Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Kiedy debiut?

Czyli moment, w którym wkracza się na rynek wydawniczy. Kiedy amator jest gotowy?

Dyskusje o polskim rynku wydawniczym, wydawnictwach, konkursach literackich i innych powiązanych tematach. Jak tworzyć konspekt, do których wydawców wysyłać propozycję wydawniczą? Jak, co i gdzie wydać.
Ptakuba
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 129
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#21 » 22 lip 2013, o 20:31

Giwi właśnie usprawiedliwiła pisanie beznadziejnego kiczu potrzebami finansowymi. Tym samym przyznała, że pieniądze mogą górować w sztuce nad wartością artystyczną i można tworzyć prozę dla kasy. 

 

Niniejszym ogłaszam koniec Artefaktów. Panie i Merdevsky (bo nie będę do jedynego poza mną faceta na forum mówił "panowie"), można już się rozejść.


Awatar użytkownika
Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1936
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#22 » 22 lip 2013, o 20:58

Literackiego popu pisać nie warto? Nie wiem jak ty, ale ja raczej wolałabym zapłacić za coś rachunki, nawet jeśli byłaby to typowa seria dla nastolatków.
 

Odnoszę się bezpośrednio do tego cytatu, ponieważ chyba własnie na podstawie jego najlepiej będzie wyprowadzić moją myśl na temat pisania młodzieżówek i lekkich książek. 

 

Gdyby nie powstawały gnioty, nie byłoby porównania z tymi dobrymi, nie byłoby widać drastycznych różnic pomiędzy nimi, by jedne zgnoić, a drugie wywyższyć. Gdyby każdy miał pisać pseudo mądrą książkę, większość społeczeństwa nie sięgałaby po nic na wieczorną lekturę, tylko trwaliby w poczuciu, że książki to gówno i nie warto czytać nic prócz formułek z podręczników. Dla mnie generalizowanie gatunków pod myśl, że należy wydawać tylko cudowne dzieła, jest krzywdzące dla ogólnego rozwoju czytelnika. 

Chce ktoś czytać o Belli i Edwardzie? Niech czyta, by za parę lat złapać się za głowę i stwierdzić, iż było to zło koniecznie i sięgnie po coś ambitniejszego. ;) 

 

Debiut - bardzo rzadko można wyłapać nowego autora, który zaliczyłby od razu dobrą opinię i przede wszystkim sławę, choć byłaby ona znikoma. Zazwyczaj można zaobserwować, iż pierwsze oficjalne kroki są stawiane poprzez mniej ambitne dzieła, mniej odważne, by zaraz po skończeniu ich, wystartować z czymś lepszym i z poczuciem, że będzie to lepsze od poprzedniej, nie urągając oczywiście tworom. 

 

Twierdzenie, że: 

Pisać można albo dla bezkształtnej, głupiutkiej masy, albo dla ostatniego bastionu ludzi bardziej lotnych. Z tymże pisania wyłącznie dla pieniędzy pojąć móżdżkiem nie potrafię, jeśli kto chce podcierać się studolarówkami, powinien założyć raczej Microsofta albo inne Apple, proste jak część wiadoma w czasie wzwodu.
 

jest błędne z tego względu, iż z założenia pisarz to zawód, nie hobby, a skoro to zawód, to warto byłoby mieć z tego jakieś pieniądze. To nie dawne czasy, gdzie wystarczyło mieć spadek po dziadku i żyć do góry brzuchem do reszty swych dni, przy okazji poświęcając się jednemu zajęciu, a niestety w XXI wieku brakuje na to czasu, a co za tym idzie -> ciężko napisać coś wartościowego, nie dysponując odpowiednią ilością czasu w ciągu dnia. Normalna praca nie zapewni napisania w dobrym tempie dzieła i to na poziomie, dlatego dla mnie to jest normalne, że pisarze chcą mieć ze swych książek pieniądze, by żyć i móc poświęcić się temu zajęciu jak najbardziej. 

Pisanie dla samego siebie jest szlachetne i dobrze widziane wśród idealistów, ale niepraktyczne z punktu widzenia materialnego.

Po prostu robię za zły charakter.

Ptakuba
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 129
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#23 » 22 lip 2013, o 21:42

Czy wy naprawdę to robicie, czy ja śnię? Z czystym sercem i pełną powagą usprawiedliwiacie tani kicz?

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6089
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#24 » 23 lip 2013, o 09:56

Ptakuba pisze:Giwi właśnie usprawiedliwiła pisanie beznadziejnego kiczu potrzebami finansowymi. Tym samym przyznała, że pieniądze mogą górować w sztuce nad wartością artystyczną i można tworzyć prozę dla kasy. 

 

Niniejszym ogłaszam koniec Artefaktów. Panie i Merdevsky (bo nie będę do jedynego poza mną faceta na forum mówił "panowie"), można już się rozejść.

 

Zdanie jednego użytkownika wieszczą koniec forum? :shock: Aż tak boli kropla w morzu? 

 

 

Kostucha pisze:
Twierdzenie, że: 

Pisać można albo dla bezkształtnej, głupiutkiej masy, albo dla ostatniego bastionu ludzi bardziej lotnych. Z tymże pisania wyłącznie dla pieniędzy pojąć móżdżkiem nie potrafię, jeśli kto chce podcierać się studolarówkami, powinien założyć raczej Microsofta albo inne Apple, proste jak część wiadoma w czasie wzwodu.
 

jest błędne z tego względu, iż z założenia pisarz to zawód, nie hobby, a skoro to zawód, to warto byłoby mieć z tego jakieś pieniądze. To nie dawne czasy, gdzie wystarczyło mieć spadek po dziadku i żyć do góry brzuchem do reszty swych dni, przy okazji poświęcając się jednemu zajęciu, a niestety w XXI wieku brakuje na to czasu, a co za tym idzie -> ciężko napisać coś wartościowego, nie dysponując odpowiednią ilością czasu w ciągu dnia. Normalna praca nie zapewni napisania w dobrym tempie dzieła i to na poziomie, dlatego dla mnie to jest normalne, że pisarze chcą mieć ze swych książek pieniądze, by żyć i móc poświęcić się temu zajęciu jak najbardziej. 

Pisanie dla samego siebie jest szlachetne i dobrze widziane wśród idealistów, ale niepraktyczne z punktu widzenia materialnego.

 

Uch. Materialistyczne podejście do pisania aż tak daleko sięgnęło? Pewnie dlatego teraz każdy, kto wydał choćby śmiecia w Radwanie własnym sumptem, ma się za pisarza... Stoi na półce - jestem pisarzem. Powszechnie akceptowalnym stało się nie wymaganie niczego więcej.  

Nie zrozum mnie źle - pisarze rzeczywiście mający przychód dość duży, by żyć z książek - śmiało rezygnować z posad! My rozmawiamy o staraniu się o debiut. Dlaczego takie podejście ma przyswajać świeżak, którego szansa może nigdy nie nadejść? Zresztą czy w naszych realiach pisarz ma szansę być zawodem dochodowym?  

Podobne myślenie dla chcących się wydać jest bolesne, zgubne i dużej części zwyczajnie niepraktyczne. Przyzwyczajamy się do myśli, że, aby mieć pieniądze, musimy pisać, dodatkowo koniecznie w odpowiedni sposób, by zarobić. Nie ryzykujemy, wpasowujemy w określone "normy". Nie mam nic przeciw samej popliteraturze (zresztą czasem ją czytam), osobiście mierzą mnie powody, dla których niektórzy ją piszą. Miło mieć pieniądze, ale czy pisanie dla mamony, bez jakiejkolwiek wyższej myśli, jest to wartościowsze niż praca pani Jadzi krojącej codziennie wędliny w spożywczaku? To nieco płonne marzenie, że możemy zarabiać jak King, wolę podchodzić do tego w sposób hobbistyczny i dalsze plany dostosować do sytuacji.  

 

Nie zgodzę się też, że posiadanie innych obowiązków przekłada się na jakość pisania. Dlaczego miałaby być niższa? Ilość, owszem, będzie mniejsza, czas pisania wydłuży się, ale jakość?

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 2024
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#25 » 23 lip 2013, o 16:31

Nie zgodzę się też, że posiadanie innych obowiązków przekłada się na jakość pisania. Dlaczego jakość miałaby być niższa?
 

Jakość nie musi być niższa, ale na pewno, żeby była dostatecznie wysoka, trzeba przysiąść i poświęcić na to więcej czasu. Ergo, jeśli dzielisz ten czas z innymi obowiązkami, takimi jak regularna praca, partner, dzieci itd., zajmie Ci to kilka(naście) lat, a nie np.rok/dwa Jeśli masz jakieś magiczne, nie zjadające całego Twojego czasu źródło utrzymania (jak na przykład sugar momma czy sugar daddy), to owszem, możesz sobie żyć, pisać, siedzieć nad swoim wielkim dziełem, ile Ci się żywnie podoba (oczywiście, kiedy nie musisz uprawiać seksu) i wydać je dość szybko, zapewne jeszcze będąc wspieranym finansowo.  

Tymczasem, jeśli, zgodnie z pomysłem Giwi, naprodukujesz powieści dla nastolatek i uda Ci się z tego utrzymać - czemu nie? Po pierwsze, nikt nie mówi, że powieść dla nastolatków musi być zła, można napisać coś na poziomie. Po drugie, jeśli nie chce Ci się pisać na poziomie, można pisać pod pseudonimem. Zarobisz kasę na powieściach dla nastolatek, a w międzyczasie będziesz mógł siedzieć nad swoim innym, bardziej ambitnym dziełem, nie martwiąc się o to, że odetną Ci prąd. 

Cały ten model jest chyba jednak mało adekwatny do polskiej rzeczywistości. Większość pisarzy, z jakimi się zetknęłam (przy tym to sami fantaści... więc literatura popularna, więc powinna przynosić duże zyski), choćby nie wiem, jaki sukces odnieśli, mówili, że nie da się wyżyć tylko i wyłącznie z pisania. Zazwyczaj trzymają się swoich zawodów albo chwytają się innych, na tyle intratnych i mniej czasochłonnych, że nie przeszkadzają aż tak w pisaniu. I tak najlepiej mają tacy, jak chociażby Przybyłek, który jest psychologiem biznesu i ma z tego tyle pieniędzy, że pisanie to rzeczywiście dla niego bardziej hobby niż zawód. 

Przykłady takie jak Paolini, J.K. Rowling, czy Meyer niestety nastawiają wielu debiutantów na to, że napiszą książkę i zdobędą światową sławę, a potem nagle okazuje się, że tak nie jest i trzeba iść do pracy. Wielu debiutantów wychodzi też z założenia, że może napisać byle co, a potem zajmie się tym korekta. Debiutować można w każdym wieku (Jacek Dukaj także zaczynał bardzo wcześnie, nie znaczyło to, że pisał niedojrzale), tak naprawdę problem leży w tym, co zrobić po tym debiucie, kiedy rzeczywistość okaże się nie tak kolorowa, jak nam się wydawało.

"I'm not evil, I'm just differently moral." 

 

"Life's a bitch, now so am I." 

 

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."


Awatar użytkownika
Arvense
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 20
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#26 » 23 lip 2013, o 18:33

Chciałam jedynie rzec, że powieści dla młodzieży są potrzebne. Samym nastolatkom. Nikt dojrzały nie musi ich czytać - są przecież przeznaczone dla odpowiedniego przedziału wiekowego. Dlatego krytykowanie twórczości Meyer przez dojrzałą osobę lubującą się w troszkę dojrzalszej prozie jest nietrafione i bezcelowe... "Za moich czasów" literatura dla nastolatek nie była tak rozpowszechniona, a młodzież miała do wyboru relikty typu Makuszyński...

Awatar użytkownika
M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#27 » 23 lip 2013, o 18:58

Aż mnie korci żeby wam odpisać.  

 

Choć sama jestem daleka od debiutu, chyba, że tego na forum (jeszcze 2 posty, o ile się nie mylę), to muszę przyznać, iż debiut taki o jakim piszecie to farsa. Przecież nikt nie wydaje książek ludzi, którzy spadli z nieba do społeczności literackich i twierdzą, że mają "Święty Graal" za pazuchą. Nie idziesz do wydawnictwa i nie mówisz - dojrzałem/am do tego żeby wydać książkę, oto moje dzieło. Debiut to ten moment kiedy ktoś chce wydać twoje wypociny. Choćbyście napisali perełkę, waszym zdaniem, zdaniem znajomych, krytyków itp., to o ile ktoś tego nie wyda, zostaniecie ze stertą papieru toaletowego na czarna godzinę. 

 

Druga sprawa. Żadna książka, czy to proza czy liryka czy dramat, nie jest z "wyższej półki". Są za to pozycje poczytne. A że są preferowane przez pewne grupy czytelników, a przez inne nie - to już kwestia gustów. Fakt, dobra reklama i sprzeda się wszystko. Pozycje ,do których wracamy to ,te które w swoim czasie dobrze zareklamowano. Nawet krytyka literacka jest swoistą reklamą a działa od wieków. Tylko, że to co się wypuszcza na rynek to nie kot w worku. Ktoś to przeczytał i stwierdził, że mu się podoba, a to znaczy, że spodoba się też jeszcze komuś. 

 

Trzecia sprawa. Wielkie Dzieło Literackie może być największym skarbem ludzkości, może być zbawieniem dla degenerujących się społeczeństw - zdaniem krytyków. Dla przeciętnego człowieka będzie po prostu kolejną pozycją na półce. A to czy po nią sięgnie czy nie zależeć będzie od jego preferencji gatunku, stylu, okładki i ewentualnej recenzji innego autora, którego książki już czytał i polubił. Jeśli nie trafi do czytelników będzie warta tyle samo co wyżej wymieniony papier toaletowy. A autor o wielkich ambicjach popełni artystycznie bardzo krwawe samobójstwo, podcinając sobie żyły w wannie pełnej niewypitego debiutanckiego szampana. 

 

Zastanawialiście się kiedyś czym są dla was, teksty które piszecie? A czym są dla innych? Bo dla mnie to po prostu perspektywa, pojęcie świata, pomysł na życie, okno do innego umysłu. Własnie tym się dzielicie z innymi, pozwalając czytać swoje teksty. 

 

A wracając do debiutu - kiedy? Wtedy gdy ktoś zechce was "sprzedać". 

 

PS: To tylko mój punkt widzenia. Bardzo subiektywny punkt widzenia kobiety wykształconej w kierunku tak odległym od literatury pięknej i publicystyki jak to tylko możliwe. 

 

Aha, i jeszcze jedno. 

Arvense pisze:Chciałam jedynie rzec, że powieści dla młodzieży są potrzebne. Samym nastolatkom. Nikt dojrzały nie musi ich czytać - są przecież przeznaczone dla odpowiedniego przedziału wiekowego. Dlatego krytykowanie twórczości Meyer przez dojrzałą osobę lubującą się w troszkę dojrzalszej prozie jest nietrafione i bezcelowe... "Za moich czasów" literatura dla nastolatek nie była tak rozpowszechniona, a młodzież miała do wyboru relikty typu Makuszyński...
 

 

Całkowicie się zgadzam!

"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Awatar użytkownika
Arvense
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 20
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#28 » 23 lip 2013, o 19:16

Druga sprawa. Żadna książka, czy to proza czy liryka czy dramat, nie jest z "wyższej półki". Są za to pozycje poczytne. A że są preferowane przez pewne grupy czytelników, a przez inne nie - to już kwestia gustów. Fakt, dobra reklama i sprzeda się wszystko. Pozycje ,do których wracamy to ,te które w swoim czasie dobrze zareklamowano. Nawet krytyka literacka jest swoistą reklamą a działa od wieków. Tylko, że to co się wypuszcza na rynek to nie kot w worku. Ktoś to przeczytał i stwierdził, że mu się podoba, a to znaczy, że spodoba się też jeszcze komuś.
 

 

Ujęłaś istotę rzeczy w tej wypowiedzi:)


Awatar użytkownika
M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#29 » 23 lip 2013, o 19:54

Subiektywizm naszych wyborów i preferencji jest kluczem do akceptacji całej literatury a nie tylko wybranych dzieł. Chcąc wydobyć nasze dzieła na światło dzienne, czyli księgarniane półki, możemy pukać do wielu drzwi i za każdym razem dostać inną odpowiedź. To wydawcy decydują o tym czy zadebiutujemy czy nie. To oni sprawdzają nasze referencje, te małe kawałki naszych talentów rozsiane to tu to tam w sieci i na łamach czasopism. Sprawdzają czy trafiamy do jakiś czytelników i jakie są recenzje.  

Kiedyś (kiedy jeszcze nie było rozpowszechnionego internetu) istniał literacki underground wydawniczy. Małe niskonakładowe wydania. Teraz mamy internet - fora, blogi, portale społecznościowe. To wiele sposobów żeby się pokazać bardzo szerokiemu gronu czytelników. Taki pierwszy krok do pełnoprawnego debiutu.  

Inna sprawa, że czytanie nie jest już tak popularne, kiedy można zaraz to obejrzeć. 

 

Arvense pisze:
Druga sprawa. Żadna książka, czy to proza czy liryka czy dramat, nie jest z "wyższej półki". Są za to pozycje poczytne. A że są preferowane przez pewne grupy czytelników, a przez inne nie - to już kwestia gustów. Fakt, dobra reklama i sprzeda się wszystko. Pozycje, do których wracamy, to te które w swoim czasie dobrze zareklamowano. Nawet krytyka literacka jest swoistą reklamą a działa od wieków. Tylko, że to co się wypuszcza na rynek to nie kot w worku. Ktoś to przeczytał i stwierdził, że mu się podoba, a to znaczy, że spodoba się też jeszcze komuś.
 

 

ujęłaś istotę rzeczy w tej wypowiedzi:)

 

 

A ja myślałam, że znowu mi się trafił wywód z pogranicza fikcji naukowej i wodolejstwa. :D

"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6089
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#30 » 23 lip 2013, o 20:02

Chciałam jedynie rzec, że powieści dla młodzieży są potrzebne. Samym nastolatkom. Nikt dojrzały nie musi ich czytać - są przecież przeznaczone dla odpowiedniego przedziału wiekowego. Dlatego krytykowanie twórczości Meyer przez dojrzałą osobę lubującą się w troszkę dojrzalszej prozie jest nietrafione i bezcelowe... "Za moich czasów" literatura dla nastolatek nie była tak rozpowszechniona, a młodzież miała do wyboru relikty typu Makuszyński...
 

Również się zgadzam. W takich pozycjach sam styl, czyli to, co jest najczęściej krytykowane, nie jest najistotniejszy... ale jednak pod jakąś ocenę może podlegać, nawet najstarszy, nie będący targetem książki ma prawo oceniać, czy to, co zawiera, jest akuratne dla młodzieży. Treść jest istotna. Dlatego akurat nie zgadzałabym się co do samej Meyer, ale to temat na inną rozmowę. 

Nie było tak źle, nie przesadzajmy. Lata dziewięćdziesiąte to był okres popularności chociażby Musierowicz ;) 

 

 

M.86 pisze:Choć sama jestem daleka od debiutu, chyba, że tego na forum (jeszcze 2 posty, o ile się nie mylę), to muszę przyznać, iż debiut taki o jakim piszecie to farsa. Przecież nikt nie wydaje książek ludzi, którzy spadli z nieba do społeczności literackich i twierdzą, że mają "Święty Graal" za pazuchą. Nie idziesz do wydawnictwa i nie mówisz - dojrzałem/am do tego żeby wydać książkę, oto moje dzieło. Debiut to ten moment kiedy ktoś chce wydać twoje wypociny.
 

Zauważ, że pytanie przewodnie tematu brzmi: "Kiedy właściwie amator jest gotowy na wydanie książki?", większość wypowiedzi to odpowiedź właśnie na nie ;) Każdy (mam nadzieję) ma świadomość, jak przebiegają starania o debiut i czym sam debiut jest, ale temat skupia się na innym problemie.  

 

 

Trzecia sprawa. Wielkie Dzieło Literackie może być największym skarbem ludzkości, może być zbawieniem dla degenerujących się społeczeństw - zdaniem krytyków. Dla przeciętnego człowieka będzie po prostu kolejną pozycją na półce. A to czy po nią sięgnie czy nie zależeć będzie od jego preferencji gatunku, stylu, okładki i ewentualnej recenzji innego autora, którego książki już czytał i polubił. Jeśli nie trafi do czytelników będzie warta tyle samo co wyżej wymieniony papier toaletowy. A autor o wielkich ambicjach popełni artystycznie bardzo krwawe samobójstwo, podcinając sobie żyły w wannie pełnej niewypitego debiutanckiego szampana.
 

Z jednej strony tak, z drugiej nie - nie sami czytelnicy decydują o wartości. To, że nie przeczytasz Miltona i że nie przeczyta go inna osoba lubiąca literaturę rozrywkową, nie umniejsza jego wartości.

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Awatar użytkownika
M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#31 » 23 lip 2013, o 20:15

Camenne pisze:Zauważ, że pytanie przewodnie tematu brzmi: "Kiedy właściwie amator jest gotowy na wydanie książki?", większość wypowiedzi to odpowiedź właśnie na nie ;) Każdy (mam nadzieję) ma świadomość, jak przebiegają starania o debiut i czym sam debiut jest, ale temat skupia się na innym problemie. 

 

 

A czy ci wszyscy autorzy publikujący teksty na forum nie są właściwie gotowi na debiut? Pokazują całemu światu (każdemu kto zechce przeczytać) swoje teksty. I nie robią tego bo muszą tylko dlatego, że chcą, że są gotowi je pokazać. Prawda, mogą się spotkać z krytyką. Ktoś im wytknie to i owo. Ale przecież z oficjalnie wydanymi książkami jest tak samo. Jedyna różnica jest w skali i pieniądzu. 

 

Camenne pisze:Z jednej strony tak, z drugiej nie - nie sami czytelnicy decydują o wartości. To, że nie przeczytasz Miltona i że nie przeczyta go inna osoba lubiąca literaturę rozrywkową, nie umniejsza jego wartości.
 

 

Ale nie pozostanie nieprzeczytana, bo ktoś zawsze po nią sięgnie. Jakie będą jego odczucia na temat, to już sprawa tej osoby. Wartość książki jest taka, na jaką oceni czytelnik w swojej własnej skali. Dla jednego chłam, dla drugiego najlepsza książka na świecie. Jeden zrozumie punkt widzenia autora drugi nie. Nie znaczy to, że ktoś ma gorszy gust albo jest mniej pojętny.

"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Giwi

Kiedy debiut?

Post#32 » 23 lip 2013, o 20:25

Ptakuba pisze:Giwi właśnie usprawiedliwiła pisanie beznadziejnego kiczu potrzebami finansowymi. Tym samym przyznała, że pieniądze mogą górować w sztuce nad wartością artystyczną i można tworzyć prozę dla kasy. 

 

Niniejszym ogłaszam koniec Artefaktów. Panie i Merdevsky (bo nie będę do jedynego poza mną faceta na forum mówił "panowie"), można już się rozejść.

 

 

To co, mam być do końca moich chwil być biedny autorem, który będzie pisał w szopie swoje kolejne "wielkie dzieła", paląc w piecu drewnem i pisząc w rękawiczkach bo nie stać mnie na ogrzewanie? Nie mogę już wydać czegoś, co znajdzie czytelników i będzie zjadliwe?  

 

Naprawdę aż TAK BARDZO przeszkadzają wam książki, które są popularne i badziewne? Mi nie przeszkadzają, może dlatego że ja ich nie czytaj (a jeśli już, to nie daję autorowi zarobić, czytaj wypożyczam).  

I wiecie co? Jestem cholerną materialistką, ale jeśli to, co piszę sprawia mi przyjemność i będzie sprawiało mojemu czytelnikowi przyjemność, to co z tego że będzie intelektualną papką i się sprzeda? Nie wszystkie książki muszą mieć intelektualną głębie, ludzie nie dlatego zaczęli opowiadać sobie wzajemnie historie! 

 

I tak jak chyba Kostucha wspomniała, zawsze mogę pisać pod pseudonimem. I *** wam do tego 

 

EDIT: I wow, jednym stwierdzeniem zakończyłam forum Artefakty. To co, świętujemy? 

 

Forum literackie to nie miejsce na wulgarne zwroty, zwłaszcza o tak negatywnym zabarwieniu.  

Pierwsze i ostatnie upomnienie.


Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1338
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#33 » 23 lip 2013, o 20:28

M.86 pisze:A czy ci wszyscy autorzy publikujący teksty na forum nie są właściwie gotowi na debiut? Pokazują całemu światu (każdemu kto zechce przeczytać) swoje teksty. I nie robią tego bo muszą tylko dlatego, że chcą, że są gotowi je pokazać. Prawda, mogą się spotkać z krytyką. Ktoś im wytknie to i owo. Ale przecież z oficjalnie wydanymi książkami jest tak samo. Jedyna różnica jest w skali i pieniądzu.
 

Pewnie, że nie. Fakt, że ktoś publikuje coś na forum literackim oznacza mniej więcej tyle, że ktoś potrafi poskładać literki i wierzy w siebie na tyle, żeby mieć nadzieję, że nie wszyscy skrytykują go niemiłosiernie. Publikacja tutaj oznacza pracę nad własnym pisaniem, a nie efekt końcowy. Gdyby każdy z nas był gotowy do debiutu, to te teksty nie wisiałyby tutaj, ale leżały na biurku w wydawnictwie.  

 

M.86 pisze:Ale nie pozostanie nieprzeczytana, bo ktoś zawsze po nią sięgnie. Jakie będą jego odczucia na temat, to już sprawa tej osoby. Wartość książki jest taka, na jaką oceni czytelnik w swojej własnej skali. Dla jednego chłam, dla drugiego najlepsza książka na świecie. Jeden zrozumie punkt widzenia autora drugi nie. Nie znaczy to, że ktoś ma gorszy gust albo jest mniej pojętny.
 

Zależy od punktu widzenia. Jako czytelnik masz prawo subiektywnie nie lubić konkretnego autora i to koniec kwestii, dla Ciebie ta książka jest straszna. Z naukowego punktu widzenia chodzi o coś więcej. Opinia jednego czytelnika nie stanowi jednak opinii wszystkich, a wartość książki to nie tylko opinie czytelników.

Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell, 

And where hell is, there must we ever be.


Giwi

Kiedy debiut?

Post#34 » 23 lip 2013, o 20:37

Lira pisze:
M.86 pisze:A czy ci wszyscy autorzy publikujący teksty na forum nie są właściwie gotowi na debiut? Pokazują całemu światu (każdemu kto zechce przeczytać) swoje teksty. I nie robią tego bo muszą tylko dlatego, że chcą, że są gotowi je pokazać. Prawda, mogą się spotkać z krytyką. Ktoś im wytknie to i owo. Ale przecież z oficjalnie wydanymi książkami jest tak samo. Jedyna różnica jest w skali i pieniądzu.
 

Pewnie, że nie. Fakt, że ktoś publikuje coś na forum literackim oznacza mniej więcej tyle, że ktoś potrafi poskładać literki i wierzy w siebie na tyle, żeby mieć nadzieję, że nie wszyscy skrytykują go niemiłosiernie. Publikacja tutaj oznacza pracę nad własnym pisaniem, a nie efekt końcowy. Gdyby każdy z nas był gotowy do debiutu, to te teksty nie wisiałyby tutaj, ale leżały na biurku w wydawnictwie.  

 

 

Zgadzam się z Lirą. Na forum mamy jeszcze możliwość poprawienia błędów w tekście, zmienia paru rzeczy jak np. koloru skóry bohatera. Jeśli książka pójdzie do druku to tylko ona sama może się bronić, na forum wygląda to trochę inaczej ;)


Awatar użytkownika
M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103
Zobacz teksty użytkownika:

Kiedy debiut?

Post#35 » 23 lip 2013, o 20:51

Lira pisze:Pewnie, że nie. Fakt, że ktoś publikuje coś na forum literackim oznacza mniej więcej tyle, że ktoś potrafi poskładać literki i wierzy w siebie na tyle, żeby mieć nadzieję, że nie wszyscy skrytykują go niemiłosiernie. Publikacja tutaj oznacza pracę nad własnym pisaniem, a nie efekt końcowy. Gdyby każdy z nas był gotowy do debiutu, to te teksty nie wisiałyby tutaj, ale leżały na biurku w wydawnictwie.  

 

Dobra, może nie rozumiem tego punktu widzenia, bo nigdy tak naprawdę nie ciągnęło mnie do wydawania czegokolwiek mojego autorstwa w szerokim świecie. Nawet pracę magisterska zastrzegłam ;d. Poza tym najlepiej czuje się w miniaturach, które notabene same w sobie są całością, ale nie są na tyle długie by myśleć o samodzielnym wydaniu. Nawet gdybym napisała powieść (co raczej się nie zdarzy) i na ostatniej stronie zamieściła napis KONIEC, to i tak nie był by to koniec. Zawsze czytając swoje prace myślę o tym, że trzeba by zmienić to czy tamto, a tu może coś dodać itp. Więc nie ma czegoś takiego jak autorski koniec. Wersja, która trafiłaby "na biurko w wydawnictwie" była by co najwyżej, na dany moment, zadowalająca.

"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Wróć do „Jak wydać książkę?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości