Ania i walizka

Wszelkie formy krótkie. Drabble, miniatury, szorty.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania.

Przydatne definicje
drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Ania i walizka

Post#1 » 12 sty 2018, o 17:23

Ania nie wiedziała dlaczego nie lubiła walizek. Nawet w daleką podróż, zamiast wygodnej walizki, zabierała nieporęczną torbę.
Ja wiem dlaczego tak miała, zaś ona nie miała o tym pojęcia – po prostu: żadnych walizek i już!

A miała tak, bo z płonącego getta wyniesiono ją właśnie w walizce, ciemnej i dusznej, choć przecież wyposażonej w wykonane gwoździem otwory, wykonane w ostatniej chwili, by się Ania nie udusiła. Była wtedy niemowlęciem, czy nawet jeszcze noworodkiem, więc nic z tego nie pamiętała, nikt jej też później prawdy nie powiedział. Przekazano ją, jakimś konspiracyjnym kanałem, przybranym rodzicom. Na wieś.
(Teraz już i Ty wiesz, Szanowna Czytelniczko/Szanowny Czytelniku, skąd brała się Ani niechęć do walizek, ale Ania nie wiedziała – tak to bywa, że zainteresowany wie mniej od reszty świata…)

Przybrana matka czekała aż zjawi się ktoś z prawdziwej rodziny małej Ani, ale Ania zdążyła dorosnąć, a nikt się nie zjawił – widać wszystkich zabito w getcie, więc i przybrana matka siedziała cicho, bo po co dziecko straszyć?

Przybrany ojciec zmarł wkrótce po wojnie, no i pozostała Ania z przybraną matką, o której myślała, że jest prawdziwą i przybranymi braćmi, o których myślała podobnie, a później także z drugim przybranym ojcem, bo matka, po kilkuletnim wdowieństwie, po raz drugi wyszła za mąż.

Matka wiedziała, że prawdziwi rodzice Ani byli wykształceni i zamożni (oczywiście, przed wojną, bo wojna zabrała im wszystko: najpierw pracę i związany z nią przedwojenny prestiż, później majątek, oszczędności, zdrowie i na koniec, najprawdopodobniej w 1943, życie), dlatego też na głowie stanęła, by Ania nie pasła krów, tylko skończyła jakąś szkołę.

I skończyła Ania liceum, a maturę zdała jako pierwsza w historii wioski złożonej z ośmiu chałup. Łatwe to wszystko nie było…
Bywało, że przybrani bracia, czy też na przykład sąsiedzi, żartowali sobie z Żydków, więc Ania żartowała wraz z nimi, ale bardzo się z tym nieswojo czuła i, rzecz jasna, nie miała pojęcia dlaczego. Po omacku szukała odpowiedzi na pytanie, którego wcale nie chciała sobie zadawać i które jakoś zadawało się samo, zawsze w rozmytej postaci okrążającej temat, jak nocny motyl fruwa dookoła stuwatowej żarówki.

Wreszcie znalazła ukojenie. Znalazła ukojenie we fragmencie Listu Świętego Pawła do Kolosan: „A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich Chrystus.”
Mogła wreszcie Ania, gdy ktoś zaczynał z Żydków żartować, uciąć sprawę tym cytatem, wszak z Biblii jest, z Nowego Testamentu!

List do Kolosan miał kolosalne znaczenie w dalszym życiu Ani. To przez niego, czy też dzięki niemu, biegała po lekcjach pięć kilometrów na religię do salki katechetycznej i pięć kilometrów z powrotem, co w szkole z internatem było źle widziane, wszak dorastała dziewczyna za głębokiej komuny. Nie chciała też, kolosalnie nie chciała, zapisać się ani do zetesempe, ani do pezetpeeru, przez co ciężko jej w życiu było i klepała szarą biedę.

(Młodzież może się nie orientować, więc wyjaśnię, że PZPR to byli komuniści, którzy rządzili Polską (nimi, z kolei, rządzili mocniejsi komuniści z Moskwy), zaś ZSMP to była PZPR-u młodzieżówka. Warto też wiedzieć, że komuniści ani Kościoła, ani Listu do Kolosan bardzo nie lubili.)

Nie ulega wątpliwości, że cała wieś wiedziała o Ani w walizce, że całe Osiem Chałup gadało o tym jeszcze siedemdziesiąt lat po wojnie, tyle że ostrożnie, po cichu, żeby się Ania nie dowiedziała (przez ostatnie trzydzieści lat mogli o tym rozmawiać już swobodniej, gdyż Ania wybyła wreszcie z ich okolicy i zamieszkała, nieświadomie, w mieście, całkiem blisko miejsca, w którym żyli i zginęli jej biologiczni rodzice).

Pracowała w różnych państwowych przedsiębiorstwach, w których stale zajmowała się tym samym: kreatywną księgowością socjalistyczną, której zadaniem było ukrywanie, że wszyscy kradną, od góry do dołu, od prezesów i dyrektorów, po kierowców ciężarówek i panie z magazynu. Nigdzie jednak Ania miejsca nie zagrzała, gdyż bardziej zależało jej na kierowcach ciężarówek i paniach z magazynu, niż prezesach i dyrektorach, ach, ach…

W dodatku sama nie kradła, bo nie chciała i nie potrafiła, i tak wędrowała od przedsiębiorstwa do przedsiębiorstwa, wciąż biedna, aż niemal bosa, bo rzadko było ją stać na zimowe buty, skoro nie kradła, a to był socjalizm.
Najgorsze, że tak długo trzymała się rodzinnych stron (przybranych!), bo całe Osiem Chałup i okolice wiedziały o Ani w walizce, toteż kawalerowie stronili od niej, choć piękna była, jakby wycięta z lepszego świata i wklejona do wioski, która wciąż przeżywała tamtą walizkę z getta.

Wreszcie, późno jak na tamtą epokę i tamtą okolicę, trafił się kawaler, kawaler z gorszego zadupia niż Osiem Chałup, młodszy od niej, raczej głupszy i bardziej przyziemny, którego ojciec pił, a matka zwariowała. Ów kawaler albo nie wiedział o walizce, albo miał to gdzieś, bo to już dwadzieścia pięć lat wcześniej było, a on miał tych lat dwadzieścia trzy.

No i ożenili się, a później syna i córkę mieli, lecz się rozeszli, bo mąż pił i pił. Po kilku latach znów się zeszli, kolejnego syna spłodzili, żeby w końcu rozejść się na amen.

Musiała Ania, zanim do pracy na siódmą czy tam ósmą rano dotarła pekaesem, córkę i synów do szkoły wyprawić, albo do babci na przechowanie, a po pracy odebrać i tak w kółko.

Pierwszą lampą elektryczną mogła nacieszyć się dopiero w wieku dwudziestu lat (jeszcze u przybranej matki), zaś pierwszą łazienką z bieżącą wodą – czterdziestu, kiedy to wreszcie udało jej się dostać normalne mieszkanie. A podania o normalne mieszkanie z łazienką z bieżącą wodą pisała już wiele lat wcześniej, sam je widziałem, ale nic nie mogła wskórać, bo wiadomo: w pezetpeerze nie była i List do Kolosan znała na pamięć…

Najgorsze, że gdy komuna upadła, to brakowało jej kilku lat do emerytury, a na rentę, choć chorowita była i umęczona, nie miała szans, bo nie stać jej było na łapówkę, albo nie potrafiła się do dawania w łapę przekonać. Ania musiała więc przez trzy lata dźwigać skrzynki na zapleczu jakiegoś sklepu, a gdy wreszcie przeszła na upragnioną emeryturę i wykupiła mieszkanie na własność (za dziesięć procent wartości, zgodnie z ustawą uwłaszczeniową, czy jak to się nazywało – Ania by wiedziała), gdy wydawało się, że dobrze jej już będzie, to nieszczęśliwie spadła ze schodów, przez co kulawą była do końca życia.

Strasznie alkoholu nie lubiła, za męża sprawą, który ją zostawił samą z dziećmi, a tu, jak na złość, dzieciaki jej, łącznie z córką, gdy nieco podrosły, to odkrywały w sobie tatusiowy zew do butelki, co doprowadzało Anię do rozpaczy, aż po granicę histerii, tak bardzo nie chciała, by wódka wygrała z Bogiem. Na przemian krzyczała i modliła się o trzeźwość potomstwa, aż potomstwo w świat uciekło i została sama.
Wreszcie wymodliła jakąś stabilizację, bo jej dzieci nieco się ustatkowały. Pojawiły się wnuczęta Ani, które kochała z całego serca, dobrego serca, tak kochała aż całe mieszkanie ozdobiła zdjęciami wnucząt, a przedtem ozdabiała je wyłącznie świętymi obrazkami.
I nadszedł dzień, w którym do Polski przybył papież Franciszek, a za nim nieprzebrane tłumy wiernych z całego świata. Ania widziała wszystko w telewizji: Franciszka i te nieprzebrane tłumy wiernych z całego świata, ludzi czarnych, białych, żółtych i mieszanych. Cytat z Listu do Kolosan pasował jak ulał, więc odtwarzał się w jej pamięci raz za razem: „A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich Chrystus.”

Media straszyły w kółko, że jakiś obłąkaniec może się wysadzić w tłumie młodzieży, a bombę będzie miał w jakiejś cholernej walizce.
Ania żarliwie modliła się o bezpieczeństwo pielgrzymów, tak żarliwie, że aż przyszedł do niej Anioł.

Anioł z walizką, niezwykłą, piękną, połyskującą nieziemskim światłem.
- Aniu, czy oddałabyś własne życie za bezpieczeństwo pielgrzymów? – spytał nieśmiało.
- Tak! – odrzekła bez cienia wątpliwości i umarła na zawał. I zdarzył się cud, bo walizka z bombą gdzieś obłąkańcom zginęła.

Pielgrzymi wrócili do domów cali i zdrowi. Dobrze Polskę wspominali, a nawet nie wiedzieli ile zawdzięczają Ani. Kiedyś się dowiedzą, Bóg mi świadkiem!

Tagi:

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1512

Ania i walizka

Post#2 » 13 sty 2018, o 08:32

Teraz już i Ty wiesz, Szanowna Czytelniczko/Szanowny Czytelniku, skąd brała się Ani niechęć do walizek, ale Ania nie wiedziała – tak to bywa, że zainteresowany wie mniej od reszty świata…


Młodzież może się nie orientować, więc wyjaśnię, że PZPR to byli komuniści, którzy rządzili Polską (nimi, z kolei, rządzili mocniejsi komuniści z Moskwy), zaś ZSMP to była PZPR-u młodzieżówka. Warto też wiedzieć, że komuniści ani Kościoła, ani Listu do Kolosan bardzo nie lubili.


Te wtrącenia bezpośrednio do czytelnika bym wywaliła. Wytrącają z rytmu opowiadania. Pierwsze jest oczywiste, więc i niepotrzebne, bo czytelnik głupi nie jest i nie potrzebuje, żeby mu wszystko dosłownie pisać, domyśli się.
Drugie można dodać jako przypis na końcu opowiadania.

Opowiadanie ogółem napisane zgrabnie, czytało się szybko i z zainteresowaniem, tylko mi koniec zupełnie nie pasuje. Jakoś tak... Nawet jak uznać to za urojenia staruszki umierającej właśnie na zawał.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Ania i walizka

Post#3 » 13 sty 2018, o 12:02

Miałam już zacytować te bezpośrednie zwroty do czytelnika, ale widzę, że Karen mnie ubiegła - zgadzam się w stu procentach, że odbierają tekstowi urok.
Bardzo podoba mi się motyw walizki, który pojawia się wiele razy w tekście (w dobrych momentach, więc z wyczuciem) i spaja to wszystko w całość. Mam z kolei mieszane uczucia co do zakończenia, bo z jednej strony pasuje do motywu - walizka właśnie - i jest mało przewidywalnym zakończeniem tej historii, z drugiej strony nieco odstaje od reszty. Nie jestem pewna, czy cały wątek ŚDM i Franciszka tu pasuje - może tekstowi należałaby się inna puenta.

Zgrabnie napisany tekst; masz zauważalne problemy z interpunkcją i powtórzenia, ale poza tym tekst czyta się płynnie i przyjemnie.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Ania i walizka

Post#4 » 13 sty 2018, o 15:26

Ale wicie-rozumicie, ona naprawdę wtedy umarła. :) Całe to opowiadanie oparte jest na absolutnie prawdziwym życiorysie pewnej bliskiej mi osoby.
Oczywiście, nie wiem jak dokładnie wyglądały okoliczności jej odejścia, ale taka właśnie była jak opisałem, zmarła ostatniego dnia lipca 2016, więc wszystko pasuje. :)
Natomiast bezpośrednie zwroty do czytelnika miały z tego opowiadania zrobić coś w rodzaju "klechdy domowej".

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1512

Ania i walizka

Post#5 » 13 sty 2018, o 15:33

Rozumiem, że zakończenie to poniekąd Twoja wizja jej odejścia, jak ona to widziała.
Co do bezpośrednich zwrotów - to dalej obstaję przy swoim, bo serio, w literaturze rzadko kiedy udaje się ich użyć w dobry, korzystny dla reszty tekstu sposób. Te tutaj wytrącają czytelnika z rytmu tekstu i psują na chwilę jego klimat, a poza tym, jeśli chodzi o przekaz, nie zawierają niczego diablo ważnego, więc wg są suma sumarum bez sensu, bo nie wpływają korzystnie na tekst.
A co Ty z tym zrobisz, to już twoja rzecz. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Ania i walizka

Post#6 » 13 sty 2018, o 15:45

Zapewne masz rację, ale akurat ten temat sprawia, że nie potrafię spojrzeć nań choć minimalnie obiektywnie, gdyż Ania była mi naprawdę bliska. :)

Pozdrawiam serdecznie!

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Ania i walizka

Post#7 » 13 sty 2018, o 15:49

Pierwsza rzecz: tagi! Masz nieoznaczony tekst.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Ania i walizka

Post#8 » 13 sty 2018, o 15:56

DuralT pisze:Pierwsza rzecz: tagi! Masz nieoznaczony tekst.


OK, nie wiedziałem jak otagować, aż wreszcie mnie olśniło. :)

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

Ania i walizka

Post#9 » 21 sty 2018, o 12:45

Co do tych zwrotów, to muszę się zgodzić, bo trochę mnie zdezorientowały podczas czytania. Ale jeśli chodzi o zakończenie, to nie będę nawoływać do zmian, ponieważ jakiś sens w tym jest, gdyby spojrzeć na życie Ani i jej religijność, chociaż rzeczywiście coś tam mi zgrzyta.
Pomijając to wszystko, tekst czytało się dobrze, płynnie, chyba znowu za sprawą Twojego stylu. Ciekawie przedstawiłeś w krótkim opowiadaniu całe życie człowieka, mądrze wykorzystując motyw walizki. Cieszę się, że dzielisz się na forum swoją prozą. :)
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Ania i walizka

Post#10 » 21 sty 2018, o 12:52

OK, przekonaliście mnie! :D

Owe "dziwne wstawki" dałem w nawias i kursywą.

Wróć do „Proza: miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość