Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Kiedy debiut?

Rynek wydawniczy i wydawnictwa, rozmowy o konkursach literackich i innych. Jak, co i gdzie wydać.
K.
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Kiedy debiut?

Post#51 » 25 lip 2013, o 21:32

Lira:
Na ten temat zawsze jestem chętna do dyskusji. (:
I rzeczywiście nie powinnam/nie było potrzeby na pisanie wykładu, za co przepraszam. Po prostu na maturę ustną wybrałam analizę porównawczą Sherlocka Holmesa i serialu BBC, a że okres wiktoriański zawsze był moim ulubionym i wreszcie mogłam o tym rozmawiać ze wszystkimi pod pretekstem przygotowania... I cóż, nadal mi to nie przeszło.
Z Tobą również się zgadzam w 100% i dokładnie to miałam na myśli, gdy wspomniałam o Poe.

Ptakuba:
Według mnie jest zupełnie odwrotnie. To człowiek jest przyrodzeniem, dlatego świat też nim został. Posiadanie ideałów jest piękną sprawą, czasem jednak jest to po prostu walka z wiatrakami. Możemy potępiać kicz, nie możemy mu zapobiec. Dlaczego? Bo jedna osoba nie stanowi całego świata. Po prostu. Załóżmy, iż posiadasz własne wydawnictwo - masz minimalny wpływ na rynek książkowy. I co? I nic z tego, bo Ty może kiczu nie wydasz, ale wydawnictwa nastawione na zarobek już tak.
Nie odbierz tego jako próbę zabicia ideałów. Mnie ten kicz, cokolwiek by nie znaczył, po prostu nie przeszkadza. Kiedy książki nie popieram - nie kupuję, nie czytam i nie wspomagam pisarza/wydawnictwa. Ale wtedy również danej pozycji nie krytykuję.

Chciałam napisać coś więcej, ale Camenne mnie uprzedziła. Mogę się tylko pod nią podpisać.

Voynich
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 65

Kłótnia-offtop: Kiedy debiut?

Post#52 » 25 lip 2013, o 21:48

Kicz jest czasem czymś dobrym, gdyby nie on nie zaczęłabym czytać, co jak co, ale siedmiolatek nie zacznie swojej przygodny z literaturą od Wielkich Pisarzy, tylko od kogoś mniejszego, od czegoś, co będzie w stanie zrozumieć, a jednocześnie ma w sobie cień ideałów, dajmy na to hm... Harry Potter - przyjaźń, dobro, pomoc bliźniemu, a dodatkowo magia. Dlatego pisanie czegoś "płytszego" ma sens, ma dużo sensu - przecież to właśnie są początki czytelniczej przygody... Gdyby wszyscy pisarze rzucili się na hura, by pisać ambitnie, to od czego byśmy zaczynali? Od czegoś, co niektórzy dorośli nie rozumieją, a co dopiero mówić o dzieciach?

Ptakuba
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 129

Kiedy debiut?

Post#53 » 25 lip 2013, o 22:59

Camenne pisze:Moim zdaniem ma sens i, co lepsze, schodzi na ciekawsze tory. Pytanie, dla kogo niewygodne.


Oczywiście, że dla mnie. To ja muszę droczyć się z bandą osób, które są przekonane, że jak napiszą pięć akapitów o czymś o czym wcale nie zamierzałem rozmawiać, bo zupełnie z dala od tematu, który mam na myśli, to są mądrzejsze.

Camenne pisze:byłoby zresztą miło, gdybyś opanował słownictwo


Panuję. Każdy wulgaryzm jest dokładnie tam, gdzie trzeba.

Sprostuję wszystko jeszcze raz.

Moim ideałem nie jest elitaryzacja literatury i kultury ani zabronienie czegokolwiek.

Tematem, który chciałem poruszyć, nie jest idealistyczna kwestia, czy należy ze złem się pogodzić czy z nim walczyć, ani też skąd się bierze zło i czy świat jest czarno-biały i można tak klasyfikować zło-dobro. To zupełnie inny temat.

Jedyne, co mnie oburzyło to fakt, że kicz nie tylko uzyskał tu zrozumienie i tolerancję ze względu na jego naturalną konieczność, ale został usprawiedliwiony i uznany za nic haniebnego, a najniższe pobudki zostały wyniesione do rangi artystycznie dobrych.

To nie jest tak, że ja próbuję walczyć z wami w każdej kwestii - mam wrażenie, że jest dokładnie przeciwnie. Zgadzam się, że kicz był, jest i będzie. Zgadzam się, że ma swoją rolę i istnieć musi, że z tego koniecznego zła wynika czasem jakieś dobro. Protestuję jednak tylko przeciw otwartemu poparciu jego tworzenia. Uważam, że i bez poparcia i usprawiedliwienia jest i będzie go wystarczająco, a wręcz zbyt dużo, a teraz okazuje się, że jeszcze dostanie moralne przyzwolenie, żeby sobie hasać i szaleć. Uważam, że haniebnym błędem jest powiedzieć "spoko, i tak wszyscy kradną, więc możesz też, tak zawsze było, jest i będzie, wiadomo, każdy ma swoje problemy, poza tym jak kogoś okradniesz to dzięki temu nauczy się żyć skromniej, więc korzyść duchowa dla niego". To tylko porównanie. Oczywiście wynikające z konkretnego założenia - że tworzenie tandety jest czymś złym i nieuczciwym. To jednak uznaję niestety za oczywiste. Stworzenie taniego gówna i wydanie go dla kasy to według mnie plama na honorze, profanacja sztuki, czyn wynikający raczej z prostych żądz.

To po prostu zło konieczne. Z którym nie każę walczyć i uważam, że zaakceptowanie jest w porządku, ale uważam że nie powinno się go popierać ani dołączać doń.

Elvellon
Relikt przeszłości
Posty: 137

Kiedy debiut?

Post#54 » 26 lip 2013, o 00:44

Cóż, Mozart napisał napisał większą część swojej twórczości kierując się właśnie prostymi żądzami ( pieniądze przede wszystkim ), które prawdopodobnie niewiele miały wspólnego artystycznym uniesieniem/wizją/jakkolwiek to sobie nazwiecie. Pozwolę sobie dodać, że w owych czasach tego typu muzyka była zaliczania do kultury popularnej a część utworów w/w była uważane za kiczowate. Ale to tak na marginesie.

Złem koniecznym bym czegoś takiego nie nazwał. Artysta tworzący dla idei, który nie przejmuje się zdaniem otaczającego go społeczeństwa jest romantyczną bajką dla początkujących pisarzy/kompozytorów/etc. Życie weryfikuje ( całe szczęście ) tego typu poglądy. Od dawien dawna twórcy byli, są i będą tymi bardziej luksusowymi prostytutkami, które sprzedają swoje skarby za mniejsze bądź większe pieniądze.

Jeśli chodzi o kicz to każdy ma swoje własne wyobrażenia i taka dyskusja co się do niego zalicza ma tyle sensu co kłótnia nad wyższością pomidorowej nad rosołem. Zresztą dlaczego miałbym się czuć lepszy od autorów powieści, za którymi szaleją rzesze nastolatek? Bo sam mam aspirację do pisania ambitnych treści, które poruszają ważne problemy? Ambicją się niestety nie najem. Trzeba więc znaleźć złoty środek i pogodzić jedno z drugim ( z czym sobie poradził dawno temu w/w Amadeusz ;) ). A to już wyższa szkoła jazdy. Sztuka ( nawet ta popularna ) i pieniądze nie muszą się wykluczać.

A co do Ciebie Ptakuba to nie dziw się, że możesz czuć się trochę osaczony skoro prowadzisz dyskusję rzucając raz łajnem, raz kutasem ( i to w kobiety! ), mniej lub bardziej celowo obrażając niektóre z nich. Mniej frustracji a więcej rzeczowej dyskusji. Zdrowiej się wtedy żyje, wierz mi ;).
Zło i niedobro.

Ptakuba
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 129

Kiedy debiut?

Post#55 » 27 lip 2013, o 17:19

Elvellon pisze:Cóż, Mozart napisał napisał większą część swojej twórczości kierując się właśnie prostymi żądzami ( pieniądze przede wszystkim ), które prawdopodobnie niewiele miały wspólnego artystycznym uniesieniem/wizją/jakkolwiek to sobie nazwiecie. Pozwolę sobie dodać, że w owych czasach tego typu muzyka była zaliczania do kultury popularnej a część utworów w/w była uważane za kiczowate. Ale to tak na marginesie.

Niestety nie rozmawiasz z człowiekiem, który jak usłyszy o muzyce klasycznej to od razu wychodzi z założenia że to genialne, wspaniałe, wyrafinowane - nie przepadam za Mozartem, wolę Brahmsa, Beethovena, uważam że Mozart jest delikatnie przereklamowany. Bo i czuć to, że tworzył pod publiczkę.

Napisałem wszystko co chciałem. Uważam, że ideały mieć należy zwłaszcza przy tworzeniu sztuki, że należy je propagować i nie zgadzać się na tandetę ze względu na to, że jest konieczna. To część moralności, etyki, a nie zwykły pogląd, który tak po prostu zmienię, bo oh, przecież wszystkie macie rację, że pieniądze są ważne i trzeba się pilnować z ideałami żeby przeżyć.

Plujcie na naiwny idealizm dalej, nie przyznam wam racji.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

Kiedy debiut?

Post#56 » 27 lip 2013, o 17:50

Hm. Ptakuba, jesteś zwyczajnie samolubny. To, że coś Ci się subiektywnie nie podoba nie umniejsza tego wartości. Jesteś jedynie kropelką w oceanie ludzkości pod tym względem. Nie mówię, że opinia ogółu jest jedyną i słuszną, ale to nie zmienia faktu, że wygłaszając własną należy ściągnąć gogle egocentryzmu i spojrzeć na całokształt. Fakt, że nie przepadasz za nim nie oznacza nic poza tym, że zwyczajnie go nie lubisz. Ja mogę nie lubić Szekspira i oznacza to tyle, że będzie mi ciężej przez niego przebrnąć jak będę musiała. W Twoim wypadku to nie jest idealizm, bo jest zwyczajnie szkodliwy, nie kategoryzujesz nawet sztuki na lepszą - gorszą pod względem jej wartości, ale ze względu na pochodzenie, które ma się do efektu końcowego nijak. To tak jakbyś ogłaszał, że poza Biblią nie powinno istnieć żadne dzieło literackie, bo nie było natchnione przez Ducha Świętego. Z obu podejść mogą wyniknąć dzieła, z obu okropna szmira, bo sam fakt, że tworzysz dla sztuki nic nie gwarantuje.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Kiedy debiut?

Post#57 » 27 lip 2013, o 18:20

Kuba, nikt nie wymaga od ciebie zmiany zdania czy przyznania racji, od tego właśnie jest dyskusja, by rozważać temat głębiej i nawet przedstawiać potencjalne za i przeciw niż to, co leży na wierzchu. Od kiedy ktoś musi siąść pod koniec na tronie z transparentem "Jam tu wygrał", że tak odmawiasz rozważenia jakichkolwiek argumentów poza własnymi?
Nikt tu na nic nie pluje, nikt tu otwarcie nie propaguje kiczu i nie pisze, że szlachetnym jest pisać dla mas. Można rozważać różne aspekty literatury popularnej i to nie znaczy, że naszymi jedynymi ambicjami jest ją pisać - i przykro mi, że muszę pisać to drugi raz. Skąd pewność, że każdy, kto wypowiedział się tutaj oprócz ciebie, nie tworzy dla artyzmu czy wyższych wartości? Jedyna Giwi przyznała, że mogłaby pisać dla mas, nawet jeżeli tylko pod zarobki, i ma prawo do takiego stanowiska. Czy każdy tutaj musi krzyczeć "Chcę pisać ambitnie", byś nie wchodził na agresywny ton i byś szanował rozmówcę, zamiast sprowadzać wszystkich do wielkiej, złej bandy? Wydaje ci się zresztą, że "wszyscy" tutaj się ze sobą zgadzamy, a tak nie jest - to poddaje w wątpliwość twoje czytanie całej rozmowy.
Nie tylko ty na tym forum masz zamiar pisać/wydawać w "ambitnej niszy". Wystarczy jednak mieć dodatkowo dość dystansu do otaczającego świata i realiów wydawniczych, by móc rozważyć sytuację, wysnuć wnioski i zdawać sobie sprawę, jak to wygląda. "Zdawać sprawę" nie znaczy "zgadzać się".
Jeżeli dla ciebie wszystko sprowadza się do siebie i "strony, która nigdy nie będzie miała racji, bo ja tak mówię", to faktycznie dyskusja z tobą nie ma sensu.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Elvellon
Relikt przeszłości
Posty: 137

Kiedy debiut?

Post#58 » 28 lip 2013, o 12:46

Ptakuba pisze:Niestety nie rozmawiasz z człowiekiem, który jak usłyszy o muzyce klasycznej to od razu wychodzi z założenia że to genialne, wspaniałe, wyrafinowane - nie przepadam za Mozartem, wolę Brahmsa, Beethovena, uważam że Mozart jest delikatnie przereklamowany. Bo i czuć to, że tworzył pod publiczkę.


Niestety chyba nie do końca zrozumiałeś, co chciałem przekazać, ale spoko, też w sumie wolę panów na B (chociaż Brahms momentami zżynał jak leci z Beethovena ;p ).

Moim skromnym zdaniem ta dyskusja zaczyna zjadać własny ogon. Jeśli ktoś przekopie się przez parę ostatnich stron, to zauważy, że piszemy praktycznie cały czas to samo. Proponuję zakończyć walkę z wiatrakiem, bo z fajnego tematu zrobiło się odbijanie piłeczki od ściany.

Swoją drogą strasznie ciasną bieliznę robią w tych czasach
Zło i niedobro.

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kłótnia: Kiedy debiut?

Post#59 » 30 lip 2013, o 11:35

Chce ktoś czytać o Belli i Edwardzie? Niech czyta, by za parę lat złapać się za głowę i stwierdzić, iż było to zło koniecznie i sięgnie po coś ambitniejszego. ;)

Nie, to nie tak działa. Taka osoba nadal będzie sięgać po bestsellery typu Greye czy Brown.

jest błędne z tego względu, iż z założenia pisarz to zawód, nie hobby, a skoro to zawód, to warto byłoby mieć z tego jakieś pieniądze.

Jest arcypoprawne. Można mieć kasy jak szejk piachu, a można mieć ilość, która wystarcza na (prze)życie. Pisarz ambitny nie będzie kosił tyle szmalu ile ten komercyjny, ale coś także uszczknie (przynajmniej zagraniczny).

To nie dawne czasy, gdzie wystarczyło mieć spadek po dziadku i żyć do góry brzuchem do reszty swych dni, przy okazji poświęcając się jednemu zajęciu, a niestety w XXI wieku brakuje na to czasu, a co za tym idzie -> ciężko napisać coś wartościowego, nie dysponując odpowiednią ilością czasu w ciągu dnia. Normalna praca nie zapewni napisania w dobrym tempie dzieła i to na poziomie, dlatego dla mnie to jest normalne, że pisarze chcą mieć ze swych książek pieniądze, by żyć i móc poświęcić się temu zajęciu jak najbardziej.


Założenie cokolwiek błędne. Dobry pisarz nie napisze złej książki. Nikt mi nie powie, że pan Brown nagle wskoczy na poziom wirtuozerii i walnie arcydzieło, tak ni ma, wybacz.

Był taki pisarzyna, jak mu tam, Gombrowicz, nie wiem, jest szansa, że kojarzysz. Ów pisarzyna walnął kiedyś dziełko, którego się wypierał, bo je dla pieniędzy napisał - Opętanych. Książka według G. nieambitna, napisana dla mas, ale udowadnia, że spod dobrego pisarza pióra złe dzieło nie wyjdzie.

Pisanie dla samego siebie jest szlachetne i dobrze widziane wśród idealistów, ale niepraktyczne z punktu widzenia materialnego.

Ludki tutaj mają skłonności do nadinterpretacji, kategoryzowania. Idealistą nie jestem; jeśli chcesz się nachapać grosza, zostań biznesmenem czy mafiosem (ale czy to aby nie to samo?), a pióro wyrzuć przez okno albo do kosza, ale lepiej przez okno, żeby przypadkiem nie korciło.


Wolałbym wcale nie pisać, gdyby miałby to być czysto komercyjny chłam.
---
The words of the prophets are written on the subway walls.

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Kiedy debiut?

Post#60 » 30 lip 2013, o 15:47

Chce ktoś czytać o Belli i Edwardzie? Niech czyta, by za parę lat złapać się za głowę i stwierdzić, iż było to zło koniecznie i sięgnie po coś ambitniejszego. ;)

Nie, to nie tak działa. Taka osoba nadal będzie sięgać po bestsellery typu Greye czy Brown.

Jeśli masz na myśli osoby, które zamiast rozwijać swój gust literacki, wolą odpocząć po całym dniu pracy, sięgając po coś mało wymagającego umysłowo, to owszem, masz rację, jeśli zaś stwierdzenie tyczyło się ogółu, to tkwisz w błędnym przekonaniu.

To nie dawne czasy, gdzie wystarczyło mieć spadek po dziadku i żyć do góry brzuchem do reszty swych dni, przy okazji poświęcając się jednemu zajęciu, a niestety w XXI wieku brakuje na to czasu, a co za tym idzie -> ciężko napisać coś wartościowego, nie dysponując odpowiednią ilością czasu w ciągu dnia. Normalna praca nie zapewni napisania w dobrym tempie dzieła i to na poziomie, dlatego dla mnie to jest normalne, że pisarze chcą mieć ze swych książek pieniądze, by żyć i móc poświęcić się temu zajęciu jak najbardziej.

Założenie cokolwiek błędne. Dobry pisarz nie napisze złej książki. Nikt mi nie powie, że pan Brown nagle wskoczy na poziom wirtuozerii i walnie arcydzieło, tak ni ma, wybacz.

Dobry pisarz może zaliczyć wpadkę, tak samo jak każdy inny. Nie wszystko, co stworzy, musi być arcydziełem.

Był taki pisarzyna, jak mu tam, Gombrowicz, nie wiem, jest szansa, że kojarzysz. Ów pisarzyna walnął kiedyś dziełko, którego się wypierał, bo je dla pieniędzy napisał - Opętanych. Książka według G. nieambitna, napisana dla mas, ale udowadnia, że spod dobrego pisarza pióra złe dzieło nie wyjdzie.

Ojej, czyżbym przespała lekcje polskiego w liceum? I to włącznie z omawianiem Ferdydurke? Wybacz, słodziaku, nie jestem aż taką ignorantką.
A skoro wysunąłeś taki argument, to zastanawia mnie czemu on służy? Udowodnieniu, że można napisać coś dobrego, kierując się pieniędzmi? Zgoda, trafia to do mnie.

Pisanie dla samego siebie jest szlachetne i dobrze widziane wśród idealistów, ale niepraktyczne z punktu widzenia materialnego.

Ludki tutaj mają skłonności do nadinterpretacji, kategoryzowania. Idealistą nie jestem; jeśli chcesz się nachapać grosza, zostań biznesmenem czy mafiosem (ale czy to aby nie to samo?), a pióro wyrzuć przez okno albo do kosza, ale lepiej przez okno, żeby przypadkiem nie korciło.

To jak to w końcu u ciebie jest? Można, według ciebie, napisać coś dobrego, kierując się potrzebami finansowymi czy też nie? ;)

Ponadto: zapraszam cię do Accountant City Center w Koszalinie już za dwadzieścia lat, a piórem póki co jeszcze innych pomęczę.
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Jak wydać książkę?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość