Loteria marzeń

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Loteria marzeń

Post#1 » 25 lip 2018, o 14:08

Można było uratować Tomka Mackiewicza. Należało to zrobić natychmiast. Nanga Parbat, dziewiąty, co do wielkości szczyt świata, kolejne życie wykreślił z rejestru— mówi Elisabeth Revol, uratowana przez czterech polskich himalaistów.

Zamazane zdjęcia, komunikaty na gorąco, międzynarodowe konferencje — nie widać ich końca, ani tego, co odszedł. Rzeczywistość wirtualna zastępuje tę konkretną. Serdeczny pogrzeb trwa. Słowa przywierają jak klajster, szumiąc, robią z głowy pudło rezonansowe.

Mam dosyć, odrywam wzrok od ekranu telewizora, snuję się z pokoju do pokoju. Myślę o miejscach niedostępnych, o tym jak wiele tego świata - jest pozornie - po nic.1 Przez cegły i tynki przenika obraz zbocza w płaszczu wiecznego śniegu. Ponury pejzaż, zastygam w jego ramach. Na wysokości 7400 metrów pod kopułą, widzę ich dwoje. Jawią się jak znamiona na białej skórze góry. Targani wiatrem, kąsani zimnem do ostatniej niewyraźnej sylaby, walczą o życie. Zbyt szaleni, by przetrwać. Choroba wysokościowa i śnieżna ślepota kładą tamę wszystkiemu. Złowroga, lodowa szczelina studzi nadzieję, miesza z rozpaczą. Cisza. Wszystko ustało, tylko śnieg przesypuje się pod ciężarem zmarłej samotności.

Dar, który niczemu nie służy. Nie trzeba się spieszyć z umieraniem, krzyczą litery książki Erica- Emanuela Schmitta. Myśli stają się coraz bardziej natrętne, obezwładnia strach przed czekającą próbą, a przecież chcę tak mało: zostać starym człowiekiem, mieć starego męża...Ten świat jest niedorzeczny!

Pcham kolejne podwójne drzwi, nie przytrzymując ich za sobą. Staję przy oknie. Pusto i głucho na ulicach. Paryż śpi. Adam siedzi, jakby zamienił się w kamień. Nieprzenikniony, z jedną skarpetką na nodze, drugą w ręku. Nic mówi, nie musi. Wstaje z krzesła, odstawia na bok filiżankę. Porcelanowe cacko ciaśniej przylega do spodka.

— Czym jest szczęście żony himalaisty? Niepokojem, polem bitwy, ciągiem bezsennych nocy, pytań, dręczących wątpliwości.3 Szlabanem, który się podnosi i opada. Milczysz? Moje wspomnienia to jak pocztówka sprzed lat, wyciągnięta z ciemności pawlacza.

Pamiętasz? Był koniec tygodnia, ostatnia październikowa sobota. Niebo pojaśniało, w okamgnieniu wyschły chodniki. Marche de la Porte de Vanes, niezwykły targ staroci w Paryżu, pod gołym niebem, przyciągał niczym magnes kolekcjonerów na pudłach. Gdzie okiem sięgnąć rozsiadły się przeróżne drobiazgi. Niespeszone starością, błyszczały zalotnie, kusząc bez reszty, aby tylko zawładnąć czyjąś duszą.
Wiele było tego chodzenia. Wyzwolona z ciała zatrzymałam się przed kartonowym stołem uginającym się pod porcelanowymi cudeńkami.

Niespodziewanie, przypadkiem spostrzegłam was razem. Trzymał cię czule w ręku. Nie mogłam oderwać oczu. Zupełnie znikąd, zjawiła się myśl: muszę cię mieć za wszelką cenę.

Wysoki, przystojny chłopak w skórzanej kurtce i rozchełstanej koszuli poczuł, że się przyglądam. Stałam, a nieznajomy wykrzyknął:

— Ta filiżanka jest tobie przeznaczona.

Co on mówi? Czy to na pewno do mnie?, przebiegła myśl.

Podszedł, lekko dotknął ramienia.

— Muszę wiedzieć, kim jesteś.

Zaprotestowałam gestem, wbrew sobie.

— Jestem, Adam. Już lepiej?

Uśmiechnęłam się niepewnie. To miły chłopak, bardzo miły, coś podpowiadało.

Spacer o zmierzchu, to nie był mój pomysł.

— Śnię o niczym i nic nie śnię — wyszeptałam oszołomiona, podając mu dłoń.

Ciepły wiatr gorliwiej oplatał gałęzie, liście szeleściły pod stopami. W moim koszyku leżałaś ty, lekka jak piórko, równie szczęśliwa. Szliśmy niespiesznie przez park, dalej starym mostem nad Sekwaną. Zwykłe zdania i słowa nabierały nowego sensu; wyrazistego, niebanalnego. Same dobre myśli, tylko pragnę się zakochać.1, przemknęło.

Niewiele kolorów pozostało z tamtej jesieni. Styczeń, ciągle pusto, wilgoć daje się we znaki. Szczelniej zasuwam zasłony. Za plecami słyszę kroki, nerwowe pocieranie zapałki. Odwracam się. Pudełko wypada z rąk Adama, jego wzrok spoczywa na moich wargach. Łagodność pocałunku. Ciało daje się ukołysać, ale w oddechach kołacze się prawda. Nie musi nic mówić, nie chcę. Słyszałam je wiele razy, niech się tłumaczy:

— Jak ci wiadomo... — Potem milczy i dodaje. — Już w ten weekend wyjeżdżam do Pakistanu. To ćwiczenie mnie uspokoi. Himalajów nie miałbym sumienia porzucić, urodziłem się do takiego życia. Wrócę, obiecuję.

Uszy drażni szeptanie obietnic samemu sobie.3 Napięta struna pęka. Reaguje szorstkim gwizdem, próbując ponownie mnie objąć.

— Adamie, ty nie potrzebujesz domu, potrzebujesz marzenia. Stąd nie widać Nanga Parbat, szarlatana, zabójcy na życzenie, nie pomoże nawet blask zapałek. Na krótko pozostają w twojej pamięci głupawe przypadki w Himalajach? Cudem uszedłeś śmierci, już zapomniałeś? Niezbite fakty wzbierają strachem, wiszą jak ciężki żyrandol nad naszym stołem.

Krzywi się, uniósł na moment brwi, patrzy z mieszaniną zaskoczenia i znudzenia.

— A, jeszcze jedno... Coś się w nas pruje, boleśnie uwiera. Obudź się! Góry rządzą naszym życiem. Widzę, jak wracasz: poruszona twarz, zmęczone od wiatru i śniegu oczy, ale nie dajesz poznać po sobie, kryjąc się przede mną wstydliwie w łazience. Potem, przez moment, jest inny wymiar, jakbym kradła słońce. To jest najkrócej opowiedziana historia twoich powrotów. Dziwna ta nasza miłość, nie uważasz?

Chrząknął i usiadł, robiąc wielkie oczy. Tłumiony płacz utrudnia mi mowę. Adam robi niecierpliwy gest, rzuca ostre spojrzenie.

— To wszystko? Tego się spodziewałem. Cóż, nic nie rozumiesz. Nic — mówi, usilnie wciskając mi w dłoń plik dokumentów.

Chętnie wrzuciłabym je do kosza. Czuję się jak współpasażer pociągu donikąd. W tej samej minucie małe naczynie w niebieskie bratki, niechcący potrącone rękawem męskiej marynarki, uderza z krzykiem o podłogę. Zostaję sama. Porcelanowy pył powoli miesza się ze łzami. Na stole leży wciąż nierozpakowany, urodzinowy prezent.

****


Mama jest w domu, drgnęła firanka. Otwiera drzwi, zaprasza do środka. Pełnia wiosny, maj. A mnie nic nie cieszy. Czas, jakby stanął w miejscu. Jestem i nie jestem. Człowiek, którego kocham i podziwiam, chce bronić swoich świętości za wszelką cenę, wbrew rzeczywistości, wbrew racjom. Adamie, lepiej być żywym tchórzem, niż umarłym bohaterem! Jak odnaleźć drogę od ciebie do życia? Łapiąc się ostatniej myśli, zaczynam mówić. Nie patrzy na mnie, nie przerywa zajęć. Leje ciasto naleśnikowe na skwierczącą patelnię. Wygląda, jakby nie potrafiła się uśmiechać. Może zbiera myśli? Skończyła, szorstkie dłonie wyciera w fartuch.

— Wspinaczka wysokogórska to piękny sport — wyrzuca z siebie jak wstydliwe wyznanie.

Mamo, a cała reszta nie ma znaczenia? 4

— A co chciałabyś usłyszeć...

Jej beznamiętny ton głosu stał się twardszy. Urwała, jakby chciała jeszcze coś przemyśleć i dodać.

— Moja adwokatka powiedziała to samo, przed przekazaniem mi dokumentów rozwodowych — odpieram urażona.

— Sama widzisz.

Macha ręką.

— Zapewne pomyślałaś, że jestem starą wariatką.









----------------------------------------------------------

1."Serce Chopina", Jacek Dehnel.

2. „Księga snów”, Nina George.

3." Czarownica z Portobello", Paulo Coelho.

4. „A cała reszta nie ma znaczenia”, Comello Lodovica.

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 528

Loteria marzeń

Post#2 » 25 lip 2018, o 19:59

Bardzo kobiecy tekst, bardzo.
Jest w sumie fajny, chociaż (jak na mój gust) nieco haotycznie napisany.

Nigdy nie spoglądałem na wyprawy wysokogórskie oczami żon himalaistów.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Loteria marzeń

Post#3 » 25 lip 2018, o 20:13

Gdybym była mężczyzną, oj, gdybym była. ;)

Buziaki.

szczepantrzeszcz
Księżycowe Ostrze
Księżycowe Ostrze
Posty: 2006

Loteria marzeń

Post#4 » 26 lip 2018, o 08:45

Lektura w zamyślenie wpedziła Szczepana.

...ludzi dzielimy na dwie grupy: tych, którym nie trzeba tłumaczyć, po co idę w góry i tych, którzy i tak nie zrozumią.

Droga przez świat, droga we dwoje, to też taka górska eskapada, do jakiegoś miejsca, niekoniecznie na szczyt. Czasami jedno zawróci, a drugie musi podjąć decyzję: iść, czy zawrócić. Ile dusz ludzkich, tyle pomysłów, czy i jak trasę pokonać.

Marian pisze:Bardzo kobiecy tekst, bardzo.
Kobiecy również w swoim chaotycznym pośpiechu. Nie narzekałbym, gdyby Autorka popełniła korektę, zwłaszcza rozwinęła te sceny z targu staroci. Ja też się w pewnym momencie pogubiłem.

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Loteria marzeń

Post#5 » 26 lip 2018, o 12:08

Szczepanie, przyznam bez bicia, że targ staroci mnie kusił. Nieśmiała jestem. Zachęcona przez Panów nie skończę na zapowiedziach. Przyjmuję z pokorą i rozumiem, że tekst wart jest tego.
Wielkie dzięki.
Skruszona zakrywam rumieniec płatkami, pozostając w wierze, że drzwi do Was są nadal otwarte.

Pozdrawiam serdecznie. :hello:

szczepantrzeszcz
Księżycowe Ostrze
Księżycowe Ostrze
Posty: 2006

Loteria marzeń

Post#6 » 26 lip 2018, o 20:58

Targ staroci daje pole do popisu i do metafor.

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Loteria marzeń

Post#7 » 26 lip 2018, o 22:42

Szczepanie, zajrzyj i powiedz. Jest akurat? Czy może jeszcze? :kusi:

szczepantrzeszcz
Księżycowe Ostrze
Księżycowe Ostrze
Posty: 2006

Loteria marzeń

Post#8 » 27 lip 2018, o 09:48

Zbyt szaleni, by przetrwać.
Bardzo ładne.


Chcę tak mało: zostać starym człowiekiem, mieć starego męża...
...a to bardzo poruszające.


śnieżna ślepota
To jest pytanie do czytelników: czy wam się podoba brzmienie tego, co powyżej? Mi bardzo... to się chyba instrumentacja głoskowa nazywa... albo jakoś podobnie.


...pogoda jak szkło. (...) przyciąga jak magnes...
To powtórzenie, kiedy czytelnik odnajdzie melodię tekstu, kłuje. Można zmienić, ale można również zostawić, wstawiając zdanie, lepiej dwa zdania, pomiędzy.


Wszystko się otwiera, błyszczy, kusi. Historia sączy się przez (...)
zatrzymuję się nad stołem uginającym się
Siękoza. Ten akapit stanowi punkt kulminacyjny, jest bardzo ładnie napisany i takie "się" kłują mocniej. Wracając do meritum, dopiero za drugim czytaniem załapałem, że ona tam, na targu staroci po raz pierwszy zobaczyła i poznała swojego himalaistę. W dalszym ciągu nie jest to jasne. Warto dodać jedno dwa zdania, którymi poprowadzisz czytelnika za rękę. Będzie mieć więcej czasu i sił na rozmyślania o meritum ;))


Italikiem - jak się domyślam - zaznaczyłaś jego myśli. Te myśli warto umieścić w osobnych akapitach. W takim układzie, jak jest, czytelnik się gubi.


Szata graficzna to odrębna bajka. Wszystkie akapity powinny mieć wcięcia. Jeżeli chcesz oddzielać akapity pustą linią, to również wszystkie. Ten fragment:
szemrząc cicho: proszę jesteś gościem.
Za późno. Cisza, tylko śnieg przesypuje się pod ciężarem samotności zmarłej na obczyźnie.
I jak tu opanować strach przed
wygląda bardzo źle.


Ostatni fragment - ostatnia uwaga: Narrator - śmiało można napisać "podmiot liryczny" - jest u mamy. Jakiś fragment smutnego obrazu wnętrza (tak dobrze Ci wychodzą) na początku ostatniej części bardzo by się przydał. Zaryzykuję twierdzenie, że jest niezbędny. Doskonałe miejsce na motyw przemijania. Kiedy czytam - bardzo brakuje. Odnoszę wrażenie, że kiedzy szłaś przez tę historię, na Twojej drodze leżało coś cennego, coś, po co warto się schylić. Ty, wzorem poetów, patrzyłaś w obłoki.

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Loteria marzeń

Post#9 » 27 lip 2018, o 10:38

Cenne obserwacje. Wystarczy, że mi powiesz. Schodzę na ziemię i zakasuję rękawy, zostając z nią oko w oko.
Dziękuję, że zgodziłeś się poświęcić mi swój czas. :hello:

szczepantrzeszcz
Księżycowe Ostrze
Księżycowe Ostrze
Posty: 2006

Loteria marzeń

Post#10 » 27 lip 2018, o 11:51

Przyjemność po mojej stronie. I pomysł, i tekst czasu warty.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości