"Łzy życia"- Rozdział 9

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 124

"Łzy życia"- Rozdział 9

Post#1 » 13 wrz 2018, o 03:06

Komisarz spoglądał w zamyśleniu na siedemnastoletniego mordercę. Wyglądał na piętnaście, najwyżej szesnaście lat. W przeciwieństwie do swoich łysych kumpli, którym glace i osiłkowaty wygląd dodawały lat, będąc starszym od nich, sprawiał wrażenie młodszego.
Dzieci biednych wieloosobowych rodzin azylanckich (niekiedy nawet dorośli) miały często w dokumentach fałszywą datę urodzenia – zwykle był to 01.01. tego czy innego roku. W ich nędznych, głodnych ojczyznach żaden z rodziców nie zawracał sobie głowy takimi duperelami, jak data czyichś urodzin czy imienin, podczas gdy rzeczywistym problemem było zarobienie na wystarczającą ilość pożywienia dla licznych, wygłodniałych gąb. Dodatkową przyczynę niewiedzy dotyczącej wieku syna czy córki stanowił, nierzadki w mniej rozwiniętych regionach świata, analfabetyzm.
„Elvis Mustafa urodził się jednak już u nas, w Niemczech, tak więc faktycznie idzie mu teraz na osiemnastkę”.
Petera Ernsta, komisarza kripo, cieszył ten fakt. „To nasze przedemokratyzowane prawo! Im młodsze te bezwzględne szczeniaki, tym bardziej bezkarne. Ci spryciarze dobrze wiedzą, że w związku z ich nieletniością nie grożą im poważniejsze konsekwencje. Ale ty, arogancki gnojku, nie wywiniesz się już tak łatwo od odpowiedzialności za twoje bezmyślne okrucieństwo”.
Chociaż Ernst był doświadczonym urzędnikiem policji, w tym tragicznym przypadku było mu trudniej niż zwykle powstrzymać osobiste emocje. Miał dwóch chłopców w wieku dwunastu i czternastu lat. Ubóstwiał ich wręcz. Odpychał takie myśli, ale czasem przyznawał w duchu z niejakim wstydem (uważał się za praworządnego gliniarza), że gdyby któregoś z nich spotkała jedna z owych potwornych rzeczy, jakie stale przytrafiają się dzieciom na tym czasem tak koszmarnym świecie, zastrzeliłby sprawcę z własnej broni służbowej.
Milczał, usiłując zajrzeć w oczy młodocianego przestępcy. Milczał, aby zaniepokoić, zachwiać gnoja w jego lekceważącej wszystko pewności siebie. Niczego tym nie zyskał, natomiast pomógł sam sobie: uspokoił się i zepchnął do podświadomości prywatne odczucia.
Mógł rozpocząć przesłuchanie.
Rozmowa była filmowana. Kamerę skierowano na twarz Mustafy. Najpierw padły pytania formalne: nazwisko, imię, szkoła, rodzina, środowisko. Później bardziej szczegółowe, dotyczące gangu. O tych sprawach dowiedzieli się już sporo od młodszego z osiłków – piętnastoletniego Saszy Kalesa, którego zabójstwo w pociągu całkowicie załamało psychicznie. W końcu Ernst zaczął badać ewentualne motywy, jakimi Elvis mógł się kierować, dźgając śmiertelnie nożem Benjamina Storcha. Na wszystkie dotychczasowe pytania chłopak odpowiadał spokojnie, precyzyjnie i, komisarz był tego pewien, nie silił się na kłamstwa, aby siebie wybielać czy umniejszać swoje kryminalną energię i rolę przewodnią w działalności bandy. Jednocześnie zachowywał się butnie, a wzgardliwy uśmieszek nie schodził z jego mrocznej twarzy. Ernst musiał się bardzo kontrolować, żeby nie wybuchnąć. Nagrane przesłuchanie mogło zostać przedstawione w sądzie.
– Znałeś Benjamina Storcha?
– A co to za jeden?
Policjant po raz kolejny, z nadludzkim nieomal wysiłkiem, zapanował nad sobą. Minęły dwa dni od zabójstwa. Mustafę wprawdzie przymknięto, ale zaliczył w tym czasie kilka wizyt. Miał za sobą również wstępne przesłuchanie przez policjantów, którzy go aresztowali. Na pewno wiedział, kogo uśmiercił. Storch stał się – zwłaszcza w tej części kraju – piłkarzem, o którym sporo mówiono i pisano. Zanim jednak przesłuchujący powiedział coś ostrego, uśmieszek na moment zniknął z twarzy Mustafy, gdy mruknął:
– Aaa… to ten, co go dziabnąłem. Nie znałem.
– Więc dlaczego to zrobiłeś?
Milczenie.
– Zadałem ci pytanie, synu.
– Nie jestem twoim synem!
Ernst zamknął na moment oczy. Wziął głęboki oddech.
– Okay! A ty zwracaj się do mnie panie komisarzu albo proszę pana… albo bezosobowo, ale nie waż się mnie tykać.
Ernst z wielkim trudem trzymał się w ryzach.
– Co to jest bezosobowo…? Dobra, tylko też mnie pan nie tykaj!
– Nie jesteś pełnoletni.
– Jestem dorosły! Ja o tym decyduję, nie pan.
I po krótkim namyśle dodał z lekkim szyderstwem w głosie: – Panie komisarzu.
„No więc dobrze… nie robię tego dla ciebie, cwaniaku. Niech szanowne gremium sądowe przekona się, że przesłuchanie prowadził łagodny i wyrozumiały glina, który w żadnym wypadku nie pozwolił sobie urazić godności osobistej i wrażliwej duszyczki niedojrzałego chłopca”.
– Więc proszę odpowiedzieć… dlaczego pan to zrobił?
Po raz pierwszy Elvis zmieszał się trochę. Nie sądził, że ten wyraźnie niecierpiący go gliniarz faktycznie zwróci się do niego „na pan”. Milczał chwilę, nim stwierdził:
– Ponieważ mnie, frajer, sprowokował.
Nie zabrzmiało to przekonywająco.
– Sprowokował? W jaki sposób? Zaczepił, obraził?
– Obraził.
– W jaki sposób?
Śledczy czekał wytrwale, ale Mustafa patrzył na podłogę między nogami, jakby miał zamiar na nią splunąć i nie odpowiadał. W końcu zaburczał pod nosem:
– Jak głupi się śmiał, gapił się na nas i udawał przed siksami, że się nie boi.
– Aha! Czyli, że powinien był okazać strach przed wami?
– Nie wiem… Ale pewnie by tak nie skończył.

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość