"Łzy życia"- Rozdział 11

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 124

"Łzy życia"- Rozdział 11

Post#1 » 14 wrz 2018, o 23:48

Ich cierpienie było nie do opisania!
Wtedy, na dworcu, pełni radości oczekiwali przyjazdu syna, z którego byli tak dumni, a doczekali się… jego zwłok.
Ralf był pewien, że właśnie tego dnia w jego włosach rozpoczął się błyskawiczny proces siwienia. Nie miało to zresztą dla niego żadnego znaczenia. O wiele gorzej miały się sprawy z Marią. Nie zniosła widoku chłodnego już ciała Bena, jego skamieniałej i jakby zdziwionej, smutnej i tak niewinnej po gwałtownej śmierci, tak dziecinnej jeszcze twarzy.
Zemdlała.
Zabrano ją tą samą karetką pogotowia co Benjamina. Wkrótce potem stwierdzono u niej zawał serca. Została odratowana. Ralf bezskutecznie próbował rozmawiać z małżonką. Milczała i patrzyła gdzieś przed siebie. Była cicha, starsza nagle o lata całe, a po jej bladym policzku spływała od czasu do czasu samotna łza. Pozostawała pod obserwacją lekarzy. Nawet nie protestowała. Przyjmowała wydarzenia wokół swojej osoby z absolutną obojętnością.
Któregoś wieczora, po tygodniowym już pobycie żony w szpitalu, kiedy Ralf siedział na brzegu jej łóżka i prowadził swój przesmutny monolog, ożywiła się raptem, podniosła wyżej i oplotła jego szyję ramionami.
– Chcę, żebyś wiedział, kochany – wyszeptała ze smutkiem, który doprowadził go do płaczu – że byłeś najważniejszym mężczyzną w moim życiu.
Patrzyła na niego uważnie i całkiem przytomnie.
– Nie płacz, najdroższy. Benni czeka na mnie, więc pójdę do niego, żeby nie był sam.
Ralf rozszlochał się na dobre – przejmująco i bezsilnie. Nawet w dzieciństwie nie rozklejał się tak często, jak podczas minionych siedmiu dni.
Dwa tygodnie później, około szóstej rano serce jego żony ponownie przestało bić.
Tym razem reanimacja nie powiodła się.

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość