Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Selfpublishing, czyli...

Dyskusje o polskim rynku wydawniczym, wydawnictwach, konkursach literackich i innych powiązanych tematach. Jak tworzyć konspekt, do których wydawców wysyłać propozycję wydawniczą? Jak, co i gdzie wydać.
Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#1 » 3 sie 2015, o 21:20

...chciałbym być pisarzem, ale normalne wydawnictwa odrzuciły mój tekst. 

 

Sama chciałabym się kiedyś wydać, ale uważam, że jeszcze na to nie czas. Nie pali się. Poza tym nie uważam swojego tekstu za geniusz objawiony, który musi natychmiast ujrzeć cały świat i nie mam zamiaru być drugą Rowling/Meyer/Tolkienem. Lepiej dopracować tekst, zdobyć feedback od czytelników i odczekać, zanim zdecydujemy się uderzyć do wydawnictwa. 

Bo czasem pozytywna odpowiedź wcale nie oznacza sukcesu. 

 

O "wydawnictwach" słów kilka, czyli jak to niektóre firmy przełkną każdego gniota. Paweł Pollak w swoim poście opisuje "przygodę" ze swoją "powieścią" - tekstem, w którym celowo narobił tyle błędów, że są nawet w tytule. Następnie wysłał tekst do popularnych wydawnictw, które zajmują się wydaniem autora ze współfinansowaniem (między innymi Warszawska Firma Wydawnicza, Novae Res, MyBook i inne). 

Pszygody komisaża Maciejewskiego, czyli jak wydawałem ze współfinansowaniem 

Tekst polecam wszystkim, którzy kiedykolwiek chcieliby się wydać. Bo jest o tym, jak wydawnictwa łykną wszystko, by zarobić trochę grosza. 

 

Co sądzicie o takich wydawnictwach i procederach, które mają tam miejsce?


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 243
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#2 » 3 sie 2015, o 21:37

W sumie nie rozumiem oburzenia i zdziwienia autora. Skoro wszystko odbywa się legalnie, to dlaczego wydawnictwo miałoby nie zarobić na wydaniu gniota, skoro płaci autor?

Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#3 » 3 sie 2015, o 21:41

Bo prawdziwe wydawnictwa płacą autorowi? 

Bo kiedyś "książka", bycie wydanym określały jakiś poziom? 

Nie chodzi o to, że te wydawnictwa biorą za to kasę. Bo jeśli bym chciała utopić X tysięcy w wydanie swojej ulotki z pizzerii, to bym to zrobiła. Chodzi o to, że te firmy wydawnicze wmawiają autorowi, że inne wydawnictwa nie poznały się na jego geniuszu, ale oni widzą coś wspaniałego i tak, koniecznie trzeba to wydać. Potem okazuje się, że korekta/redakcja, owszem, była, w Wordzie, często bez konsultacji z autorem. 

(Czytałeś w ogóle tego posta? :P

 

Osobiście w życiu nie chciałabym być wydana w miejscu, w którym udają, że robią korektę/redakcję, za którą każą jeszcze płacić ogromne pieniądze.


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 243
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#4 » 3 sie 2015, o 22:08

Może ja mam skrzywioną moralność, ale nie widzę nic złego w robieniu w konia takich autorów. Marża, którą pan "Sobieski" wyliczył za wydrukowanie 500 egzemplarzy jest wynagrodzeniem za pracę, jaką wykonało wydawnictwo nabijając go w butelkę. Kogo obchodzi jakość końcowego produktu? Rynek ją zweryfikuje.

Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#5 » 3 sie 2015, o 22:43

Nie wierzę, że to powiem (akurat ja!), ale nie wsadzaj ludzi do jednego worka. :P Nie każdy autor wydany w selfie to idiota, czasem ludzie trafiają tam przez przypadek i skoro wydawnictwo im odpisuje, że za książkę trzeba zapłacić, to uznają, że wszędzie tak jest. Bo koleżanka się tam wydała, bo pierwsi odpisali, bo coś tam. Czasem jedyną winą tych ludzi jest tylko to, że nie poczytali opinii w Internecie. ;) 

I w ogóle jakie 500 egzemplarzy? :P W NR obiecują podobno 300 (a potem niby dodruk), ale i te 300 to jakaś liczba wyssana z palca chyba. 

 

Rynek nie weryfikuje jakości tego produktu, bo celem wydawnictwa z selfem nie jest tworzenie książek o wysokiej (jakiejkolwiek) jakości, tylko wypuszczanie byle czego, a że autor zapłacił za więcej, niż wymagał - cóż. Właśnie - kogo obchodzi jakość, skoro nawet rynek jej nie weryfikuje? ;) Po wydawnictwie i tak wszelka krytyka spłynie jak po kaczce. 

 

Pardon, ale z twojego posta bije przeświadczenie, że "dobrze im tak, tym selfom". Czyli że co? Dobrze tak wszystkim ludziom stąd, którzy się w ten sposób "wydali"? Bo dali się nabić w butelkę i są twoim zdaniem idiotami? ;)


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 243
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#6 » 4 sie 2015, o 13:16

Wow, snujesz bardzo daleko idące wnioski, czytaj więcej treści a mniej pomiędzy wierszami. Liczbę 500 wziąłem z artykułu, do którego link zamieściłaś, bo chyba o nim rozmawiamy (polecam lekturę, całkiem ciekawy, choć mało obiektywny).  

 

Z mojego posta nie bije nienawiść do autorów, a jak bije to nie zamierzona. Jednak musisz przyznać, że ktoś, kto napisał pierwszą książkę, wysłał ją do wydawnictwa, dostał pozytywną odpowiedź i wpłaca temu wydawnictwu 10 koła na wydanie tej książki jest bardzo naiwny i nauczka od życia spotka go prędzej czy później. Nie jest to jakieś skomplikowane marketingowe kłamstwo, nawet nie widzą się twarzą w twarz, a jednak autor daje się zrobić w balona. Czy nie czujesz odrobiny szacunku dla strony wydawnictwa, która potrafi w ten prosty sposób zarabiać pieniądze (kilkoma mailami)? 

 

A jeżeli mówimy o rynku, to zdaje się, że widzisz tylko stronę podaży. Mi chodziło o popyt, czyli czytelników, którzy decydują o tym, czy wydana książka utrzymuje się na półkach (kupując ją lub nie). Jestem pewien, że partie 300 czy 500 grafomańskich wybryków nie wpływają na przeciętny poziom literatury w księgarniach (jeżeli już, robią to duże nakłady literatury popularnej). 

 

btw. Skąd przeświadczenie, że mam jakikolwiek stosunek do ludzi wydających własne książki? Ich sprawa, może kiedyś sam coś sobie wydam.


Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#7 » 4 sie 2015, o 17:00

Dzięki za radę. 

 

Nie wiem, czy nienawiść, na pewno bije niechęć. Ktoś, kto napisał pierwszą książkę, powinien pewnie rozejrzeć się po wydawnictwach, nie myśleć, że skoro coś od selfów odpisało jako pierwsze, to złapał pana boga za nogi. Jestem zwolenniczką tego, by ludzie uczyli się na błędach, ale niekoniecznie swoich. 

 

Chyba żartujesz. Jak można czuć choć odrobinę szacunku do wydawnictwa, które rucha swoich "pisarzy"? To taka typowa polska cebula. Szanuję kogoś, kto potrafi się dorobić, ale się nie narobić, nie kogoś, kto zarabia na niewiedzy innych. 

 

Ale na to nie ma popytu, nie rozumiesz? Drukują X egzemplarzy, tyle, ile zawierają w umowie, a co się z tym stanie, to ich nie obchodzi. Bo autor płaci za korektę, której/redakcję, których nie ma, więc kasa zostaje w kieszeni wydawnictwa. A trudno raczej o selfa, którego naprawdę tłumnie by kupowano. 

I w ogóle trudno o selfa, którego w ogóle prezentują w księgarni, bo tego typu wydawnictwa nie zajmują się promocją. 

 

Skąd? No nie wiem, może stąd, że twój post jest bardzo emocjonalnie nacechowany, jakbyś czuł się lepszy od biednych selfów, z których nie wszyscy to nadęte buce. :)


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 243
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#8 » 4 sie 2015, o 17:28

Trudno o selfa, który by się sprzedawał, bo są słabi. Nie wiem czemu tak ci ich żal. I nie rozumiem, dlaczego ludzie, których uważasz za buców czy idiotów powinni mieć w życiu trudniej, a ci mili i błyskotliwi łatwiej. To bardzo jednostronne podejście do tematu powoduje, że pozbawiłabyś zarobku ludzi, którzy mają talent do robienia innych w wała kosztem tych, którzy potrafią pisać książki. Czyli doceniasz wysiłek początkującego pisarza, ale nie doceniasz wysiłku początkującego wydawcy, który w przyszłości może zasłynąć jako znany biznesmen, który da pracę dziesiątkom pracowników.  

btw. Masz rację, czuję się od nich trochę lepszy ;) ty nie?


Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#9 » 4 sie 2015, o 17:36

Nie wiem czemu tak ci ich żal
 

Nie jest mi żal nadętych buców, selfów, którzy wydali się z różnych powodów w taki sposób, ale nie byli do końca świadomi tego, jak to działa i nie uważają się za wieszcza narodu już tak. 

 

I nie rozumiem, dlaczego ludzie, których uważasz za buców czy idiotów powinni mieć w życiu trudniej, a ci mili i błyskotliwi łatwiej.
 

Ale ja nie uważam wszystkich selfów za buców i idiotów. To raz. Dwa, że generalnie wszyscy powinni być traktowani tak samo, ale jakoś mniej mi szkoda kogoś, kto sra ogniem na kilometr, bo, och, został wydany, klękajcie narody. To nie do końca dobre, ale ludzkie. 

 

To bardzo jednostronne podejście do tematu powoduje, że pozbawiłabyś zarobku ludzi, którzy mają talent do robienia ludzi w wała kosztem tych, którzy potrafią pisać książki.
 

Jakoś nie byłoby mi szkoda. 

Oh, wait. Nie jestem cebulą. 

Uffff. 

 

Czyli doceniasz wysiłek początkującego pisarza, ale nie doceniasz wysiłku początkującego wydawcy, który w przyszłości może zasłynąć jako znany biznesmen, który da pracę dziesiątkom ludzi.
 

CO. :lol: :lol: :lol:  

 

btw. Masz rację, czuję się od tych ludzi trochę lepszy ;) ty nie?
 

Nie. Dlaczego miałabym? To, że ktoś wydał się w selfie, nie znaczy, że jestem od niego lepsza. Może takiemu komuś idzie lepiej w dziedzinie, w której mnie idzie gorzej. Może taka osoba zdobywa medale w, nie wiem, jeździectwie, biegach, może wykłada jakiś przedmiot na uniwersytecie (bo i takie selfy się trafiają). Idąc tym tokiem myślenia, doktor, który może i ma selfa na koncie, może czuć się od ciebie lepszy, bo ma doktorat. 

Icoterassss? 

 

Nie widzę sensu w walce z "argumentami" takiego kalibru. Daruj, uprzedzę modów i sama zamilknę na te tematy, zanim sami będą chcieli to ukrócić. Daj znać, jeśli będziesz chciał porozmawiać o innych aspektach selfpuba. ;)


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 243
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#10 » 4 sie 2015, o 17:46

Dobrze, przestańmy dyskutować, jeśli uważasz, że to niedozwolone na forum. :roll:

Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#11 » 4 sie 2015, o 17:54

Nie musisz być od razu uszczypliwy. Administracja i tak ukraca tutaj dyskusje w dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób, ale, wracając: nie mam zamiaru dyskutować z tobą na temat tego, czy szanować tego typu wydawnictwo czy nie, bo Masz Jedyny Najsłuszniejszy Pogląd i choćbym ci przedstawiła dowody naukowe, to go nie zmienisz. Powiedziałeś, że szanujesz kogoś, kto potrafi wydoić autorów. Szanujesz też złodziei, którzy potrafią dorobić się "na wnuczka"? Bo przecież też doją, potrafią się łatwo dorobić na starszych ludziach, nie ma co, zaradni. ;) Ja powiedziałam, że takich ludzi nie szanuję, bo w moim systemie moralnym nie ma na to miejsca. I nie widzę sensu we wzajemnym udowadnianiu sobie, że "moja racja jest najmojsza". Nie lubię takich dyskusji, bo są jednotorowe, monotonne, męczące, nazwij to jak chcesz, dla mnie to rzucanie grochem o ścianę. 

Ja naprawdę mogę się licytować do białego rana, ale po prostu nie widzę w tym sensu. Na cholerę mam dyskutować z kimś, kto i tak Ma Jedyny Najsłuszniejszy Pogląd i jeśli fakty mówią inaczej, to tym gorzej dla faktów. :P


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 243
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#12 » 4 sie 2015, o 18:00

Nie porównywałbym legalnej działalności wydawniczej z oszukiwaniem starszych ludzi. I mógłbym ci odpowiedzieć w taki sposób. Ja przynajmniej próbuję nakreślić ci swój tok rozumowania, ty po prostu nazywasz mnie cebulakiem i twierdzisz, że masz rację.

Deneve

Selfpublishing, czyli...

Post#13 » 4 sie 2015, o 18:06

Nie nazywam cię cebulakiem, nazywam cebulactwem oszukiwanie ludzi. Nie mnie oceniać twoją moralność po tym, czy to popierasz czy nie. 

 

Legalne nie równa się dobre. Weźmy na ten przykład służbę zdrowia w Polsce - trzeba płacić składki, żeby potem rzekomo móc korzystać, ale wiemy, jak wygląda próba leczenia się państwowo. I co, dobrze tak głupim ludziom, bo powinni iść prywatnie, ale dają się ZUSowi ruchać, płacąc składki? Wszystko odbywa się legalnie, a i tak na wizytę do lekarza państwowo terminy są na za trzy lata. Ale tak, bijmy brawo temu, kto się na tym dorabia (niby na nic nie ma pieniędzy, ale siedziba ZUSu jest ciągle rozbudowywana i modernizowana). W końcu robi to legalnie, więc wszystko jest okej, tak? 

To, że coś jest legalne, nie znaczy, że powinno być. 

 

Dla mnie okradanie ludzi, czy to na wnuczka, czy to przez wydawnictwo, to nadal okradanie ludzi. Simple as that.


Keegan
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 20
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#14 » 4 sie 2015, o 18:17

Self-pub czy nie, liczy się poczytność i jakość opublikowanych książek. 

Wydawnictwa mają na głowie jakość tekstu pod względem pisowni, prezencji i badanie rynku czytelników. Z artykułu wynika, że niektóre wydawnictwa zupełnie o tym zapomniały. 

 

Jak ktoś sam sobie publikuje książki, to on ma to wszystko na głowie. Proofreading, projekt okładki, marketing i inne takie. Dla sporej liczby pisarzy to jest nieco za dużo. Stąd też się biorą stereotypy o self-pubach. 

 

Zaś jeśli pisarz ogarnia wszystkie aspekty tego biznesu, to będzie miał dużo lepiej niż ci, co tylko potrafią pisać. To jest normalne. W innych branżach mówią ma to "wyższe kwalifikacje". 

 

Zaś co do wydawnictw "okradających swoich pisarzy": spójrz na to z innej strony. Pisarz daje tekst, domaga się wydania książki. Wydawnictwo nie ma bladego pojęcia czy ta książka w ogóle się sprzeda. 

Przynajmniej to początkujące wydawnictwo. Te solidne mają: 

- lata doświadczenia w badaniu rynku czytelnika, wiedzą co się sprzedaje, co jest popularne na zagranicznych rynkach 

- ustabilizowaną renomę. Wydawnictwo, które publikuje książki światowych bestsellerów raczej nie wyda żadnego gniotu. Ten fakt daje stosunkowo stabilną bazę klientów -> pewność że książka się sprzeda W JAKIMŚ STOPNIU 

- armię edytorów, marketerów, grafików, którzy dodatkowo ulepszają jakość druku, tym samym zwiększając sprzedaż książki 

 

Wydawnictwa, które dopiero zaczynają istnieć na rynku, nie mają nic z tych rzeczy. A chcą, żeby biznes się kręcił. Nie chcą być stratni na swoim braku doświadczenia, więc owe "okradanie swoich pisarzy" trzeba tutaj potraktować jako formę zabezpieczenia przed ewentualnym bankructwem. Nie każdy chce wziąć pod swoje skrzydła pisarza, który dopiero zaczyna. Ryzyko strat jest tutaj bardzo wysokie, ale każdy chce mieć na swoim koncie dziesiątki bestsellerów. 

 

Nie to, żebym pochwalał ten proceder, ale "każdy orze jak może".

Wikingów stworzył wiatr północy. 

 

Cthulhu fhtaghn, jak cudownie to brzmi. Cthulhu fhtaghn, to nie byle bzik!


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6106
Zobacz teksty użytkownika:

Selfpublishing, czyli...

Post#15 » 4 sie 2015, o 18:55

Administracja i tak ukraca tutaj dyskusje w dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób
 

Ukraca, bo dyskusje tego typu nie są wartościowymi dyskusjami. I już pospieszę z wyjaśnieniem dlatego - pełne zawoalowanych adpersonamek, czepiania się słówek, przekomarzanek i odbiajania pingponga raczej nie służą niczemu poza satysfakcją osoby, która odbija pingponga lepiej. W tym przypadku wolałabym czytać o selfpublishingu, tu dyskusja świetnie się zaczęła, a przeszła w serię o czyimś tonie wypowiedzi albo tym, czemu jest albo nie jest komuś szkoda osoby w takim wydawnictwie wydanej. "Mi jest szkoda", "a mi nie ", "a dlaczego nie", "a dlatego", rzeczywiście wartościowa treść.  

Proszę o zaprzestanie tej serii i powrót do tematu.  

 

 

Najsmutniejsze jest to, że wydawnictwa selfpublishingowe genialnie zapełniają niszę pełną osób, które wydać by chciały, ale nikt tego nie chciał zrobić, więc właściwie to jest świetny sposób na biznes. Jest potrzeba - jest usługa. Szkoda przede wszystkim kilku rzeczy, spadku jakości literatury i generowania masy bezwartościowej treści, którą ktoś wyda i nazwie się pisarzem, ale szkoda też ludzi, którzy się w to wplątali, bo nie sprowadzałabym wszystkich do grafomanów-analfabetów, dla których to była jedyna szansa na druk. Na self decyduje się dużo osób nie tylko naiwnych, ale też zwyczajnie niezorientowanych w realiach lub np. niecierpliwych, którzy chcą już-zaraz, a dla których czekanie kilku miesięcy na odpis tradycyjnego wydawnictwa to niepotrzebnie stracony czas. Pomijając te aspekty, które już padły, to selfy w sumie wykorzystują psychologię pieniądza - bo sporo osób uważa coś za lepsze, jeżeli musi za to więcej zapłacić. Tyle że w tym przypadku niby płacą za coś, a otrzymują praktycznie nic. Za zapłatą powinna iść jakaś konkretna usługa, a w końcu za wydanie, skład etc. te wydawnictwa liczą sobie kilka-, nawet kilkanaście tysięcy złotych, rzędu 10 tysięcy w NovaeRes. To nie jest mała kwota, wysoka może również nie, ale, szczerze, w tej cenie oni oficjalnie oferują korektę - której nie ma, często redakcję - której nie ma, egzemplarze - których się na oczy nie widzi z jakiegoś względu. Czytałam ostatnio artykuł jeszcze innej osoby, z którego własnie najbardziej zapamiętałam to, że dostała do ręki tylko kilka wynegocjowanych egzemplarzy dla przyjaciół, o które łatwo nie było, a o reszcie nie usłyszała nic poza tym, że najpierw rzekomo wysłali je do księgarni, a po roku podobno wróciły do magazynu. I tyle po tych kilkuset egzemplarzach. 

Selfy przede wszystkim oszukują, oferując niemal wszystko to, co tradycyjnie wydawnictwo, bo tak naprawdę tylko o braku reklamy uczciwie piszą, a i tak chyba nie na stronach, tylko po kontakcie mailowym. Moim zdaniem to jest forma oszustwa, naciągania.

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Wróć do „Jak wydać książkę?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości