nie wiesz, jak tym grać.
— Holosmith — yeah, science! Moc fotonów! Teraz wiesz, co robisz i świecisz się, jakby ci siadała karta graficzna.

3. Autystyczne łamagi w sukienkach i patykami zamiast broni.
a) Necromancer — nekromanta ma wyjątkową moc; może stworzyć sobie armię MARTWYCH KRÓLIKÓW this isn't a joke, które będą walczyć za niego.
— Reaper — od teraz nekromanta przewodzi martwymi króliczkami, dźwigając w rękach dwuręczny miecz.
— Scourge — martwe króliczki zamieniają się na jakieś badziewne, pustynne zjawy.
b) Elementalist — myślisz, że możesz zdecydować, którym żywiołem zniszczysz wroga, ale w efekcie tylko ogień się do tego nadaje. Twoją najczęstszą rolą będzie wołanie o pomoc i umieranie, bo elementalista rozpada się jak gitara z allegro za 59.99zł
— Tempest — do dyspozycji dostajesz róg. Sam nie wiem, po co.
— Weaver — możesz poczuć się odrobinę jak wojownik, zaklinać swój miecz, ale ilość zgonów jest wciąż taka sama.
c) Mesmer — według źródeł, mesmer to najoryginalniejsza klasa w grze... wysługuje się głównie iluzjami (swoimi kopiami). Mesmer wygląda, jakby walczył za trzech, ale jego skuteczność jest porównywalna do ochrony komputera, jaką gwarantuje darmowa wersja Avasta.
— Chronomancer — grasz, bo wejdziesz do każdej drużyny. Chronomag to w 90% klasa wspierająca.
— Mirage — nie potrafi zrobić uniku, nie ma DPSa i nikt nim nie gra. Twórcy coś schrzanili.

Tak przedstawiają się wszystkie klasy. Jeśli kogoś uraziłem, to wyznam, że moja postać to Charr, Daredevil, więc możecie sobie przeczytać, jakie zrobiłem sobie combo. Czy ja się właśnie zdissowałem?

Fabuła.
Fabułę pozwolę sobie ukryć w spojlerach, ponieważ może kogoś przekonałem do zagrania w Guild Wars 2, chociaż nie znam nikogo, kto gra w to dla fabuły, bo jest badziewna. Warto znać na początku genezę:
Chora psychicznie inżynierka Scarlett konstruuje gigantyczną, latającą maszynę do trepanacji czaszki i przypuszcza atak na LA (Lion's Arch, nie Los Angeles). I w zasadzie to tyle wiem, bo aby w to zagrać, trzeba kupić pierwszą część gry.

Guild Wars 2 Main Story.
 Rozwiń, aby przeczytać
Świat nęka wielki zły smok, pan Nieumarłych, Zhaitan. Jak zwrócimy uwagę na historię, dowiemy się, że podczas wojny Charrów z ludźmi, uwarzono Kociołek Panoramixa i magia obudziła drzemiącego pod ziemią potwora. Ty, jako bohater tego, co tam uratowałeś, musisz dołączyć do Tępawych Żołnierzyków, Mazgajowatych Naukowców i Molów Książkowych, albo Niezbyt Tajemnych Szpiegów. Wszystkie te trzy organizacje mają na celu walkę z armią Zombie i Wielkim Złym Smokiem.
W międzyczasie dołączasz do gildii zwanej Destiny's Edge. Jest nią grupa skłóconych i bystrych niczym woda w klozecie socjopatów:
Rytlock (ten charr, którego uratowało się przed posągiem).
Zojja (ta Asura, która przyjęła nas jako stażystę po zniszczeniu blendera).
Caithe (ta drewniana laska, która śniła się nam przed walką z drewnianym smokiem).
Logan (ten przydupas królowej, który zaprzyjaźnił się z nami po uratowaniu farmy arbuzów przed centaurami).
Eir (to z nią upolowaliśmy zmutowaną dżdżownicę).

Więc robisz jakieś niezbyt ciekawe rzeczy, płacząc nad kiepskim wykonaniem, bo to przecież darmowa wersja. Siekasz nieruchawych umarlaków, konsultujesz się z Drzewem Z Którego Powstali Sylvari, potem coś rozwalasz, poznajesz Trahearne (eksperta ds. zombie), a wyspę obok LA napada zmutowany smok i całe wojsko daje dyla. Następnie wszystkie trzy instytucje ds. walki ze smokami łączą się w Pact i odbijacie wyspę z łap Paskudnego, Gnijącego Smoka. Radość, wszyscy się kłaniają. Od tej chwili nasze imię brzmi "Commander". Akcja wędruje do właściwej lokacji, ojczyzny umarlaków (to tam Michael Jackson kręcił teledysk do Thriller). Po serii nudnych jak flaki w oranżadzie misji, wsiadamy na sterowiec i rozpoczynamy trwającą 20 minut walkę o los Tyrii. Oczywiście niszczymy Zhaitana, odrąbując mu laserem ogon, potem skrzydła, a na końcu zwalając smokowi Wieżę Eiffla na łeb.
Kurtyna, leci poruszająca muzyka.


Living World Season 2.
 Rozwiń, aby przeczytać
Kiedy Gigantyczny Trepanator od Scarlett uderzył w Lion's Arch, uwolnił pokłady Ley-Line Energy (czyli magii), które pomknęły w świat i obudziły wielkiego, złego smoka na zachodzie Tyrii. Tak powstał Mordremoth. Mordremoth potrafi zawładnąć umysłami Sylvari i dodatkowo sprawia, że na świecie szybciej rosną chwasty oraz mordercze pnącza. W naszej drużynie, zamiast Destiny's Edge, są:
Taimi — kulawa Asura i jej robot Scrappy.
Rox — zwolniona ze służby wojskowej i ogólnie nielubiana.
Braham — ułomny syn Eir.
Marjory — nekromantka, detektyw.
Kasmeer — różowa landrynka, mesmer.
Canach — sylvari, inżynier, lubi granaty.

Kluczem przygody jest stwierdzenie, że na Dry Top panuje kryzys i ktoś znalazł jajko jedynego przyjaznego smoka w dziejach Tyrii — Glint. Opiekun jajka jest w niebezpieczeństwie, a my usiłujemy go odszukać. W międzyczasie bronimy miasto Sylvari przed Drewnianym Smokiem, Rytlock gubi swój miecz i utyka w zaświatach. Mistrz Pokoju w końcu zostaje znaleziony w mrocznym labiryncie, gdzie oczywiście umiera. Zwrot akcji: Caithe używa mocy Thiefa i kradnie jajko. Następnie nadchodzi część przygody, której nienawidzi każdy gracz, czyli wędrujemy do wspomnień Caithe, gdzie sama goni za jakąś labadziarą. To tam dowiadujemy się, że Sylvari należą do Mordremotha. Potem znowu smok i Pact bombarduje Puszczę Białowieską, która nagle ożywa i niszczy wszystkie statki. Zojja, Trahearne i Logan znikają.


Heart of Thorns.
 Rozwiń, aby przeczytać
Lecimy prosto do dżungli, królestwa Mordremotha. Pact jest w ruinie, wszędzie leżą szczątki statków, a nas już w drugiej misji atakują jakieś mutanty. Rytlock powraca z nowymi mocami jako Revenant. Humanoidalne żaby przyrzekają nam wierność po uratowaniu ich wioski, więc pozmagają nam tropić Caithe. Jej ślady prowadzą nas do kolejnej lokacji, gdzie poznajemy pradawną rasę latających napierśników i Zapomniane Złote Miasto. Kiedy dogonimy Caithe i zabierzemy jej nasze jajeczko, z czeluści dżungli wychodzi jeszcze bardziej odpychający mutant. Trzeba uciekać.
Oddajemy jajko magicznym napierśnikom. Eir ginie, Braham strzela focha, a my lecimy do starożytnego miasta Asurów, Rata Novus, walczyć ze zmutowanymi krabami. Stamtąd lecimy prosto do Mordremotha.
Oczywiście, że go pokonujemy! Trahearne umiera i od tej chwili wszyscy fani sylvari są smutni. Aha, i jest więcej smoków do pokonania.


Living World Season 3.
 Rozwiń, aby przeczytać
Destiny's Edge upada, bo wszyscy rozeszli się z swoją stronę, ale zakładamy od razu kolejną gildię, Smoczy Zegarek Dragon's Watch. Zapraszamy tych samych przydupasów, którzy towarzyszyli nam w poprzednich przygodach.
Out of a Shadow.
Podczas podróży sterowcem, ma miejsce katastrofa. Otóż mafia jednego z potężniejszych polityków detonuje skrzynkę kamieni, zmieniając wszystkich wokół w Szalonych Zjadaczy Gruzu. Bardzo szybko odkrywamy, kto stoi za tym niecnym czynem i poznajemy tajemniczego, lewitującego czarodzieja.
Rising Flames.
Lecimy na drugi koniec świata, gdzie z wulkanu zaczęły wychodzić niezbyt przyjaźnie nastawione mutanty. To minionki ognistego smoka, Primordusa. Tutaj ratujemy całą wyspę przed zatopieniem w morzu lawy. Pamiętasz jajko, które zostawiliśmy latającym kubłom na śmieci? Wykluwa się smok, Aurene. W wolnym czasie można wpaść i... rzucać jej patyki. Smok aportuje.
A Crack in the Ice.
Przenosimy się do Krainy Lodu. Z tą różnicą, że zimę sprowadził lodowy smok, Jormag, a nie Elsa. Braham jest śmiertelnie obrażony. To tyle w tym rozdziale.
The Head of the Snake.
Organizacja Terrorystyczna Biała Opończa White Mantle atakuje miasto Divnity's Reach. Lecimy zabić przywódcę. Oczywiście nasz przeciwnik jest wybitnym iluzjonistą, oszustem i ma nierówno pod sufitem.
Flashpoint.
Ten tajemniczy, latający czarodziej z Out of the Shadow to tak naprawdę Balthazar, bóg wojny. Balthazar kradnie nam maszynę do kręcenia wady cukrowej, leci z nią wulkanu, by poddać ją solidnemu overclockingowi i obudzić Primordusa. Puszczamy się w pogoń za bogiem i niszczymy urządzenie, tym samym usypiając smoka na dobre. Jormag samoistnie idzie luli-luli do kołderkowej krainy.
One Path Ends.
Powrót do Zombie-landu. Dalej lecimy za Balthazarem i za... symbolem Iluminatów. Wstępujemy do świętej organizacji Lśniącego Ostrza Shining Blade, gdzie przeprowadzają nam nietypową inicjację. Kolejno oglądamy, jak wrzucają nas do beczki z kwasem, do ognistego tornada i zrzucają na głowę wagon gruzu. Quality 10/10, cytując pewną osobę z mojej gildii.
Niszczymy Balthazara... po czym Illuminati mówi nam, że to nie był Balthazar, bo ten prawdziwy sieje spustoszenie na Crystal Desert i goni za smokami, aby posiąść ich moc w celu zniszczenia świata.
Kurtyna.


Path of Fire.
 Rozwiń, aby przeczytać
Czym prędzej lecimy na pustynię. Głównymi przeciwnikami są mumie, mordercze kaktusy i minionki samego Balthazara. Lokalna społeczność prosi nas o pomoc w walce z nękającymi ich wysłannikami nekromanty Joko oraz ognistymi mutantami. Szybko dowiadujemy się, że Aurene ma brata, i to na niego poluje Balthazar. Jako przykładni bohaterowie, podejmujemy decyzję uratowania smoka, co owocuje jego śmiercią. Rytlock zdradza nam, że w zaświatach nieświadomie uwolnił samego Balthazara, sprowadzając go do Tyrii. W tym miejscu ma miejsce nasza pierwsza konfrontacja z bogiem wojny. Zakończona spektakularną porażką.

Zbieramy rozrzucone po mapie pozostałości smoka, po czym lecimy na kolejną lokację. Tym razem Balthazar szykuje na nas pułapkę i zachowuje się tak, jak przypadło na prawdziwego złodupca, bo po łatwej walce (podczas której przybywa Aurene), bóg wojny postanawia zabić naszą postać i porwać smoczka.
Teraz, gdy otrząśniemy się z szoku po tym niespodziewanym zwrocie akcji, zauważymy, że jesteśmy zagubioną duszą w zaświatach. Biegamy w kółko celem odkrycia naszej tożsamości oraz ilorazu inteligencji, spuszczamy sobie samemu łomot, oglądamy wspomnienia i zabijamy kolejnego mutanta. W zaświatach spotykamy uwięzionego nekromantę, Joko.
Moc przywraca nas do życia. Kasmeer płacze przy naszych zwłokach, Taimi nie stroni od żartów, a Rytlock drapie się po owłosionym dupsku, jest charrem i nie ma uczuć. Podstępem podszywamy się pod wysłannika Joko, by zmusić jego armię do sojuszu. Od teraz mumie i umarlaki walczą po naszej stronie.
Konfrontacja z Balthazarem przychodzi nam bardzo szybko. Rytlock oddaje nam swój płonący patyk, a my stajemy oko w oko z bogiem wojny. Najpierw oczywiście walczymy z maszynką do kręcenia waty cukrowej, w której zaklęta została Aurene.
W finałowej scence oglądamy, jak pojawia się Kralkatorrik, kolejny Wielki Zły Smok i wciąga nosem Balthazara.
Wracamy triumfować do miasta, wygłaszamy uroczystą przemowę, mając do wyboru zatajenie faktu, że nadchodzi zagłada. Nakoksowany smok przelatuje nad miastem, zamieniając wszystko i wszystkich w ohydne wynaturzenia.
Ciąg dalszy nastąpi.


Podstawowa mechanika gry.
Broń.
Każda profesja może używać wielu różnych broni, co samo w sobie daje niezłe pole do stworzenia ulubionego stylu gry. Nasz arsenał jest dwu- lub jednoręczny (w tym przypadku nosimy dwie bronie). Użyję swojego przykładu.
Thief ma do dyspozycji: sztylet, miecz, pistolet, długi łuk i (laska lub strzelba). To daje osiem różnych kombinacji. Dużo? Wojownik ma osiemnaście.

Combo i umiejętności.
W Guild Wars 2 istnieje system combo. Użycie jakiejś umiejętności na innej (obszarowej) generuje odpowiednie negatywne efekty na wrogach lub sprzyjające na sojusznikach. To najlepiej działa w grze drużynowej. Strzał z łuku/pistoletu/strzelby przez pole z efektem trucizny sprawia, że pocisk zatruwa przeciwnika.
Ilość używanych jednocześnie umiejętności wynosi:
— 5 dla broni.
— 1 lecząca.
— 3 specjalne (wybór jest duży).
— 1 elitarna (specjalna, zazwyczaj ma długi czas ładowania).
— 1 do 5 umiejętności KLASOWYCH (specjalne dla danej profesji. Przykładowo nekromanta ma 5, guardian 3, a thief 2).
— 1 specjalna akcja (używana przy bardzo specyficznych przeciwnikach lub sytuacjach. Nie dotyczy darmowych graczy).
— Unik.
— Wierzchowiec (tylko dla graczy z rozszerzeniem Path of Fire).
— 3 komendy dla zwierzaka (tylko Ranger).

Rodzaj obrażeń.
Wyróżniamy dwie podstawowe drogi. Która jest lepsza — zdania są podzielone. Trzeba po prostu zdecydować samemu.
1. Power DPS — budowa pod zadawanie najzwyklejszych, fizycznych obrażeń.
2. Condition Damage — budowa pod zadawanie obrażeń od efektów: płonięcie, krwawienie, trucizna.
Różnica jest taka, że Power DPS od razu osiąga wysoki wynik, a Condition potrzebuje czasu, aby nałożyć wszystkie efekty.

Walka pod wodą.
Nikt jej nie lubi, ale czasami nie ma wyboru. Używamy jednej (lub dwóch) z trzech różnych broni: włóczni, trójzębu oraz harpuna. Jest zawsze nudna i irytująca.

Crafting.
Jak każda szanująca się (lub nie) gra MMO, Guild Wars 2 ma swoisty system craftingu, który od razu przywodzi na myśl bezsensowne tworzenie bezwartościowych przedmiotów. Zawsze uważałem, że crafting jest zbędny lub to zbyt drogie przedsięwzięcie — to ślad po Dragon's Prophet, gdzie z materiałów za milion monet tworzyło się miecz za 100 tysięcy...
Tutaj jest nieco inna bajka. Na rynku, wartość stworzonej broni/zbroi jest zbliżona do wartości wykorzystanych materiałów (a potem płacisz 10% podatku i zdajesz sobie sprawę, że straciłeś). Nikt jednak w tej nienormalnej grze nie craftuje przedmiotów dla zysku.
Crafting głównie jest dla tych, którzy robią ekwipunek o jakości Ascended (wszystkie: common, fine, masterwork, rare, exotic, ascended, legendary).
Warto wspomnieć, że jak na brak logiki gier MMO, ekwipunek Ascended jest lepszy tylko o 5% od exotic, ale droższy nawet dwudziestokrotnie. No cóż... chcesz bawić się na fractalach, to musisz zabulić.
Wyróżniamy 8 dyscyplin:
1. Artificer — struganie lasek.
2. Huntsman — struganie łuków, pistoletów i strzelb.
3. Weaponsmith — wycinanie szlifierką mieczy, toporków i młotków.
4. Taylor — szycie sukienek i szlafroków.
5. Leatherworker — wyrabianie skórzanych kurtek z naszywkami metalowych zespołów.
6. Armorsmith — wykuwanie siedemdziesięciokilogramowych zbroi.
7. Jeweler — wytapianie biżuterii.
8. Cooking — przerabianie odpadków w jedzenie.

Każdy crafting (z wyjątkiem Jeweler) można rozwinąć do poziomu 500. Oczywiście koszt rozwinięcia sztuki na najwyższy poziom trochę kosztuje i robi się to w zasadzie tylko do tworzenia przedmiotów o jakości ascended lub legendary.
Tworzenie legendarnych przedmiotów to długotrwały i kosztowny proces. Może zająć nawet 2 miesiące.

Zgon.
Czasami przychodzi moment, w którym liczba czy też siła przeciwników jest zbyt duża, albo spóźniliśmy się z unikiem i tracimy wszystkie punkty życia. To nie jest jeszcze koniec, bo przechodzimy w tryb "powalonego", gdzie, leżąc na ziemi, panicznie rzucamy jakimś syfem w przeciwników. Wtedy są trzy możliwości:
a) Inny gracz pomoże nam wstać.
b) Zabijemy przeciwnika, dzięki czemu wstaniemy na nogi.
c) Umieramy poprzez zglanowanie.
Odrodzić można się tylko przy punkcie szybkiej podróży lub przy pomocy innego gracza.

Szybka podróż.
Na każdej mapie znajdują się specjalne miejsca, służące jako punkty szybkiej podróży (waypoint). Za drobną opłatą można ich swobodnie używać (o ile nic cię właśnie nie zabija). Warunkiem jest odblokowanie każdego punktu poprzez pójście do niego z buta. Domyślnie odblokowane są tylko po jednym na startowych lokacjach.

Tryby gry.
Meta-gaming, eksploracja (PvE).
Świat Tyrii obfituje w liczne zdarzenia, meta-eventy i questy. Te ostatnie to nic innego, jak jednorazowa pomoc w nawożeniu ogródka albo skasowanie kilkunastu okolicznych bandytów.
Zdarzenia to sporadycznie pojawiające się bossy, napady, eskorty i wszystkie pozostałe bzdety. Interesujące jest to, że przebywając w jakiejś wiosce, możemy zostać zaczepieni przez strażnika czy innego wiochmena, który podbiega bezpośrednio do gracza i pyta, czy przypadkiem mu się nie nudzi. Wtedy usłyszymy narzekania o mutancie, niszczącym okoliczną farmę patisonów.
Meta-eventy zaczynają się o stałych porach lub w ustalonych odstępach czasowych. Dla przykładu: Pewną mapę regularnie atakuje jakiś ohydny, gnijący smok, którego zawsze fajnie jest zniszczyć i potrzeba do tego np. 50 graczy. To jest meta-event. Z trudniejszych jest Dragon's Stand, gdzie event rozgrywa się na CAŁEJ mapie, trwa przynajmniej godzinę i wymaga 100-150 graczy, którymi kierują dowódcy (tak, inni gracze muszą przejąć dowodzenie).

Dungeons (PvE).
Od typowych lochów z bossem, wyróżniają się tym, że oparte są na jakiejś historii. W końcu to gra MMORPG, fabuła musi być.
Mamy 7 dungeonów. Każdy z nich ma 3 lub 4 sposoby (ścieżki) do przejścia. Czekają tam na graczy: silni wrogowie, płacz, sytuacje wymagające współpracy, porażki spowodowane nieudolnością członków drużyny oraz specyficzni bossowie. Niestety, dungeony nie są popularne, bo nie oferują już zadowalających nagród.

Fractals of the mists (PvE).
Bardzo podobne do dungeonów, ale znacznie krótsze i bez historii (którą prawie wszyscy pomijają). Różnica jest taka, że Fractale mają 100 poziomów, każdy jest coraz trudniejszy i wymagają posiadania specjalnej odporności (tzw. Agony Resistance). Dodatkowo na fractalach pojawiają się utrudnienia w postaci niekorzystnych efektów, morderczych pułapek albo losowo pojawiających się bossów.
Drużyny często wymagają doświadczenia w graniu na fractalach, bo zgon oznacza brak możliwości odrodzenia (dopóki ktokolwiek z drużyny jest w walce).

Raids (PvE).
Czasochłonne, dziesięcioosobowe wypady na legendarnego bossa. Raidy rządzą się specyficznymi zasadami, bo drużyna musi składać się z dobrze dobranych profesji. Czas na zabicie przeciwnika wynosi 10 minut.
Śmierć podczas walki oznacza bezsilne obserwowanie porażki naszej drużyny. Każdy gracz pełni określoną rolę.
Raidy wymagają rozszerzenia Heart of Thorns.

Turnieje i mecze PvP.
Zwykłe mecze, najczęściej 5v5. Co jakiś czas są turnieje z rankingiem. Granie PvP może obfitować w niezłe nagrody. Ja nie mam nerwów do tego, bo jestem zbyt głupi.

World vs. World.
Wojna między trzema serwerami na dużych mapach o charakterze obrony fortecy i podbijania strategicznych punktów. Jakiś czas temu odżyło za sprawą magicznej aktualizacji.

Role-Play.
W sumie to niszowy i nieoficjalny tryb rozgrywki, ale jednak gdzieś działa. To wygląda tak, że grupa miłośników RP robi postacie o normalnych nickach, spotykają się np. w barze, w mieście i rozmawiają. Przykład? W mieście Asuran można spotkać kilku graczy, którzy jako Asura (o nickach wskazujących na naukowców) prowadzą długie dyskusje na temat prototypu elektromagnetycznego garnka do gotowania kapuśniaku.

Free-to-play.
Guild Wars 2 jest dostępne w trybie free-to-play, ale z wieloma ograniczeniami. Osobiście jako darmozjad grałem przez jakieś pół roku, po czym kupiłem rozszerzenie w przecenie -50%. Na darmowych graczy czeka wiele ograniczeń:
— Możliwość gry tylko na podstawowych mapach (Central Tyria) oraz Silverwastes.
— Brak możliwości pisania na kanale /map, czyli nie zawołasz ziomków do pomocy.
— Brak dostępu do raidów.
— Duże ograniczenia w handlu (nie kupisz i nie sprzedasz większości przedmiotów).
— Podstawowe profesje (bez elitarnych, jak np. Dragonhunter i Firebrand Guardian).
— Brak możliwości wymiany złota (podstawowej waluty w grze) na diamenty (walutę Gem Store).
— Tylko podstawowa fabuła (Main Story).
— Zablokowane Masteries.
— Brak możliwości pisania maili w grze.

Heart of Thorns.
— Raidy.
— Cały kontent HoT (fabuła, mapy, elitarne specjalizacje, Living World Season 3).
— Mastery Points (specjalne drzewko atrybutów).
— Dostęp do całego Trading Post i w tym wymiany walut na Gem Store.
— Można wysyłać maile oraz przedmioty innym graczom.
— Dostęp do glidera (lotnia).
Lotnia umożliwia szybowanie w powietrzu, dzięki czemu można drastycznie zredukować swoją ilość zgonów (w szczególności te od upadku).

Path of Fire.
— Cały kontent PoF (fabuła, mapy, elitarne specjalizacje v2).
— Trading Post i wymiana walut.
— Maile.
— Wierzchowce.
Wraz z nowym rozszerzeniem, do gry weszły wierzchowce, których zadaniem jest ułatwić nam eksplorację świata (szczególnie tego z PoF, bo mapy są znacznie większe od pozostałych).

1. Raptor.
Podstawowy, otrzymywany już na samym początku od wieśniaka za zgaszenie płonącej lepianki. Te urocze stworzonka znajdują najszersze zastosowanie, bo są ładne, drapieżne i ogólnie kozackie. Specjalną umiejętnością raptoriusza jest długi skok, pozwalający przeskoczyć kaniony i przepaście. Przy okazji jest najszybszy, jeśli chodzi o poruszanie się po lądzie.
2. Springer.
Zmutowany królik. Jego specjalizacją jest skakanie do góry i spadanie ze skarpy. W większości przypadków właśnie tak skończysz — nie sięgając celu i upadając na twarz.
3. Skimmer.
Lewitująca płaszczka. Najbrzydszy, najwolniejszy i najbardziej bezużyteczny wierzchowiec. Jego jedynym przeznaczeniem jest swobodny przelot nad wodą, bo nikt nie lubi pływać w tej grze. To w sumie tyle.
4. Jackal.
Zmutowany pies, czy tam szakal. Czemu w tej grze wszystko jest zmutowane? W zapowiedzi wzbudzał moją ciekawość; szakal może się teleportować. W rzeczywistości ten "skok" jest na odległość splunięcia, ale Jackal korzysta również ze specjalnych portali, rozmieszczonych na lokacjach PoF.
5. Griffon.
Gryf. To ukryty wierzchowiec, na który wymagana jest kolekcja i wydanie kwoty 250 złotych monet. Ten uroczy zwierzaczek potrafi latać... a raczej imitować lot, szybować (lepiej niż glider z HoT). Z dużej wysokości można nabrać prędkości i przelecieć całą mapę szybciej, niż by to zrobić szybką podróżą (jeśli masz dysk HDD, bo mapy potrafią ładować się nawet minutę. SSD skraca ten czas to kilkunastu sekund).

Fashion Wars 2.
Alternatywna i całkiem słuszna nazwa, używana oczywiście w formie żartu. Wzięła się z tego, że Guild Wars 2 oferuje całkowitą dowolność w stylizacji postaci. Wchodzi w to zmiana skórek broni oraz zbroi, a także barwienie całego pancerza (każdy element może składać się nawet z 4 części do kolorowania). Gracze jest wyjątkowi. Nie spotkasz dwóch takich samych. Barwniki trzeba zdobyć (lub kupić) i odblokować. Ceny zaczynają się od kilku miedziaków po grube stosy złota. Do zmiany skórki potrzebujemy specjalnego przedmiotu, do kupienia w Gem Store, lub zdobycia jako nagrodę z fabuły czy eksploracji świata (przyznam, że nigdy nie musiałem tego kupować). W samym Gem Store dostępne są kostiumy.
I tutaj wyróżniamy kilka gatunków graczy.
Szarak.
Biega w zwykłej, szarej zbroi. Najczęściej nowicjusz, który nie odblokował jeszcze skórek i dopiero odkrywa tajemnice gry.
Jestem bardzo oryginalny.
50 osób tłucze bossa, wszyscy biegają, wszystko się świeci, magia lata w powietrzu... i nagle go dostrzegasz. Róż sprawia, że matryca twojego monitora zaczyna się topić.
Jestem bogiem.
Wszystko legendarne. Ten człowiek spędził w grze więcej czasu, niż 98% graczy. Widzisz go i czujesz respekt, bo wartość jego miecza przewyższa wartość twojego konta. Ten człowiek spędził 2 miesiące na bieganiu po całym świecie oraz wydał wagon złota na stworzenie przedmiotu, który w żaden sposób nie jest potężniejszy od twojego, ale ładnie wygląda i ma fioletową nazwę.
Wysłannik niebios.
Poznasz go po tym, że biega na biało, ma skrzydła z Gem Store i świecący krzak na plecach.
Brzydki i zły.
Prawie jak wyżej, ale w ciemnych barwach i z płonącą głową (albo inną częścią ciała).
Copy-Cat.
Stworzył postać na wzór jednego z bardziej znanych NPC lub Gandalfa.
Gem Store Star.
Zawsze kupuje najnowszy kostium z Gem Store i biega w nim do czasu, aż twórcy wypuszczą kolejny. Duża część kostiumów jest tylko sezonowa. Te też kupuje. Jego "kolekcja" stanowi 90% wartości konta.
Fashion Warrior.
Potrafi spędzić pół godziny, dbając o każdy detal swojego ubioru, aby wyglądać jak zabójca, wieśniak, templariusz, pirat, czy nawet Gandalf... Dobiera też odpowiednią skórkę broni. Wszystkie kolory muszą idealnie pasować. Tak, to ja.
Klaun.
Nie masz pojęcia, czy ta paleta barw była zamierzona, czy też nie.
Hipster.
Nosi stylowe "dodatki" z Gem Store. Okularki, szaliczek, rękawiczki, maski, czapeczki, naramienniki, plecaczki w kształcie kotka.

Dobra dobra... ale jak to wygląda?
Pierwszy Ten lewitujący, tajemniczy czarodziej.
Drugi W tle maszyna do waty cukrowej.
Trzeci Wielki zły smok. Twórcy nie lecą sobie w kasztany. On jest kolosalny.
Czwarty Ten zrobiłem sam.

Garść informacji
 Rozwiń, aby przeczytać
Rok wydania: 2012
— Heart of Thorns: 2014
— Path of Fire: 2017
Języki: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański.
Wymagania:
— System Windows XP lub nowszy.
— 2GB RAM.
— 30 GB miejsca na dysku.
— Karta graficzna GeForce 7800 lub lepsza. Podobno to absolutne minimum. Ja gram na GT 730 i efekty nie są zachwycające.
— Procesor 2 GHz.
— Klawiatura, mysz, monitor i dostęp do internetu. Dla pewności.
Tak, grają tu Polacy.
Guild Wars 2 nie jest grą P2W. W Gem Store są głównie rzeczy do zmian kosmetycznych.
Wciąż cieszy się popularnością, choć gracze rozsiani są po całym świecie, a mapy mają swoje instancje.
Oficjalna strona.

_____________________________________________________________________________
Źródło:
Moja wiedza, doświadczenie i stracone godziny życia.
Guild Wars 2 Screenshots
Google Images.
Sometimes... I dream about cheese...

Tagi:

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Guild Wars 2 — popularne MMORPG w bardzo niepoważny sposób.

Post#2 » 8 lis 2017, o 00:15

Zacznę technicznie, do wrażeń przejdę na koniec, jeśli pozwolisz.
Po pierwsze: dopieść tytuły, wszędzie trzeba by bowiem potraktować je najlepiej kursywą, od biedy cudzysłowem. A skoro przy tych jesteśmy — w Polsce używamy drukarskich („”) i te uznaje się za poprawne. Ot, taki z nas dziwny naród, że standardowe ustawienia klawiatur nam nie sprzyjają! Nie powinieneś też tłumaczyć na siłę tytułu, bo w Polsce nigdy tego nie zrobiono, dlatego też czysto pod względem poprawności należałoby używać go bez przekładu.

Gracze jest wyjątkowi.

Są. Poza tym „wyjątkowi”, w odniesieniu do graczy, zwyczajnie źle brzmi. Bo to właśnie do graczy się odnosisz, a chodzi przecież o postacie lub pancerze.

Strasznie nie odpowiada mi tu humor. Trochę to takie „hej, ale jestem fajny, patrzcie!” i silenie się na śmieszność. Wychodzi nienaturalnie. Bo żarty nie płyną same. Widać, że założyłeś sobie, że napiszesz tekst zabawny, humorystyczny i zamiast na treści, skupiłeś się na wrzucaniu gagów, byleby licznik wybijał kolejne cyferki. Opisy postaci czytałam więc z większym lub mniejszym zażenowaniem tlącym się gdzieś w piersi.
Nie wydaje mi się, żeby pięć ras to było „dużo”. World of Warcraft ma ich mnóstwo, a teraz dojdzie chyba z sześć kolejnych (i to w samym dodatku!). To jest dużo.
Poza ty mnie widzę sensu w streszczaniu tego, co jest w grze. Ani to tłumaczenie, ani cokolwiek, co zachęciłoby do gry. Tym bardziej, że poruszasz tu kwestie takie jak rasy czy klasy: a przecież czyta się o tym wszystkim już w kreatorze bohatera (i to bez hehe śmiesznych wstawek).
Tekst ma rację bytu jako fanowski zbiór informacji. Wydaje mi się jednak, że zyskałby zdecydowanie więcej bez tego wciśniętego na siłę humoru rodem ze słabych polskich kabaretów. Bo to jego największa bolączka. Styl masz niezły, więc nie widzę sensu zaśmiecać go czymś, co Ci w tym przypadku nie wychodzi.

Adeptus Gedeon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Guild Wars 2 — popularne MMORPG w bardzo niepoważny sposób.

Post#3 » 9 lis 2017, o 18:56

Zgadzam się z Brialą, humor jest wymuszony, obojętnie, czy coś jest zabawne, czy nie, muszą być śmieszki. Wydaje mi się, że tego typu teksty mają sens raczej, jeśli są skierowane do fanów gry, których mogą śmieszyć jakieś hermetyczne żarty z niej. Laik oczekiwałby raczej rzeczowych informacji na temat gry, które u Ciebie są przykryte właśnie żarcikami. Np. o Revenancie dowiaduję się tyle, że ma opaskę na oczach i jego lore jest jakoś związany ze smokami, no ale czym konkretnie się różni od innych profesji?
Wydaje mi się, że warto byłoby podkreślić zwłaszcza, na czym polegają różnice pomiędzy tą grą, a innymi MMO. A w tym aspekcie skupiasz się głównie na tym, że postaci mają podłożony głos - to jest przecież dodatkowy bajer, nie istota gry.

Na przykład:

"W Guild Wars 2 istnieje system combo. Użycie jakiejś umiejętności na innej (obszarowej) generuje odpowiednie negatywne efekty na wrogach lub sprzyjające na sojusznikach. To najlepiej działa w grze drużynowej. Strzał z łuku/pistoletu/strzelby przez pole z efektem trucizny sprawia, że pocisk zatruwa przeciwnika"

Na ten temat warto by się rozpisać, bo rozumiem, że system walki tutaj się odróżnia od np. WoW-a. Ale nie rozumiem, o co dokładnie chodzi. Co to znaczy "strzał przez pole z efektem trucizny"? Dla mnie to brzmi, jakby chodziło o to, że jeśli pomiędzy Tobą, a celem znajduje się (na "planszy") pole z trucizną, to pocisk przelatujący przez to pole nabierze cechy "zatruwanie", więc kluczowe jest właściwe ustawienie Twoje postaci, w stosunku do celu. O to chodzi?

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość