Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Obrazek

Ne cedat Academia – niech Akademia nie ustępuje

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Ne cedat Academia – niech Akademia nie ustępuje

Post#1 » 24 lis 2017, o 22:07

(glosa na temat szwedzkiej okupacji Krakowa w latach 1655 – 1657,
w 360 rocznicę wypędzenia ich z miasta)

Ne cedat Academia

Taki łaciński napis widnieje na portalu w Sali Zielonej Collegium Maius. Obok umieszczono trzy ważne daty w dziejach Polski i Uniwersytetu Jagiellońskiego: 6 listopad 1939 (aresztowanie profesorów przez Niemców - Sonderation Krakau), 1794 (zajęcie Krakowa przez wojska pruskie po upadku powstania kościuszkowskiego) oraz 1655 potop szwedzki. 

Nie jest łatwo wskazać w Europie inne państwo, które na przestrzeni dziejów straciło tak wielką część swojego dorobku i dziedzictwa kulturowego jak Polska. A tych ogromnych strat dokonywanych od czasu najazdu szwedzkiego, poprzez lata zaborów, obie wojny światowe nie jesteśmy i już - prawdopodobnie - nie będziemy w stanie nadrobić. 

W sierpniu bieżącego roku minęła 360. rocznica wyzwolenia Krakowa spod prawie dwuletniej okupacji przez wojska szwedzkie podczas II wojny północnej, toczącej się w latach 1655 – 1660, zakończonej pokojem w Oliwie – a nazwanej „potopem szwedzkim”.
 
W zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej znajduje się rysunek Michała Stachowicza*[1], z roku 1821, przedstawiający dramatyczną scenę plądrowania biblioteki uniwersyteckiej przez Szwedów. Stanowił jedną z części dekoracji malarskiej najważniejszej sali - mieszczącej się w najstarszym budynku uczelni, zakupionym w 1400 roku dzięki hojnym zapisom testamentalnym królowej Jadwigi - Auli Jagiellońskiej. 

Przyzwyczailiśmy się patrzeć na skutki szwedzkiej okupacji w dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego książnicy przez pryzmat tej dramatycznej sceny. Ale, czy ona odpowiada prawdzie? Czy - namalowana w ponurym czasie zaborów – nie miała podobnego celu jak późniejsza (o ponad pół wieku) Sienkiewiczowska Trylogia? I czy ten rysunek nie stał się powodem powstania jeszcze jednej uniwersyteckiej legendy, powtarzanej oraz utrwalanej w świadomości badaczy i historyków?

I tak, i nie.
 
Już w 1840 roku, niecałe dwadzieścia lat po powstaniu malowideł, Józef Muczkowski*[2], opisując przedstawioną tam scenę, pisał:
...z wypaczonych wydarzeń w nieświadomości późniejszych wykołysane podanie [...] jest mylne, a tym samym obraz przedstawia to, co się wcale nie zdarzyło...”
 

Tym samym stwierdził, że brak jest historycznych, źródłowych świadectw do takiego ujęcia. Natomiast, opierając się na relacjach historiografów uczelni Marcina Radymińskiego i Stanisława Temberskiego, przedstawił analizę strat poniesionych przez bibliotekę na skutek dobrowolnych i wymuszonych podarunków dla okupujących Kraków szwedzkich dygnitarzy.
 
Jednakże, ten okres od 1655 do 1657, jak i lata późniejsze, aż do połowy XVIII wieku stanowią najmniej zbadany, pełen luk i przekłamań okres w dziejach uniwersyteckiej książnicy. Prawdopodobnie ten wyjątkowo skromny stan badań miał niemały wpływ na niepochlebną, wystawioną w XIX wieku opinię o historii uczelni i jej biblioteki w tamtym czasie.
 
W II połowę XVII wieku Uniwersytet Krakowski wchodził w trudnych okolicznościach. W 1651 roku wybuchła zaraza, całkowicie dezorganizując życie miasta, co spowodowało zawieszenie nauczania na krakowskiej uczelni i wyjazd profesorów do Bronowic. Rok później uniwersytet poniósł jeszcze większą stratę; zmarł Jan Brożek*[3], opiekun i dobroczyńca uniwersyteckiej biblioteki. Wprawdzie już w następnym roku ponownie ją uruchomiono, ale na horyzoncie pojawiły się groźniejsze chmury, nieuchronnie nadciągał potop szwedzki.
 
Na wieść o przekroczeniu przez Szwedów granic Rzeczypospolitej oraz plądrowaniu i grabieży wielu polskich miast, władze uniwersyteckie - na czele z rektorem Adamem Rosczewiczem*[4], w sierpniu 1655 roku zwołały zebranie w Stubie Communis Kolegium Większego. Ustalono, że w związku z szybko zbliżającymi się wojskami Karola Gustawa przede wszystkim należy zabezpieczyć skarbiec uniwersytecki. Najcenniejsze przedmioty trzeba wywieźć i ukryć, a pozostałe zgromadzić w jednym miejscu – w Librarii. I właśnie na wspomnianym rysunku Stachowicza widzimy, że oprócz książek, rozrzuconych przez plądrujących salę żołdaków, znajdują się i inne cenne obiekty, np. globusy.
 
24 września 1655 roku Jan Kazimierz opuszcza Kraków, powierzając jego obronę Stefanowi Czarnieckiemu. W tym samym dniu do Wiednia wyjechały - załadowane na dwa wozy - najcenniejsze uniwersyteckie precjoza oraz berła, insygnia władzy rektorskiej. O ewakuacji ogromnego księgozbioru, ze względów logistycznych, nie mogło być mowy; i tak w Librarii znalazło się wiele bardzo cennych obiektów, nie tylko księgi, manuskrypty, ale też archiwalia, pergaminy, przywileje, dyplomy, globusy, przyrządy astronomiczne i inne cenne przedmioty.
 
Nieco wcześniej, początkiem sierpnia, wielokrotny burmistrz Krakowa Andrzej Cieniowic, przeprowadziwszy lustracje baszt i murów miejskich, wezwał wszystkich mieszkańców do obrony grodu i - zgodnie z uniwersałem królewskim – wystawienia wojsk. Spodziewając się oblężenia, zalecił zgromadzenie żywności (na pół roku), a ponadto, nakazał zgłaszanie do władz informacji o wszystkich przyjeżdżających cudzoziemcach. Był także inicjatorem listu od rady miasta do króla i najważniejszych dostojników państwowych z prośbą o pomoc militarną i ochronę Krakowa. W odzewie biskup Piotr Gembicki przekazał ze swoich dóbr 300 zbrojnych, a królowa Ludwika Maria oddała część swoich kosztowności na pokrycie prac umacniających obronę miasta. Kiedy Szwedzi przystąpili do oblężenia, Cieniowic wziął czynny udział w walkach, a po kapitulacji i nałożeniu na miasto ogromnej kontrybucji (w wysokości 300 tysięcy złotych polskich), za gwałtowny sprzeciw - wraz z pięcioma innym rajcami - został aresztowany. 

Jednakże nie wszyscy burmistrzowie, rajcowie oraz inni miejscy urzędnicy prezentowali taką postawę. Rajca Jerzy Pipan młodszy (aptekarz), który odpowiadał za przygotowanie do obrony bram Szewskiej i Pobocznej oraz brał udział w walkach (został ranny pod Tyńcem), po wkroczeniu Szwedów i nałożeniu na niego dużej kontrybucji, wg ówczesnych relacji, miał im wskazywać kamienice „skarbami napełnione”. Burmistrz Gerard Priami (kupiec) urządził dla Szwedów wystawne przyjęcie, hojnie obdarowując kosztownymi prezentami okupacyjnego gubernatora Krakowa generała Paula Wirtza, licząc na ulgi w opodatkowaniu. Istotnie, jego kontrybucja była znacznie niższa. A niejaki Marcin Lochman (kupiec korzenny, sekretarz królewski), posunął się jeszcze dalej. Okazał się gorliwym zwolennikiem Szwedów i - jako podskarbi przy generale Wirtzu - był szpiegiem w polskim obozie w Tyńcu oraz gorliwie wyszukiwał i wskazywał nieprzyjacielowi domy „warte rabunku”.
 
Niestety, ta swoista lista hańby jest dłuższa, ale wróćmy do fragmentu tytułowego cytatu – Ne cedat...
 
Nocą, 24 września, Jan Kazimierz w towarzystwie m.in. biskupa Gembickiego wyjeżdża z Krakowa. Biskup zabrał ze skarbca wawelskiego najcenniejsze obiekty: polskie insygnia koronacyjne i inne precjoza.
Przewiezione zostały do zamku w Lubowli i oddane pod opiekę marszałka wielkiego koronnego Jerzego Lubomirskiego.
 
W mieście pozostało 2200 żołnierzy wojsk regularnych pod dowództwem Stefana Czarnieckiego. Żołnierzy wspomagali mieszczanie i studenci krakowskiej uczelni. Obrońcy mieli do dyspozycji 160 armat. Przygotowując się do odparcia ataku, usypano dodatkowe wały ziemne, a wody Rudawy skierowano do miejskiej fosy.
 
Tej samej wrześniowej nocy niebo rozświetlały nie tylko gwiazdy... ale i łuny pożarów. 

Król zatrzymał się w - położonym na wyniosłym wzgórzu - klasztorze Kamedułów na Bielanach. Z zachowanej do dzisiaj altany eremu mógł obserwować smutny widok - pożary trawiące przedmieścia Krakowa. Podpalono je z rozkazu Czarnieckiego, czyszcząc w ten sposób przedpola przed murami obronnymi, aby nie ułatwiać Szwedom ataku na miasto. Niestety, snopy iskier niesione niekorzystnym wiatrem, przedostały się za mury i w ogniu stanęły dwa kościoły:Franciszkanów i Dominikanów oraz dachy Collegium Maius. Na szczęście pożar w Collegium Maius udało się zdusić w zarodku, ale kościoły znacznie ucierpiały.
 
I tak, łuną pożarów rozpoczęło się oblężenie Krakowa. Szwedzi, rankiem 25 września, przystąpili do szturmu. Rozpoczęli od bombardowania miasta. Po krótkich walkach zajęli przedmieścia, plądrując, rabując i paląc Kleparz, Kazimierz, Stradom. Przybywa Karol Gustaw z szesnastotysięcznym wojskiem. Na swoją kwaterę wybiera kościół Bożego Ciała na Kazimierzu. Zamienia go także w lazaret, skład amunicji, a nawet stajnię, bardzo okaleczając ten piękny przykład budownictwa gotyckiego.
 
2 października kolejne nieszczęście dotyka Collegium Maius. Zbłąkany pocisk artyleryjski trafia w dach. Na szczęście, zsuwa się po jego stromiznach, spada na arkadowy dziedziniec i tam eksploduje, czyniąc tylko niewielkie szkody. 

Przez tydzień, pomiędzy 12 a 17 października w miejskim ratuszu - dzisiaj na Rynku Głównym sterczy tylko jego wieża – trwają gorączkowe obrady. Widząc beznadziejność sytuacji, rajcowie i profesorowie obradują nad sposobem oraz warunkami kapitulacji. Ci ostatni do końca nie wyrażają na nią zgody. Oświadczają, że nie podpiszą takiego aktu. Jednak Czarniecki, wiedząc że pomoc nie nadejdzie, decyduje się na pertraktacje z dowództwem szwedzkim i feldmarszałkiem Wittenbergiem, żądając, by warunki kapitulacji były zgodne z honorem polskiego wojska.
 
Po podpisaniu aktu kapitulacji 19 października, wojska szwedzkie wkraczają do Krakowa i rozpoczyna się jego (prawie) dwuletnia okupacja. Warto zaznaczyć, że profesorowie zdecydowanie odmówili podpisania aktu oraz złożenia przysięgi na wierność królowi szwedzkiemu. Woleli zawiesić działalność uczelni i opuścić miasto. 

Dwa dni wcześniej, podczas narady wojennej, rektor Rosczewicz apelował: 

...bez krwi i ducha musi być ten, kto widząc pochyloną ku upadkowi Rzeczpospolitą wątpi o jej ratunku...

Tego samego dnia Kraków opuszcza wojsko polskie; z rozwiniętymi sztandarami, bronią i zapalonymi lontami. A sam Czarniecki dosiada pięknego rumaka, podarunku od... króla szwedzkiego.
 
Do miasta przybywa 2500 żołnierzy szwedzkiej piechoty i 500 rajtarów, a Karol Gustaw za swoją rezydencję obiera Wawel.
 
Miasto, kościoły, klasztory oraz uniwersytet zostają obłożone wysokimi kontrybucjami. A wraz z okupacją rozpoczyna się także systematyczne plądrowanie oraz grabież: zamożnych domów, pałaców, klasztornych bibliotek, kościołów, w tym – aż osiem razy – wawelskiej katedry. Otwierano groby królewskie, szukając kosztowności, z konfesji św. Stanisława zerwano srebrne blachy, a złotą trumienkę ze szczątkami świętego zabrał do swojej kwatery generał Wirtz. Ogołocono księgozbiory klasztorne, nie oszczędzono nawet dobrze działającego wodociągu doprowadzającego wodę do miasta. 

A Uniwersytet i jego biblioteka? 

Rektorem przez cały okres okupacji Krakowa był Adam Rosczewicz, natomiast zmieniały się władze miasta, które różnie zachowywały się w stosunku do okupantów. Zajęcia na uczelni zawieszono 16 kwietnia 1656 roku. Wcześniej uniwersytet otrzymał litteras protectionis, to jest zwolnienie z obowiązku kwaterowania w kolegiach i bursach szwedzkich żołnierzy. Natomiast starania o zwolnienie z nałożonej wysokiej kontrybucji skończyły się nieznacznym uszczupleniem bibliotecznego księgozbioru; w celu przekupienia okupacyjnych dygnitarzy wręczano im dary, często w postaci cennych ksiąg, w tym czterech atlasów i „Geografii” Strabona. I tak, ceną za rożne ustępstwa mające oszczędzić biblioteczne zbiory stawały się książki z Kolegium Większego:… qui illis placuerunt et a nobis denegari non poterant […] Przed sądem rektorskim, toczącym się w tej sprawie w 1659 roku, jeden ze świadków zeznał:*[5] Secundum ordinem et sub certo ordine ac numero.
 
To jednak nie oszczędziło Akademii Krakowskiej przed nachodzeniem, nękaniem i licznymi rewizjami. W Collegium Maius przeszukania przeprowadzało nie tylko regularne szwedzkie wojsko, ale także zwykli maruderzy, którzy bezpardonowo obchodzili się z najcenniejszymi egzemplarzami. Tak o tym pisze ówczesny kronikarz: … rzadki był dzień aby jego (komisarza G. Mittelstaedta) żołnierze, niekiedy z zachęty naszych dysydentów nie przetrząsali Kolegium Większego*[6]...

Uciążliwe rewizje zwyczaj odbywały się pod pretekstem ukrywania wśród księgozbiorów broni. Bez wątpienia to uciążliwe nękanie kończyło się przywłaszczeniem niejednej ciekawej księgi. Bilans strat biblioteki w czasie szwedzkiej okupacji to między innymi: wymuszone, kosztowne darowizny, przywłaszczenia pojedynczych cennych egzemplarzy i innych obiektów podczas wielokrotnych rewizji, stopniowa dewastacja zbiorów, upadek fundacji bibliotecznych, uszczuplanie jej zasobów oraz wyłączenie jej na lata z normalnej pracy naukowej i badawczej.
 
Jednak szczególną zawziętością wobec Akademii odznaczył się ostatni okupacyjny komendant Krakowa major Mehl, który w nieustannej obawie przed gromadzoną w jej budynkach bronią oraz ukrywaniem spiskowców z furią żołdaka plądrował i dokonywał zniszczeń i rabunków.
 
W 1662 roku, kiedy przystępowano do uporządkowania - bezładnie i w nieładzie leżały w Sali Obiedzińskiego masy książek*[7]. 

Na mocy traktatu w Radnot (Kraków przyznano Siedmiogrodowi), do miasta, w marcu 1657 roku, dotarły wojska Jerzego II Rakoczego i zasiliły (2500 żołnierzy) wojska okupacyjne.
 
W sierpniu - tego samego roku - pod Krakowem stanęła armia cesarska, licząca około 18 000 żołnierzy, którymi dowodził feldmarszałek Melchior von Hatzefeldt, wspomagając polskie wojska dowodzone przez dywizje Lubomirskiego i Czarnieckiego. Z Krakowa, na rozkaz księcia Rakoczego, wyszły wojska siedmiogrodzkie, pozostawiając osłabione i osamotnione wojsko szwedzkie.
 
25 sierpnia 1657 roku kapituluje szwedzki garnizon pod dowództwem generała Wirtza, tym samym kończąc okupację Krakowa, a dziesięć dni później, uroczyście witany, wjeżdża na Wawel król Jan Kazimierz.

Rektor Adam Rosczewicz, 8 września, drukowanym mandatem Cum singulari Dei... ogłasza ponowne rozpoczęcie zajęć na uczelni, wzywając profesorów i studentów do powrotu do Krakowa.
 
Bilans szwedzkiej okupacji był tragiczny. Przedmieścia zniszczone, spalone, mieszkańcy wypędzeni, np. na Kleparzu ze 113 mieszkańców pozostało 15. Na placu Biskupim z 51 domów pozostało zaledwie 5. Grabież dotknęła prawie wszystkie instytucje; Wawel splądrowany, groby królów zbezczeszczone, złupione, z bibliotek klasztornych i kościołów zniknęły nie tylko księgozbiory, większość kosztowności, naczyń liturgicznych, ale nawet dzwony. Według ówczesnych świadków wyrywano marmurowe portale, odrzwia, podłogi, a nawet okiennice z szybami. 

Generał Wirtz, opuszczając Kraków, wywiózł 80 furgonów po brzegi wyładowanych łupami. Część z nich utonęła w Wiśle albo w Bałtyku, prawdopodobnie z powodu nadmiernego obciążenia ładowni statków.
 
Paweł Jasienica w „Rzeczypospolitej Obojga Narodów – Calamitas regnum” napisał:
Doraźnie wywieziony z Krakowa łup wart był podobno więcej niż 5 milionów złotych.
 

Jednak, kiedy spojrzymy na łupiestwo i grabież dorobku kulturalnego samego Krakowa, Wawelu oraz wielu klasztornych bibliotek, Uniwersytet Krakowski, jak i jego biblioteka ze szwedzkiej nawałnicy wyszły z „niegroźnymi ranami”.
 
Znawcy tematu twierdzą, że ogrom rabunków i zniszczeń dokonanych przez szwedzkie wojska w całej Rzeczypospolitej jest porównywalny do strat poniesionych podczas II wojny światowej.
 

….....
1. Michał Stachowicz (1768 – 1825), malarz, grafik okresu romantyzmu.
2. Józef Muczkowski (1795 – 1858), żołnierz wojsk napoleońskich, profesor i dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej od 1837 r.
 3. Jan Brożek (1585 – 1652), matematyk, astronom, lekarz, rektor Uniwersytetu Krakowskiego w 1652 r.
 4. Adam Rosczewicz (zm. w 1666 r.), prawnik, podkanclerzy i rektor Uniwersytetu Krakowskiego w latach 1655 – 1657.
5. 6. 7. Józef Muczkowski, Obrona Krakowa przeciw Szwedom.

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
Autor miesiąca
Posty: 435

Ne cedat Academia – niech Akademia nie ustępuje

Post#2 » 12 gru 2017, o 12:43

Bardzo ciekawe. Wiedziałem o szwedzkiej okupacji Krakowa i o stratach jakie przyniosła, ale Ty pokazałaś mi to o wiele szerzej.
Dziękuję. :smile:

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Ne cedat Academia – niech Akademia nie ustępuje

Post#3 » 12 gru 2017, o 19:54

Marianie,
bardzo dziękuję. Liczyłam się z tym, że to nie jest lektura dla każdego.
Od czytelnika wymaga czasu, skupienia i choć minimalnego zainteresowania historią Polski, w tym oczywiście Krakowa z jego sławnym uniwersytetem.

Ale - jeżeli choć jedna osoba skorzystała na przypomnieniu, pokazaniu tego niewielkiego wycinka z dziejów naszego kraju - zadanie spełnione.

Pozdrawiam
nebbia

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości