Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Dyskusje o polskim rynku wydawniczym, wydawnictwach, konkursach literackich i innych powiązanych tematach. Jak tworzyć konspekt, do których wydawców wysyłać propozycję wydawniczą? Jak, co i gdzie wydać.
qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#1 » 30 wrz 2019, o 15:30

Cześć nie było mnie na Artefaktach ponad trzy lata i wiele się u mnie dobrego pisarsko wydarzyło. Przede wszystkim udało mi się zadebiutować, potem wszystko potoczyło się jak w bajce. Jak teraz patrzę na tę swoją drogę to aż trudno uwierzyć.

Pozdrawiam wszystkich


Gdybyście mieli jakieś pytania to chętnie odpowiem.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5771
Zobacz teksty użytkownika:

Re: Czy na wydaniu książki można zarobić?

Post#2 » 30 wrz 2019, o 15:54

O, moje gratulacje! :D Pochwalisz się?
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Czy na wydaniu książki można zarobić?

Post#3 » 3 paź 2019, o 16:22

Jasne. W 2017 debiut powieściowy, w 2018 kolejne dwie wydane książki. W 2019 w listopadzie jeszcze jedna książka. Podpisana umowa na kolejny tekst. Wydawca zainteresowany długofalową współpracą i wydawaniem książek z szuflady. Trafiłem na Wikipedię, sprzedaż rośnie, recenzje są w miarę dobre. Czy można chcieć czegoś więcej? Oby tak dalej.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5771
Zobacz teksty użytkownika:

Czy na wydaniu książki można zarobić?

Post#4 » 4 paź 2019, o 08:23

O, to jeszcze bardziej gratuluję (jeżeli się da :D). Naprawdę fajnie czytać, że komuś się udało i tak dobrze mu się pisarskie sprawy toczą.

A propos pytań, to może pytanko tematyczne - trochę z grubej rury, ale w ramach wątku - z twojego doświadczenia da się zarobić na pisaniu? Nie chodzi mi, oczywiście, o jakieś konkretne kwoty.
Najchętniej, tak dla porządku, założyłabym dla ciebie odrębny temat (analogicznie jak Hannie Greń: viewtopic.php?f=99&t=7213), zgodziłbyś się?
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Czy na wydaniu książki można zarobić?

Post#5 » 7 paź 2019, o 11:32

Oczywiście będę zaszczycony osobnym wątkiem.
Co do pytania, czy da się zarobić. Odpowiedź brzmi tak, choć na życie, nawet skromne, nie wystarczy ;-).
Natomiast chyba jestem na zbyt wczesnym etapie swojej nazwijmy to "kariery pisarskiej", aby być w tym temacie wiarygodny. Na pewno jestem o krok dalej niż kilka lat temu i z tego się bardzo cieszę. Natomiast teraz dostrzegam problemy, o których kiedyś nie miałem pojęcia. Otóż nawet z najlepszą literaturą nie da się dotrzeć do czytelnika bez zaangażowania w promocję (niestety wydawnictwo nie zrobi tego za nas, połowę, albo nawet trzy czwarte pracy musi wykonać autor - takie czasy). Pojawia się dziwna wiedza o marketingu internetowym, o wymianie barterowej funkcjonującej w sieci między uczestnikami rynku książkowego. A przecież ja tylko chciałem pisać książki ;-). Nikt nie mówił, że aby przetrwać trzeba się zajmować całym tym PR-em związanym z promocją. Próbuję do tego na razie przywyknąć, może za kilka lat mi to spowszednieje, bo nie mam ekstrawertycznej (a może nawet ekshibicjonistycznej) natury.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Briala
Jeż harcownik
Jeż harcownik
Posty: 329
Zobacz teksty użytkownika:

Czy na wydaniu książki można zarobić?

Post#6 » 7 paź 2019, o 12:00

No niestety, żeby w Polsce żyć z pisarstwa, trzeba by być drugim Sapkowskim, inaczej się chyba nie da. :D Gratuluję, że się udało, super wiedzieć, że można zrobić coś z pasją. :D Zechcesz nam przybliżyć krótką historię, takie "jak to było"? Rozsyłałeś do wielu wydawnictw i po prostu się trafiło? Długo czekałeś? Jestem bardzo ciekawa!
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5771
Zobacz teksty użytkownika:

Pytania do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#7 » 8 paź 2019, o 08:42

Świetnie, w takim razie utworzyłam go w tej formie, wydzieliłam poprzednie posty :)

Szkoda, że tak to wygląda, ale w sumie nie ma tu wielkiego zaskoczenia. Oby kiedyś udało ci się osiągnąć poziom zarobków, z których byłbyś zadowolony i który pozwoliłby na utrzymanie się z pisania.

O, jak ze spotkaniami autorskimi? Podejrzewam, że w marketingu to jest istotne, poza tym wiadomo, dobrze mieć kontakt ze swoimi czytelnikami. Jesteś zadowolony ze współpracy z CM?
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#8 » 8 paź 2019, o 11:25

Briala pozwól, że jako odpowiedź na twoje pytanie zamieszczę fragment jednego z wywiadów, które udzieliłem dla Fabryki Dygresji. Z góry przepraszam za ilość tekstu. Niczego nie zmieniałem w odpowiedzi, która mam nadzieję zaspokoi twoją ciekawość ;-)

Twój debiut powieściowy to Lista Sześciu. Czy Twoja droga do wydania tego tytułu
była, jak w przypadku części autorów, istną krucjatą? Czy po prostu, świadom swoich
zdolności, odnalazłeś pasującego Ci wydawcę?

Krucjata to chyba dobre określenie mojej drogi do debiutu powieściowego. O Liście
sześciu powiem na końcu, wrócę do historii mojej pierwszej fantastycznej powieści
Techisterion, która nadal leży sobie w szufladzie i czeka na lepsze czasy. Sądzę, że
ta opowieść będzie adekwatnym streszczeniem drogi przez mękę, jaką musiałem
przejść.
Otóż jak już wspominałem Techisterion było początkowo zbiorem opowiadań z
jednym bohaterem. W dość sporym zbiorku zmieściłem dziesięć tekstów i w takiej
postaci postanowiłem to wysłać w świat. Zgodnie z radami mądrzejszych kolegów po
piórze wycyzelowałem tekst do granic możliwości. Napisałem konspekt w punktach
opisujący fabułę, streszczenie, notkę biograficzną, dodałem również materiał
marketingowy dlaczego mój tekst jest lepszy od innych i dlaczego warto go wydać,
dałem swoje zdjęcie i zacząłem rozsyłać tekst do wydawnictw. Już nie pamiętam jak
długo czekałem na pozytywną odpowiedź, ale ostatecznie takowa przyszła z
wydawnictwa Janka. Redaktor powiedział, że oczywiście wyda. Podesłał nawet draft
umowy wydawniczej. Sądziłem, że złapałem pana boga za pięty. Miałem czekać na
redakcję. Miesiąc później przyszła odpowiedź, że po redakcji wewnętrznej okazało
się, że tekst jednak wymaga sporych poprawek i najlepiej gdybym zgodził się wydać
go w formie e-booka a nie na papierze. A jeszcze lepiej, gdyby udało się zbiór
opowiadań przerobić na powieść. Na e-booka się nie zgodziłem, bo wydawało mi się,
że to taki niepełny debiut. Natomiast niezrażony zacząłem przerabiać Techisterion na
powieść. Generalnie powstała powieść szkatułkowa opowiadająca jedną historię,
jednak każdy z rozdziałów można było czytać jak oddzielne opowiadanie z
niezależnym twistem. Pełen nadziei wysłałem tekst do wydawnictwa i otrzymałem
odpowiedź, że nie o to chodziło i jednak nie wydadzą. Choć muszą przyznać, że tekst
bez wątpienia zyskał na wartości. Byłem zdruzgotany. Nie poddałem się jednak i
wysyłałem tekst dalej. Od Grzegorza Gajka dowiedziałem się, że jest nowe
wydawnictwo Studio Truso, które chętnie przyjmuje debiutantów (Grzesiek wydał tam
doskonałą powieść „Ciemna strona księżyca”, która potem miała reedycję w innym
wydawnictwie). Wysłałem propozycję i o dziwo dość szybko dostałem odpowiedź
pozytywną. Zaczęliśmy redakcję i korektę tekstu. Znowu byłem wniebowzięty.
Niestety ilość kontaktów z wydawnictwem robiła się coraz mniejsza a redaktor
odzywał się raz na miesiąc. Dopiero później dowiedziałem się, dlaczego tak się stało.
Studio Truso, po wydaniu może dziesięciu książek, nie wytrzymało konkurencji na
trudnym polskim rynku i po prostu zbankrutowało. Sądziłem, że ciąży nade mną
jakieś fatum, jednak mimo wszystko się nie poddawałem. Skoro prawie dwukrotnie
udało się wydać Techisterion, to musi być w nim potencjał rynkowy. Na pewno ktoś
go weźmie. Zacząłem wówczas pisać dwutomową powieść science-fiction Skopcy
opartą na długim opowiadaniu, które zbierało bardzo dobre recenzje i ostatecznie
wygrało konkurs na opowiadanie miesiąca na stronie opowiadania.pl. W Internecie
zobaczyłem, że wydawnictwo Novae Res organizuje konkurs Literacki Debiut Roku
na powieść fantastyczną. Wysłałem tam Techisterion. Jakże wielkie było moje
zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że mój tekst pokonał około czterystu innych
konkurentów i znalazł się w pierwszej piątce. Nagrodą za zwycięstwo w konkursie
było wydanie powieści. Pomyślałem, że jeśli nie teraz, to kiedy. Ostatecznie
Techisterion zajął trzecie miejsce (dobrze, że nie drugie, bo chyba bym zszedł na
zawał). Dostałem w nagrodę dziesięć książek, piękny dyplom, który powiesiłem sobie
w kotłowni i tyle. Oczywiście pytałem Novae Res, czy byliby skłonni wydać
Techisterion już poza konkursem. Niestety odmówili. Niestrudzony wysyłałem tekst
dalej, przekonując potencjalnych wydawców z jak wielkim dziełem mają do czynienia
(jakby nie było trzecie miejsce w konkursie Novae Resu nobilitowało). Pewnie mi nie
uwierzycie, ale odezwało się wydawnictwo Videograf II dając mi po raz kolejny
nadzieję. Redaktor prowadząca powiedziała, że przedstawi moją propozycję na
konsylium i spróbuje przeforsować mój tekst do wydania. Niestety pani z
wydawnictwa więcej się nie odezwała, co zakładam świadczyło o tym, że nie udało jej
się przebić z moim tekstem. Przez ten cały czas Techisterion ulegał korektom i
poprawkom. Skończyło się na tym, że nad powieścią pracowałem ponad siedem lat.
Tyle czasu minęło od pierwszej wersji do kształtu jaki ma on obecnie. Oczywiście
przez ten cały czas nie próżnowałem, tylko pisałem nowe powieści, próbując je
wydać. Jak już mówiłem Techisterion nadal leży sobie w szufladzie i czeka na lepsze
czasy. Nigdy potem nie napisałem tak dopracowanego językowo tekstu. Nawet dziś
jak go czytam jestem w szoku, że podobne zdania mogły wyjść z mojej głowy. A
wszystko to wynikało z nieskończonej wręcz ilości poprawek i korekt. Jak dzisiaj na to
patrzę, chyba za bardzo chciałem i poświęciłem na ten tekst zbyt dużo czasu.
Teraz krótko o Liście Sześciu bo z nią poszło znacznie łatwiej. Po napisaniu
pierwszego kryminału podobnie jak w przypadku Techisterion zacząłem go rozsyłać
do wydawnictw. Ku mojemu zdziwieniu odezwał się współwłaściciel wydawnictwa
Erica (nazwijmy go Grzegorzem, aby nie zdradzać jego personaliów), który napisał
enigmatycznego maila: Kiedy mogę zadzwonić? (podobno Remigiusz Mróż też
takiego otrzymał :-) jak szukał wydawcy na Parabellum). Grzegorz powiedział, że co
prawda nie wyda powieści, ale może mi pomóc ją poprawić. Dziś patrzę na naszą
współpracę jak wygraną na loterii. Z Grzegorzem współpracujemy do dziś, na bieżąco
omawiając konstrukcję nowych tekstów. Zawdzięczam Grzegorzowi bardzo wiele i do
dzisiejszego dnia nie pojmuję, dlaczego on to dla mnie robi. Udzielił mi tylu
znakomitych rad zarówno w kwestiach strukturalnych tekstu jak i redakcyjnych, że
pewnie z naszych rozmów można byłoby napisać kilkutomowy poradnik o pisaniu.
Mogę się tylko domyślać, że Grzegorz jest po prostu pasjonatem książek i traktuje
nasze rozmowy jako możliwość realizacji swoich zainteresowań. To za jego radą
stworzyłem od razu trzy kryminały, które zacząłem rozsyłać do wydawnictw jako
trylogię (bohaterowie byli wspólni). Zakładam, że to właśnie był strzał w dziesiątkę.
Drugi zbieg okoliczności był taki, że Wydawnictwo CM szukało nowych autorów, aby
wystartować z serią Nowy Polski Kryminał. Po prostu znalazłem się we właściwym
czasie i miejscu, wpasowałem się ramówkę wydawniczą i rokowałem najlepiej. Nasza
współpraca z Wydawnictwem CM trwa już trzeci rok. Jak już wspomniałem mamy
podpisaną umowę na czwarty kryminał i pierwszą część serii sensacyjno-
przygodowej o niestrudzonych archeologach.
Podsumowując, gdyby nie przyjemność pisania i nieprawdopodobny upór, pewnie
dawno temu dałbym sobie spokój. A tak jestem tu gdzie jestem i bynajmniej nie
powiedziałem jeszcze ostatniego zdania.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#9 » 8 paź 2019, o 11:29

Camenne - współpraca z wydawcą jest jak najbardziej ok. Nie mam doświadczenia w pracy z dużym wydawcą, domyślam się, że wygląda to z goła inaczej. Przy CM cenię sobie niezależność, spory wpływ na ostateczny kształt i wygląd książki, oraz perspektywę długofalowej współpracy.
Co do spotkań autorskich ,właśnie opublikowałem na stronie i Facebook informację o takowym. Gdyby ktoś pochodził z Rzeszowa lub okolic to serdecznie zapraszam.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5771
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#10 » 9 paź 2019, o 08:06

O, to miałeś bardzo niełatwy start, brawa za wytrwałość, wiele osób by odpuściło.

A jak ze spotkaniami w kontekście mało ekstrawertycznej osobowości? Też jestem po tej bardziej introwertycznej stronie i zawsze zastanawiałam się, czy to nie stanowi pewnego problemu na takich spotkaniach.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#11 » 9 paź 2019, o 08:31

I to jest właśnie ten element, o którym wcześniej nie myślałem. Niestety teraz bez spotkań z czytelnikami na żywo nie ma mowy o jakiejkolwiek promocji. Staram się to traktować, jako coś, co może mnie rozwinąć i ubogacić. Choć stresik zawsze jest.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Briala
Jeż harcownik
Jeż harcownik
Posty: 329
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#12 » 9 paź 2019, o 09:45

Widzę szansę dla siebie, ale to kiedyś, kiedyś – nie pali się. :D Dziękuję za ten wywiad.
Jako że udało mi się ukończyć archeologię, szczególnie zaciekawiła mnie właśnie ta "pierwsza część serii sensacyjno-przygodowej o niestrudzonych archeologach" – zechcesz zdradzić coś więcej? Cokolwiek możesz lub chcesz w tej chwili. Nie naciskam. ;) (np. skąd pomysł akurat na archeologów? Może choć odrobinka, czego będzie dotyczyć?)
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#13 » 9 paź 2019, o 13:02

Miło Briala, że temat z archeologami ci się spodobał. Mam wrażenie, że wiele osób z sentymentem wspomina serię z Larą Croft czy Indianą Jonesem. Pierwsza część historii z parą archeologów rozgrywa się w Syrii, kilka tygodni przed wybuchem wojny domowej. Dlaczego Syria? Bo jest piękna (nie byłem i obawiam się, że już nigdy nie będę, bo niestety po wojnie nie ma już czego oglądać. Wszystko zbóje zniszczyli :-(). Przede wszystkim ten kraj bardzo mi pasował ze względu na tło dla powieści i scenerie jakie można tam znaleźć (pustynie, góry, piękne miasta, jeziora, zabytki pochodzące jeszcze z kolebki naszej ludzkiej cywilizacji, tygiel religijny, w którym ścierają się różne nacje). Był to z jednej strony całkiem cywilizowany kraj , z drugiej można w nim był pokazać i rozegrać rzeczy, których nie byłbym w stanie uzasadnić w takiej choćby Europie. Co więcej, Syria była wielkim sojusznikiem Nazistów, zresztą jeszcze wiele lat po wojnie ukrywała ich na swoim terytorium. Nie chciałbym spojlerować, więc nie powiem nic więcej. Natomiast głównym motywem, że zdecydowałem się na serię o archeologach była chęć oderwania się od kryminału, którego mam już serdecznie dosyć i zakosztowanie egzotyki, przygody, akcji i sensacji ;-)
Druga powieść z parą archeologów w roli głównej rozgrywa się dla odmiany w Meksyku. Zaczyna się w momencie, kiedy meteoryt, nieco większy niż ten Czelabiński uderza w kompleks hoteli w północnej części kraju gdzie odpoczywają bohaterowie. Co dzieje się potem dużo by mówić (dość istotnym jest, że Meksyk jest areną walk karteli narkotykowych, które praktycznie robią w tym kraju wszystko, co chcą). Ta powieść leży sobie w szufladzie i czeka na odzew na część pierwszą, która mam nadzieje ukaże się nakładem Wydawnictwa CM w przyszłym roku.
Część trzecia serii jest dopiero w głowie i na kilku stronach konspektu w wordzie.
Tyle tytułem reklamy i wprowadzenia ;-) Mam nadzieję zaspokoiłem ciekawość a jeśli ją wzmogłem to nawet lepiej ;-)
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Briala
Jeż harcownik
Jeż harcownik
Posty: 329
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#14 » 9 paź 2019, o 13:12

Jak najbardziej wzmogłeś ciekawość. :D Trzymam kciuki za szybkie doprowadzenie prac do końca i wydanie powieści. :)
Jestem ciekawa, jak osoby "z zewnątrz" widzą pracę archeologów, bo z Larą Croft czy Indianą Jonesem nie ma nic wspólnego. W zasadzie moim zdaniem jest mega nudna i męcząca, więc byłoby fajnie przeczytać coś bardziej szalonego w tym zakresie. :D
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#15 » 9 paź 2019, o 14:02

To podobnie jak z każdym zawodem. Ja jestem informatykiem a naczytałem się o świecie hakerów i wirtualnej rzeczywistości rodem z filmu Player One Spielberga niestworzonych rzeczy. Szara rzeczywistość niestety zabija całe szaleństwo. Ciekawe czy wśród forumowiczów jest osoba, która przepracowała dziesięć lat w wyuczonym zawodzie i nadaj ma z niego frajdę. Na szczęście jest literatura, filmy i ogólnie rzecz ujmując wyobraźnia, która pozwala wyciągnąć z rzeczywistości czystą esencję. Co do archeologów, mój research nie był jakiś szczególnie wnikliwy. Moi bohaterowie potrzebni byli mi głównie ze względu na wiedzę muzealną i historyczną związaną z przedmiotami, które napędzają spiralę zdarzeń w powieści.
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5771
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#16 » 9 paź 2019, o 14:32

Z moim zawodem też nie jest lepiej, ale, no, Breaking Bad lepiej nie powtarzać.

O, a jak mniej więcej wygląda współpraca z redaktorem i sama redakcja? Co redaktor to pewnie inaczej, ale zawsze mnie to ciekawiło, bo praca nad ugładzeniem tekstu zawsze jest ważna.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

qla
Wydany pisarz
Posty: 11
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#17 » 10 paź 2019, o 09:16

Mam wrażenie, że dużą część redakcyjno-konstrukcyjną załatwia ten mój Grzegorz, o którym wspominałem w odpowiedzi na pytanie do wywiadu. Nie wiem, czy miałem po prostu szczęście, ale ktoś taki, kto na etapie pisania może być twoim beta czytelnikiem a co więcej zna się na rzeczy i może wprowadzić odpowiednie korekty do konstrukcji, jest bezcenny. Ważny na początku jest również konspekt. Jest gro pisarzy, którzy twierdzą (Z Kingiem na czele), że to zabija przyjemność pisania, ale to nieprawda. Rozpisany w trzydziestu punktach plan scenariusza to podstawa, bez niego po prostu tekst pójdzie w jakieś krzaki a na to z racji braku czasu nie możemy sobie pozwolić. Dlatego praca koncepcyjna na początku jest bardzo ważna. Dopóki nie jesteś zadowolony z konspektu, który opowiada ciekawą historię, którą ty sam chciałbyś przeczytać, nie ma sensu zabierać się za pisanie. Dopiero potem przychodzi czas, aby punkty konspektu nabrały ciała. Zwykle pisze się po prostu scenę jako rozdział (tak jest najprościej). Lubię powieści, w których przynajmniej dwa główne wątki się przeplatają. Wtedy można dużo ciekawiej zagrać konstrukcją, dawkować czytelnikowi tajemnicę, aby miał frajdę z czytania.
Ponieważ wysyłam do wydawnictwa, w miarę zredagowany tekst, zwykle tych uwag nie jest bardzo dużo a przynajmniej nie takie, które ingerowałyby w kręgosłup historii. Zwykle są to błędy logiczne, jakieś nieścisłości, czasem sugestie natury językowej, żeby poprawić opisy w dialogach, albo nie zaczynać scen od początku, tylko na przykład od środka (aby nie wyglądały jak scenopis filmowy). Zwykle trwa to jakiś miesiąc, czasem dłużej i potem leci już korekta. Mam wrażenie i nachodzi mnie trochę smutna refleksja, że ludzie chcący zadebiutować mają bardzo pod górkę. Dlaczego? Dość często ludzie z wydawnictw (czasem byli pracownicy) organizują płatne szkolenia informujące kandydatów, jak należy przygotować propozycję wydawniczą, aby trafiła ona w gust redaktora decydującego o wydaniu (czyli czasem samego siebie ;-)). Przez taki proceder gros kandydatów nie ma po prostu najmniejszych szans. Czasem wydawnictwo szuka książek na jakiś konkretny temat, bo takie się sprzedają (więc uczestnicy szkolenia biorą udział w swoistym konkursie). Kolejną sprawą są betaczytelnicy. Bardzo wielu pisarzy (albo nawet wszyscy) mają betaczytelników (podobnie jak ja mam mojego Grzegorza), którzy zanim tekst ujrzy światło dzienne przechodzi sito dwudziestu, czasem trzydziestu osób i to bardzo świadomych. Jaki debiutant pracujący w pocie czoła nad swym dziełem w samotności, przebije jakościowo pracę zbiorową trzydziestu osób. Odpowiedź nasuwa się sama. Właśnie dlatego tak trudno jest zadebiutować. Jest wielu pisarzy z dorobkiem, którzy stukają do drzwi większych i bardziej uznanych wydawnictw i niestety muszą odejść z kwitkiem bo wydawnictwa mają zaklepane terminarze na dwa lata do przodu. Tekst debiutanta musi być naprawdę wybitny, aby został zauważony (choć niestety ja nie wierzę w wybitne teksty). Aby uzmysłowić ci, dlaczego tak sądzę, wkleję znowu odpowiedź na jedno z pytań, które udzieliłem w ramach wywiadu.

Jesteś laureatem licznych konkursów literackich. Poznań Fantastyczny, Literacki
Debiut Roku, Międzynarodowy Festiwal Kryminału… Mogłabym jeszcze trochę
wymienić. Jak myślisz, co niezwykłego było w Twoich opowiadaniach, że zostały
wyróżnione tak wiele razy?

Upór. Tak to z dzisiejszej perspektywy dostrzegam. W pewnym momencie po
napisaniu setki opowiadań i wysłaniu podobnej ilości zgłoszeń na konkursy literackie
zacząłem po prostu rozumieć, o co w tym biznesie chodzi.
Nie wiem, czy mogę zdradzić patent na wygrywanie, ale trzeba przede wszystkim
patrzeć, kto zasiada w jury i jakie ma preferencje. Ważne jest oczywiście trzymanie
się tematu konkursu, czy choćby świadomość, że w bieżącym roku są jakieś ważne
jubileusze wydarzenia, o których należałoby wspomnieć. Może rocznica śmierci
jakiegoś wieszcza, albo okrągła data jakiejś bitwy? W konkursach związanych z prozą
literacką ważne są odwołania do innych utworów literackich, filmów, muzyki czy
choćby zwykłej popkultury. Najlepiej gdyby opowiadanie laureata w całości składało
się z mrugnięć okiem do fraz znanych pisarzy. Wówczas zdaniem jury świadczy to o
niezwykłej erudycji pisarza, którego nie można pominąć. Tego typu drobiazgi zwykle
ważą na wynik.
Brałem udział w kilkunastu warsztatach literackich, które były zwykle nagrodą w
danym konkursie literackim. Miałem wówczas unikalną możliwość przeczytać prace
innych osób biorących udział w rywalizacji. Konkluzja jaka mnie wówczas naszła była
bardzo przygnębiająca. Bardzo wielu ludzi nie tylko pisze, ale robi to naprawdę
dobrze. Gdybym znalazł się w jury konkursu literackiego nie miałbym zielonego
pojęcia, które prace wyróżnić. Wszystkie były takie same i to bez względu na to jak
niezwykłą kreatywnością czy inwencją twórczą wykaże się autor. Jeśli na dobrze
nagradzany konkurs literacki przychodzi siedemset prac, to gwarantuję, że jest w tych
tekstach naprawdę wszystko. Każdy temat został wyobracany na milion możliwych
sposobów. Szansa, że akurat tobie uda się wymyślić coś innego, jest znikoma. Wtedy
również zacząłem większą uwagę zwracać na jakość tekstu. Chodzi po prostu o to,
aby nie dać jury pretekstu, że tekst jest zbyt słaby językowo, ma błędy itp.
Opowiadanie musiało być doskonałe (co wiązało się w nieskończoną wręcz ilością
poprawek i wałkowania cały czas jednego zdania, które cały czas zgrzyta i nie tworzy
muzyki z kolejnym akapitem). Zwracałem uwagę na drobiazgi (imię bohatera, czy to
że był punkiem, bo członek jury słuchał punk-rocka). Zdałem sobie sprawę, jak
subiektywna jest ocena literatury. Ten sam tekst równie dobrze mógł przepaść w
czeluściach niebytu, jaki i zdobyć główną nagrodę. I to chyba cały przepis na
konkursy literackie. Chciałem, aby było magicznie a wyszło zwyczajnie, żeby nie
powiedzieć banalnie.

Przepraszam, że się znowu rozpisałem ;-)
Wojciech Kulawski - Strona autorska: http://wojciechkulawski.pl

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5771
Zobacz teksty użytkownika:

Kącik pytań do Wojciecha "qli" Kulawskiego

Post#18 » 11 paź 2019, o 13:14

Mam wrażenie i nachodzi mnie trochę smutna refleksja, że ludzie chcący zadebiutować mają bardzo pod górkę. Dlaczego? Dość często ludzie z wydawnictw (czasem byli pracownicy) organizują płatne szkolenia informujące kandydatów, jak należy przygotować propozycję wydawniczą, aby trafiła ona w gust redaktora decydującego o wydaniu (czyli czasem samego siebie ;-)). Przez taki proceder gros kandydatów nie ma po prostu najmniejszych szans. Czasem wydawnictwo szuka książek na jakiś konkretny temat, bo takie się sprzedają (więc uczestnicy szkolenia biorą udział w swoistym konkursie). Kolejną sprawą są betaczytelnicy. Bardzo wielu pisarzy (albo nawet wszyscy) mają betaczytelników (podobnie jak ja mam mojego Grzegorza), którzy zanim tekst ujrzy światło dzienne przechodzi sito dwudziestu, czasem trzydziestu osób i to bardzo świadomych. Jaki debiutant pracujący w pocie czoła nad swym dziełem w samotności, przebije jakościowo pracę zbiorową trzydziestu osób. Odpowiedź nasuwa się sama. Właśnie dlatego tak trudno jest zadebiutować. Jest wielu pisarzy z dorobkiem, którzy stukają do drzwi większych i bardziej uznanych wydawnictw i niestety muszą odejść z kwitkiem bo wydawnictwa mają zaklepane terminarze na dwa lata do przodu. Tekst debiutanta musi być naprawdę wybitny, aby został zauważony (choć niestety ja nie wierzę w wybitne teksty). Aby uzmysłowić ci, dlaczego tak sądzę, wkleję znowu odpowiedź na jedno z pytań, które udzieliłem w ramach wywiadu.


To jest smutne, ale też niestety trudno się dziwić, wydawanie to biznes jak każdy. Szkoda, że tak trudno się wybić.

Nie wiem, czy mogę zdradzić patent na wygrywanie, ale trzeba przede wszystkim
patrzeć, kto zasiada w jury i jakie ma preferencje. Ważne jest oczywiście trzymanie
się tematu konkursu, czy choćby świadomość, że w bieżącym roku są jakieś ważne
jubileusze wydarzenia, o których należałoby wspomnieć. Może rocznica śmierci
jakiegoś wieszcza, albo okrągła data jakiejś bitwy? W konkursach związanych z prozą
literacką ważne są odwołania do innych utworów literackich, filmów, muzyki czy
choćby zwykłej popkultury. Najlepiej gdyby opowiadanie laureata w całości składało
się z mrugnięć okiem do fraz znanych pisarzy. Wówczas zdaniem jury świadczy to o
niezwykłej erudycji pisarza, którego nie można pominąć. Tego typu drobiazgi zwykle
ważą na wynik.
(...) Każdy temat został wyobracany na milion możliwych
sposobów. Szansa, że akurat tobie uda się wymyślić coś innego, jest znikoma. Wtedy
również zacząłem większą uwagę zwracać na jakość tekstu. Chodzi po prostu o to,
aby nie dać jury pretekstu, że tekst jest zbyt słaby językowo, ma błędy itp.
Opowiadanie musiało być doskonałe (co wiązało się w nieskończoną wręcz ilością
poprawek i wałkowania cały czas jednego zdania, które cały czas zgrzyta i nie tworzy
muzyki z kolejnym akapitem). Zwracałem uwagę na drobiazgi (imię bohatera, czy to
że był punkiem, bo członek jury słuchał punk-rocka). Zdałem sobie sprawę, jak
subiektywna jest ocena literatury. Ten sam tekst równie dobrze mógł przepaść w
czeluściach niebytu, jaki i zdobyć główną nagrodę. I to chyba cały przepis na
konkursy literackie. Chciałem, aby było magicznie a wyszło zwyczajnie, żeby nie
powiedzieć banalnie.

O, to jest bardzo fajna rada!
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

Wróć do „Jak wydać książkę?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość