Trzy bułki i serek

Teksty wycofane bądź opublikowane przez użytkowników usuniętych oraz zbanowanych.
mirek13

Trzy bułki i serek

Post#1 » 7 lut 2015, o 11:15

Łachy mgły mieszały się leniwie w lekkich porywach chłodnego powiewu. Październik. Wczorajszy deszcz i dzisiejsza plusowa temperatura, wywołała to zjawisko, które zawsze kojarzę z klimatami Poego czy Conan Doyla. Tylko patrzeć jak wyłoni się zza rogu świecący pies Baskervillów. Tymczasem w kącie wiaty przystankowej siedziało jakieś trzęsące pisklę. Zwinięte na połamanej ławce, z podkulonymi nogami, które obejmowały brudne ramiona, twarz wciśnięta w kolana, a długie, tłuste włosy rozsypane były na siniakach i strupach suchych patyków. Bez rajstop! 

Sterczałem na tej pętli autobusowej od piętnastu minut. Jest szósta dwadzieścia, i do autobusu jeszcze prawie pół godziny. Wyszedłem wcześniej od Adama, bo nie miałem ochoty na poranne spotkanie śniadaniowe z jego żoną i dziećmi. Wczoraj wypiliśmy za dużo i przysnąłem. W zasadzie uciekłem od niego wczesnym rankiem z moralniakiem, a współczujący przyjaciel wcisnął mi na pożegnanie dwa żywce. Wiedeńska to odsiecz przeciw demonowi. I chwilowe zwycięstwo po pierwszym piwie. Cóż, jaki żołnierz, taka wiktoria. Zapasowa amunicja tkwiła w zewnętrznej kieszeni kurtki. 

Zbliżyłem się powoli do dziecka, wziąłem za brodę i delikatnie podniosłem głowę. Dziewczynka. Tak na oko dziesięć, dwanaście lat. Twarz zdeformowana opuchlizną, zabarwioną fioletowo-żółtym siniakiem, ale oczy... mój Boże, cały Wyspiański ze swoimi pastelowymi portretami! Wielkie, głębokie, z firanką podwiniętych rzęs. Jej buźka i całe ciało drgały spazmatycznie. Pewnie z zimna albo emocji. Chyba jedno i drugie. 

Odruchowo zdjąłem kurtkę i nakryłem nią trzęsące ciałko. Popatrzyła na mnie i znowu zwinęła się w kłębek. 

- Jesteś głodna? – W zasadzie nie wiedziałem co powiedzieć. Jakoś niezręcznie być dobrym i współczującym, tym bardziej, że przed chwilą na przystanek przyszło dwóch facetów i z zaciekawieniem nam się przyglądali. Stojąc odwrócony do nich plecami, czułem ich wzrok i słyszałem jakieś komentarze. 

Jeden z nich zbliżył się do mnie i poklepał po ramieniu. 

- Panie, uważaj pan... 

- Spadaj człowieku – nie dałem mu skończyć poirytowany. Wzruszył ramionami i odszedł. 

Dziewczynka pokiwała głową nie podnosząc jej z kolan. Cholera, skąd ja wezmę jedzenie na tym zadupiu? Przecież nie dam dziecku piwa tkwiącego w kieszeni. Rozejrzałem się bezradnie. 

Mgła unosiła się powoli i wyłoniły się budynki fabryki DSS SMITH. Kiedyś było to socjalistyczne ustrojstwo, produkujące tekturę i papier do twarzy (znaczy do dupy). Szorstki i szary jak ten ustrój. 

Zakład został wybudowany w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku na peryferiach miasta. Obok postawiono kilka bloków pracowniczych z obowiązkowym sklepem - w zasadzie monopolowym (w jednym z tych bloków mieszkał do dziś mój przyjaciel). Ponuro tu wtedy było. Cały kompleks przypominał rzucony w pola duży PGR. Gdyby zmienić tabliczkę nad wejściem z „Państwowe Zakłady...”, na „Państwowy Burdel...” istota sprawy nie uległa by zmianie. Ale klimat był. 

Teraz nie lubiłem tej firmy. Wykupiona przez Anglików, zamieniła się w kombinat mielący zarówno pulpę drzewną jak i ludzi. Wjechałem tam kiedyś jako kurier. Zakładowe FBI w osobach łysych emerytów, biedziło się dwadzieścia minut nad wypisaniem przepustki i zlokalizowaniem adresata przesyłki. Potem sprawdzono samochód pod kątem przemycania przeze mnie bomby atomowej. Odnalezienie wskazanej na kopercie osoby też okazało się problemem w tym zakładowym Pentagonie. Każde piętro z magnetycznymi kartami wejściowymi, a pytania o panią O., zbywane były tajemniczym uśmiechem. Tajne przez poufne itd. Utykający w bucie ortopedycznym, funkcjonariusz w/w agencji, zlokalizował wreszcie uciekinierkę.. Razem ponad godzina! W tym kraju ZUS swoimi haraczami, potrafi zniszczyć nawet tak potężną instytucję ochrony. 

Przypomniałem sobie o sklepiku zakładowym, funkcjonującym tuż za bramą. Wprawdzie jest sobota, ale częściowo pracują w wolne dni, więc może będzie otwarte. 

Na portierni czuwał skład o podobnym poziomie jaki wcześniej opisałem. 

- Macie czynny sklep? 

Podszedł do mnie wyrośnięty (ok.165 cm.) bodyguard. Pokręcił nosem. 

- Panie, jak masz pan kaca, to idź gdzie indziej. Sklep zresztą od siódmej. Ależ wali od ciebie, człowieku... 

- Ale sklepowa jest? Muszę szybko kupić jakieś bułki i coś do tego – pewnie w innych okolicznościach zjechałbym palanta, ale śpieszyłem się. Za dziesięć minut odjeżdżał autobus – niech pan uprzejmie pójdzie i kupi o co proszę. To nie dla mnie. Proszę. Ze trzy bułki i jakiś serek. 

Spojrzał spode łba. 

- Kasa – warknął. Kurwa mać, portfel zostawiłem w kurtce okrywającej tego dzieciaka. Nerwowo poklepałem się po kieszeniach spodni. Jest! Wyczułem drobne i dałem gościowi. 

Czekałem jak na szpilkach No, nareszcie. Teraz pędem na przystanek. Zostało dwie minuty. 

Autobus odpalił właśnie silnik i otworzył drzwi. Pobiegłem pod wiatę. Nie było nikogo. Stałem jak idiota z reklamówką w garści. 

Wsiadający do Solarisa facet stanął na stopniu i roześmiał się. 

- Przecież chciałem cię ostrzec człowieku. Ona tu często siedzi. Ojciec leje ją w piątki jak się ochla. Czasem sterczały tu z matką. Nikt za rękę nie złapał, ale chyba zdarzała jej się drobna złodziejka. Straciłeś kurtkę? To się mała obłowiła – znów się roześmiał. - Wsiadaj. Bilet ci postawimy, naiwniaku. 

Milczałem. Wzruszył ramionami i wszedł do środka. Drzwi zamknęły się i autobus ruszył. 

*** 

Stała po drugiej stronie ulicy. Wcześniej zasłaniał ją pojazd. 

- Proszę pana, pan zapomniał o kurtce – powiedziała, wyciągając ją w moją stronę – musiałam iść siusiu.


Tagi:

Awatar użytkownika
Zireael
Lewa ręka ciemności
Lewa ręka ciemności
Posty: 233
Zobacz teksty użytkownika:

Trzy bułki i serek

Post#2 » 7 lut 2015, o 14:34

Bardzo życiowe. Podobało mi się. 

Osobiście nie przeszkadza mi opisowy barok, rzucający się w oczy od pierwszego akapitu - jest bardzo plastyczny i tak lubię ;) Wykrzyknik po rajstopach cudnie podkreślił emocje bohatera - tak prosty, a taki ładny zabieg. Jest świetnie! 

 

Mam kilka małych spostrzeżeń do Twojego przemyślenia - zrobisz z nimi, co zechcesz. Po pierwsze, bohater podchodzi i lekko podnosi dziewczynce w twarz (=dotyka). Moim zdaniem lekko nienaturalne - większość ludzi instynktownie wie, że potencjalnie skrzywdzone dziecko lub nawet dorosły (zgwałcony, pobity) na wszelkiego rodzaju dotyk zareaguje paniką, może nawet agresją i może się rzucić z wrzaskiem lub uciec. Raczej w takich sytuacjach osoba podchodzi, klęka, żeby znaleźć się twarzą w twarz i łagodnie mówi, ale ręce trzyma przy sobie. Kurtka jest już dobrym odruchem, dotyk twarzy - niekoniecznie :) 

Po drugie, porównanie ochroniarzy-emerytów do FBI. Troszeczkę niezgrabne, zważywszy na specyfikę tej agencji - federalnej, ponadstanowej... Raczej nikt z FBI nie broni niczego w tak ujętym sensie, ale rozumiem, o co Ci chodziło - chronieniem korporacji zajmują się prywatne armie, najemnicy, składający się zazwyczaj z żołnierzy rezygnujących ze służby w armii zawodowej danego państwa. Zwłaszcza, że później odnosisz się do Pentagonu, czyli instytucji militarnej (a więc niepowiązanej z FBI w bezpośredni sposób, jedynym aspektem łączącym obie formacje jest szeroko pojęta "obronność"). 

No i to wtrącenie w nawiasie "(ok. 165 cm.)" - rozumiem ironię w zderzeniu z wyrośniętym, aczkolwiek sama forma nawiasu dosyć dyskusyjna - może wtrącenie lepiej wyglądałoby od pauz? "Podszedł do mnie wyrośnięty - ok.165 cm - bodyguard." Nie wiem, pozostawiam Twojej decyzji. I po "cm" nie ma kropki ;) 

 

Właściwie to tyle, masz cudownie lekki język, a jednocześnie potrafisz dosadnie przekazać treść. Z przyjemnością poczytam kolejne Twoje teksty :)

Salve lux post tenebras! 

 

www.alternation.pl / www.alternation.eu


mirek13

Trzy bułki i serek

Post#3 » 7 lut 2015, o 15:12

Dzięki, Zireael. Z psychologią skrzywdzonego dziecka w zasadzie masz rację. Niemniej w swojej pracy pedagogicznej zetknąłem się z przypadkami dziecka tak zoranego przez życie, że nie reagowało w zasadzie na żaden bodziec. Może nie najlepiej sytuację opisałem, ale ja to piszę, wrzucam i koniec. Potem widzę ewentualne niedoróbki. Chodziło o sytuację, kiedy dziecko ma wciśniętą twarz w kolana i peel wkłada rękę i podnosi za brodę twarz dziewczynki. 

Co do tych agencji i Pentagonu. Wielokrotnie tu na łamach, deklarowałem swoją "filozofię" pisania. Przekaz ma być prosty i transparentny dla przeciętnego czytelnika. Taki czytelnik zna pojęcia FBI i Pentagon. Sens jest (choć oczywiście brak poprawności) bo kojarzy, że FBI zajmuje się jakąś tam ochroną obywateli, a Pentagon to po prostu pilnie strzeżony gmach. Moje zastosowania środków nie biorą się z sufitu, tylko z w/w idei. Mam zły zwyczaj napisania i porzucania. Ale jeśli coś z tym będę musiał zrobić, z pewnością przemyślę Twoje uwagi. Hejka.


Awatar użytkownika
Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 428
Zobacz teksty użytkownika:

Trzy bułki i serek

Post#4 » 7 lut 2015, o 16:06

Mireczku, to jest bardzo dobre opko.  

 

W zasadzie uciekłem od niego wczesnym rankiem z moralniakiem, a współczujący przyjaciel wcisnął mi na pożegnanie dwa żywce. Wiedeńska to odsiecz przeciw demonowi. I chwilowe zwycięstwo po pierwszym piwie. Cóż, jaki żołnierz, taka wiktoria. Zapasowa amunicja tkwiła w zewnętrznej kieszeni kurtki.
 

 

Jasne, poleciałeś pogodowym baroczkiem z początku, ale te zdania wyleczyły mnie z barokowstrętu, bo są przepiękne. Kreatywne językowo, obrazkowe, jeśli wywaliłbym z tego kilka słów, mógłbym je nawet przygarnąć do swojego arsenału.  

 

Było kilka językowych niezręczności, np to: 

 

Stojąc odwrócony do nich plecami, czułem ich wzrok i słyszałem jakieś komentarze.
 

 

ale to kompletnie nie zaburza narracji, mieszasz barok z dosadnością trochę jak Pilch.  

 

Co do fabuły - i tak, i nie, ale końcówka wynagradza. Bardzo ludzka. Empatyczna. Niedzisiejsza. I ja to kupuję. 

 

PS: prześwietny tytuł.

The words of the prophets are written on the subway walls.

mirek13

Trzy bułki i serek

Post#5 » 7 lut 2015, o 16:31

Dzięki, Kostek. Tak to już jest ze mną, że nad ranem powinna budzić mnie prostata, a budzą takie pomysły.

Awatar użytkownika
Hanna Greń
Wydany pisarz
Posty: 269
Zobacz teksty użytkownika:

Trzy bułki i serek

Post#6 » 9 lut 2015, o 18:36

Radę na prostatę wynalazł mój siedmioletni przyjaciel - trzeba się często bawić przyrodzeniem. Rade na pomysły tez wynalazł - robić to, czego ci zabraniają. 

Tobie chyba strasznie zabraniają pisać, pomysł bowiem jest świetny, a realizacja jeszcze lepsza. Rozwaliło mnie przyrównanie ochrony do FBI - jakże często tak właśnie to wygląda i zazwyczaj forma przerasta treść. 

W jednym tylko mnie rozczarowałeś. Nie mogłeś, kurna, kupić dziecku kawałka kiełbasy?! (Nie cierpię serków)

Najwięcej zawsze mówią ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Wróć do „Archiwa (krótkie formy prozatorskie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości