Kryzys

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Irys
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Kryzys

Post#1 » 23 lip 2018, o 19:46

Wstał z łóżka, zaświecił światło, spojrzał na zegarek, była druga w nocy. Nie wiedział, co ma z sobą zrobić, nie mógł zasnąć – To te zdjęcia! Cholera! – Samotne, oglądanie odległej przeszłości, bywa niebezpieczne, może w człowieku wyzwolić silne poczucie bezradności. Jakbyśmy przed czymś uciekali i w pewnym momencie uświadomili sobie, że przed tym czymś nie da się uciec.
Dawni koledzy z sekcji karate – O Boże! Kiedy to było? - Lata osiemdziesiąte, co to były za czasy, każdy chciał być jak Bruce Lee. Siniaki, siódme poty na sali, ale wtedy było się, bardzo młodym i niezniszczalnym zarozumialcem. Dzisiaj męczy go wchodzenie na czwarte piętro, niestety codzienne życie ma zupełnie inne tempo. Chociaż jest bardzo zagonione i ciężko w nim znaleźć trochę czasu dla siebie, słowo - „kondycja” to dla niego obcy wyraz.
Ewa? To chyba najbardziej niebezpieczne zdjęcie. Była o rok młodsza od niego. - Więc teraz ma czterdzieści pięć lat – pomyślał - Jego pierwsza miłość, jak długo jej nie widział?... Ponad dwadzieścia?... Chodzili ze sobą całą średnią szkołę, nawet myśleli już by się pobrać. Niestety nic z tego nie wyszło, ona zdała maturę dostała się na studia, a on się nie dostał, ale niedługo dostał powołanie do armii. I wszystko tak, powiedzmy sobie zwyczajnie się rozeszło. Normalna rzecz, większość młodych par tak kończy, parę lat później, poznał inną, tym razem wyszło. Ślub, wesele, jak Pan Bóg przykazał, ale po paru latach, nie mogli już patrzyć na siebie, zgodnie stwierdzając na sali sądowej, że to ich bycie razem to taki błąd życiowy, wynikający z fatalnego zauroczenia. Ją czasami widuje, za każdym razem udając, że jej nie widzi – Ewa? – Czasem wraca się do tych lepszych czasów, gdzie przede wszystkim czas nie oddziaływał tak gwałtownie. Za Ewą stały wszystkie te lata, które przeciekły przez palce, a człowiek w pewnym momencie sobie uświadamia, że zaczyna być coraz starszy i coraz trudniej jest cokolwiek zmienić…
Chodził po kuchni, nie wiedząc, co ma z sobą zrobić. Na wszystko było jeszcze za wcześnie: na poranną kawę, wyjście do pracy. Włączył TV i jakoś przemęczył do piątej. Szczęście, że jest jeszcze coś jak praca, bo od tej samoświadomości można było by oszaleć.
Po ośmiu godzinach przed komputerem, poczuł się nareszcie zmęczony, chyba będzie mógł trochę odpocząć – tylko, co dalej? – Pomyślał - to wszystko na pewno wróci – zastanawiał czy nie pójść z tym do jakiegoś psychologa, albo psychiatry. Takich jak on jest zapewne wielu – zobaczymy? – Stwierdził, nie bardzo mając na to ochotę, oni przepisują zawsze jakieś środki, od których się można uzależnić i tak naprawdę mają cię gdzieś – taki tam, kolejny z problemem przemijania – może jakoś samo przejdzie?
Idąc ulicą usłyszał głos -Jarek! Jarek! – Odwrócił się – Piotrek?!
- Hej kopę lat, co!?
- Piotrek? Kopę lat, co u ciebie?
- A dobrze, dobrze, mieszkam w Bochum, pracuję tam gdzie pracowałem
- Czyli?
- W Volkswagenie.
- A.. Teraz mi się przypomniało.
- Przyjechałem do rodziny, siostra ma chrzciny.
- Beata?
- Tak, Beata, pamiętasz!
- Tak, taka młodziutka blondynka.
- Tak, ona ma teraz trzydzieści pięć lat, to jej trzecie dziecko.
- No nie źle, tylko ona z was tu została?
- No nie zupełnie, jest jeszcze jedna siostra, pamiętasz tą siostrę zakonną?
- Ach! Jasne.
- Masz trochę czasu, to może gdzieś siądziemy?
- No dobra.
Weszli do najbliższej knajpy, zamówili po dwa duże z pianą i kontynuowali rozmowę.
- A ty pracujesz tam gdzie pracowałeś? – Zapytał Piotrek.
- Tak, urząd skarbowy będzie istniał zawsze.
- No tak – przytaknął Piotrek lekko się uśmiechając – Jesteś sam czy masz kogoś?
- Sam… jakoś nie wyszło mi z kobietami, no, ale trudno, chyba się do tego nie nadaję.
- A tam nie nadajesz, po prostu albo ci nie zależy, albo szukasz nie tam gdzie trzeba.
- Ha..Ha..Ha.. No chyba masz rację… a ty?
- Tak, od dziesięciu lat jestem z Julą, z Danką rozszedłem się dwa lata po wyjeździe do Niemiec - na pewno słyszałeś?
- No coś nie coś.. No, ale ważne, że teraz się układa.
- Tak, teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, dwójka dzieci, cudowna żona.
- No to świetnie- odpowiedział.
- Wiesz.. Kiedy tu przyjeżdżam, a jestem tu, co roku, zawsze przypominają mi się treningi nasz sensei, to były cudowne czasy, cudowni ludzie? Zaglądam zawsze na stadion, często tam ćwiczyliśmy – pamiętasz?
- Tak… czasem podbite oko, czasem ktoś dostał w splot, stare dobre czasy.
- Większość z naszej grupy, tak jak ja, wyjechała na zachód, czasem widuje Janka też mieszka w Bochum.
- A Jacek?
- Jacek mieszkał w Berlinie.
- Mieszkał?
- Zabił się na motorze.
- Cholera! Nic o tym nie wiedziałem.
- Ja też dowiedziałem się z jakiś rok po wypadku.
- To był bardzo silny człowiek.
- Tak, ciężko z nim było ustać, no, ale cóż, bywa i tak ….
- Ale wiesz, kogo spotkałem!
- No?
- Ewę!
- Ewę!? – Prawie go zatkało, spojrzał na Piotrka z niedowierzaniem.
- Tak, spotkałem ją w zeszłym tygodniu, wróciła do Polski, mieszka w Rybniku, pracuje w szpitalu. Nie rozmawialiśmy za długo, chyba nie do końca jej w życiu wyszło, była taka smutna… nie pytałem się o szczegóły. Wiem, że w Niemczech dobrze jej się wiodło, wyszła za mąż, pracowała, jako rehabilitant w szpitalu, ale coś musiało się stać, że wróciła.
- No cóż.. Więc jej też się nie do końca powiodło? Szkoda, to była naprawdę wspaniała dziewczyna.
- Pamiętam was z tamtych lat, nierozłączna para, młodzi zakochani. Strasznie ci zazdrościłem.
- Niedawno, oglądałem stare fotografie i… - trochę się zawahał, nie chciał mu się zwierzyć z tego, że strasznie go to zdołowało.
- I?
- I zastanowiłem się, jak wygląda teraz. Niestety czas nikogo nie oszczędza.
- No muszę powiedzieć, że się trzyma, tylko ten smutek na twarzy?
- Masz jej telefon?
- Tak, dała mi swój numer, jak chcesz to nie ma sprawy. Spróbuj może tobie się uda ją rozweselić.

Kiedy wrócił do domu, walnął się na łóżko, na tak zwaną poobiednią drzemkę? Kiedy się obudził była dwudziesta trzecia – Cholera? Znowu cała noc przede mną, a na dodatek jutro sobota. - Wstał ubrał się, postanowił nadużyć trochę alkoholu, byle nie rozmyślać o starych dobrych czasach i dołującej teraźniejszości.
Będąc w połowie drogi do knajpy, którą w wekenndy często odwiedzał. Zaczął padać deszcz, w pewnym momencie tak intensywnie, że musiał to przeczekać na autobusowym przystanku, który na szczęście znalazł się kilka metrów od niego.
- Dobry wieczór! Odezwał się się facet siedzący na przystanku.
- Dobry wieczór – odpowiedział trochę poirytowany Jarek. Siedziało tam dwóch lumpów, sącząc sobie spokojnie tanie wino.
- Pada! - odezwał się drugi lump.
- A niech se pada, dawno nie padało.
- Ha… Ha… Ha… Masz rację ostatnio wczoraj.
- No… W końcu lipiec no nie?
- W tym kraju nic się nie udaje, a w szczególności pogoda. Powiem ci mam to w dupie, żeby się napić każda pogoda dobra.
- No to twoje zdrowie! Przechylił butelkę i zrobił głębokiego łyka.
- Wiesz.. czasem słucham radia.
- To jeszcze ci nie odcięli prądu?
- Czasem mam baterie, prąd…? Dawno mi odcięli, ale w nocy czasami są tam ciekawe audycje.
- Co ty tam gadasz! Pierdolą i tyle.
- Sam pierdolisz.. Chodzi mi.. ? Chodzi mi o to… Wszechświat!
- Co!? – Prawie podskoczył z ławki.
- To wszystko jest tak ogromne!.. Tak ogromne, że my, cała ta nasza ziemia.. Tego kompletnie nie widać!
- Chcesz powiedzieć, że jesteśmy niewidzialni?
- No a nie?
- Pierdolisz!.. jak ty pierdolisz, lepiej już nie pij.
- Czy jesteś dziadem, czy kasiastym gościem, to nie ma znaczenia. Jakiś koleś mówi zmarnowałem życie… A to życie to tylko pstryk, każdy je marnuje.
- No wiem coś o tym, marnuje je od wczesnej młodości, ty zresztą też.
- No i chuj! Wiesz, co to są lata świetlne?
- Znaczy się ile ci jeszcze światła zostało?
- Światła zostało.. Sam jesteś światło!... Chodzi o to, że…?
- Że co?
- Że, choć byś się zesrał, to i tak tam nie dolecisz. Gdybyś leciał rakietą do gwiazdy oddalonej o rok świetlny to przyleciałbyś tam za czterdzieści tysięcy lat. Daleko, co?
- Co daleko? Stefan albo pijesz albo pierdolisz?
- Ale to uspokaja... To uspokaja.
- Co uspokaja? Stefan?
- Że to, co my tu… to, że ten czas tak zapierdala, że tacy potencjalni truposze z nas. Ten cały ogrom tego nie zauważa, szczęśliwi, nieszczęśliwi. To nie ma żadnego znaczenia, jesteśmy niczym, nie tylko my, ale wszyscy i właśnie to mnie uspokaja – Zrobił łyka, wytarł usta o rękaw – Wiesz.. Gdybyś osiągnął większą prędkość od światła, to mógłbyś się cofnąć w czasie, wrócić do przeszłości.
- Stefan? Co jest? O czym ty mówisz? Nie słuchaj tego radia!
- Wiesz.. Kiedyś malowałem obrazy, całkiem nieźle malowałem. Nawet czasami na tym zarabiałem. W swojej podłej norze, mam jeszcze kilka, kiedy patrzę na nie wracam do przeszłości, do czasów, kiedy świat był piękniejszy.

- No… Nigdy się nie chwaliłeś się, że malowałeś. Ja kiedyś grałem w piłkę. Nie byłem jakimś tam wielkim talentem, ale tak.. To były piękne czasy. Niestety! Dzisiaj jesteśmy tutaj i żadna prędkość tego nie zmieni, a to, o czym ty mówisz, to jakieś bzdety, o których mówią, jak już nie mają, o czym mówić.
- Zdrowie Józef! Zdrowie pij!
- Ale się skończyło!
- Co? Zdrowie?
- Winko się skończyło, trzeba, kupić flaszeczkę.
- No to do żabki!
Jarek słuchał ich rozmowy i był w lekkim szoku – lata świetlne, powrót do przeszłości – cholera! Na przystanku autobusowym, dwóch pijaczków – Nawet nie zauważył, że deszcz przestał padać. Nie miał ochoty już na knajpę. Wyciągnął telefon, wystukał numer.
- Słucham, kto mówi?
- Przepraszam, że o tej porze, ale po prostu tak jakoś odruchowo, nawet nie zdążyłem się zastanowić.
- Ale kto mówi?
- Jarek!
- Jaki Jarek!?
- Dyduch!
- O matko! Jarek to niemożliwe!
- Jeszcze raz przepraszam, że o tej porze.
- Nie szkodzi! To niesamowite, jakoś dzisiaj nie mogłam zasnąć i oglądałam stare fotografie... Boże tyle lat! Koniecznie musimy się spotkać.
- Tak koniecznie!


Koniec.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 465

Kryzys

Post#2 » 25 lip 2018, o 19:53

Takie spotkania po latach są albo fajne, albo wręcz niepotrzebne.
Różnie bywa.

Sam tekst ciekawy, chociaż z błędami.
Np:"Będąc w połowie drogi do knajpy, którą w wekenndy często odwiedzał."
To zdanie to jakiś dziwoląg.

Pozdrawiam.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1792

Kryzys

Post#3 » 26 lip 2018, o 09:06

Czasem wraca się do tych lepszych czasów, gdzie przede wszystkim czas nie oddziaływał tak gwałtownie.
Bardo dobre powtórzenie "czas", ale "przede wszystkim" psuje efekt.


...sobie uświadamia, że zaczyna być coraz starszy i coraz trudniej jest cokolwiek zmienić…
...sobie uświadamia, że zaczyna być coraz starszy, coraz trudniej wchodzić po schodach i coraz trudniej zmienić cokolwiek. To taka moja luźna propozycja. Ciekaw jestem co myslisz.


Włączył TV i jakoś przemęczył do piątej. Szczęście, że jest jeszcze coś jak praca, bo od tej samoświadomości można było by oszaleć.
Po ośmiu godzinach przed komputerem, poczuł się nareszcie zmęczony
przemęczył-zmęczony - powtórzenie.


No nie źle,
...chyba razem.



A tak się dobrze zapowiadało... chociaż trochę flejtuchowato napisane. Ale nie martw się. Tylko trochę. Czytać można, chociaż łatwo nie jest. Rozmowa pijaczkow na przystanku - perełka. Fachowcy, którzy twierdza, że filozofia jest domeną nudnych jajogłowych facetów, mogą sobie w d... taką filozofię wsadzić. Ty swój wszechsystem filozoficzny wyłożyłeś jasno i prosto, chociaż nie można powiedzieć, że trzeźwo. :))

Irys, facet to taki ktoś, kto zaczyna i kończy. A Ty napisałeś zamknięte opowiadanie i nie skończyłeś. Końcowy dialog Jarka i Ewy jest kompletną porażką, nad którą trzeba usiąść (na trzeźwo, bądź nie) i posiedzieć.

Irys
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Kryzys

Post#4 » 26 lip 2018, o 14:28

Dzięki za cenne uwagi Marianie i Szczepanie. Natomiast jeżeli chodzi o końcowy dialog to będę się przy nim upierał i koniec!

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości