Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Wyzwij lub zostań wyzwany do literackiego pojedynku.

Głosuję na tekst:

Czas głosowania minął 1 wrz 2013, o 22:59

Autora A
2
25%
Autora B
6
75%
 
Liczba głosów: 8

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#1 » 18 sie 2013, o 23:00

Pojedynek na opowiadanie fantasy do 18 000 znaków. Temat: Hajda, na smoka!
Wymagane słowa: poczwara, węzeł, nostalgia.
Czas nadsyłania prac: DO 17 sierpnia br. :-)
Weny!
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#2 » 18 sie 2013, o 23:01

Tekst autorki A:

Tekst łączy groteskę, humor i satyrę. Proszę nie brać go na poważnie, a w trakcie czytania, przymrużyć lekko oczy. Miłego.



Wieś wstała z pierwszymi promieniami słońca, wytrącając z pantałyku koguta i zapominając o niedawnym, panicznym uśpieniu. Wszyscy zagotowali wodę na poranną toaletę. Zasłali łóżka. Przygotowali się do codziennych, domowych obowiązków.
Pan Marian, targanicki pijaczyna spod górki, zbadał właśnie zawartość swojej starej, zmaltretowanej życiem lodówki, łypiąc spod krzaczastych brwi. Marzył o jajecznicy na boczku i szklance schłodzonej „Tatry”.
- Niuch! - Trzasnął drzwiczkami.
Zabrał kilka plasterków sera i z wielkim niesmakiem położył na pajdach chleba. Nie tego się spodziewał.

Po śniadaniu przyszedł czas na regularny obchód koszy. O szóstej rano było najwięcej ludzi, którzy czekali na nowe, tańsze warzywa, owoce, wędliny i kapcie, przez co pan Marian miał problem z dopchaniem się do upragnionych śmieci. Szukał wszystkiego, zdatnego do sprzedaży: butelek, puszek, papierków - nic nie uszło uwadze mężczyzny.
Jednak dzisiaj było inaczej. Włożył ramię do dużego worka. Z wprawą wyminął najohydniejsze z niespodzianek i… zamarł. Poczuł coś dziwnego. Jakąś okrągłą rzecz, która drżała lekko pod jego spoconą dłonią.
I tak narodziła się pierwsza, najbardziej matczyna „mężczyzna” – całkiem przypadkiem, i całkiem nagle.

***

- Widzieliście, co ten obdarciuch trzyma na podwórku? Zwierza jakiego. Nie wiem, ja się nie mieszam. – Regina zacisnął mocniej wysuszone, stare wargi.
- Cholewa? Ten pijaczyna? A gada pani!
- No prawdę mówię, i dziwić się, że sąsiedzi się skarżą. Byk nic nie robi tylko sprowadza poczwary, jakbyśmy mało dziwolągów mieli.
- Dokładnie, dokładnie.
Kobiety zamilkły, obserwując poczynania koleżanki z nad parującej herbaty. Widziały, jak staruszka wychodzi po schodkach do małej, kwadratowej altany. Przesuwa niewielki pieniek, i tak jak one, siada ze szklanką kawy albo „liptonki”, wzdychając z nostalgią.
- Podobno nie chciała dać Anulce na dziecko, wyobraża to sobie pani? Tyle ma emerytury, a woli kupować sery u Giermka, skąpiradło jedne.
- Matuszkiewicz? – Pani Kasia wskazała głową przygarbione ciało sąsiadki. – No, i dary też bierze, bo mało ma swoich… zero wstydu!
- Ale powiem pani jedno, w swoim czasie Bozinka pokaże. Takie jak one smażą się w piekle.
- Dobrze pani gada, tak, tak.
- A z tym jaszczurem trza coś zrobić – zaczęła pani Regina. – Sprowadzić szeptunkę jakąś, czy Tomusia poprosić. Wie pani, mój wnusio to ma łeb na karku. I duży jest jak ten dom, z tamtym. Widzi pani? – Wskazała palcem niskie, podłużne budowle.
- A gada pani…
- No prawdę mówię! – zarzekła się, obserwując za zmrużonych oczu niską, męską postać, zataczającą się niepewnie w ich kierunku.
- Czego znowu przyszedł? – zapytała, gdy poznała delikwenta.
- Mają panie mleka? – wychrypiał.
- Nie mamy.
- Skończyło się, a chciałem nakarmić Ząbka. Pewne, że nie mają? Pożyczyć chciałem. Oddam.
- Ta – urwała, przybierając minę starszej esesmanki. Po chwili dodała, gdy ten odwrócił się plecami:
- Niech gad zdycha!
Pan Mietek nie przejął się krzykami nieznośnej kobiety i zwrócił się z prośbą do Matuszkiewicz, która dała mu dwa litry swojskiego mleka.

Wracając do domu, zahaczył o monopolowy. Podarek zdawał się wołać ludzkim głosem, nagabywać i kusić, żeby wymienić go na parę życiodajnych i jakże upragnionych trunków. Stanął w kolejce i czekał. Myślał.
Przez moment zobaczył smutne ślepia zwierzątka, jego pusty brzuszek i wysuszony, dziewiczy języczek, którym nie czerpał jeszcze przyjemności.
- Tak? – zapytała sprzedawczyni, gdy dotarł do lady.
Odszedł, nic nie kupując.

***

Grupka ludzi przeszła przez zarośnięte podwórko Cholewy i stanęła przy drzwiach zniszczonej spelunki. Od niedawna życie w Targanicach stało się jeszcze bardziej nieznośne. W nocy, gdy wszyscy próbowali zasnąć, słychać było niskie ryki i skomlenia. Czasami wybuchał alarm pożarowy, przez co nikt nie potrafił zasnąć, a staruszki całymi godzinami ślęczały w oknach zgaszonych domów. Parę razy wzywały miastową policje. Zawsze przyjeżdżali. Postawni mężczyźni, znudzeni, ale jeszcze na tyle trzeźwi, żeby zapukać do drzwi pana Mietka, odstawiali przedstawienie, na które mógł przyjść każdy z pokrzywdzonej wsi. Czasami Regina, działaczka najaktywniejsza, roznosiła po domach ulotki z zaproszeniem na wieczorek towarzyski i poczęstunek, z późniejszą mszą ku pomyślności jaszczurzej akcji.
- Wchodzicie na trzy, zrozumiali? – wyszeptał Kierczak, ściskając mocniej niedawno zaostrzone, błyszczące widły. Przybyli z siatami i siekierami. Bardziej przezorni podłączyli kombajny i czekali na tyłach domu.
- Wszyscy mają węzełki? Sprawdzę! – Przeszła się między ludzi, dotykając zawiązanych na ręce, zielonych sznureczków oznaczających przynależność do zamkniętej grupy szturmowej. Musieli zachować dyskrecje, zwłaszcza w tych trudnych i niepewnych czasach. Każdy mógł się nie obudzić, przez tkwiący w plecach różaniec.
- Czego się drą!? – Ze szpary w drzwiach wychyliła się zarośnięta, spijaczona głowa Mietka.
- Cholewa, chcemy żebyś utłuk dziada! Jaszczura, psia mać! Jak nie ty, to my!
- Smok! To jest s m o k. Idźcie spać mówię! Ząbuś jest potulny jak baranek, rozumiecie? Zasnął zaraz po tym, jak dałem mu mleczka. – Złagodniał i uśmiechnął się do wspomnień. - A teraz paszoł won! Poszli! – Wyszedł na zewnątrz i zagroził zaciśniętą pięścią.
Nie zdążył wydać kolejnego, bardziej soczystego przekleństwa. Ktoś popchnął go w głąb śmierdzącego domu, unieruchomił i teraz próbował skrupulatnie podtopić, plując śliną i wrzeszcząc jak opętany. Wymachiwał krucyfiksem przed przerażonymi oczami Mieteka. Jakiś mężczyzna odciągnął oprawcę.
- Co pani robi?!
Staruszka przyjęła oskarżycielską pozę.
- To co uważam za słuszne!
- Ząbuś… Kochany. Uciekaj. – Cholewa resztami sił próbował nawiązać kontakt ze zwierzęciem, na co to podniosło łeb i zapiszczało cichutko. Nie widziało dostatecznie dobrze na załzawione, młode oczka. Nie mogło określić kierunku głosu „matki”, a tym bardziej przeczuć nadchodzącego niebezpieczeństwa.
Mietek nie miał czasu do stracenia. Wstał nagle, podbiegł do smoczka i… poczuł, że Ząbek przyleci, zabierając „matczynego mężczyznę” do najbardziej kolorowego z kolorowych światów. Wyobrażał sobie, jak to wygląda. Oblizał się na myśl o spienionym piwie.
Coś go uderzyło w głowę.
- Do piachu z nim!
- Pani Najbor! Co ja mówiłem?

***

Nadchodziła upragniona jesień.
Weselsze niż zawsze dzieci bawiły się na podwórku, nurkując w kolorowych liściach i rysując na kamieniach wesołe kasztany. Matki z wielkim trudem szukały pociech, na dobre wtopionych już w złoty krajobraz wioski. Z czasem nauczyły się rozpoznawać malców po różnym ułożeniu czapek, które wystawały z pod góry pożółkłej trawy. Wszyscy wiedzieli, że Ząbuś założył rodzinę w mieście, wskutek czego, pierwszy raz od bardzo dawna Targanice milczały szczególnie głośno. Mietek już nigdy nie oddał za mleko.
Budził wieś z pierwszymi promieniami słońca. Tak skończyła się wielka akcja, zyskując miano: „Hajta na smoka”. Dopiero z czasem przeistoczyła się światowy kult.
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#3 » 18 sie 2013, o 23:03

Tekst autorki B:

„Ciężko jest się czegokolwiek dowiedzieć od zwęglonych zwłok, przyjacielu.”

16. października, po południu

-No już ciii, nie becz, uspokój się. - Yuviel głaskała czule po pysku dwudziestotonowego smoka.
-I oni... oni wtedy... - zachlipało zwierzę, wypuszczając z pyska kłęby dymu.
-Ciii, już dobrze, jestem tu z tobą...
-Powiedz mi, mały elfie, dlaczego oni wszyscy przychodzą tutaj i albo próbują mnie zabić, albo przekonać do zabijania innych, albo chcą ukraść moje złoto?! - Smok otarł szponiastą łapą łzę, spływającą po policzku.
Yuviel przytuliła się do szorstkich, wielobarwnych łusek i nuciła jakąś kojącą piosenkę. Powieki gada zaczęły powoli opadać, aż w końcu zasnął, chrapiąc tak, że ze sklepienia jaskini sypał się pył.

15. października

-Mówiłem ci, że coś mi śmierdzi w tym zleceniu – zrzędził pod nosem Wolf, mozolnie wspinając się po niemal pionowej ścianie.
-Nie gadaj tyle, tylko właź! - warknął Dragomar i wyciągnął się na swoje całe metr pięćdziesiąt, by sięgnąć wystającego fragmentu skały.
-Przecież, kurwa, włażę! Skąd ty w ogóle wytrzasnąłeś tego sir l'Aguille, co?!
-Nie ja go wytrzasnąłem, tylko sam się wytrzasnął. - Dragomar wdrapał się na wąską półkę skalną, klapnął ciężko na piasek i wyciągnął zza paska manierkę. Upił solidny łyk, otarł rękawicą wąsiska i podał bukłak Wolfowi, który właśnie wystawił czuprynę ponad nawis.
-Zaraz, brachu, zaraz – wysapał, wczołgując się na półkę. Usiadł i wziął wino od przyjaciela.
-Więc? - zapytał.
-Co: więc?
-Skąd sam się wytrzasnął.
-Słuchaj, płaci złotem, tak?
-No tak.
-Połowę dał nam wcześniej, tak?
-No tak.
-Więc chuj mnie obchodzi kim jest, skąd jest i po cholerę mu smoczy łeb.
-Wiesz, naszła mnie taka myśl...- powiedział po chwili Wolf.
-Hmm? - mruknął krasnolud, opierając się o skałę i podkładając ramiona pod głowę.
-Jak my mu ten łeb utniemy?
-Jak to jak? Zwyczajnie. Toporem na przykład.
-Ale wiesz, smoki są wielkie, zieją ogniem i w ogóle.
-W ogóle i w szczególe dostałem od tego jegomościa tyle hajsu, że przyniósłbym mu nie tylko łeb smoka, ale i demona. Na srebrnej tacy, a jeśliby zażądał, to jeszcze przybrałbym go dziewięćsiłem.
-W sumie...
-Ci, którzy nie chcą czegoś zrobić - Dragomar siadł prosto i wyciągnął w górę sękaty paluch - szukają powodu. Ci, którym zależy – sposobu. - Powrócił do swojej wygodnej pozycji z plecakiem pod głową i przymknął oczy. Wolf rozejrzał się wokół; wspięli się już tak wysoko, że kamienie pokrywał szron, a pod nimi rozlewało się mleczne morze skłębionych chmur. Słońce majaczyło czerwienią na horyzoncie, barwiąc na różowo obłoki; gdyby był poetą, zapewne ten widok natchnął by go do spłodzenia jakiejś ckliwej ballady. Ale był jedynie pospolitym najemnikiem i okazjonalnym złodziejem, więc pomyślał tylko: „Jak my, kurwa, zleziemy na dół z tym łbem?”
-Dragomar? - odezwał się Wolf po chwili.
-No? - mruknął krasnolud sennym głosem.
-Co to, kurwa, jest ten dziewięćsił?

14. września

-Chciałeś mnie, panie, widzieć. - Wysoki, młody mężczyzna skłonił się dworsko przed siedzącym na misternie rzeźbionym tronie królem Frankonii. Władca przyjrzał mu się uważnie; problemy ze wzrokiem dawały o sobie znać coraz bardziej.
-Sir Robert l'Aguille! - ucieszył się i podszedł do rycerza, który nadal pozostawał w półukłonie. Wziął go pod ramię, jak starego przyjaciela i poprowadził za sobą.
-Istotnie, wzywałem cię. Wpadłem ostatnio na fenomenalny koncept! - oznajmił uradowany, wychodząc z sali tronowej. „Świetnie” – pomyślał l'Aguille. - „Ciekawe cóż teraz uroił twój chory umysł, stary durniu”
-Koniecznie musicie, mój panie, się nim ze mną podzielić!
-A i owszem, zamierzam! - Cały orszak, ciągnący się za królem i rycerzem wszedł wraz z nimi do komnaty, gdzie zwykle ucztowano. Gigantyczne pomieszczenie o wysokim sklepieniu, z którego dumnie zwieszały się liczne kandelabry na grubych łańcuchach, było teraz puste; długi stół, stojący nieopodal rozległych, wpuszczających mnóstwo południowego światła okien, zwykle dźwigał mnóstwo napojów i jadła – teraz jednak na sękatym blacie nie było nic. Król wszedł do środka, okręcił się wokół własnej osi, wskazując rękami na ściany i rzekł:
-Cóż widzisz, Robercie? - Rycerz omiótł komnatę wzrokiem i zmarszczył brwi; nie był pewien o co tym razem może chodzić szaleńcowi w koronie.
-Widzę, mój panie, wspaniałe gobeliny i cudne arrasy, portrety twoje i twych szlachetnych przodków, łby jeleni, dzików i innych leśnych bestyj, które byłeś łaskaw usiec podczas polowań, prześwietne witraże, skrzące się w słońcu na szkle wysokich rozet. Jednym słowem – wspaniałość twej przezacnej gościny.
-Tak, tak... Ale spójrz tam. - Wskazał na pustą ścianę nad kominkiem, zajmującym rozległą powierzchnię na szczytowej ścianie.
-Hmmm... Kominek? Ale, oczywiście, kominek, którego nie powinieneś się, królu Frankonii, wstydzić; wszak jest to dzieło najznamienitszych kamieniarskich rzemieślników, jacy tylko mieli zaszczyt mieszkać na twych ziemiach, panie.
-Tak, wiem, że to jest najpiękniejszy kominek, jaki tylko powstał. W końcu, przyjacielu, sam nadzorowałeś tę budowę. - Poklepał l'Aguille'a po plecach i perorował dalej: - Ty jeden zawsze wiesz, czego oczekuję, zanim wypowiem słowo, tylko ty znasz moje zamysły lepiej, niż ja sam. Dlatego, Robercie, zwracam się właśnie do ciebie; miejsce nad kominkiem jest puste i chciałbym zmienić ten stan rzeczy.
-Mam zorganizować polowanie, mój panie?
-Nie, nic z tych rzeczy. - Król machnął ręką, jakby odpędzał natrętną muchę.
-Czy czasem nie wisiał tam łeb wilka?
-Owszem, wisiał. Ale po pierwsze, zeżarły go mole, a po drugie i najważniejsze: łeb wilka może powiesić sobie każdy, rozumiesz. Szlachta często poluje, wilk jest zbyt pospolity, chciałbym coś... bardziej egzotycznego. Jestem królem, nie mogę być jak wszyscy!
-Może sprowadzić łeb lamparta, lwa albo tygrysa?
-Nieee... czymże wtedy różniłbym się od czarnych władców albo arabskich szachów?
-Cóż zatem chciałbyś zobaczyć, mój panie, na ścianie nad kominkiem? - zapytał l'Aguille, wietrząc kłopoty.
-Łeb smoka.

2. października


-Spóźniłeś się – warknął krasnolud, wypuszczając z ust kłąb cuchnącego dymu.
-Daj spokój, utknąłem po drodze. Nie mogłeś wybrać jakiegoś przyjemniejszego miejsca na spotkanie?
-To bardzo przyjemne miejsce. Jest sucho i mają niechrzczone piwo, czego chcieć więcej?
-Przydałaby się jeszcze samonapełniająca sakiewka złota – odparł wysoki człowiek, ściągając z siebie przemoczony płaszcz i przygładzając dłonią pozlepiane wodą włosy.
-Dobrze kombinujesz. - Dragomar wskazał na niego krogulczym paluchem i zanurzył wargi w gęstej pianie. - Wiesz, że to jest jedyna karczma w okolicy, gdzie gdy wrzucisz monetę do piwa, to będzie się utrzymywała na pianie i nie opadnie, tak jak w tych wszystkich spelunach wokół?
-Słyszałem plotkę, że utrzymuje też zdechłe szczury, które potem się wyławia, wrzuca na rożen i sprzedaje za pensa jako szaszłyk – odparł Wolf rozcierając zgrabiałe z zimna ręce.
-Pieczone szczury są bardzo dobre, nie wiem, o co ci chodzi...
-Nie ważne, nie drążmy tematu. Po co mnie tu zwlokłeś w taką parszywą pogodę?
-Mamy robotę.
-A to ci nowina. Czekaj, pójdę po kufelek, bo już karczmarz, psia jego mać, łypie na mnie, jakbym mu kozę zgwałcił. - Wstał z ociąganiem i ruszył do szynkwasu.
Drzwi otwarły się i wraz zacinającym deszczem do środka wszedł dostatnio ubrany jegomość. Kmiecie wlepiali w niego ślepia, jakby zobaczyli szydełkującego trolla, niektórzy, mając swoje za uszami, zaciskali dłonie na rękojeściach broni. Karczmarz, wietrząc zysk, zignorował mówiącego do niego Wolfa i przydreptał do rycerza, zacierając chytrze łapska.
- Witamy w skromnych progach Rozkraczonej Dziwki, w czym mogę służyć dostojnemu panu?
- Szukam Dragomara i Wolfa. - Mina karczmarzowi nieco zrzedła, jednak nie tracił animuszu.
- Ach, tych dwóch. Siedzą o tam. - Wskazał brudną ręką na krasnoluda i nachylił się do przybysza. - A czegóż wielmożny pan się napije w tę parszywą pogodę? Miodziku, wódeczki, może winka? - L'Aguille odsunął się, gdy owiał go zgniły oddech gospodarza.
- Może być wino, jeżeli nie jest kwaśniejsze od twojego oddechu, chłopie. - Minął kłaniającego się w pas karczmarza i podszedł do wskazanego stolika.
- Ty jesteś Dragomar?
Krasnolud zmierzył go wzrokiem, uniósł brew, upił łyk piwa i rozparłszy się wygodnie na krześle, odparł:
- Zależy kto pyta.
- Umówił nas Jednooki Joe.
- W takim razie to ja. - Dragomar wyszczerzył spróchniałe trzonki zębów i odpalił długą fajkę.
- A gdzie twój towarzysz?
- Właśnie próbuje kupić piwo, ale twoje pojawienie się nieco skomplikowało mu sprawę. - Dmuchnął w stronę Roberta nieomal żrącym dymem. - Już wraca. - Zanim Wolf podszedł do stolika, minęła go pospiesznie jedna z dziewek karczemnych, najstarsza i najbardziej cycata córka gospodarza. Nachyliła się nad l'Aguillem, stawiając przed nim gliniany kubek wypełniony czerwonym winem, otarła się o mężczyznę wydatnym, wylewającym się z koszuli biustem i puściła mu oczko. Rycerz, chcąc być uprzejmym, uśmiechnął się, dziękując za trunek i natychmiast tego pożałował, gdy dziewczę wyszczerzyło się do niego poczerniałym oraz niezbyt kompletnym uzębieniem. Nie był przyzwyczajony do obcowania z pospólstwem, ale cóż, mus to mus. Wolf wreszcie dotarł do stolika i warknął.
- Zająłeś moje miejsce. - Sir Robert spojrzał na niego z niedowierzaniem i już miał coś odpowiedzieć, gdy ubiegł go krasnolud:
- Daj spokój, Wolf, posadź dupsko gdzie indziej, a nie obrażasz naszego dobrodzieja. Z czym, panie, do nas przychodzicie? Jednooki Joe powiedział tylko, że szukacie kogoś odważnego i umiejącego robić mieczem, toporem czy czymkolwiek innym, byle dobrze naostrzonym – zwrócił się do rycerza, który nadal nie mógł odnaleźć języka w gębie.
- Panowie, sprawa jest prosta. Potrzebuję łba smoka.
Wolf zakrztusił się piwem.
- Ty to nazywasz prostą sprawą?! - wrzasnął, ściągając na siebie ciekawskie spojrzenia.
- Prosta w sensie klarowna, nie łatwa do wykonania – wyjaśnił pospiesznie l'Aguille. Najemnicy zerknęli na siebie, próbując dociec, cóż, do stu diabłów, oznacza „klarowny”, ale porzucili rychło karkołomny zamysł i przenieśli wzrok na zleceniodawcę.
- Kontynuuj – zachęcił krasnolud, pykając kółka z dymu.
- Jak już wspomniałem, potrzebuję smoczego łba. Możliwie szybko. Płacę złotem, połowa z góry, druga połowa po wykonaniu zadania. Nie zakładam waszej nieuczciwości, nie śmiałbym nawet sugerować czegoś podobnego, ale poprzedni śmiałkowie, którzy próbowali zbiec z pieniędzmi, nie wywiązując się ze zlecenia, suszą się teraz na sznurze na głównym rynku. Absolutnie, uprzedzając panów obiekcje, nie grożę, po prostu wyjaśniam zasady współpracy; wy będziecie uczciwi wobec mnie, wówczas sowicie was wynagrodzę.
- O jakich kwotach rozmawiamy? - zapytał krasnolud.
- Dwadzieścia tysięcy złotych koron.
Oczy najemników prawie wyszły z orbit. Nie tylko nigdy nie widzieli takich pieniędzy, ale również suma wybiegała sporo poza ich matematyczne zdolności.
- Ile... ile to jest setek? - dopytał Wolf.
- Dwa razy po sto setek.
Wolf powiedział coś do Dragomara w chrapliwym języku, żywo gestykulując. Wymiana zdań trwała chwilę, po czym odezwał się krasnolud:
- Umowa stoi. - Napluł na dłoń i wyciągnął ku rycerzowi. Sir l'Aguille z obrzydzeniem ją uścisnął.
- Jestem sir Robert l'Aguille...
- Człowieku, nie interesuje mnie, jak się nazywasz, ani skąd pochodzisz. Jednooki Joe znajdzie cię wszędzie, gdybyś próbował nas wyrolować, w co wątpię.
- Kiedy możecie zacząć? - Przełknął kolejną potwarz.
- Dopijemy piwo i się zbieramy.

16. października, rano

Ranek przywitał najemników mrozem i oślepiającym blaskiem wynurzającego się ponad nisko zawieszone chmury słońca. W tym rejonie świata niebo zawsze majaczyło tuż nad głowami, zwłaszcza gdy było brzemienne śniegiem albo lodowatym deszczem. Dragomar otworzył oczy, zaklął pod nosem, przeklinając piekielne promienie i sprawdził rzetelnie każdy węzeł. Dopiero wtedy obudził zawiniętego w koce Wolfa.
-Wstawaj, brachu, poczwara sama sobie łba nie utnie.
-Już, już. - Wolf ziewnął głośno i przeciągnął się. - Daleko jeszcze?
-Cholera wie. Nic to, na górę.
-Czekaj, tylko się odleję. - Człowiek rozwiązał spodnie i stanął nad przepaścią, z ulgą opróżniając pęcherz.

27. października


Robert l'Aguille siedział smętnie za biurkiem i przeglądał raporty. Siódma ekipa nie powróciła, mimo że dotarła do podnóży gór, w których mieszkał smok. Trzy, ignorując widmo stryczka, odważyły się umknąć z zaliczką, dwie schwytano i powieszono.Wydał już fortunę, a efektów nadal nie było widać... Jak tak dalej pójdzie, stanie się zwykłym szarakiem ze stertą długów do spłacenia. Brakowało mu już sił i pomysłu...
Wtem drzwi rozwarły się z łoskotem i stanął w nich królewski herold, obwieszczając donośnym głosem:
-Sir Robercie l'Aguille, Jego Wysokość Król Frankonii, Władca Przyzagórza i sąsiadujących ziem, Trzeci Swego Imienia, Karol Dyngenaweński Trzeci, chce was widzieć! Natychmiast!
Rycerz zbladł i mechanicznie wstał, ruszając noga za nogą ku sali tronowej.
Król był wściekły, l'Aguille od razu to poznał po tym, jak nerwowo bębnił palcami po poręczy.
-Panie, wzywałeś mnie. - Skłonił się. Aż zaschło mu w gardle; wszyscy wszem i wobec wiedzieli, że Karol Dyngenaweński był furiatem i nigdy nie dało się do końca przewidzieć reakcji monarchy.
-Możesz mi wytłumaczyć, czemu cały twój czas i, jak sądzę, pieniądze przepadły? Tyle starań i jak krew w piach!
-Mój panie, proszę mi wierzyć, że dokładam wszelkich starań, aby... - Król uniósł dłoń, uciszając tym gestem l'Aguilla, widzącego już w myślach swoją głowę spadającą z karku.
Ciszę, jaka zapanowała w sali tronowej, przerywało tylko bzyczenie dwóch much, uparcie próbujących przebić się przez szybę.
-Chcę, Robercie, byś wiedział, że nie mam do ciebie żadnych pretensji. Widziałem twoją pracę i oddanie, doceniam wszystko. Mój poseł, sir Gerad d'Agnois, wrócił właśnie z księstw Oswaldu. Nie zgadniesz, co zastał nad kominkiem tamtejszego władcy...
-Nawet nie będę próbował, mój panie. - L'Aguille odetchnął z ulgą, jednak nadal nie ośmielił się podnieść wzroku na króla.
-Cholerny łeb przeklętego smoka!
Rycerz poczuł, jak miękną mu nogi.
-Jak to będzie wyglądało? Że ja, władca Frankonii, gdzie powstają wszystkie kanony mody, czerpię wzorce z jakiegoś barbarzyńskiego księstewka, którego jeszcze sto lat temu nie było na mapie?! To nie może być!
Po plecach l'Aguilla spłynęła strużka zimnego potu.
-Czyli...
-Czniaj na tego smoka! Musimy iść z postępem! Smok już był, więc musimy wymyślić coś innego! - Król wstał z tronu i przechadzał się w tę i z powrotem po komnacie. - Wiem! - Zatrzymał się, unosząc w górę palec. „To się źle skończy” – pomyślał Robert, żegnając się ze swoimi utraconymi pieniędzmi.Tymczasem monarcha zapalił się do swojego pomysłu:
-Zamiast łba smoka, przyniesiesz mi łeb hydry!

26. października

-Dowiedziałaś się czegoś?
-Ciężko jest się czegokolwiek dowiedzieć od zwęglonych zwłok, przyjacielu.
Smok wyraźnie posmutniał. Było mu też trochę głupio, że nie potrafił się powstrzymać. Spojrzał z nostalgią w niebo i zatęsknił za czasami, gdzie niewielu ośmielało się podnieść na niego rękę, a tych, którzy próbowali, dało się zliczyć na szponach jednej łapy, więc miał święty spokój. Chłopi zostawiali mu na skraju pól krowy, owce i inne bydlęta, w związku z czym nie miał potrzeby martwić się o polowania. A potem wszystko się zmieniło; ludzie nauczyli się od krasnoludów władania bronią palną i każdemu nagle zaczęło się wydawać, że może pokonać smoka...
-Nie martw się, znalazłam też jednego całkiem żywego, stał na czujce.
-Świetnie! - Gad rozpostarł błoniaste skrzydła, przez które przebijało się słabe światło zachodzącego słońca. - Co powiedział? - Był podekscytowany jak małe dziecko oczekujące prezentu.
-Że przysłał ich, podobnie jak wcześniejszych, niejaki sir Robert l'Aguille.
-L'Aguille? Z Frankonii pewnie?
-Tak. Właśnie stamtąd.
Smok nabrał głęboko powietrza i dmuchnął w niebo oślepiającym jęzorem płomienia. Oczy rozjarzyły mu się wściekłością.
-Wszyscy dostali sporo pieniędzy za przyniesienie smoczego łba – kontynuowała Yuviel.
-Gdzie jest ten, którego schwytałaś? - zagrzmiał zwierz.
-No cóż, nie był mi już potrzebny, więc strąciłam go w przepaść – beztrosko odparła elfka. Smok machnął parę razy skrzydłami, unosząc się nad ziemią i zniżył łeb osadzony na długiej, wężowej szyi, by Yuviel mogła wdrapać mu się na kark.
-Dokąd lecimy? - zapytała, starając się przekrzyczeć wiatr.
-Do Frankonii. Odwiedzimy pana l'Aguille.
-Drechtor, co ty zamierzasz?!
-Jak to co? Spalę wszystko w cholerę!
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#4 » 19 sie 2013, o 09:13

[center]Przypominam, że na głosowanie przeznaczony jest czas 14 dni od daty opublikowania tutaj, a więc do 1 września. Przepraszam też bardzo za zamieszanie, mam nadzieję, że nie będzie już więcej problemów.
Zapraszam do czytania, komentowania i głosowania. Powodzenia i niech wygra lepszy! :D[/center]
where does everybody go when they go?

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#5 » 20 sie 2013, o 17:14

Tekst A - zabrakło dopracowania. Widać, że gonił termin i nie do końca pomysł, który miał zostać zrealizowany osiągnął pożądany efekt, a przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy. Nie wzbudził żadnych emocji i choć miało być potraktowane z przymrużeniem oka oraz jako tekst humorystyczny, nie przekonał mnie pod tym względem. Podobały mi się dialogi ludzi z wioski, wyraźnie wczuwając się w ich mentalność oraz sposób mówienia, jednakże mam wrażenie, że główny motyw tekstu został gdzieś zapodziany w trakcie pisania i, tutaj zgaduję!, pewnie zabrakło ci czasu na rozszerzenie tego opowiadania, który wyszedł raczej na miniaturkę.
Zabrakło mi więcej opisów, które nieco uporządkowałyby treść, która dla mnie była nieco chaotyczna.
Oraz z kilkanaście literówek plus:
Regina zacisnął mocniej wysuszone, stare wargi.

zacisnęła

Tekst B - klasyczna fantastyka, w stylu, który bardzo lubię. Trochę przekleństw, trochę dowcipu, trochę sztampowych motywów w zjadliwej formie. Czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, choć coraz rzadziej sięgam na forach po dłuższe teksty. Trochę motyw wyprawy na smoka skojarzył mi się bardzo luźnie z opowiadaniem Sapkowskiego. :P

Było kilka zdań, które wyjątkowo przypadły mi do gustu, na przykład to, zdecydowanie lubując końcówkę:
Rycerz omiótł komnatę wzrokiem i zmarszczył brwi; nie był pewien o co tym razem może chodzić szaleńcowi w koronie.



Zagłosowałam na tekst B. :)
Po prostu robię za zły charakter.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1338

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#6 » 22 sie 2013, o 13:19

Zamiast komentować każdy tekst z osobna, skomentuję krótko w ramach porównania, bardziej jeżeli o sam pojedynek i głosowanie chodzi.

Według mnie tekst A miał lepszy pomysł niż tekst B, ale zaszkodziło wykonanie. Nawet na pierwszy rzut oka, tekst B wygląda lepiej. Jest uporządkowany, wizualnie wygląda profesjonalniej, od razu inaczej się do niego podchodzi. Jest też zgrabniej napisany, chociaż treść jako taka, jeżeli chodzi o tematykę, nie jest niczym specjalnie nowym. W B podobały mi się dialogi i konstrukcja postaci, które są bardziej rzeczywiste i jest ich więcej niż w tekście A, wygląda to naturalniej i bardziej intryguje. Chciałabym wiedzieć o nich więcej, niż jest zawarte w tej historii i to jest duży plus.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#7 » 25 sie 2013, o 11:06

Tekst A
Faktycznie ma lepszy pomysł, ale po wykonaniu widać, że i na szybko, i bez gruntownego przemyślenia. Opowiadanie niestety jest niepełne, brakuje treści pomiędzy scenami, które opisałaś, dało się to bardzo mocno odczuć i niestety dla mnie podobny defekt skreśla tekst. Warte napomknięcia są jednak dialogi - w większości stylizacja jest udana, w niektórych miejscach co prawda przesadna, ale widać, że potrafisz się wczuć w postać, duży plus za podjęcie próby.
Dodatkowo nieco potknięć po drodze.

Tekst B
Tekst zdecydowanie lepszy, choć klasykę fantasy, smoki, elfy i krasnoludy lubię wyłącznie w klasyce - to ostudziło moje odczucia. Błędem, który dodatkowo mnie mocno irytował, jest brak spacji po myślnikach (musiałam wspomnieć!), ale mimo to widać, że tekst jest dopracowany, doszlifowany, zadbany i bardzo, bardzo to lubię. Przede wszystkim jest całością samą w sobie, w dodatku zgrabnie napisaną.

Jednak nie powiem, by któryś tekst mnie mocno zachwycił - może po prostu tematyka jednak nie moja. Najważniejsze jest dla mnie wykonanie, więc dla mnie zdecydowanie B.
Zapomniałam wcześniej dodać! Łatwo rozgryźć, który tekst jest czyj, nie miałam z tym żadnego problemu :)
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Nekroskop
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 41

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#8 » 25 sie 2013, o 21:23

Ad. A
Mnie sam pomysł średnio przypadł do gustu, bo co do zasady nie przepadam za tego rodzaju satyrą - tj. całkowicie absurdalną pod względem umiejscowienia jak i wydarzeń. Wolę humor sytuacyjny, mniej oczywisty, który bazuje na jakiejś relatywnie wiarygodnej (wiarygodnej ≠ realistycznej) historii.
Poza tym, jak już było wyżej wspominane, zabrakło dopracowania; dziury między fragmentami są wyczuwalne i gdzieś się to wszystko rozchodzi na boki.

Ad. B
Opowiadanie może i nie razi oryginalnością, ale w fantasy niekoniecznie o to chodzi; wiele naprawdę ciekawych opowieści z gatunku bazuje właśnie na schematach, które autorzy wykorzystali na swój sposób. Poza tym kto chciałby innego krasnoluda niż ten klasyczny - wulgarny i zapijaczony?
Tekst jest żywy, lajtowo-dowcipny, bogaty językowo (musiałem zgooglować "arrasy") i przyjemnie się go czyta. Jednocześnie historia układa się w jakiś morał.

Zagłosowałem na B.
W życiu jak w fizyce: są pewne prawa, których nie da się obejść; dopóki nie pojawi się ktoś, kto to zrobi, bo nie wie, że nie można.
- Ktoś (ja?)
Obrazek
Believer
Speak not to me of justice
For none have I ever seen
By God, I shall give as I receive

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#9 » 31 sie 2013, o 12:03

Hm, ja się wyłamię, powiem, że bardziej przypadł mi do gustu tekst A. Spodobał mi się pomysł, wykonanie rzeczywiście pozostawia nieco do życzenia, ale i tak jakieś płynniej mi się go czytało niż tekst B. Kupiły mnie dialogi, brzmiące bardzo prawdziwie, bardzo wiarygodnie, kupiła mnie wioskowa mentalność, którą znam aż za dobrze. Jeśli chodzi o tekst B, jak na mój gust jest to za dużo sztampy, która nie została przedstawiona na tyle atrakcyjnie, by była czymś więcej niż tylko sztampą. Nie jest zły, ale zaszkodził mu kompletny brak oryginalności. Aczkolwiek król-dyktator trendów wywołał mój uśmiech.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Pojedynek nr 1: Lady_Elinore vs NowaEra

Post#10 » 2 wrz 2013, o 12:21

[center]Głosowanie zakończyło się wczoraj i wyniki są jednoznaczne, więc z radością mogę ogłosić, że większością głosów wygrywa tekst B, czyli: Lady_Elinore!
Gratulacje! :D

Dziękujemy wszystkim za udział, opinie i oddane głosy![/center]
where does everybody go when they go?

Wróć do „Pojedynki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość