Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Wyzwij lub zostań wyzwany do literackiego pojedynku.

Głosuję na

Czas głosowania minął 5 gru 2013, o 07:39

Tekst A
3
33%
Tekst B
6
67%
 
Liczba głosów: 9

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4919

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#1 » 26 paź 2013, o 12:03

Pojedynek na opowiadanie kryminalne do 15 tys. znaków. Temat: Ktoś cię obserwuje.
Słowa klucze: gałązka, wycie, obłąkanie.

Czas nadsyłania prac: do 20 listopada br.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4919

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#2 » 21 lis 2013, o 07:35

TEKST A

Wiesz kim jestem

Spoglądała na niego niczym drapieżca szykujący się do skoku, kiedy mrużyła oczy z wszystkowiedzącym uśmieszkiem. W dłoni trzymała papierosa, którego zapach drażnił mężczyznę, lecz nie okazywał tego na twarzy ociosanej jedną emocją. Próbował być tak samo obojętny jak kobieta siedząca naprzeciwko, przy tym samym stoliku i z ramieniem opartym na oparciu w lekceważącej pozie. Co rusz zaciągała się, burząc jego poczucie ładu.
- Wiesz kim jestem, Krystanie – oznajmiła w końcu po nic nieznaczącej rozmowie, będącej preludium do ich własnej sonaty.
- Nie wydaje mi się.
- Och. – Ciemne, wąskie brwi uniosły się. – Jesteś tego absolutnie pewien? – Ton głosu był aż nadto sugestywny.
Kim, u licha, jest ta kobieta? I czego ode mnie chce?, mężczyzna na nowo zadawał sobie pytania, przewiercając ją wzrokiem na wylot.
- Nie wiem o czym mówisz.
Drwiący śmiech wzbudził czujność. Wyprostował się nieznacznie, nagle spięty. Z kolei ona nachyliła się ku niemu nad blatem. Biały dym wyłaził spomiędzy prostych zębów, gdy wycedziła dwa słowa:
- Ulica Poniatowskiego.

Dwa tygodnie wcześniej

Wracała z pracy jak zawsze obok parku. Jasne mury w świetle ulicznych latarni wyznaczały trasę, którą dzień w dzień poruszała się ze spuszczoną głową i szybkim marszem. Pomimo tego, że okolica była bezpieczna i od lat nie zdarzył się żaden incydent, to kobieta nosiła w sobie ten pierwotny lęk przed wyludnionymi przestrzeniami, gdzie każdy nieoczekiwany dźwięk stawał się pretekstem do obejrzenia za siebie. Dlatego starała się myśleć tylko o drobnych kłopotach, które mogła rozwiązać, bądź o zadaniach, jakie na nią czekały. Dzieci, zaległe pranie, kolejne rachunki, sterta brudnych naczyń, nowy odcinek serialu. Tak wiele do zrobienia, a tak mało czasu…
Potknęła się o wystającą, nierówną płytę. Zamachała energicznie rękoma, ledwo łapiąc równowagę. Obcas mocniej zastukał. Odetchnęła cicho i uśmiechnęła się leciutko. Katastrofa upadku zażegnana. Mogła iść dalej.
Skręciła za róg, wchodząc w ulicę domków jednorodzinnych i bliźniaków. Wtedy poczuła, że coś jest nie tak jak powinno. Jednak nie zwolniła, wmawiając sobie, że to tylko urojenia. Dzielnica wyglądała identycznie jak każdego innego wieczora. Z rzędem samochodów po obu stronach i latarniami zapalonymi co trzy słupy. Już miała wsadzić dłonie w kieszenie kurtki, wzruszając ramionami, gdy za plecami rozbrzmiało metaliczne uderzanie.
Zamarła. Ciarki przeszły wzdłuż kręgosłupa. Serce zabiło parokrotnie szybciej. Raptownie odwróciła się, szukając wzrokiem przyczyny hałasu.
Pierwsze, co ujrzała, to blada dłoń zaciskająca się na chudym patyku i odbijająca raz po raz od szczebelek ramy. Znała tę melodię.


- I co z nią? – zapytał Krystian po zbyt długiej chwili milczenia.
- Nie czytasz gazet? – Kobieta z powrotem oparła się o krzesło. Ponownie sztachnęła się, opierając drugą dłoń i zaczynając uderzać paznokciami o blat. – Pierwsze znalezione ciało.
- A więc o to pani chodzi. Trąbią o tym non stop w telewizji, nawet Internetu nie można spokojnie przeglądać, bo co rusz ktoś snuje własne teorie. – W głos zakradła się nutka rozdrażnienia.
Mężczyzna westchnął, zerkając na zegarek. Była już ósma piętnaście i ani śladu po kelnerze. Zamawiali kolację dobre pół godziny temu; w tym czasie lokal zaczął tętnić życiem wraz z napływem klientów. Pewnie jeszcze parę minut minie zanim podadzą im do stołu. Do tego czasu…
Spróbował uśmiechnąć się, lecz z marnym skutkiem.
Powinien dowiedzieć się, czego właściwie od niego chce ta cała Emily. Cudzoziemka, która nauczyła się płynnie rozmawiać po polsku. Byłby pod wielkim wrażeniem, gdyby nie to okropne wrażenie, jakie na nim sprawiła na samym początku. Bezczelny uśmieszek nie schodził z warg, brązowym spojrzeniem świdrowała, kasztanowe loki otaczały sylwetkę emanującą pewnością siebie - tak kruchą, tak kobiecą, a mimo to tak odrzucającą. Nie był w stanie spoglądać na nią wprost dłużej niż kilka sekund. Daleko jej do piękności, a tym bardziej ideału.
- Nie interesuje cię ta sprawa?
Sięgnęła do popielniczki.
- To jest bez znaczenia. –Założył nogę na nogę, przygotowując się do rozmowy, której tor wcale mu się nie spodobał. – Skoro wszyscy o tym rozmawiają, to naturalne, że znam wszystkie szczegóły, jakie zostały podane do prasy. Nie jestem w stanie od tego uciec.
Po raz drugi tego wieczoru wąskie brwi uniosły się.
- Doprawdy? Nie chcesz wiedzieć, kto zamordował tamte kobiety?
- Co mi z tej wiedzy? Jestem mężczyzną, więc nic mi się nie stanie. Nie mam czego ani o kogo obawiać, więc pozostaje mi tylko czekać na koniec tej historii, aż złapią przestępcę. Tego oczekuje się od przeciętnego obywatela, nieprawdaż?
- Teoretycznie tak.
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz? – zapytał, zniżając głos. – Dzwonisz do mnie, umawiasz się na spotkanie w sprawie pracy, zadajesz dziwne pytania, a do tego przez cały czas mnie lekceważysz. Kim tak naprawdę jesteś? Bo nie wierzę, że przyszłaś tu, by posłuchać o moich utworach.
Przeszył go nieprzyjemny chichot Emily. Uszy zapiekły. Przez chwilę miał wrażenie, że został wyśmiany. Gdy spojrzał w jej oczy, wiedział, że tak właśnie było.
- Kim jesteś, do cholery? – powtórzył z naciskiem.
- Nawet się nie domyślasz? Jestem zawiedziona. Ale to nic. To wszystko da się naprawić.
Włosy stanęły mu na karku, gdy ujrzał jej wyraz twarzy. Drapieżny, a równocześnie beznamiętny, jakby już coś sobie postanowiła i po kolei realizowała plan, których punkty odfajkowywała z pełnym samozadowolenia uśmieszkiem.
- Twoją największą fanką, Krystianie. Każde twoje dzieło jest niezwykle inspirujące. Czuć tę dynamikę, ekspresję i wizję autora. – W oczach coś niebezpiecznie błysnęło. - Nie byłabym zdziwiona, gdyby ten seryjny morderca także zakochał się w twojej twórczości.
Mężczyzna przełknął ślinę.
- Dlaczego tak myślisz?
Od kiedy jesteśmy sobie na ty?, dodał w duchu.
- Och, to proste.

Dziewięć dni wcześniej

Ocknęła się na zimnej podłodze z potężnym bólem głowy. Sięgnęła dłonią, delikatnie dotykając i sycząc, gdy natrafiła na wrażliwe miejsce. W nikłym świetle jedynej lampy dostrzegła ślady krwi. Zanim zrozumiała, co właściwie się stało, dalej tępo spoglądała na ciemne plamy. Roztarła je pomiędzy palcami, powoli akceptując ten fakt.
Nagle poderwała głowę, uzmysławiając sobie, że to nie jest jej pokój. Szaro-zielone ściany milczały, gdy pytała szeptem. I przestrzegały, kiedy zaczynała im się przyglądać. Jedyne, co dostrzegała, to para drzwi z głęboko żłobionymi rysami, a także czerwone odciski dłoni obok. Jęknęła i skuliła się w sobie. Próbowała przypomnieć sobie, jak do tego doszło, lecz jedyne, co zdołała zapamiętać, to blada dłoń i gałązka uderzająca w metalowe szczebelki. Nie wiedziała nawet, czy ma do czynienia z kobietą, czy z mężczyzną. Targnął ją spazm rozpaczy ofiary zamkniętej w klatce.


- Twoja teoria jest bardzo ciekawa – powiedział, na dobre rezygnując z formy grzecznościowej. – Jednakże, jak się domyślam, nie masz na to dowodów.
Kącik ust kobiety drgnął.
- Dlaczego aż tak bardzo cię to interesuje?
- Bo myśl, że morderstwa popełniane z taką premedytacją, brutalnością i gwałtownością, smakując się każdym przerażonym krzykiem niczym nową nutą w zapisie, fascynuje mnie, a jednocześnie zatrważa. – Głos poniósł się ekstatycznie. W jego uszach każde słowo miało inny wydźwięk, jakby z osobna zostały nasączone emocją mroczniejszą od poprzedniej. Ponownie przebiegł mu dreszcz od karku wzdłuż pleców, gdy uzmysłowił sobie, że Emily Bucket najprawdopodobniej nie należała do osób zdrowych psychicznie.
- Rozumiesz teraz? – Uniosła dłonie do twarzy, opierając łokcie o blat. Spoglądała na nie roziskrzonym spojrzeniem, to zaciskając je, to rozcapierzając, jakby teraz spoglądała na nie z innej perspektywy. – Zabijanie jako forma artyzmu, jako jedyne ujście dla dręczącej pierwotnymi instynktami duszy, która jak diabeł ciągle powtarza głośniej i głośniej, by zabić. – Splotła dłonie i wyszeptała:
- By zabić bez wyrzutów sumienia w imię własnego egoizmu.
Mężczyznę oblał zimny pot, gdy kobieta przyszpiliła go brązowym spojrzeniem, w których nie dojrzał ani krztyny miłosierdzia i zrozumienia. Były zimne, kalkulujące, szalone. Powinien uciekać czym prędzej, lecz nie potrafił zmusić mięśni do jakiegokolwiek ruchu. Teraz już wiedział, z kim miał do czynienia.
Z zabójcą.

Tydzień wcześniej

Ujrzała porywacza kilka godzin później pomiędzy wyciem a dobijaniem do drzwi. Czuła się bezradnie, gdy każdy krzyk zostawał stłumiony przez muzykę, której ogniste, silne tempo, nagle spowalniało i wyciszało się, rozwlekając z wdziękiem, gładko, acz zdecydowanie i wyraziście. Znała ten utwór. To ją przerażało najbardziej, ponieważ wiedziała, że tak mało znany aspekt jej życia, musiał zostać odkryty dopiero po dłuższym czasie. Ktoś ją obserwował, wybierając spośród tysięcy innych kobiet.
Serce tłukło o klatkę piersiową. Nagle jej uwagę przykuła obracająca się gałka od drzwi. Natychmiast rzuciła się w stronę wyjścia, pragnąc wykorzystać jedyną szansę na ucieczkę. Krzyknęła, wyzywając od chujów i skurwysynów.
Dopiero gdy została unieruchomiona, przyjrzała się twarzy oprawcy. Z nieoczekiwanie ściśniętego gardła nie wydostał się ani jeden dźwięk. Kobieta rozpłakała się nad własną głupotą i beznadziejnością.


Jej śmiech ścinał krew w żyłach. Unieruchomił mężczyznę i przykuł uwagę innych ludzi, którzy zastygli na sekundę, by po dłuższej chwili wybrać najwygodniejszą opcję - zignorowanie sytuacji. Tylko on dusił się w miejscu, nie potrafiąc uczynić chociażby jednego gestu, który odpędziłby precz tę przerażającą kreaturę.
Zerknął pod stół, z zaskoczeniem odkrywając, że nogi mu się trzęsą. Co rusz przechodził skurcz i zmuszał, by nerwowo machać stopą w powietrzu, jakby to miało go choć na chwilę uspokoić. Ani trochę nie pomagało. Dłonie jeszcze bardziej się spociły. Spiął się.
- Gdzie jest ten kelner? – wysilił się na spokojny ton. – Już dawno powinien do nas przyjść z zamówieniem.
- Nie przyjdzie.
- C-co?
- Słyszałeś. – Przekręciła głowę nieco na bok z rozbawieniem. Wiedziała o czymś, z czego on powinien zdać sobie sprawę na samym początku.
- Od początku to planowałaś – wykrztusił. – Dlaczego ja?
Kolejne spojrzenie na nią obrzydziło go. Emily uśmiechała się tym drwiącym, wszechwiedzącym uśmieszkiem, którym odrzuciła go na samym początku. Choć kobieta nie poruszyła się, on postrzegał ją teraz w najczarniejszych barwach. Zabójcę w przebraniu żmii, zakradającą się do ofiary, syczącą ostrzegawczo, a równocześnie wyzywającą, z przyjemnością czekającą, aż ktoś głupi spróbuje zaatakować. Gdyby nie otaczający ich ludzie, byłby pewien, że ten drapieżca z zadowoleniem oblizałby ten ostry nóż, nawet jeżeli miał się skaleczyć, by…
Zaraz… Nóż?!
- Dlaczego ty? – Kobieta wycedziła, znienacka uderzając z głośnym hukiem. Zanim zdołał zareagować, przyszpiliła jego dłoń do stołu. Wrzasnął. Krew chlasnęła go w policzek.
- A dlaczego ty mordowałeś tamte kobiety?
- Nie wiem, o czym mówisz.
Wokół powstało zamieszanie, nad którym personel restauracji próbował zapanować. Szybko odgrodzili scenę zdarzeń od obcych ludzi. Krystian nie rozumiał dlaczego nikt mu nie chce pomóc. Rzucił błagalne spojrzenie jednemu z kelnerów, który na chwilę odwrócił się w ich stronę, aby skontrolować sytuację, i jedyne, co otrzymał, to twardą, bezlitosną odmowę zarysowującą się w mimice twarzy.
- Och, czyżby?
Nie poluźniła uścisku na ostrzu, choć mężczyzna próbował ją odepchnąć. Pogłębiał ranę. Krew zachlapała prawie cały blat. Ktoś z daleka nawoływał, ktoś upadł zemdlony, ktoś przepychał się w ich stronę. Lecz to już nie było ważne, gdy Emily Bucket zanuciła melodię, która do reszty wytrąciła go z równowagi. To była JEGO melodia. Jego i ofiar.
- Dlaczego je zamordowałeś? – zapytała niczym kat nad duszą.
- Bo jestem artystą, do cholery! – wybuchł, wybałuszając oczy, porażony bólem, nagłym wyznaniem i okrucieństwem kobiety. – Gdy wena zanika, jej źródło także musi zostać zniszczone. Jest bezużyteczne! Każda muza daje tyle z siebie, ile potrafi, aż do ostatka sił. Gdy rola się kończy, życie nie jest już nic warte. Moje natchnienie zaczyna się wraz z odkryciem, a kończy na krzykach przerażania, gdy podarowują mi ostatnie nuty do zapisu. Jestem wielkim artystą, który…!
- Jesteś obłąkanym skurwysynem.
Wyszarpnęła nóż z jego ręki. Ledwo odetchnął z ulgą, gdy złapano go za ramiona, zmuszono do pełnego wyprostu i zapięto z tyłu kajdanki.
- Zanim się ponownie odezwiesz, uprzedzam, że zostajesz aresztowany pod zarzutem kilkukrotnego pozbawienia życia. Możesz skontaktować się z adwokatem i składać zeznania dopiero po jego przybyciu, jednakże z miejsca zaznaczę, że rozmowa była nagrywana, gdzie otwarcie przyznałeś się do winy. – Służbowy ton Emily, rozwścieczył Krystiana. Twarz miał całą czerwoną, zlaną potem, zaś oczy śledziły każdy ruch kobiety. Przeklął siarczyście, kiedy oficjalnie machnęła przed nim odznaką policji.
- Masz przejebane i nie wywiniesz się z tego.

Cztery dni wcześniej

Pomimo tego, że błagała o łaskę, nie słuchał jej. Uderzał w jednym tempie łomem w każdy skrawek skulonego ciała. Krzyczała u jego stóp, czasami łapiąc za nią i błagając, nie mając siły na nic więcej. On jednak nie znał litości. Tłukł dopóki jedynym słyszalnym przez niego dźwiękiem, był szum w uszach, który ćmił umysł i sygnalizował o wycieńczeniu.
Dopiero wtedy siadał na schodku za drzwiami, spoglądał na zmasakrowanego trupa i zaczynał szukać worka na śmieci. Potem podrzucał dokładnie w to samo miejsce, gdzie otumanił ofiarę.
I wybierał się na poszukiwanie nowej muzy.


- A ty z kolei będziesz musiała się wytłumaczyć ze zranienia podejrzanego.
Po wszystkim Marek, wysoki policjant, przyjaciel i współpracownik Emily, podszedł do niej, wsadzając ręce do kieszeni. Znacznie nad nią górował. Wzrokiem odprowadził znikający za zakrętem radiowóz.
- Ha! Naprawdę tak myślisz?
- I ze złamania innych przepisów także.
Drwiący uśmiech zaigrał na jej wargach.
- Mam to w dupie. Niech lepiej będą mi wdzięczni za zdobycie dowodu. Gdyby nie ja, dalej szukaliby tego psychopaty.
- Nikt ci za to nie podziękuje. Chyba, że nakłamiesz w raporcie.
- Wiem. Za to każdy wróg doczepi się każdego nieważnego szczególiku.
- Nieważnego? – Omal nie parsknął śmiechem.
Emily wyjęła kolejnego papierosa. Machnęła paczką w kierunku Marka, na co on odmówił. Wzruszyła ramionami i już po chwili zaciągała się bardzo z siebie zadowolona.
- Powinnam zostać aktorką. Widziałeś jego minę? Prawie zemdlał, gdy zaczęłam swój monolog.
- Bóg się jednak nad nami zlitował. – Dotknął jej ramienia w przyjacielskim geście. – Nie dziwię mu się. Gdybym nie wiedział, że jesteś nieszkodliwą, wredną babą, to także bym się przestraszył – oznajmił tak poważnym tonem, że kobieta rzuciła mu nieprzychylne spojrzenie, na co on w końcu zaśmiał się.
- Gdybyś była wielką gwiazdą, to kto by wkurwiał całą komendę? Nie widzę żadnego kandydata do przejęcia twojej znaczącej roli.
- Ha!, w końcu jestem Emily Bucket. Geniusz wśród głupców. – Mało brakowało, by jej ego zassało powietrze wokół.
Marek westchnął, odrywając wzrok w kierunku ciemnego firmamentu. Czekało na nich jeszcze sporo pracy.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4919

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#3 » 21 lis 2013, o 07:37

TEKST B

Boże Narodzenie 1
Przygotowania doprowadzały ją do szału. Co roku działo się to samo – gotowanie, smażenie, pieczenie, wieczny bałagan, wieczne sprzątanie, kombinowanie, kiedy na wigilijnym stole zabraknie czegoś dla niej kompletnie nieistotnego, a ważnego dla syna. Gotowanie, smażenie, pieczenie, bałagan, porządki, a pomiędzy tym uspokajanie wściekłego siedmiolatka, który nie przyjmował do wiadomości, że nie jest czarodziejką i nie przywoła za pomocą hokus pokus jajek, mąki, a najlepiej gotowych już babeczek.
— Mamy przecież pierniczki. — Próbuje dotrzeć do syna.
— Nie ma wszystkich potraw, nie ma świąt — powtarza po raz dziesiąty.
— Jezu, gdzie mój prawdziwy syn? — pyta samej siebie, głęboko wzdychając.
Chłopiec zawsze wariował przed gwiazdką. Zmieniał się w małego dyktatora, który za najmniejsze przewinienie posyłał ją i męża do komory gazowej. Nie wiedziała jak i kiedy dopuścili do tego, aby ich syn zaczął się tak zachowywać. Może nie powinna pozwolić Patrykowi na opowiadanie małemu ciekawostek historycznych z okresu II wojny światowej, kiedy dopiero co poznał życie starożytnych Greków.
Całe szczęście, że po zobaczeniu pierwszej gwiazdki zdejmował mundur i nie było śladu po Maćku-dyktatorze. Wracał, rozgadany i uradowany uginającym się pod potrawami stołem, dzieciak, który już nie mógł doczekać się prezentów. Ona również niecierpliwie czekała na chwilę, kiedy razem zasiądą przy choince i Maciek z promiennym uśmiechem zacznie rozdawać kolorowe pakunki.
Pod drzewkiem zwykle leżało więcej niż trzy paczki, znaczną część dostawali pocztą od rodziców Patryka. W te święta również zaniemówili, kiedy ujrzeli prezenty wyglądające spod zielonych gałązek. Niemy zachwyt przerwał radosny okrzyk Maćka, który podbiegł do choinki i rzucił się na kolana w poszukiwaniu paczek opatrzonych swoim imieniem. Po chwili dookoła leżały skrawki porwanego papieru i splątane wstążki, a chłopiec na przemian śmiał się i wykrzykiwał „wow”.
— Nie zapomnij o nas — powiedział do syna uśmiechnięty Patryk, na co Maciek porzucił gry komputerowe i klocki Lego, i zaczął rozglądać się za prezentami dla rodziców. Kiedy pod drzewkiem nic już nie było, wrócił do zabawy nowymi gadżetami.
— Co to ma znaczyć? — Radosną chwilę przerwało pytanie Gosi, które skierowała do męża. Ten nie wiedząc, o co chodzi, posłał jej zdziwione spojrzenie. — Ty to kupiłeś, Patryk? — pyta ponownie i pokazuje mu plastikową lalkę, teraz wlepiającą w mężczyznę duże, niebieskie oczy.
Lalki tego typu nigdy jej się nie podobały, wręcz odrzucały swoją sztucznością. Nie rozumiała, jak mąż mógł wykręcić taki numer. Jeszcze w święta!
— Daj spokój, po co miałbym kupować ci coś takiego? — odpowiada , zupełnie nie zwracając uwagi na roztrzęsienie kobiety. — Pewnie dziadkowie przysłali to przez przypadek — dodaje, kiedy widzi, jak żona czerwienieje.
Gośka wstała, cisnęła lalkę na fotel i wstała, posyłając przy tym znaczące spojrzenie Patrykowi. Starała się, żeby Maciek nie uczestniczył w ich potyczkach słownych. Gdy byli już w kuchni kobieta powiedziała już swobodniej:
— Zwariowałeś? Przecież na paczce było moje imię! Chyba mi nie powiesz, że twoich rodziców stać na tak kiepski żart? Nie zaprzeczaj! Co ci strzeliło do łba? Wiesz, że nienawidzę tych wszystkich lalek śmierdzących mieszanką pudru z plastikiem.
— Czemu się tak pieklisz. Dam sobie rękę uciąć, że było to dla kogoś innego.
— Jest w rodzinie jakaś inna Małgosia?
Patryk zamilkł i zastanowił się; nie było nikogo takiego.
— A widzisz? Nie lubię, jak opowiadasz bajki…
— Kiedy to nie moja sprawka! — Patryk dalej zaprzeczał.
— Nie spodziewałam się, że zrobisz coś takiego w święta! — krzyknęła Gosia i wyszła z kuchni.
Maćka w salonie już nie było, zgarnął wszystkie prezenty i pobiegł do swojego pokoju na piętrze. Lalka nadal leżała na kanapie, tak jak ją rzuciła. Patrzyła na Gośkę spod nienaturalnie gęstych i długich rzęs, jakby z wyrzutem. Przez moment nie wiedziała, co z nią zrobić. W końcu chwyciła opakowanie z lalką w środku i poszła wyrzucić do śmieci. W tym samym czasie usłyszała trzask zamykających się drzwi frontowych. Pewnie Patryk poszedł odreagować.
Oparła się o blat szafki i wyjrzała przez okno. Nie tak wyobrażała sobie święta. Co roku musiało wydarzyć się coś wytrącającego Gośkę z równowagi. Nigdy by nie pomyślała, że to mąż będzie źródłem jej niepokoju. Skąd przyszedł mu do głowy taki pomysł?
— Mamooo! — krzyknął Maciek z góry.
— O nie, kłopoty — powiedziała cicho, po czym dodała głośniej: — Już lecę, synek!
Pewnie coś stłukł, zgubił, skaleczył się albo wszystko naraz.
— Mamo, szybko! Tam ktoś stoi!
Zmroziło ją, kiedy wspinała się po schodach na piętro. Ona tu, dzieciak tam, a Patryk poza domem. Ostatnie stopnie pokonała biegiem, przy drzwiach do pokoju Maćka znalazła się w dwie sekundy. Serce waliło jej jak oszalałe, bała się tego, co zastanie w środku. Pchnęła drzwi z taką mocą, że zatrzymały się dopiero na ścianie i to z hukiem. Czuła napływające powoli do oczu łzy.
Chłopiec siedział przy oknie, które wychodziło na główną ulicę. Był cały i zdrowy, a w pokoju nikogo innego poza nimi nie zastała. Podeszła do syna cała zesztywniała, przeklinając w duchu swój strach. Jednak po wyjrzeniu przez okno nie zobaczyła nic, co powinno ją niepokoić. Skrzący się lód w świetle ulicznych latarni, wirujące płatki śniegu, oszronione samochody.
— Poszedł już, spóźniłaś się. — Wzruszył ramionami i wrócił do budowania z klocków Lego.
Miała już dość świąt. Najpierw ten dziwny prezent, przez który naskoczyła na męża, teraz jakiś typ spod ciemnej gwiazdy stojący pod ich domem. Nigdy za dobrze nie radziła sobie ze stresem i unikała sytuacji kryzysowych jak ognia.
— Gosia, ogarnij się — szepnęła, patrząc w łazienkowe lustro, po czym obmyła twarz zimną wodą. Gdy usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi, znów poczuła jak jej mięśnie martwieją. — Maciek, nie wychodź z pokoju — poleciła synowi, który już chciał lecieć na dół. Zaskoczony już otworzył buzię, żeby zacząć dyskusję, ale rzuciła mu tak groźne spojrzenie, że kiwnął głową i zawrócił.
Gosia zeszła na dół, a kiedy stała już przy wejściu, rozejrzała się za czymkolwiek, co mogłoby posłużyć za narzędzie obronne. Wybór padł na parasol. Po drugim dzwonku chwyciła klamkę, w myślach złorzecząc Patrykowi, że nie kupił drzwi z judaszem.
— To ja, Patryk! — usłyszała stłumiony głos męża i natychmiast mu otworzyła, wcześniej odkładając parasol do kosza. — Cholernie zimno na dworze — rzucił przez ramię, zdejmując płaszcz, a potem ośnieżone buty. — Myślałem, że nigdy mnie nie wpuścisz. Chyba się już nie gniewasz za tę głupią lalkę, co?
Gosia nie odpowiedziała, przytuliła go i zaprowadziła do kuchni, gdzie zaparzyła gorącą herbatę. Resztę wieczoru spędzili, rozmawiając, otuleni aromatyczną parą, buchającą z kubków. Nie wiedzieli, że ich syn ponownie ujrzał ciemną postać wystającą pod domem i długo nie mógł zasnąć, próbując rozszyfrować znaczenie uniesionej, jakby w geście pożegnania, dłoni.


Boże Narodzenie 2
Po kolacji przyszła pora na rozpakowanie prezentów. Ten rok nie należał do najlepszych pod względem finansowym, ale liczba paczek pod choinką nadal robiła wrażenie. Może to dzięki mniejszemu drzewku? Maciek jednak nie przejmował się niczym, podobnie jak w poprzednich latach rzucił się na prezenty i z taką samą, jak nie większą, radością, rozrywał ozdobny papier. Tak bardzo wczuł się w rolę małego dewastatora, że przypadkiem otworzył jeden z pakunków należących do Gosi.
— Mamo, kto to jest? — spytał chłopiec, wręczając kobiecie nieco zniszczoną fotografię trojga ludzi. Gosia przyjrzała się dokładnie, jednak nie rozpoznała ich, choć dziecko stojące między dwójką dorosłych wydawało się znajome.
— Skąd to masz, łobuzie? — zapytała, dając zdjęcie mężowi, który też chciał je zobaczyć.
— Było tutaj — odparł, po czym wskazał na rozerwany papier leżący u stóp Gosi.
Podniosła go i zobaczyła, że z drugiej strony starannie zapisano jej imię. Jednak pismo nie należało do mamy Patryka. Spojrzała na męża, który nie odrywał wzroku od fotografii.
— Jesteś bardzo podobna do tej dziewczynki — cicho zauważył Patryk, oddając zdjęcie żonie. — To możliwe, żeby…
— Jak to się tu znalazło? — przerwała Patrykowi z śladem paniki w głosie. — Przecież to jakieś szaleństwo! Co to ma być? — Wstała i zniknęła w kuchni, gdzie do szklanki nalała wody z kranu i wypiła duszkiem. Kończąc pić, zauważyła coś za oknem, które wychodziło na główną ulicę.
Z granatowego nieba sypał się gęsty śnieg, dlatego nie była pewna tego, co przed chwilą widziała. Wydawało jej się, że po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko ich domu ktoś stał.
— Patryk! Chodź szybko!
— Co jest, kochanie? — spytał, wchodząc do kuchni. Czuł dziwny niepokój.
— Widzisz coś? — Gosia wskazała ruchem głowy w stronę okna. — Chyba kogoś tam widziałam.
— Nie, nic tam nie ma. Spokojnie, Małgosiu. — Przygarnął żonę do siebie i pogładził po plecach. Patryk poczuł się, jakby robił dobrą minę do złej gry i, choć spostrzeżenie to pojawiło się tak nagle i nawet nie wiedział dlaczego, był pewien, że coś jest na rzeczy. — Okej? — spytał, odsuwając od siebie kobietę i patrząc jej w oczy.
— Nie wiem, Patryk, to takie dziwne… Rok temu ta lalka, teraz to zdjęcie. To nie jest normalne. I jeszcze to podobieństwo między mną a tym dzieckiem. Jeśli to są, byli — sama nie wiedziała, jakiego czasu tu użyć — moi rodzice? Porzucili mnie, więc skąd te rzeczy?
— Ciii — uciszył żonę. — Wróćmy do Maćka, zastanowimy się nad tym jutro, co?
W odpowiedzi pokiwała tylko głową, wzięła głęboki oddech i wraz z mężem wrócili do salonu, gdzie rządził Maciek. Widok szczęśliwego syna dodał Gośce otuchy, a podczas wspólnej zabawy zupełnie zapomniała o dziwnym prezencie, który, podobnie jak lalka z poprzedniego roku, wylądował w koszu na śmieci.


Profesor powiedział, że może wrócić. Nigdy nie zapomni jego miny, kiedy to mówił. Była to mieszanka radości z odniesionego sukcesu i ulgi. Wydało mu się wtedy, że to drugie znacznie przewyższa dumę z przywrócenia społeczeństwu tak dobrze funkcjonującej jednostki. Teraz nie miał już pewności. Zwątpienie pojawiło się w momencie, gdy osiągnął cel – znalazł swoją rodzinę.
Starał się towarzyszyć im w każdej wolnej chwili, jednak w głębi serca czuł, że za mało się poświęca. Nosił w sobie obowiązek naprawienia lat nieobecności i wynagrodzenia wszystkich krzywd, których był źródłem. I robił, co tylko mógł, aby stać się członkiem ich niedużej rodziny.
Później przypomniał sobie słowa profesora i zrozumiał, że ma prawo czuć się niedoceniony; że nie tylko on jest winny; że należy mu się miłość i szacunek. Nie dostał nic poza ciągłym brakiem zaufania i częstym ignorowaniem.
Koszmary wnuka, przez które budził się w środku nocy, zaczęły go cieszyć.


Wiosna
Poranek nie zachwycił Gośki tak, jak poprzedni. Słońce nieśmiało wyglądało zza chmur, które rzucały cienie na dopiero co zazielenione drzewa. Widziała ich odbicia w zmrożonych taflach kałuż i powolną wędrówkę ciężkich obłoków. Nie miała ochoty wyjść na dwór, ale zapomniała o kupieniu paru rzeczy na wczorajszych zakupach.
— Mamooo? — Do sypialni wpadł Maciek, widocznie poirytowany opadającymi włosami na oczy.
— No tak, mieliśmy pójść do fryzjera — odparła z nieobecnym wyrazem twarzy Gosia, widząc nieszczęśliwego syna, a w myślach układając listę zakupów. — Wytrzymasz jeszcze parę dni, prawda? Chyba że chcesz, żebym to ja zajęła się tymi kudłami? — dodała z uśmiechem, doskonale wiedząc, jaka będzie reakcja Maćka na propozycję.
— O nie! — jęknął, przypominając sobie ostatnie takie ścinanie, po którym wyglądał jeszcze gorzej niż teraz.
— Spokojnie, fryzjerstwo nie jest mi pisane — odpowiedziała Gosia i wyszła z synem z sypialni. Razem zeszli na dół do kuchni, gdzie kobieta zaczęła przygotowywać śniadanie.
Wszystkie niedzielne poranki były do siebie podobne. Budzili się dosyć wcześnie i wspólnie jedli śniadanie, coraz częściej bez Patryka. Wraz z nadejściem wiosny w firmie u niego zaczynał się młyn. Zarywał noce, opracowując projekty budowlane dla klientów, którzy albo ruszali z budową, albo kontynuowali przerwane prace. Cieszyło ją zaangażowanie męża, jednak chciałaby, żeby spędzali razem więcej czasu.
— Chcesz pójść ze mną do sklepu? — zapytała Maćka, zbierając brudne naczynia ze stołu.
— A dostanę coś słodkiego? — Wyszczerzył zęby, trzymając blisko buzi kubek z kakao.
— A chcesz po fryzjerze wylądować u dentysty, łakomczuchu?
— No mamooo! — naburmuszył się. — To pójdźmy do parku!
— Zastanowię się — odpowiedziała Gośka, chociaż wiedziała, że skończy się tak jak zwykle – dostanie i batona, i godzinę zabawy na placu.
Wyszli z domu ciepło ubrani, mimo to twarze i policzki od razu zarumieniły się na mrozie. Żwawym krokiem pokonali odległość dzielącą ich od sklepu, znajdującego się w głębi osiedla. W środku zastali sporą kolejkę.
— Mamo, kupisz mi tego nowego batona? — zapytał Maciek, zadzierając głowę do góry z błagalnym uśmiechem.
— Uwierz mi, kolego, nie warto. — Gośka już miała odpowiedzieć synowi, kiedy w ich stronę odwrócił się starszawy mężczyzna. — Jadłem go i smakuje, jakbyś żuł trociny — dopowiedział, krzywiąc się i ciamkając przy tym zabawnie. Chłopiec roześmiał się, po czym nagle spoważniał, oznajmiając, że nie powinien rozmawiać z obcymi. To z kolei rozbawiło Gośkę.
— Jaki ze mnie obcy! — Udał oburzenie. — Jestem waszym — chrząknął — sąsiadem. Władysław Kostek, miło mi. — Wyciągnął do chłopca dużą, żylastą dłoń. — A pan?
Maciek zerknął na mamę, a kiedy zobaczył zachęcający uśmiech na jej twarzy, uścisnął rękę mężczyźnie.
— Maciej Malewicz — przedstawił się. — A to moja mama, Gosia.
Kostek wyprostował się i spojrzał po raz pierwszy na Gośkę. Miał jasną, miejscami pożółkłą, pomarszczoną twarz i ciemne, nienaturalnie duże oczy. Wyglądał, jakby dopiero co pokonał jakąś poważniejszą chorobę. Mimo to kobieta poczuła, że doskonale zna skądś tę twarz, jednak nie było takiej możliwości, żeby sobie przypomniała to tu i teraz.
— Gosia Malewicz — wydusiła z siebie, po czym uścisnęła dłoń starca. — Teraz sobie przypomniałam, znajoma mówiła, że ktoś nowy pojawił się na osiedlu. Pewnie mówiła o panu… Może nawet sama pana widziałam, bo pańska twarz wydaje się taka znajoma.
— Niestety, to niemożliwe — wzruszył bezradnie ramionami — byłem tak pochłonięty wypakowaniem swoich rzeczy, że dopiero dzisiaj wyszedłem na zewnątrz. O, w końcu moja kolej.
Kupił parę podstawowych rzeczy. Wychodząc, pożegnał się, życzył miłej niedzieli i zniknął. Gosia odprowadziła go wzrokiem do drzwi, intensywnie myśląc, skąd zna tego człowieka, ale Maciek sprowadził ją na ziemię. Zniecierpliwienie pozostałych, stojących w kolejce również zadziałało orzeźwiająco. Szybko wymieniła potrzebne produkty, zapłaciła i wyszła z synem ze sklepu, kierując się w stronę parku.


Chłopiec bawił się na całego, biegając od jednej huśtawki do drugiej. Matka dreptała przy ławce, na której zostawiła torebkę i zakupy, krzycząc od czasu do czasu do syna, żeby tak nie szalał. W końcu poszła pokręcić karuzelą, kiedy zobaczyła, jak dzieciak na próżno próbuje wprawić ją w ruch.
Widok jak z zapętlonego filmu, który traci urok po dłuższej chwili i ma się ochotę go przerwać. Staje się tak nieznośny, jakby klatka po klatce wypaliła się pod powiekami i widzimy już tylko ten męczący, powtarzający się obraz, prześladujący nawet w snach.
Skoro nie mógł być reżyserem tego przedstawienia, postanowił nie dopuścić do kolejnych odsłon. Wstrzymanie produkcji nastąpi dzisiejszego wieczoru.


Dom był pusty, gdy Patryk wrócił z pracy. Zakluczył drzwi i bez rozbierania poszedł do kuchni. Kochana Gosia zostawiła dla niego obiad. Nie przepadał za podgrzewanym jedzeniem, ale domowy posiłek zawsze będzie lepszy od fast foodów, którymi żywili się ciągle w pracy. Po włożeniu pełnego talerza do mikrofalówki, wrócił do korytarza, gdzie ściągnął buty i płaszcz.
W domu poza Patrykiem nie było nikogo, jednak mężczyźnie wydało się, że coś usłyszał. Znieruchomiał i zaczął nasłuchiwać. Z kuchni dochodziło go ciche buczenie mikrofalówki, z zewnątrz wycie wiatru. Niepewny chwycił parasol z kosza, jednak po chwili z niego zrezygnował. Prędzej sobie zrobi krzywdę, niż przed kimś obroni.
I znów. Z głębi domu doszło do jego uszu, jakby stłumione łkanie i pociąganie nosem.
— Małgosia! Maciek! — krzyknął, ale nie doczekał się odpowiedzi.
Ruszył korytarzem w kierunku salonu, skąd, wydawało mu się, rozległ się niepokojący odgłos. Skręcił w szerokie przejście po lewej i zapalił światło.
Ostatnie co usłyszał, to wyraźne już łkanie i dźwięk mikrofalówki, oznajmujący, że jedzenie jest gotowe do spożycia.


— To takie bolesne — załkał ciemny kształt, siedzący na kanapie. — Spodziewałem się tylu rzeczy, przeczuwałem, że one nastąpią, a jednak kiedy… Kiedy wszystko było na dobrej drodze, nagle działo się coś, co przekreślało moje szanse. — Ukrył twarz w dłoniach.
Patryk ocknął się, a ostatnie słowa oprawcy rozbrzmiewały w jego głowie echem. Przed oczami tańczyły mu mroczki, które przybierały najróżniejsze kształty i powoli pulsowały jak zsynchronizowane z niesamowitym bólem gdzieś w okolicach potylicy. Gdy Patrykowi udało się skupić, pomyślał o Gośce i Maćku. Na szczęście nie było ich w domu, ale w każdej chwili mogli wrócić.
— Dlaczego mnie odtrąciliście? Dlaczego ona…? — usłyszał związany mężczyzna, wytężając wzrok, aby dojrzeć cokolwiek. — Starałem się i gdybyście tylko to docenili, nie byłoby mnie po tej stronie — zakaszlał — byłbym z wami na tych wszystkich zdjęciach! Dlatego przyniosłem kilka swoich z czasów młodości…
Ciemny kształt po zapaleniu światła okazał się starszym mężczyzną. Z dumą wskazał żylastą ręką na wszystkie ściany oklejone mnóstwem zdjęć. Zazwyczaj przedstawiały kobietę albo mężczyznę z dzieckiem. Wśród nich wiele wyglądało identycznie jak to, które Gosia dostała w prezencie na gwiazdkę. Salon był teraz przerażający. Zewsząd patrzyli na niego, bezbronnego, uwiązanego matka, ojciec i córka.
— Kim jesteś? — zapytał Patryk, choć domyślał się odpowiedzi. Mężczyzna, mimo niezdrowego wyglądu, przypominał tego znacznie młodszego, wlepiającego w niego wesołe spojrzenie z fotografii.
W tym momencie usłyszał dźwięk otwierających się drzwi, a później śmiech Maćka i swojej żony. W głowie powstało mu jedno wielkie pytanie: „Co teraz?”.
— Wyjdźcie z domu! — wrzasnął, ile miał sił w płucach. — Gosia, Maciek, uciekajcie! — Oprawca podszedł do niego i uderzył na odlew z taką mocą, że Patrykowi odskoczyła do tyłu głowa. Nie stracił przytomności, ale ból był tak potężny, że zabrakło mu sił, aby krzyczeć dalej. — Uciekajcie… — udało się Patrykowi wychrypieć.
Gosia z telefonem w ręce wbiegła do salonu, za nią schował się Maciek. To, co zastali w pomieszczeniu, zdjęło ich grozą. W tej chwili starzec stanął za związanym Patrykiem i uśmiechnął się promiennie na widok nowych gości.
— Witajcie, Małgosiu, Macieju! — Rozłożył szeroko ręce w powitalnym geście, z czego w jednej z nich trzymał scyzoryk, który nagle znalazł się pod brodą Patryka.
— Co… Co ty robisz?! — wydusiła z siebie Gośka. — Zostaw mojego męża! To obłęd…
— To nie obłąkanie, a prawdziwa miłość, córeczko — powiedział starzec zachrypniętym głosem i mocniej przycisnął nóż do szyi przerażonego Patryka.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4919

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#4 » 21 lis 2013, o 07:40

Zapraszam do czytania, komentowania i głosowania na najlepszy tekst pojedynku. Czas głosowania: do 5 grudnia.
Powodzenia!
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#5 » 24 lis 2013, o 22:28

Uch, szczerze powiedziawszy oba teksty za bardzo nie porywają, każdy z innego powodu.
Tekst A zdecydowanie stara się za bardzo. Dialog jest straszliwie sztuczny, bohaterka wydaje się grać supermeganiebezpieczną i tajemniczą i wychodzi to niestety nieco tandetnie. Potem na koniec okazuje się, że jest policjantką, po tym, jak zaatakowała i zraniła podejrzanego, nadal udając wysoce niezrównoważoną paladynkę dziejowej niesprawiedliwości. What. Przypomina mi to trochę seriale policyjne z lat 90., kiedy można było zrobić z przestępcą absolutnie wszystko, łącznie z pobiciem podczas przesłuchania i mało kto się przejmował. W rzeczywistości, dowód zdobyty w wyniku torturowania podejrzanego nie jest dowodem, który ma jakąkolwiek wartość. Nie mówiąc już o tym, że trudno tu zrozumieć, dlaczego psychopata zgodził się w ogóle z nią spotkać, w ogóle rozmawiać, a na koniec przyznać się do wszystkiego, tylko dlatego, że wbiła mu nóż w łapę. Wszystko jest tu strasznie wydumane, trochę to bardziej taka fantazja o łapaniu morderców przez psychopatyczną superbohaterkę, niż cokolwiek choć trochę realistycznego. Do tego opisy, które próbują być wyszukane, a w rzeczywistości tworzą się takie kwiatki jak "twarz ociosana jedną emocją" z samego początku.
Tekst B za to nie postarał się wystarczająco. Sam pomysł umieszczenia - przynajmniej początkowo - rodzinnego horroru w ten najbardziej hm, uświęcony czas jakim jest Boże Narodzenie, naprawdę trafiony. Reakcja Gosi na lalkę trochę mnie zdziwiła, bo to wyglądało trochę tak jakby zupełnie nie znała swojego męża - no chyba, że ma w zwyczaju kupowania jej prezentów, które są raczej creepy. Jednak to oznacza, że powinna była zastanowić się nad tym małżeństwem dużo wcześniej. Potem mamy przeskok w wiosnę i nagły przeskok już w samego obserwującego, co nieco zniszczyło klimat. Ciekawiej by było, gdyby np., akcję nadal wyznaczać Świętami, lub pozostawić ją z punktu widzenia jedynie obserwowanej i nękanej rodziny. Końcówka zawodzi chyba najbardziej, bo pojawia się trochę znikąd, a ostatnia linijka wygląda, jakby reszta zakończenia została urwana. Ten tekst mógłby być naprawdę dobry, ale nie dla takiego limitu. I w zasadzie za sam potencjał i początkowy klimat przychylam się ku niemu.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#6 » 24 lis 2013, o 23:16

Hm, hmmh.

Nie podobają mi się opisy w tekście A. Są z jednej strony za bardzo przekombinowane, z drugiej niedopracowane. Nie wystarczy powtykać parę wyszukanych słówek, żeby tekst był lepszy, jeżeli cała reszta ledwo się trzyma. Już na początku jest w dłoni trzymała papierosa, którego zapach drażnił mężczyznę. Trzymanie w dłoni =/= w palcach. Randomowe przechodzenie w myśli też nie jest na plus, powinno być w jakiś sposób odróżniony od reszty narracji. Poza tym część zdań jest nieco niezdarna, jak na przykład: Wracała z pracy jak zawsze obok parku. Zaraz potem jest błąd składni: poruszała się ze spuszczoną głową i szybkim marszem Są też nieciekawe wstawki w opisie: Uszy zapiekły. W oczach coś niebezpiecznie błysnęło. - jeżeli są nieliczne, to można na nie przymknąć oko, ale w takim natłoku wydają się bardzo uwydatnione i błędne.

Generalnie błędy i potknięcia stylistyczne bardzo mnie rozpraszały. Fabuła nie była specjalnie wciągająca, odrobinę przewidywalna i naiwna. Czasami nie miałam pojęcia, o co chodzi: Szaro-zielone ściany milczały, gdy pytała szeptem. I przestrzegały, kiedy zaczynała im się przyglądać. Chwilami próby budowania napięcia tworzą komiczny efekt: Targnął ją spazm rozpaczy ofiary zamkniętej w klatce. albo – zapytała niczym kat nad duszą. Nazwanie bohaterki Wiadro też trochę dramatyzmu odebrało, rozumiem, że po angielsku brzmi lepiej, ale było tak przynajmniej dla mnie. Przekleństwa w dialogach powodowały dysonans w połączeniu z opisami, które nie do końca zostały dopracowane. Brakuje też konsekwencji, na początku inni zwracali uwagę na rozmowę, później pozwalali praktycznie na wszystko. W skali do 10 oceniłabym ten tekst na 3. Nie jest tragiczny pod względem czysto technicznym, ale z punktu widzenia literackiego jest po prostu słaby, zarówno stylistycznie, jak i fabularnie.

Tekst B zaczyna się lepiej. Narracja jest swobodniejsza i płynniejsza, od razu jest bardziej zachęcający. Jest kilka usterek, ale raczej niegroźnych, głównie przecinki, spacje w złych miejscach, nieuzgodnione części zdania etc: Pod drzewkiem zwykle leżało więcej niż trzy paczki,. Czasami zdarza się zdanie, które powoduje reakcję WTF, np: Może nie powinna pozwolić Patrykowi na opowiadanie małemu ciekawostek historycznych z okresu II wojny światowej, kiedy dopiero co poznał życie starożytnych Greków., bo w żaden sposób nie potrafię powiązać ani części tego zdania, ani co to ma do rzeczy. Odrobinę sztuczne dialogi, przynajmniej z mojej perspektywy, nie potrafię sobie wyobrazić ich w normalnym życiu. Brakło trochę rozpisania scen pod koniec, wydawały się nieproporcjonalnie krótkie i urywane. To zdecydowanie lepszy tekst, dlatego oddaję na niego swój głos, jednak uważam, że mimo wszystko mógł być jeszcze dopracowany i rozwinięty.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Augustus
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 40

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#7 » 29 lis 2013, o 13:25

Oba teksty są według mnie dobre i dość ciekawe, lecz moim faworytem jest tekst drugi.
Tekst A jest taki... specyficzny. Nie czyta się go tak szybko i przyjemnie jak tekst nr 2, i choć w jedynce z pozoru więcej jest, hm, "tradycyjnego" kryminału to odniosłem wrażenie, że stworzony on został pod jedną postać; jest również nieco przewidywalny od samego początku, klimat nie został odpowiednio zbudowany, to chyba wina konstrukcji tekstów, opisy nie mogą się odpowiednio "rozwinąć" (że tak powiem), spełnić swojej roli.
Dwójkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Zaimponowała mi technika, właśnie coś takiego lubię - jedna, dwie stresowane sytuacje i praktycznie spokój aż do samego końca, to pozwala utrzymać napięcie i wzmaga ciekawość. Początek wydał mi się jednak trochę przesadzony, może nawet na siłę, mianowicie chodzi o awanturę z powodu lalki i szczerze mówiąc spodziewałem się jakiejś głębszej historii stojącej za tym całym "urazem", ale dało się przełknąć.


Oddaję głos na tekst B.

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1546

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#8 » 29 lis 2013, o 14:19

Obydwa teksty nie porywają, jak już dziewczęta raczyły wspomnieć, ale autorki wykazały się naprawdę sporą dozą pomysłowości. Utwory pod względem językowym kuleją - może nie leżą i kwiczą, ale jest naprawdę nie tak, jak można by się tego spodziewać po Mań i Kostusze. W obydwu znajdziemy też odpowiednią ilość absurdów. :)
W tekście A podobała mi się forma przedstawienia akcji: rozmowa - retrospekcja - rozmowa - retrospekcja itd. Jednakże utwór nie trzyma w napięciu, nie czułam wzmożonej chęci poznania "kto zabił". Ot, przyjemne czytadełko z fajnym zapisem.
Tekst B już w napięciu trochę trzyma. Jest o wiele ciekawszy od tekstu B, czuć klimat, chociaż fabuła wydaje mi się odrobinę naciągana. Dodajmy do tego klasyczne motywy kogoś za oknem oraz "skądś znam tę twarz" i mamy lekką sztampę.
Oddaję głos na tekst A.
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4919

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#9 » 6 gru 2013, o 09:30

Głosowanie zakończyło się wczoraj, czas więc ogłosić zwycięzcę pojedynku. Większością głosów wygrywa tekst B autorstwa Mań!
Serdeczne gratulacje! :D

Dziękujemy wszystkim - pojedynkującym się za podjęcie wyzwania i teksty konkursowe; użytkownikom forum za udział, komentarze i oddane głosy!
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Pojedynek nr 3: Kostucha vs Mań

Post#10 » 6 gru 2013, o 13:49

Także gratuluję Mań i dziękuję wszystkim za komentarze, które odpowiedziały mi na kilka pytań, jakie postawiłam sobie przy pisaniu tego eksperymentalnego tekstu. :)
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Pojedynki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość