Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1675

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#1 » 31 mar 2018, o 21:57

OSTATNI KRÓLEWSKI GRYF

Część poprzednia

Rozdział II

Wersja 1.3

Będąc blisko, udawaj, że jesteś daleko.
Będąc daleko, udawaj, że jesteś blisko.

Sun Tzu Sztuka Wojny
Rozdział Pierwszy fragment 19


Istoty humanoidalne są słabe. Każdy dzień ich życia jest pełen emocji związanych z walką o przetrwanie. Nie ma znaczenia, czy jest to las, miasto, czy posępne bagnisko. Jedynym, co się liczy, jest przeżycie, nie zawsze kolejnego roku, czasami tylko następnych godzin. Wszyscy żywi pędzą na złamanie karku, nie ciesząc się spokojem, jaki mogłaby im przynieść chwila wytchnienia. Szczególnie tyczy się to mutantów, którzy, przez swoje wyostrzone zmysły, w znacznie większym stopniu dostrzegają upływające szanse własnej i cudzej egzystencji.
Ten dzień jednak różnił się od innych.
Wiedźmin siedział w karczmie na Rozstajach i spokojnie sączył piwo, gdy przybył jego przyjaciel. W porównaniu do szczupłego i wysokiego zabójcy potworów, Rastosław był znacznie niższy, z pokaźnym brzuchem, który o dziwo nie przeszkadzał mu nigdy w ucieczce. Krzaczasta czarna broda i wygolona głową, na której widać już było króciutkie włosy, przypominające świńską szczecinę, sprawiały, ze przypominał krasnoluda. W połączeniu z wyłupiastymi oczami i silnie zbudowaną szczęką dawało to niezrównany efekt, zakapiora poszukującego okazji do bójki. Nic bardziej mylnego być nie mogło. Był on koronnym redańskim gońcem, który właśnie przekazał towarzyszowi wiadomość o wyniku królewskiego turnieju. Azamir początkowo nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
— Powtórz jeszcze raz, bo chyba coś źle zrozumiałem.
— Odbył się oficjalny test kompetencyjny na licencję wiedźmińską w Królestwie.
— Nic niezwykłego. Co parę lat taki organizują, bardziej mnie ciekawią jego konsekwencje. Chodzi mi o puentę twojej wypowiedzi.
Zamoczył usta w swoim ulubionym cintryjskim faro, które momentalnie, po usłyszeniu wieści, jednak straciło smak.
— Król Radowid III Śmiały urządził obławę na wiedźminów.
— Wszystkich?
— Niby nie. Jednak wydano listy gończe na większość licencjonowanych wiedźminów ze szkoły wilka. Słyszałem też, że rozmawiano z czarownikami na temat eliminacji tych ze szkoły kota. Pozwala mi to wywnioskować, że porządne polowanie jest tylko kwestią czasu.
Azamir von Malhoun stracił teraz chęć także na baraninę zamówioną u karczmarza, zresztą tak samo, jak na wszystko prócz ucieczki jeszcze dalej na północ. Wkrótce by go tu dopadli i jego głowę wymienili na worek pieniędzy. Miał już powyżej jedenastego krzyżyka, powolne starzenie dawało się we znaki. Jak długo będzie w stanie uciekać? Coraz to więcej królestw i księstw zamykło swoje granice dla jemu podobnych. Wielu zaczynało uznawać wiedźminów za zagrożenie dla własnego interesu, składającego się głównie, z napychania kabzy groszami łatwowiernej czerni. Kiedyś nastanie taki czas, że nie będzie miał już gdzie znaleźć schronienia.
Co będzie za sto lat? Czy ta karczma dalej będzie stać? Wiedźmin spojrzał na pajęczyny pokrywające strop, musiały być gromadzone od bez mała dwustu lat. Najwidoczniej są na tym świecie rzeczy starsze od niego. Może on też przetrwa próbę czasu?
— Dlaczego mi to mówisz? Przecież przysięga królewskiego gońca zabrania ci mówić o szczegółach wiadomości.
Rastosław zaśmiał się serdecznie. Wiedźmin nie musiał mu przypominać o przysiędze, ponieważ znał ją na pamięć i nawet obudzony w środku nocy potrafiłby bezbłędnie i bez zająknięcia wyrecytować teść zobowiązania. Był gońcem królewskim od ponad piętnastu lat, co czyniło go jednym z najstarszych i najbardziej doświadczonych kurierów w Redanii.
— Przyjacielu, nawet dla ciebie nie złamałbym naszego kodeksu, a zresztą ty dla mnie też, prawda?
Azamir milczał. Goniec przyjął to za potwierdzenie.
— Właśnie — Rastosław kontynuował — więc zrozum, że tym razem nie jadę z polecenia królewskiego, a prywatnego, gdyż pewien szlachcic przesyła innemu szlachcicowi zamieszkującemu południowe rubieże, istotne dla nich informacje. Tylko tyle potrzebujesz wiedzieć.
— Więc dziś możesz mówić, co ci ślina na język przyniesie?
— Aż tak dobrze to nie ma. — Przyjął kufel od nadchodzącej służącej. — Małmazja, choć nie wino — skomentował i zaśmiał się, kierując oczy ku powale. — Gdyby tak było, straciłbym zaufanie klientów, bo po ukończeniu zlecenia mógłbym rozpowiadać, co przekazywałem.
— A w sprawie wiedźminów?
— Właściwie to wszystko ci powiedziałem. Został przeprowadzony „państwowy” turniej na zabójcę potworów mogącego działać w królestwie Redanii, przerodziło się to w obławę na szkołę wilka, ponieważ druidzi są zawzięci na wszystkie cechy działające w królestwach północy.
— Wszystkie?
— Co się dziwisz, koty mają swoje siedliszcze u nich w królestwie i tam płaca podatki, więc ich nie ruszono. Wilki mają w Redanii tylko... a raczej miały letnie obozy szkoleniowe, a podatki płacą w Kedwen.
— Skąd ty tyle wiesz na temat wiedźminów? — Azamir zaśmiał się pod nosem.
Rastosław spojrzał z ukosa na towarzysza. Od czasu, gdy spotkał tego nazbyt honorowego wiedźmina, przeżył zdecydowanie za wiele dziwnych i nie do końca wytłumaczalnych przygód, z których jakimś cudem wyszedł bez szwanku. Stąd też wzięła się jego wiedza i zainteresowanie sprawami zabójców potworów. Ci mutanci w pewien perwersyjny sposób pociągali go swoimi tajemnicami i skrytością cechów. Dlatego starał się odnajdywać zlecenia na potwory i łowił każdą plotkę zasłyszaną w karczmie, a dzięki doświadczeniu gońca królewskiego, potrafił oddzielić prawdę od fałszu, dość szybko weryfikując usłyszane dane. Jego zawód sprzyjał gromadzeniu użytecznych informacji.
— Może przestali wreszcie strzec uważnie swych tajemnic? Być może wkrótce dowiem się, jak są tworzone mutageny, przy pomocy których zamienia się dzieci w wiedźminów?
— Zapomnij. — Azamir uciął temat.
— Dlaczego? Czy to dziwne, że interesuję się życiem mojego przyjaciela i się o niego martwię?
Królewski kurier często wykorzystywał tę sztuczkę, by uzyskać konkretne informacje od swojego łatwowiernego towarzysza. Łowca potworów miał bowiem wielką słabość do tytułowania go kamratem i przyjacielem, uważał, że więź między mężczyznami jest silniejsza niż jakiekolwiek powinowactwa krwi. Rastosławowi odpowiadała ta cecha zabójcy potworów, ale zarazem powodowała u czterdziestolatka mającego czwórkę prawie dorosłych dzieci, chęć opieki nad starszym od niego wiedźminem.
— Nie wiem jak to powiedzieć. — Azamir się zmieszał. — Ta wiedza jest nieznana nam maluczkim, którzy mają za zadanie zabijać potwory.
— Może i zwykłym nie, ale ty byłeś jednym z najlepszych, jeśli chodzi o tworzenie mikstur i eliksirów, oraz asystowałeś przy próbach traw.
— Skąd to wiesz? — Humor zabójcy potworów się zwarzył momentalnie. Nigdy nie przekazywał przyjacielowi tej informacji. Skąd więc wiedział, co robił w wiedźmińskiej szkole?
— Od ilu lat się znamy?
— Nie zadawaj głupich pytań, tylko odpowiadaj.
Czując na sobie nienawistny wzrok towarzysza, goniec nieśpiesznie się przeciągnął i spojrzał głęboko w kocie oczy Azamira. Milcząc i wpatrując się w niego, spowodował dyskomfort u zwykle cierpliwego wiedźmina. W tej ciszy donośnym echem odbił się dźwięk stawianej na stół baraniny.
— Mów. — Mutant uległ presji. Głos mu złagodniał.
— Niejednokrotnie razem obozowaliśmy, a ty mówisz przez sen. Zwłaszcza gdy miewasz koszmary.
— Zaraza — zaklął wiedźmin.
— Wiem też, że wasze zioła są najmniej inwazyjne ze wszystkich stosowanych w szkołach różnych cechów.
— Skąd? — Załamał się Azamir.
Uważał to za najściślej strzeżone tajemnice, których, jak obiecał, miał nie zdradzać nikomu. Mogliby go za to zabić... jeśli którykolwiek od niego z cechu by o tym usłyszał. Więc zagrożenia nie widział, ale wstyd pozostawał. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby Rastosław zginął, lecz jego zaginięcie spowodowałoby zbyt duże zamieszanie i z pewnością wszczęto by śledztwo, a tym sposobem szybko dotarliby do niego.
— Zgony, podliczyłem ilu dzieciaków trafiło do wiedźmińskich szkół, a ilu wyszło z nich mutantów. Wbrew pozorom, przy pomocy oficjalnych statystyk rocznych, można się wiele dowiedzieć. Oczywiście wziąłem pod uwagę wypadki na różnego rodzaju urządzeniach treningowych, ale główną przyczyną zgonów jednak dalej pozostały mutacje, prawda?
— Tak. Jak sam wiesz, mój cech był najmniej licznym i najlepiej wyszkolonym. Wywodzimy się w większości z warstwy rycerskiej, a wysoka śmiertelność nie posłużyłaby naszej reputacji. Który baron oddałby swojego kilkuletniego bękarta, gdyby wiedział, że ten ma u nas małe szanse przeżycia? Nie ukrywaliśmy przed nimi wiadomości o zgonach, które się u nas zdarzały. Nawet urządzaliśmy po cichu pogrzeby dla rodziny, w którejś z okolicznych wsi.
— Honor — podsumował Rastosław.
— Honor — potwierdził wiedźmin i pociągnął łyk piwa.
— Powiedziałeś mi na dziś wystarczająco, później cię przycisnę o więcej.
— Później? — Azamir odstawił kufel na stół i przypatrzył się swojemu towarzyszowi.
— Tak. Teraz zjedzmy.
— Jak zjemy, to każdy z nas rozjedzie się w swoją stronę.
Kurier odciągnął wzrok od obgryzanego baraniego żebra. Wiedźmin wciąż siedział naburmuszony. Raczej szybko mu się humor nie poprawi. Często zdarzały im się milczące wieczory przy ognisku, gdzie jedynym dźwiękiem wydobywającym się z obozowiska było parskanie koni i trzask płonącego drewna. Taka cisza nie stanowiła dla niego nowości, ale zawsze powodowała swojego rodzaju dyskomfort.
— A jak powiem, że mam dla ciebie zlecenie?
— A jak ja odpowiem, że wiem jakie? — przedrzeźniał go mutant.
Rastosław zaśmiał się pod nosem. Często właśnie w ten sposób zaczynały się przygody z tym zbyt honorowym wiedźminem. Już czuł przedsmak opowieści podczas pieczenia upolowanego w lesie zająca, przypominał sobie odgłosy karczemnych burd, podczas których kurier siedział pod stołem, a Azamir próbował odnaleźć kogoś swojego stanu, by „godnie” stanąć z nim w szranki, zamiast „chamsko” okładać się pięściami po mordach.
— Skoro się domyślasz, to pozostaje nam do omówienia tylko kwestia ceny.
— Nie powiedziałem, że się zgadzam.
— I nie powinieneś, choć tak masz w zwyczaju. Najczęściej rzucasz się na potwora, gdy tylko o nim usłyszysz, by: „ratować biednych wieśniaków”. Podczas gdy kmiotkowie już liczą na to, że zginiesz i zostawisz im swój dobytek, by mogli go przehandlować na gorzałkę. Zresztą, gdy uda ci się ubić monstrum, to płacą ci za to marne grosze, a ty się nie targujesz, ponieważ, zacytuję to, co ostatnio od ciebie usłyszałem: „nie godzi się sprzeczać o marne jakieś miedziaki, niczym zafajdany gnom”. Dlatego zamiast orenami, płacą ci najlichszymi i wycofanymi z obiegu monetami.
Wiedźmin ponownie zanurzył usta w kuflu, ze zdumieniem odkrywając, że ten jest pusty. Odbierając czujne spojrzenie gońca i odczytując jego wyraz twarzy, zdumiony zauważył, że ten od początku wiedział o braku zawartości naczynia.
— Nie udawaj, że pijesz. Nawet grdyka ci się nie porusza, a do tego uderzyłeś nim w stół, gdy tylko opróżniłeś jego zawartość.
Azamir, początkowo burcząc coś pod nosem, zamówił kolejne piwo. W jego sakiewce było już widać dno. Głównie dlatego, że pijał lepszej jakości trunki, niż jego towarzysze i zmuszony zostawał do płacenia słonych sum za nie. Niedawna nagroda poszła na zreperowanie kurtki i nowe wędzidło dla konia, resztę przepijał.
— Mów ile tym razem dajesz za eskortę.
— Trzysta orenów.
Wiedźmin ucieszył się, że karczmarz nie zdążył mu podać piwa, bo z wrażenia upuściłby je na klepisko karczmy.
— Czemu aż tyle? — Znał skąpstwo swojego przyjaciela, kutego na cztery kopyta i targującego się o każdego złamanego miedziaka.
— Gemmera.
— Ja pierdolę. — Teraz wiedźmin ucieszył się, że karczmarz zmierzał do niego ze świeżo nalanym faro, ponieważ będzie miał czym przepić takiego pecha.
— Spójrz na to pozytywnie, przynajmniej przejeżdżając przez Cintrę, napijesz się świeżutkiego...
— Nie ma mowy. — Kategoryczna odmowa Azamira zdziwiła Rastosława.
— Dlaczego? Przecież znasz te okolice, pochodzisz z Ebbing, a to tylko kawałek dalej na południe.
— Właśnie dlatego! Uciekłem stamtąd na północ, bo u nas zaczęto polować na takich mutantów jak ja. Nie chcę wracać do krainy, gdzie potraktowano mnie jak śmiecia i obiekt łowów. Przypuszczam, że wkrótce i tutaj zacznie się obława na wiedźminów.
Goniec królewski po raz pierwszy widział tak uniesionego wiedźmina, zwykle łatwo było odczytać jego emocje, ale tutaj najbardziej ślepy człowiek widziałby wściekłość i żądzę zemsty emanujące z całej postury łowcy potworów. Po raz pierwszy stwierdził, że to nie mógł być tak dobry pomysł, jak się wydawało w pierwotnej wersji planu. A specjalnie czekał na niego już trzeci dzień.
— I chcesz uciekać na północ? Wiesz, co jest na północ od Temerii? Redania, czyli miejsce, gdzie dorwą cię siepacze Radowida. Bierz nogi za pas i jeszcze na tym zarób.
— Właśnie! Co z tą kwotą? Ty chyba oszalałeś, jeśli pomyślałeś o mojej wierze w takie cuda i w to, że ktoś może dać tyle za eskortę.
— Mówię prawdę. W Novigradzie wstąpiłem do kantoru z polecenia nadawcy, dostałem tam kolejny list dla odbiorcy i trzysta orenów na wynajęcie eskorty. Ostrzegę od razu, że nie możemy płynąć statkiem, ponieważ zleceniodawca nalegał na stu procentową skuteczność misji, a statki jak wiadomo, są dość niebezpiecznym środkiem transportu.
— A ląd jest bezpiecznym?
— Przynajmniej na lądzie nie utoniesz.
— Za tą sumę złota, mógłbyś za to wynająć drużynę zbrojnych.
— A jak bym ich wyżywił?
To przerosło możliwości intelektualne wiedźmina. Zrozumiał już, co kierowało Rastosławem zapraszającym go do kompanii. Znał wszystkie przejścia przez góry, każdy szlak w przybrzeżnych państwach za Jarugą, aż po królestwo Nilfgaardu. Ciężko by mu było znaleźć lepszego przewodnika, a co dopiero mówić o ochronie.
— Nie wiem, ale martwię się, że sami dwaj możemy nie podołać łotrzykom na szlaku.
— Ty jakoś sobie sam radzisz — stwierdził kurier, kierując trzymane w ręce ogołocone baranie żebro w stronę wiedźmina.
— Gdy nie muszę ochraniać swojego balastu, to jestem w stanie przetrwać, choć mówi się, że równie wielka ilość wiedźminów ginie od zębów potworów, co od zębów chłopskiej broni.
— Ilu jeszcze potrzebuję nająć ludzi?
— Dwóch, trzech. Zbierzemy ich po drodze. Ufam, że trzysta orenów, o których mówiłeś, to nie jest cały twój kapitał.
— Nie — potwierdził Rastosław, szczerząc zęby. Wiedział już, że zyskał towarzysza w wędrówce na południe.
— Czy będę mógł przyjmować dodatkowe zlecenia podczas naszej wyprawy?
— Nie widzę przeciwwskazań.
— Zgadzam się, choć przypuszczalnie będziesz wracał beze mnie.
Kurier na chwilę się zawiesił, nie zrozumiał, o co chodziło mutantowi. Czyżby zamierzał pozostać w rodzimej ziemi lub miał tam kamratów, których chciał uratować od niechybnej śmierci i nie chciał, by wracając razem, sprowadzić na swojego przyjaciela niebezpieczeństwa?
— Dobrze, czy więc możemy wyruszać?
Uścisnęli sobie dłonie nad stołem dla przypieczętowania zawartej umowy. Kiedy ręce mężczyzn zetknęły się, medalion wiedźmina nerwowo zadrgał. Łowca potworów chyba tego nie zauważył, ale ruch naszyjnika nie umknął uwadze Rastosława. Goniec przyjrzał się uważniej wiedźmińskiemu talizmanowi.
Był w kształcie gryfa.
Część następna
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1307

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#2 » 1 kwie 2018, o 16:58

Zacznę od ogólnego wrażenia: ciekawie, na pewno ciekawiej niż wersja pierwotna, którą kiedyś mi podesłałeś na maila. I zgrabniej, płynniej się czyta, ale wciąż, takie odnoszę wrażenie, masz tendencję do tworzenia zbyt kombinowanych zdań, określeń, które sprawiają, że miejscami tekst zgrzyta. Zapewne taki a nie inny język ma tworzyć klimat ''wiedźmińskiego'' świata, ale jedno trzeba pogodzić z drugim i nie przesadzać w żadną stronę.
Poniżej konkretne uwagi:

W każdym dniu naszego życia odczuwamy zarówno radość, jak i smutek, żal, nienawiść oraz żądzę zmiany swojej egzystencji. Staramy się poprawić swój byt, jednocześnie zaprzepaszczając samopoczucie i tłamsząc emocje. Dążymy do nieosiągalnego, po to by spocząć na laurach w połowie drogi do celu. Całą dobę poświęcamy przemyśleniom, jak moglibyśmy zmienić swoją sytuację, jednocześnie nie robiąc nic, w kierunku spełnienia naszych marzeń.
Ten dzień jednak różnił się od innych.
Szczerze? Zbyt podkoloryzowane, brzmi wręcz pompatycznie. Uprościłabym tę wyliczankę, bo wcale jakoś taki pompatyczny wstęp nie zachęca do lektury. Ostatnie zdanie jest ok, chociaż dałabym bardziej klasycznie: ''Jednak ten dzień różnił się od innych.'' A początek jakoś uprościła, żeby brzmiał bardziej zgrabnie i mniej pompatycznie, ale nie tracił myśli przewodniej. Może coś w stylu (of kors to tylko luźna myśl, bo to Twoje opowiadanie): Plotki głoszą, że wiedźmini, podczas procesu mutacji i szkolenia na łowcę potworów, zatracają wszelkie ludzkie emocje. Że są niezdolni do odczuwania empatii. Prawda jest taka, że wiedźmini, jak przystało na typowych wojowników, nie lubią pokazywać swoich uczuć światu i w tym miejscu kończy się jakakolwiek zgodność z tym stereotypem. (...) Potem dalej z tą walką ze sprzecznymi emocjami, chęcią zmiany sytuacji, ale że nie robi się nic w tym kierunku i że tego dnia miało być inaczej, żeby te trzy rzeczy tworzyły spójny ciąg logiczny niby chcemy->ale nie robimy->ale tym razem będzie inaczej. Może coś takiego?

— Odbył się oficjalny test kompetencyjny na licencję wiedźmińską w Królestwie.
— Nic niezwykłego. Co parę lat taką organizują, bardziej mnie ciekawią jej konsekwencje, mógłbyś jeszcze raz powtórzyć ostatnie zdanie swojej opowieści?
Jak test, to raczej nie forma żeńska. Poza tym to zdanie brzmi sztucznie. Plyz, kogo pytasz czy mógłby powtórzyć ostatnie zdanie swojej opowieści, nikt się tak nie zwraca.

Zamoczył usta w swoim ulubionym cintryjskim faro, które momentalnie, po usłyszeniu wieści, straciło smak.
Tu by dodała jakieś ''jednak'' czy coś innego dla podkreślenia, że to jego ulubiony napój, ale mimo to momentalnie stracił swój smak.

— Niby nie, ale wydanie listów gończych na większość licencjonowanych wiedźminów ze szkoły wilka i ostatnie rozmowy z czarownikami na temat tych ze szkoły kota, pozwalają mi wywnioskować, że jest to tylko kwestia czasu.
Same here co powyżej. Długaśna, mało naturalna wypowiedź. Rozbiłabym na kilka krótszych zdań ew.

Azamir von Malhoun stracił teraz chęć także na baraninę zamówioną u karczmarza, z resztą tak samo, jak na wszystko, prócz ucieczki jeszcze dalej na północ. Kwestia czasu, nim go dopadną i zmienią w worek pieniędzy, jaki dostaną za głowę łowcy potworów
Może ''zamienią na worek pieniędzy''? i ''który dostaną za jego głowę'', chociaż ta ostatnia część zdania zbędna, jak dla mnie do wywalenia, to logiczne dla czytelnika, nie trzeba mu tego wprost pisać.

Czy nastanie taki czas, gdy nie będzie już gdzie uciec?
''Czy nadejdzie chwila, kiedy nie będzie już miał dokąd uciekać?'' Niby poprawnie, ale super zgrabnie mi to zdanie nie brzmi. Można by coś tu pokombinować.

Co będzie za sto lat?
Chwilę wcześniej masz zdanie niemal identyczne: ''co będzie za drugie sto lat?''. Rozumiem, że zapewne pytania mają podkreślić rozmyślania bohatera, jego wątpliwości i pesymistycznie zapowiadającą się przyszłość, ale za dużo tych pytajników chyba, za dużo gdybania, za dużo pytań. Myślę, że można ten fragment jeszcze doszlifować. ;) Bo popatrz:
Azamir von Malhoun stracił teraz chęć także na baraninę zamówioną u karczmarza, z resztą tak samo, jak na wszystko, prócz ucieczki jeszcze dalej na północ. Kwestia czasu, nim go dopadną i zmienią w worek pieniędzy, jaki dostaną za głowę łowcy potworów. Co będzie za drugie sto lat? Miał już powyżej jedenastego krzyżyka, powolne starzenie dawało się we znaki. Jak długo będzie w stanie uciekać? Coraz to więcej królestw i księstw zamyka swoje granice dla jemu podobnych. Wielu zaczyna uznawać wiedźminów za zagrożenie dla własnego interesu, składającego się głównie, z napychania kabzy groszami łatwowiernej czerni. Czy nastanie taki czas, gdy nie będzie już gdzie uciec?
Co będzie za sto lat? Czy ta karczma dalej będzie stać? Wiedźmin spojrzał na pajęczyny pokrywające strop, musiały być gromadzone od bezmała dwustu lat. Najwidoczniej są na tym świecie rzeczy starsze od niego. Może on też przetrwa próbę czasu?
A, i raczej ''bez mała'', a nie ''bezmała'' ;)

— Dlaczego mi to mówisz? Przecież przysięga królewskiego gońca zabrania ci mówić o szczegółach wiadomości lub jego nadawcy i odbiorcy.
Kolejne do skrócenia. Nie musisz tak wymieniać. No jak jest gońcem i obowiązuje go tajemnica, to wystarczy powiedzieć chyba, że ma nic nie mówić o wiadomości, a nie wymieniać wszystkie składowe, jak wiadomość, jej nadawca, odbiorca + znowu: mało brzmi mi prawdopodobnie taka wypowiedź w luźnej rozmowie kumpli. A! I jeśli wiadomość, to raczej jej, a nie jego nadawcy.

— Właśnie — Rastosław kontynuował — więc zrozum, że tym razem nie jadę z polecenia królewskiego, a tylko prywatnego, gdyż pewien szlachcic przesyła innemu szlachcicowi zamieszkującemu południowe rubieże, istotne dla nich informacje. Tyle potrzebujesz wiedzieć.
albo ''tylko'' albo ''ale'' albo coś innego. ''a tylko'' tak mi tu nie do końca gra, ale to też luźna myśl. I chyba lepiej by brzmiało ''Tylko tyle musisz wiedzieć.''

— Właściwie to wszystko ci powiedziałem. Został przeprowadzony „państwowy” egzamin na zabójcę potworów mogącego działać w królestwie Redanii, przerodziło się to w obławę na szkołę wilka, ponieważ druidzi są zawzięci na wszystkie cechy działające w królestwach północy.
— Wszystkie?
—Co się dziwisz, koty mają swoje siedliszcze u nich w królestwie i tam płaca podatki, więc ich nie ruszono. Wilki mają w Redanii tylko... a raczej miały letnie obozy szkoleniowe, a podatki płacą w Kedwen.
Państwowy egzamin brzmi mi równie nie do końca ok, co wcześniejszy test kompetencyjny. Kojarzy się z maturą albo testem gimnazjalnym. A może po prostu egzamin i tyle? Albo turniej, konkurs...

Ci mutanci w pewien perwersyjny sposób pociągali go swoimi tajemnicami i skrytością cechów. Dlatego starał się być zawsze na bieżącą z sytuacją na rynku unicestwiania reliktów Koniunkcji i łowił każdą plotkę zasłyszaną w karczmie, dzięki wcześniejszym doświadczeniom życiowym, potrafił oddzielić prawdę od fałszu, dość szybko weryfikując usłyszane dane.
bieżąco; pierwsze pogrubione określenie jest dla mnie tak dziwaczne, że nie jestem pewna, czy je rozumiem; drugie - wcześniejsze doświadczenia życiowe - brzmią jak przeszła przeszłość; doświadczenie, to raczej coś, co nabyłeś kiedyś, ewentualnie nabywasz też teraz, więc ''wcześniejsze'' jest dla mnie zbędne; może bardziej coś typu ''doświadczenie, które nabył w pracy'', no bo rozumiem, że dzięki takiej a nie innej pracy umie rozpoznawać, co jest prawdą, a co nie i ogólnie zna się na ludziach i ich kłamstwach.

— Dlaczego? Czy to dziwne, że interesuję się życiem mojego przyjaciela, oraz się o niego martwię?
Mało zgrabne. Może normalnie: ''i się o niego martwię''?

— Nie wiem jak to powiedzieć, by ciebie nie zranić. — Azamir się zmieszał. — Ta wiedza jest nieznana nam maluczkim, którzy mają za zadanie zabijać potwory.
Znowu, jakoś mało zgrabnie, sztucznie brzmi w rozmowie.

— Mów. — Pękł mutant. Głos mu złagodniał.
Dziwny dobór słów. Brzmi dziiiiwnie. PĘKŁ MUTANT. MUTANT PĘKŁ. Przeczytaj to na głos. xD
— Trzysta orenów.
Wiedźmin ucieszył się, że karczmarz nie zdążył mu podać piwa, bo z wrażenia upuściłby je na klepisko karczmy.
— Czemu aż tyle? — Znał skąpstwo swojego przyjaciela, kutego na cztery kopyta i targującego się o każdego złamanego miedziaka.
— Gemmera.
— Ja pierdolę. — Teraz wiedźmin ucieszył się, że karczmarz zmierzał do niego ze świeżo nalanym faro, ponieważ będzie miał czym przepić takiego pecha.
Trzeba to lekko zmodyfikować, żeby lepiej podkreślić tą ''zmianę nastawienia'', że tak powiem ;) może tak: ''że jeszcze nie zdążył podać mu piwa'', a potem "teraz jednak cieszył się, że gospodarz już zmierza do niego ze świeżo nalanym faro''


— Dobrze, czy więc możemy wyruszać?
Uścisnęli sobie dłonie nad stołem, a medalion wiedźmina zadrgał.
Był w kształcie gryfa.


Tutaj jakoś tak... Fajne zdanie na zakończenie rozdziału, ale jak powyżej, trzeba to trochę podkreślić. Może coś w tym stylu:
Uściśnęli sobie dłonie nad stołem dla przypieczętowania zawartej umowy. Kiedy ręce mężczyzn zetknęły się, medalion wiedźmina nerwowo zadrgał. Łowca potworów chyba tego nie zauważył, ale ruch naszyjnika nie umknął uwadze Rastosława. Goniec pierwszy raz uważniej przyjrzał się wiedźmińskiemu talizmanowi. Medalion miał kształt jednego z najniebezpieczniejszych stworzeń, królewskiego gryfa.

To na tyle.
Mam nadzieję, że któraś z moich sugestii się przyda i że nie marudziłam za bardzo :kuku:
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#3 » 4 kwie 2018, o 14:02

Widziałam, że Karen dużo wypisała, więc nie chciałam powtórzyć po niej i wypisałam tylko to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy. Masz ogólnie problem z interpunkcją i zapisem dialogów.

Wiedźmin siedział w karczmie na Rozstajach i spokojnie sączył piwo, gdy przybył jego przyjaciel, będący koronnym redańskim gońcem i przekazał mu wiadomość o wyniku królewskiego turnieju.

To bym rozdzieliła za "przyjaciel", nawet zaczynając drugie zdanie od "Był koronnym redańskim gońcem", może rozwinąć - niżej pada jego imię, mógłbyś go pokrótce opisać, by nie był postacią z samą łatką "goniec".

Azamir von Malhoun stracił teraz chęć także na baraninę zamówioną u karczmarza, z resztą tak samo, jak na wszystko, prócz ucieczki jeszcze dalej na północ.

"zresztą".

Kwestia czasu, nim go dopadną i zmienią w worek pieniędzy, jaki dostaną za głowę łowcy potworów.

Szyk - "jaki dostaną łowcy potworów za jego głowę".

Coraz to więcej królestw i księstw zamyka swoje granice dla jemu podobnych. Wielu zaczyna uznawać wiedźminów za zagrożenie dla własnego interesu, składającego się głównie, z napychania kabzy groszami łatwowiernej czerni.

Tu zmieniłabym czasy - "zamykało", "zaczynało".

Czyżby zamierzał pozostać w rodzimej ziemi lub miał tam kamratów, których chciał uratować od niechybnej śmierci i nie chciał, by wracając razem, sprowadzić na swojego przyjaciela niebezpieczeństwa.

Jak "czyżby", to i znak zapytania na końci.

Nieładnie kończyć rozdział takim cliffhangerem. Chyba nie wyjdę dzisiaj z ławy oburzonych.
Twój wiedźmin to autorska postać, tak? W poprzednim rozdziale nie rzuciło się to bardzo w oczy, że niewiele o nim wiemy - bo była to część bardziej nastawiona na akcję, nie samą postać, takie bardziej wprowadzenie w tematykę i uświadomienie tym, którzy nie znają tematu, kim jest wiedźmin, z czym wiąże się jego profesja i jakie jest ogólne podejście ludzi do takich jak on (tak, jak pierwsze wiedźminowskie opowiadania o polowaniu na potwory, bardzo analogiczne, ale to dobry wybór na początek fanfika, no i odniesienie do sagi, więc dla mnie plus). Tutaj już mamy rozdział "towarzyski", rozmowę wiedźmina z jego przyjacielem, poznajemy go trochę z jego wypowiedzi, ale tak naprawdę tylko troszkę i tutaj dobrym uzupełnieniem byłoby coś o nim wiedzieć, jego poglądach, historii. Czasem nawet cztery zdania opisu samej postaci dużo dają do odbioru.
Dużo zgrabniej niż ostatnio; widać, że masz ciągoty do kombinowania, ale tutaj o wiele mniej niż w poprzednim rozdziale. Lepiej się czyta, jest przyjemność z czytania. Teraz żałuję, że nie czytałam nigdy fanfików wiedźminowskich, bo bardzo lubię ten świat ;))

Podrzucam: :piorko:
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1675

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#4 » 7 kwie 2018, o 21:35

Karen pisze:Zacznę od ogólnego wrażenia: ciekawie, na pewno ciekawiej niż wersja pierwotna, którą kiedyś mi podesłałeś na maila. I zgrabniej, płynniej się czyta, ale wciąż, takie odnoszę wrażenie, masz tendencję do tworzenia zbyt kombinowanych zdań, określeń, które sprawiają, że miejscami tekst zgrzyta. Zapewne taki a nie inny język ma tworzyć klimat ''wiedźmińskiego'' świata, ale jedno trzeba pogodzić z drugim i nie przesadzać w żadną stronę.

Najgorszym jest, że ja mam taki styl własnej wypowiedzi i często ludzie rozmawiąjacy ze mną gubią wątek, gdy coś opowiadam. Czasami nawet ja sam go gubię.



Karen pisze:
W każdym dniu naszego życia odczuwamy zarówno radość, jak i smutek, żal, nienawiść oraz żądzę zmiany swojej egzystencji. Staramy się poprawić swój byt, jednocześnie zaprzepaszczając samopoczucie i tłamsząc emocje. Dążymy do nieosiągalnego, po to by spocząć na laurach w połowie drogi do celu. Całą dobę poświęcamy przemyśleniom, jak moglibyśmy zmienić swoją sytuację, jednocześnie nie robiąc nic, w kierunku spełnienia naszych marzeń.
Ten dzień jednak różnił się od innych.
Szczerze? Zbyt podkoloryzowane, brzmi wręcz pompatycznie. Uprościłabym tę wyliczankę, bo wcale jakoś taki pompatyczny wstęp nie zachęca do lektury. Ostatnie zdanie jest ok, chociaż dałabym bardziej klasycznie: ''Jednak ten dzień różnił się od innych.'' A początek jakoś uprościła, żeby brzmiał bardziej zgrabnie i mniej pompatycznie, ale nie tracił myśli przewodniej. Może coś w stylu (of kors to tylko luźna myśl, bo to Twoje opowiadanie): Plotki głoszą, że wiedźmini, podczas procesu mutacji i szkolenia na łowcę potworów, zatracają wszelkie ludzkie emocje. Że są niezdolni do odczuwania empatii. Prawda jest taka, że wiedźmini, jak przystało na typowych wojowników, nie lubią pokazywać swoich uczuć światu i w tym miejscu kończy się jakakolwiek zgodność z tym stereotypem. (...) Potem dalej z tą walką ze sprzecznymi emocjami, chęcią zmiany sytuacji, ale że nie robi się nic w tym kierunku i że tego dnia miało być inaczej, żeby te trzy rzeczy tworzyły spójny ciąg logiczny niby chcemy->ale nie robimy->ale tym razem będzie inaczej. Może coś takiego?

Zrobiłem to odrobinę inaczej, choć mam nadzieję, że teraz jest to bardziej klarowne.

Karen pisze:
— Odbył się oficjalny test kompetencyjny na licencję wiedźmińską w Królestwie.
— Nic niezwykłego. Co parę lat taką organizują, bardziej mnie ciekawią jej konsekwencje, mógłbyś jeszcze raz powtórzyć ostatnie zdanie swojej opowieści?
Jak test, to raczej nie forma żeńska. Poza tym to zdanie brzmi sztucznie. Plyz, kogo pytasz czy mógłby powtórzyć ostatnie zdanie swojej opowieści, nikt się tak nie zwraca.

Co do pierwszego to konstruując pierwsze zdanie podmiotem miała być licencja, na którą odbył się test. Teraz, po trzykrotnym przeczytaniu tego zdania, odkryłem, że nim nie jest. Zamiast przeredagowywać pierwsze z nich, zmieniłem drugie, w odrobinę inny styl.

Karen pisze:
Zamoczył usta w swoim ulubionym cintryjskim faro, które momentalnie, po usłyszeniu wieści, straciło smak.
Tu by dodała jakieś ''jednak'' czy coś innego dla podkreślenia, że to jego ulubiony napój, ale mimo to momentalnie stracił swój smak.

Nie do końca rozumiem uwagę. Gdzie miałbym wstawić to "jednak"?

Karen pisze:
— Niby nie, ale wydanie listów gończych na większość licencjonowanych wiedźminów ze szkoły wilka i ostatnie rozmowy z czarownikami na temat tych ze szkoły kota, pozwalają mi wywnioskować, że jest to tylko kwestia czasu.
Same here co powyżej. Długaśna, mało naturalna wypowiedź. Rozbiłabym na kilka krótszych zdań ew.

Spróbowałem, nie wiem jak mi to wyszło.


Karen pisze:
— Mów. — Pękł mutant. Głos mu złagodniał.
Dziwny dobór słów. Brzmi dziiiiwnie. PĘKŁ MUTANT. MUTANT PĘKŁ. Przeczytaj to na głos. xD

Popękałem mutanta ;-) Faktycznie śmiesznie to brzmi. Ciężko to tak powiedzieć, by się nie zaśmiać i nie użyć przekleństw. Od razu skojarzyło mi się ze słowem bąbelki. Pękł bąbelek :puf:

Karen pisze:
— Trzysta orenów.
Wiedźmin ucieszył się, że karczmarz nie zdążył mu podać piwa, bo z wrażenia upuściłby je na klepisko karczmy.
— Czemu aż tyle? — Znał skąpstwo swojego przyjaciela, kutego na cztery kopyta i targującego się o każdego złamanego miedziaka.
— Gemmera.
— Ja pierdolę. — Teraz wiedźmin ucieszył się, że karczmarz zmierzał do niego ze świeżo nalanym faro, ponieważ będzie miał czym przepić takiego pecha.
Trzeba to lekko zmodyfikować, żeby lepiej podkreślić tą ''zmianę nastawienia'', że tak powiem ;) może tak: ''że jeszcze nie zdążył podać mu piwa'', a potem "teraz jednak cieszył się, że gospodarz już zmierza do niego ze świeżo nalanym faro''

Mam problemy z przerobieniem tego, zajmę się tym jutro, może przez noc coś wymyślę. Jedynym co przyszło mi do głowy: nie zdążono mu podać piwa... co jeszcze gorzej brzmi. Tak przekombinowanie.


Karen pisze:Mam nadzieję, że któraś z moich sugestii się przyda i że nie marudziłam za bardzo :kuku:

Bardzo dużo się przydało. Mój brak czasu i energii robi swoje. Muszę więcej popracować nad tym tekstem :-)

Camenne pisze:Widziałam, że Karen dużo wypisała, więc nie chciałam powtórzyć po niej i wypisałam tylko to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy. Masz ogólnie problem z interpunkcją i zapisem dialogów.

Wiedźmin siedział w karczmie na Rozstajach i spokojnie sączył piwo, gdy przybył jego przyjaciel, będący koronnym redańskim gońcem i przekazał mu wiadomość o wyniku królewskiego turnieju.

To bym rozdzieliła za "przyjaciel", nawet zaczynając drugie zdanie od "Był koronnym redańskim gońcem", może rozwinąć - niżej pada jego imię, mógłbyś go pokrótce opisać, by nie był postacią z samą łatką "goniec".

Azamir von Malhoun stracił teraz chęć także na baraninę zamówioną u karczmarza, z resztą tak samo, jak na wszystko, prócz ucieczki jeszcze dalej na północ.

"zresztą".

Kwestia czasu, nim go dopadną i zmienią w worek pieniędzy, jaki dostaną za głowę łowcy potworów.

Szyk - "jaki dostaną łowcy potworów za jego głowę".

Coraz to więcej królestw i księstw zamyka swoje granice dla jemu podobnych. Wielu zaczyna uznawać wiedźminów za zagrożenie dla własnego interesu, składającego się głównie, z napychania kabzy groszami łatwowiernej czerni.

Tu zmieniłabym czasy - "zamykało", "zaczynało".

Czyżby zamierzał pozostać w rodzimej ziemi lub miał tam kamratów, których chciał uratować od niechybnej śmierci i nie chciał, by wracając razem, sprowadzić na swojego przyjaciela niebezpieczeństwa.

Jak "czyżby", to i znak zapytania na końci.

Nieładnie kończyć rozdział takim cliffhangerem. Chyba nie wyjdę dzisiaj z ławy oburzonych.
Twój wiedźmin to autorska postać, tak? W poprzednim rozdziale nie rzuciło się to bardzo w oczy, że niewiele o nim wiemy - bo była to część bardziej nastawiona na akcję, nie samą postać, takie bardziej wprowadzenie w tematykę i uświadomienie tym, którzy nie znają tematu, kim jest wiedźmin, z czym wiąże się jego profesja i jakie jest ogólne podejście ludzi do takich jak on (tak, jak pierwsze wiedźminowskie opowiadania o polowaniu na potwory, bardzo analogiczne, ale to dobry wybór na początek fanfika, no i odniesienie do sagi, więc dla mnie plus). Tutaj już mamy rozdział "towarzyski", rozmowę wiedźmina z jego przyjacielem, poznajemy go trochę z jego wypowiedzi, ale tak naprawdę tylko troszkę i tutaj dobrym uzupełnieniem byłoby coś o nim wiedzieć, jego poglądach, historii. Czasem nawet cztery zdania opisu samej postaci dużo dają do odbioru.
Dużo zgrabniej niż ostatnio; widać, że masz ciągoty do kombinowania, ale tutaj o wiele mniej niż w poprzednim rozdziale. Lepiej się czyta, jest przyjemność z czytania. Teraz żałuję, że nie czytałam nigdy fanfików wiedźminowskich, bo bardzo lubię ten świat ;))

Podrzucam: :piorko:

Cam, jutro wezmę się za poprawianie zgodnie z Twoimi uwagami. Co do autorskiej postaci, to tak. Ogólnie na kartach tego co napisałem, mam tylko jedną postać z sagi (bardzo poboczną, a dla mnie interesującą) i niewielką wstawkę z Yen i Ciri, jej dotyczącą. Zastanawiałem się z resztą nad usunięciem wątku związanego z tą czarodziejką, ale muszę się co do tego upewnić. Co do braku zdań opisowych, nadrobię i dodam parę opisów zarówno do tego, jak i poprzedniego rozdziału. Jeśli chodzi o fanfiction wiedźmińskie, to nawet są w Polsce wydane dwa tomy fanowskich opowiadań. Polecam.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1675

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#5 » 16 kwie 2018, o 12:15

Poprawki do tego rozdziału wprowadzone. Nim opublikuję kolejny, postaram się wprowadzić podobne zmiany, jak w tym, by nie powielać błędów. Cam, jeśli byłabyś tak miła i wypunktowała mi na przykładach te błędy interpunkcyjne oraz te w dialogach, to byłbym bardzo wdzięczny.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#6 » 16 kwie 2018, o 12:39

Jasne ;)

Ogólnie masz chyba problem z oddzielaniem wtrąceń tylko z jednej strony, a konsekwentnie powinieneś dawać przecinek przed i po.

Nie ma znaczenia, czy jest to las, miasto czy posępne bagnisko.

Gdy masz tego typu wymienienia, dajesz przecinek przed drugim "czy".

Jedynym co liczy się, jest przeżycie, nie zawsze kolejnego roku, czasami tylko następnych godzin.

Tu "co liczy się" jest wtrąceniem, więc przecinek przed "co" (plus szyk - raczej "co się liczy", nie zawsze "się" na końcu brzmi dobrze).

Szczególnie tyczy się to mutantów, którzy przez swoje wyostrzone zmysły, w znacznie większym stopniu dostrzegają upływające szanse własnej i cudzej egzystencji.

Tutaj też trzeba pomyśleć, co jest wtrąceniem - najprawdopodobniej powinno być tak:

którzy, przez swoje wyostrzone zmysły, (całe "przez swoje wyostrzone zmysły" to wtrącenie) w znacznie większym stopniu dostrzegają upływające szanse własnej i cudzej egzystencji.

W połączeniu z wyłupiastymi oczami i silnie zbudowaną szczęką, dawało to niezrównany efekt, zakapiora poszukującego okazji do bójki. Nic bardziej mylnego być nie mogło.

Tutaj akurat zbędne przecinki - mógłbyś wywalić ten po "szczęką" (choć ten początek można potraktować jako wtrącenie, a po "efekt" koniecznie.

Azamir von Malhoun stracił teraz chęć także na baraninę zamówioną u karczmarza, zresztą tak samo, jak na wszystko, prócz ucieczki jeszcze dalej na północ.

Tutaj właściwie zbędny po "wszystko" - mógłby być, ale gdy można zrezygnować, lepiej nie dawać.

A teraz przykładowe z dialogów:

—Co się dziwisz, koty mają swoje siedliszcze u nich w królestwie i tam płaca podatki, więc ich nie ruszono. Wilki mają w Redanii tylko... a raczej miały letnie obozy szkoleniowe, a podatki płacą w Kedwen.

Zjadło ci spację.

— Honor. — podsumował Rastosław.

Zbędna kropka.

— Ty jakoś sobie sam radzisz. — Stwierdził kurier, kierując trzymane w ręce ogołocone baranie żebro w stronę wiedźmina.

(...)

— Nie. — Potwierdził Rastosław, szczerząc zęby. Wiedział już, że zyskał towarzysza w wędrówce na południe.

Tu powinno być bez kropki i małą literą, "stwierdził" czy "potwierdził" to takie "powiedział", jakby nie patrzeć.

I jeszcze ekstra:
— Honor — potwierdził wiedźmin i zaciągnął się łykiem piwa.

"Zaciąga" się raczej dymem, kolokwialnie się tak czasem mówi, ale to raczej niepoprawne.

    zaciągnąć — zaciągać
    1. «ciągnąc, przesunąć coś na inne miejsce»
    2. «zasłonić coś czymś»
    3. «ciągnąc, zewrzeć coś»
    4. «pokryć czymś jakąś powierzchnię»
    5. «o wietrze, chłodzie, zapachu itp.: dać się odczuć»
    6. «nakłonić kogoś do pójścia ze sobą»
    7. zaciągać «wymawiać wyrazy, rozciągając niektóre głoski w sposób charakterystyczny dla Polaków z terenów wschodnich»
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#7 » 16 kwie 2018, o 12:44

Cześć, :smiley:
poprawki są nieodzowne w dążeniu do doskonałości.
Interpunkcję poprawisz, uzupełnisz, ale najważniejsze, że tekst jest ciekawy, mnie wciągnął.
Podoba mi się pomysł, mimo że sf to nie moja bajka.

Powodzenia.
Pozdrawiam :smiley:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#8 » 16 kwie 2018, o 13:18

helka pętelka pisze:Podoba mi się pomysł, mimo że sf to nie moja bajka.

Oj, sprostuję za autora, bo trochę w oczy kole - koło SF to nawet nie leżało ;) Fantastyka to nie tylko science fiction, to też fantasy, jak w tym przypadku, i horror.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1675

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#9 » 17 kwie 2018, o 21:47

Cam, mam jeszcze jedno pytanie:

— Zapomnij. — Uciął temat Azamir.

Uciąć też jest w tym wypadku sposobem wypowiedzi?
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Ostatni królewski gryf: Rozdział II [Wiedźmin]

Post#10 » 18 kwie 2018, o 07:15

Pewnie można by to uznać za sposób wypowiedzenia kwestii dialogowej, ale ja bym zostawiła w ten sposób.

(Plus szyk - "Azamir uciął temat" brzmi zgrabniej i wtedy problem się rozwiązuje.)
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości