"Łzy życia"- Rozdział 7

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Krzytawy
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 36

"Łzy życia"- Rozdział 7

Post#1 » 1 tydzień temu (10 wrz 2018, o 21:16)

Jako piłkarz grający w obronie był bardzo trudną do pokonania przeszkodą dla atakującego przeciwnika. Mocny, szybki, zdecydowany i agresywny. Bawół. Tak nazywało go– za jego plecami– wielu kolegów sportowców. Potajemnie, ponieważ Ben, nie wiadomo dlaczego, nie cierpiał tego przydomku. Dziwne tym bardziej, że miano to w swoim zamyśle nie tyle miało go obrażać, co wyrażało sportowy podziw dla jego maestrii.
Ben przyznawał, że wiele ze swojej niezłomności i odwagi w walce o piłkę zawdzięczał ojcu.
Przed paru laty– wbrew niemu i matce– Ralf postanowił skłonić go do dodatkowych treningów: lekcji boksu. W ten sposób zamierzał wzmocnić mentalnie nie za silnego psychicznie (jak mu się wydawało) syna. Po początkowej niechęci Benowi nieoczekiwanie spodobały się sparingi z ojcem. Boksowali z wkładami ochronnymi na zęby, Ben dodatkowo w kasku. On miał prawo bić twardo, serio, bez dozowania siły ciosów, Ralf natomiast nie lokował całej mocy w swoje akcje, częściej markując uderzenia, niż je po wyprowadzeniu rzeczywiście wykańczając. Tylko od czasu do czasu świadomie zadawał pięścią ból chłopakowi. Pierwotny plan Storcha– boksować raz w tygodniu przez parę miesięcy– zmienił się za sprawą juniora tak dalece, że zaczęły go dręczyć całkiem poważnie obawy, czy aby synowi nie zachce się raptem zdradzić piłki nożnej na rzecz pięściarstwa. Doszło do tego, że młodzieniec prosił o dwie, trzy rundki w salce gimnastycznej ich obszernej piwnicy przy każdej okazji, kiedy tylko obydwaj dysponowali wolnym czasem. Gdy jednak Benni– intuicyjnie odbierając niepokój Ralfa– stwierdził, że nie mógłby wziąć się za boks wyczynowo, gdyż ostatnie czego by pragnął, to okropna facjata, jakiej dorabiają się niektórzy pięściarze, ten odetchnął z ulgą. Ralf, choć lubił boks, nie chciał, żeby jego dziecko uprawiało tę niebezpieczną dyscyplinę sportu. Oczywiście niezależnie od tego, że szkoda by było lat pracy włożonych w piłkę nożną.
Tak więc od czasu do czasu przez następne lata zaliczali swój sparing. Ostatnio– w związku z ochłodzeniem atmosfery między nimi– sporadyczniej, przy czym emerytowany bokser Ralf Storch musiał skończyć z markowaniem ciosów, jeśli miał skutecznie stawiać czoła atakującemu ostro dorastającemu mężczyźnie. W przeciwnym razie narażał się w pracy na utratę pacjentów: niejeden z nich zwątpiłby w chirurga… wymagającego interwencji kolegów po fachu.
Ojciec Benjamina osiągnął zamierzony cel.
Młody piłkarz stał się istotnie nieczuły na ból, a także bardziej zdecydowany i pewny siebie na boisku. Był teraz swobodniejszy, pełen wiary w swoje umiejętności, a jego talent zaczął w pełni wypływać na powierzchnię. Ben wyczuwał, że ojca radowały dalsze spotkania z nim sam na sam, nawet jeśli schodzili do piwnicy jedynie po to, by okładać się wzajemnie pięściami.
I tak też było rzeczywiście z punktu widzenia Ralfa: lepsze to niż nic, niż coraz bardziej zanikający kontakt między nim a jego dzieckiem. Lekarz przyznawał też– bardzo go to cieszyło– że ich walki pozbawione były wściekłości, niezdrowej rywalizacji i zawziętości czy wręcz elementów nienawiści.
Zupełnie inaczej, stwierdzał ze smutkiem, niż w trakcie ich słownych utarczek.

Mozets
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 48

"Łzy życia"- Rozdział 7

Post#2 » 1 tydzień temu (11 wrz 2018, o 12:47)

Zaczyna się ciekawie. Jeśli to preludium do powieści - może to być początkiem obszernej pozycji. Wątki interpersonalnych odniesień bohaterów ( podmiotów ) opowiadania ( na razie opowiadania) są psychologicznie, przekonująco rozbudowane. Świadczą o wnikliwym i przemyślanym od strony charakterologicznej portrecie podmiotów. A to już wyższa szkoła jazdy. Nie zwykłe gadanie o czymś tam. Stajemy się częścią widowiska bo zaczynamy wnikać w psyche postaci. I autor nie zmusza nas do tego. On nas inteligentnie prowadzi. Finezyjnie wciąga ale nie nakłania do niczego . Zostawia nam własny margines odczuć i oceny.

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości