Zachęcamy do głosowania na prozę i poezję kwietnia!

Zagłosuj na Komentatora Kwietnia!

Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!


Obrazek

Antysymetria - Tigon703

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Tigon703
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 1

Antysymetria - Tigon703

Post#1 » 24 kwie 2018, o 11:59

Promienie słońca okryły twarz Harolda, budząc go. Była godzina 8 jak zwykle o tej po-rze wstawał, by po chwili wyruszyć do pracy. Na stole czekało na niego już śniadanie przygotowane w specjalnym ustrojstwie, ustawił tryb na automatyczny, to też nie musiał samo-dzielnie wybierać potrawy, na podstawie warunków atmosferycznych oraz dnia tygodnia, maszyna przygotowywała odpowiedni posiłek. Jako iż był słoneczny poranek, a ciśnienie było sprzyjające to kawa zawierała dużą ilość mleka. Obok kubka stały jajka, ugotowane na twar-do. Harold nigdy nie wiedział na podstawie jakich algorytmów są one wybierane, jednak nie zbyt go to obchodziło. Podejrzewał, że cały proces przebiega tak naprawdę losowo. Ludzie byli jednak zadowoleni z usług robota, on w zasadzie też nie miał na co narzekać. Pamiętał czasy gdy musiał samodzielnie gotować, ze śpiochami w oczach proces produkcyjny śniada-nia dłużył się niesamowicie, te blaszane puszki nie miały takich problemów. Gdy Harold wy-szedł ze swojego bloku, czekał na niego już służbowy bus, który podjeżdżał po każdego pra-cownika. Wklęsłe od codziennego nacisku siedzenie podpisane jego imieniem, oczekiwało już na swojego Pana. Zaraz obok spoczywał, stary poczciwy Toofy, popalający papierosa w klima-tyzowanej bańce, zapewniało to komfort reszcie podróżnych. Na widok Etithany, Toofy ścią-gnął swój kombinezon palacza, a papierosa wrzucił do pojemnika utylizującego.

- Piękny dziś dzień, kochana, czyż nie? – Zagadał.
- Dzień jak co dzień. – Odpowiedziała smętnym głosem.
- Przecież codzienność jest tak piękna w naszym kraju kochana. – Odpowiedział.

Etithany nałożyła słuchawki i usiadła na miejscu naprzeciwko Harolda, w pozycji wyraźnie sugerującej, że nie jest w nastroju na rozmowy. To dziwne, ale było jedyną posępna osobą jaką znał, tylko ona nie wychwalała wszystkiego co wokół niej się znajduje, a siedząc w auto-busie zmierzającym do pracy, zdawała się siedzieć w kolejce na wyrok. Toofy machnął ręką w jej kierunku i wrócił do zażywania nikotyny. Tylko raz widziano uśmiech na twarzy tej zjawiskowej niewiasty, a było to w dniu wielkiego kryzysu, wydawało się wtedy przez jeden jedyny dzień, że coś ze światem jest w nie w porządku. Wśród zamartwionych twarzy wyróżniała się owego czasu, tak jak wyróżnia się teraz wśród szczęśliwców. Gdy zielno-różowy autobus przybył pod gmach urzędu głównego, kolejka do wyjścia była już rozochocona, tylko ta biedna dziewczyna wciąż czekała aż ostatni szmer silnika umilknie i przepuszczała wszystkich w korytarzu. Wkrótce pracownicy ustawili się pod szklanymi drzwiami, oczekując na szefa, który w końcu triumfalnie przybył ze złotymi kluczami. Ku uciesze zgromadzonych oznajmił, że niedługo każdy dostanie od wspaniałomyślnego rządu podwyżkę. Na twarzy Harolda pojawił się szeroki uśmiech i z nim wkroczył w progi siedziby urzędu. Był on pracownikiem biurowym, zajmował się przyziemnymi sprawami związanymi z utrzymaniem porządku w państwie. Jego najnowszym zadaniem była praca nad usprawnieniem rzeczy, które pozornie są idealne, w tym celu godzinami obserwował nagrania z monitoringu ulic miasta. Zastanawiał się jak może pomóc ludziom, którzy już są szczęśliwi. Właśnie głowił się nad poprawą funkcjonowania komunikacji miejskiej, kiedy na jednej z kamer dostrzegł znajomą postać. Etithany wysiadła z tramwaju z typową dla niej rozgoryczoną miną. Harold postanowił śledzić jej postępowanie. Sprawnie przełączał kamery, podążające za jej zgrabnym ciałem. W końcu odkrył jej destynacje. Skryła się w jednym z opuszczonych magazynów na przedmieściach. Dobrze, że rząd postanowił zamontować kamery w każdym zakątku aglomeracji, pomyślał. Harold. Po krótkiej chwili miał już na pulpicie wyświetlone informacje o tym miejscu. Stary magazyn, w którym niegdyś przechowywano różnorakie produkty, od paru lat stał opustoszały, był przeznaczony do wyburzenia. Czego mogła szukać tam obywatelka? Do tego urzędniczka, to zagadnienie niezwykle zaintrygowało mężczyznę i to nie tylko dlatego, że od dawna podkochiwał się w koleżance z pracy, coś takiego po prostu było nie do pomyślenia w tym pięknym, wolnym kraju. Dlaczego nie poszła na kręgle, lub do kina, ewentualnie do salonu wirtualnej rzeczywistości? Przecież pracodawca dawał im zniżki na te usługi. Teoretycznie Harold, powinien zgłosić to aspołeczne zachowanie do instytutu wykroczeń, ale coś zaintrygowało go w całej sprawie i postanowił sam przekonać się o zawartości tajemniczego magazynu. Wtem jego rozważania przerwał Robert.

- Harold, słyszałeś? Dzisiaj na placu głównym organizowana jest wielka feta z okazji narodzin syna prezydenta. Idziesz z nami?
- Pewnie, zdzwonimy się potem, teraz jestem zajęty.
- Przecież zaraz przerwa, chodź na lunch.
- Ach, jasne zapomniałem, wybacz, ale muszę coś jeszcze załatwić.
- Dobrze się czujesz? Wyglądasz na roztrzęsionego.
- Tak, tak wszystko idealnie, po prostu lekko się przeziębiłem…
- W takim razie pogadaj z lekarzem, jeden zastrzyk i po sprawie.
- Dam sobie radę Robert. – Powiedział Harold uszczypliwym tonem.

Robert odszedł zniesmaczony, pomrukując pod nosem.
Z najnowszego raportu o stanie rzeczy wynikało, że przestępczość w państwie wynosi 0 pro-cent, Harold, nie mógł uwierzyć, że może być na tropie pierwszego od wielu lat wykroczenia. Instytut wykroczeń stoi przecież owiany aurą zapomnienia, od czasu do czasu zajmuje się drobnymi nieporozumieniami. Czyżby to on skromny pracownik działu administracji miał przywrócić go do życia? Nie miał wątpliwości, że coś jest nie tak. Prawdopodobnie to tylko jakiś głupi żart, ale i tak wiedział, że musi to sprawdzić. Harold przejrzał dokładnie nagrania z ostatniego miesiąca, zarejestrowane w pobliżu magazynu i odkrył niewiarygodną powtarzal-ność. W każdy wtorek i czwartek Etithany odwiedzała tajemnicze miejsce, dokładnie o tej samej porze. Los chciał, że tamtego pamiętnego dnia mieliśmy środę, więc śledztwo musiało poczekać jeden dzień. Harold wyłączył system, nawet nie spostrzegł, kiedy zegar wybił godzi-nę końca zmiany, wraz z biciem zegara przy jego biurku pojawił się Robert i Toofy, którzy zaprosili go na wspólne uczestnictwo w wielkim narodowym święcie. Wkrótce cała trójka kroczyła już na plac główny, mijając tłumy wykrzykujące hasła wychwalające swoją egzysten-cje i poczynania prezydenta. Pech chciał, że spadł deszcz to jednak nie przeszkodziło zgroma-dzonym w hucznej imprezie, fajerwerki rozlewały się na niebie niczym nieświeże mleko z kartonu. Harold wypatrywał w tłumie pięknej koleżanki z pracy, jednak daremnie, pewnie schowała się gdzieś z tyłu. Po chwili w ekstazie, przestał zawracać sobie nią głowę i oddał się fecie wraz z przyjaciółmi.
Następnego dnia Harold, inaczej niż zwykle niecierpliwił się w oczekiwaniu na dźwięk zegara oznaczający pozwolenie na opuszczenie stanowiska. W końcu mógł wstać z krzesła, już parę chwil wcześniej zlokalizował Etithany, a następnie ruszył za nią, ukrywając ekscytacje. Wie-dział, że nie może dać się wykryć, dlatego odczekał 30 min, by zdążyła dotrzeć na miejsce domniemanego przestępstwa. Ten czas spełzł mu powoli na nerwowym chodzeniu w kółko. W końcu wsiadł do tramwaju numer 73 i wraz ze stukotem kół pognał na spotkanie z grupą kryminalistów, nie wiedział czemu zachowuje się tak nieracjonalnie, lecz myślał o tekstach piosenek opowiadających o miłości, zakochani to kłębki nieracjonalnej wełny, turlające się od afery do afery. W końcu w pojeździe rozbrzmiała nazwa finalnej stacji. Harold wiedział, że Etithany spędza w magazynie przynajmniej kilka godzin, więc wciąż powinna tam być. Stanął przed wielkim blaszanym kontenerem, przypominającym mu puszki, jakie otwierał ojciec za czasów jego dzieciństwa. Uderzył pięścią w drzwi kilkukrotnie, na odpowiedź nie musiał długo czekać.

- Hasło! - Rozległ się kobiecy głos.
- Etithany? To ja, Harold. Jestem tu prywatnie, wpuść mnie. – Za metalową ścianą rozległ się szmer, po czym drzwi rozsunęły się.
- Co tu robisz? – Przywitał go znajomy chłodny głos. Harold, zastanawiał się nad tym samym jednak po chwili odparł, widząc sylwetki za plecami swojej sekretnej miłości.
- Chcę do was dołączyć.
- Ty? Naprawdę? – Odpowiedziała zdziwiona. – Wejdź w takim razie.

Na wstępie Harold poczuł dym nikotynowy, nie doświadczył tego od czasów liceum, sam fakt palenia papierosów bez kombinezonu podpadał pod odpowiedni paragraf, urzędnik przyszedł tu jednak po to by odkryć poważniejsze wykroczenia. Zaraz po smrodzie uderzyły go gęby zebranych, były one melancholiczne i poharatane, epatowały niezadowoleniem. Na ścianach wisiały niepokojące plakaty, a po kątach walały się różne niecodziennie narzędzia.

- Zakładam, że jesteś zaznajomiony z naszą działalnością Haroldzie, od zawsze wiedziałam, że nie jesteś jednym z nich.
- Tak, naturalnie. – Skłamał.
- Otóż przygotowujemy plany protestu, zamierzamy wyjść na ulice, ale najpierw poznaj swo-ich nowych przyjaciół.
- Zaraz, dlaczego mi ufacie? Jaką macie pewność, że was nie zdradzę?
- Skoro tu jesteś, to chyba nie mamy wyboru, czyż nie? – Powiedział rosły mężczyzna, który później przedstawił się, jako Greg.
- Więc, przeciwko czemu się buntujecie?
- Tego jeszcze nie ustaliliśmy. – Powiedziała Etithany. – Może ty coś zaproponujesz?
- Może przeciwko zakazowi palenia bez kombinezonów? – Powiedział chcąc się wkupić w łaski nowych znajomych.
- Tak to genialne! – Krzyknął inny rosły mężczyzna o skomplikowanym imieniu. – Że też sami na to nie wpadliśmy.

Mężczyzna chwycił wcześniej przygotowane transparenty i w puste miejsce wpisał „nakazowi noszenia kombinezonów do palenia papierosów” Cały tekst brzmiał teraz: „My ludzie wolni buntujemy się przeciwko nakazowi noszenia kombinezonów do palenia papierosów.” Harold poczuł jak wzbiera się w nim dzika mieszanka wyzwolenia i wolności. Nie wiedział wcześniej, że bunt może dać tyle satysfakcji. Wykrzyknął z radością kilka frazesów i wyrwał Gregowi papierosa z rąk, a następnie odpalił go triumfalnie.
To w tym obskurnym blaszanym magazynie narodził się pierwszy od wielu lat ruch oporu przeciwko władzy. Co prawda była to tylko amatorska zbieranina, ale czyż nie tak zaczynają się wszystkie rewolucje? Jeszcze tej samej nocy na ulicy pojawiła się pierwsza, efemeryczna pochodnia.

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 422

Antysymetria - Tigon703

Post#2 » 24 kwie 2018, o 21:39

Nie będę komentować treści tego opowiadania.
Skupię się na błędach.
1. "po-rze", "samo-dzielnie" i jeszcze kilka innych -> Nie zrobiłeś podglądu przed zapisaniem tekstu i puściłeś wyrazy, które w jakimś innym formacie były dzielone.
2. "nie zbyt" -> błąd ortograficzny :wrrr:
3. "ale było jedyną posępna osobą" -> To powinno być: "ale była jedyną posępną osobą". Też nie zrobiłeś podglądu przed zapisaniem tekstu.
4. "pomyślał. Harold." -> zbędna pierwsza kropka. Znowu tekst nie był sprawdzony.
5. "Do tego urzędniczka, to zagadnienie niezwykle zaintrygowało mężczyznę i to nie tylko dlatego, że od dawna podkochiwał się w koleżance z pracy, coś takiego po prostu było nie do pomyślenia w tym pięknym, wolnym kraju." -> Zdanie potworek i bez sensu.
Poza tym:
- brak akapitów
- w testach literackich należy unikać pisania cyfr.
Ogólnie: Tekst został puszczony bez sprawdzenia i spokojnego przeczytania.
Musisz popracować nad porządkiem.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4778

Antysymetria - Tigon703

Post#3 » 25 kwie 2018, o 07:01

Pomijając ogrom błędów, nad którymi pochylił się już Marian, tekst ogólnie ma wiele słabych punktów i brak mocnych. Dialogi strasznie nienaturalne, wręcz drewniane. Świat przedstawiony nie istnieje, pomysł jest zawieszony w bliżej nieokreślonym miejscu i czasie, nie możemy powiedzieć wiele ponad to, że dzieje się gdzieś w przyszłości, ale chyba nieodległej, bo nie widać nic bardzo zaawansowanego technologicznie. Postaci to tylko imiona, nie osoby.
Styl nieporadny, jest dużo błędów i niezgrabności. Literówki ("zielno-różowy" autobus?), całkowicie błędny zapis dialogów (polecam ten poradnik, powinien pomóc: page/zapis-dialogow), dziwne, wyglądające na losowe dzielenie wyrazów.
Długo by wymieniać, można by też długo opisywać problemy tekstu.

Przeczytać jeszcze raz lub kilka razy - w pierwszej kolejności. Poprawić błędy. I pochylić się nad samą treścią, bo, jak wypisałam, i dialogi, i opisy, i sama narracja kuleją.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

rogas
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 1

Antysymetria - Tigon703

Post#4 » 16 maja 2018, o 14:48

Hej :)
Do tego co napisał już Marian i Camenne dorzucę jeszcze swoje dwa grosze:
1. O wiele ładniej wygląda w tekście zapis słowny liczb - "była godzina ósma"
2. Mam takie wrażenie, że piszesz za szybko. Nie rozbudowujesz opisywanych scen, tylko od razu przebiegasz do następnych. Zobacz taki przykład:
"Promienie słońca okryły twarz Harolda, budząc go. Była godzina 8 jak zwykle o tej po-rze wstawał, by po chwili wyruszyć do pracy."
Czy nie ładniej by to wyglądało np. tak:
"Harold zmusił się w końcu by otworzyć zaspane oczy. Pobudka po ciężkiej nocy nie była lekka i ociągał się z tą chwilą tak długo, jak tylko mógł. Promienie porannego słońca raziły nieprzyjemnie, a dzwoniący od pół minuty budzik nie dawał za wygraną. Spojrzał na wyświetlacz i zobaczył, że dochodzi już ósma."
Pozwól czytelnikowi podążać za bohaterem, zamiast serwować krótkie wyrywki z jego życia :)

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość