Kraina Niekończącej się Bajki

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 141

Kraina Niekończącej się Bajki

Post#1 » 1 tydzień temu (16 wrz 2018, o 10:40)

Od autora: Książeczka z przygodami Różowego Pinokia i Misia w Krainie Niekończącej się Bajki, wydana przez Warszawską Grupę Wydawniczą, ukazała się w księgarniach, dwa lata temu. Życzeniem mojej Zosi, wypowiedzianym w dniu jej urodzin w ubiegłym roku, było, żebym kontynuowała opowieść, nie mogę jej zawieść. Do końca listopada pozostało jeszcze trochę czasu, może zdążę. W międzyczasie Zosia wydoroślała, poszła do szkoły. :)To wstęp do II części.


****

Chmura ślizgając się po niebie, odsłoniła słońce. Długie promienie wpadły przez okno do kuchni mieszkania na piętrze, jakby chciały ją przeszukać. Nakrycie stołu wyglądało normalnie, jak co dzień. Starannie rozstawione porcelanowe talerzyki, koszyczek z pieczywem, ciasto, dzbanek wypełniony mlekiem i okazały słoiczek z miodem odbijały się w czystej tafli okiennej szyby. Nagle rozległ się brzęk tłuczonego szkła, przerwał milczenie. To z pluszowej łapki Misia wysunęła się filiżanka, roztrzaskując się z hukiem o posadzkę. Mleko rozlało się, tworząc wielką białą kałużę.

— Pinokio, spójrz na siebie, tak spójrz na siebie: po naszym powrocie z Marsa, jesteś jakiś smutny, niedostępny, przestałeś jeść, nie chcesz nawet kromki chleba. Snujesz z kąta kąt, jakbyś wyglądał chmur na niebie. Nie mogę wyjść ze zdumienia, wszystko od rana leci mi z łapek. Cóż, za nami trudny, pełen przeciwności tydzień, ale chyba nie w tym leży przyczyna. Brak twojej żywiołowości jest mi na rękę, ale troszkę się martwię.

— Ech, Misiu ...

Pinokio wzdychał i wzdychał. Pluszak zastygł z mokrą ścierką w łapce, sprawiał wrażenie zakłopotanego, ale nie dał się zbić z tropu.

— Przyszła do ciebie Pani Nuda, tak? Nikt ci nie obiecywał, że życie pajaca to będzie pasmo rajskich przygód.

— Błagam Misiu, jak ty coś wymyślisz to robi się niedobrze. Cierpię na szukanie spokoju, którego ty nie możesz mi dać. Jasne!?

Miś wybałuszył oczy.

— Oj, Pinokio jestem pluszowym misiem, a nie rybą. To one nie mają głosu. Chcesz ciszy, to wyprowadź się do akwarium.

— Pluszaku, ależ spadasz z wysoka. Czemu nie na dno oceanu? No tak, raz widziałeś, ale nie wiele o nim wiesz. Nadal chcesz być ukochanym misiem Ewy i beznadziejnie tkwić na białej półce w jej sypialni.

— Pinokio jesteś niesprawiedliwy, może tego nie zauważyłeś, ale w Krainie Niekończącej się Bajki byłem szczęśliwy. To ty, starałeś się mi ją obrzydzić.

— Co też opowiadasz? Niepojęte! Są pluszaki, z którymi nie da się walczyć.

— Nic, podobnego. Kraina Niekończącej się Bajki ma swoje zalety, jest taka, jaka powinna być. Odmłodniałem, nie gubię już trocin, cera biała jak śmietanka. Przygody odprężają, jestem w świetnej formie, przytyłem, a nie taka chuda tyka. Popatrz, Ewa cyknęła mi zdjęcie…

— Ani słowa więcej, Misiu, bo cię uduszę.

Pinokio prychnął z oburzenia i krusząc biszkopt pod swoim krzesłem, wstał od stołu i z roziskrzonymi oczami wybiegł z kuchni. Trzasnęły drzwi.

Miś zrobił kwaśną minę i zamiast dokończyć torcik czekoladowy, zamyślił się: kiepsko zaczyna się dzień. Pinokio, wścieka się o byle co, gdyby nie był taki śmieszny, byłby nawet ładny. Chyba nadmiar przygód pomieszał mu w głowie? Zamiast mnie ukatrupić, odszedł ze łzami w oczach i na dodatek zabarykadował się w dużym pokoju.

Sytuacja oszołomiła Misia, długo stał z otwartymi ustami. W kuchni panowała cisza, do chwili, gdy rozdarł ją gwizd gotującego się czajnika. Pluszak wzdrygnął się.

Co mi jest? Już wiem, jestem pluszowym matołem. Posunąłem się za daleko, to gruby błąd. Stało się, ale misie nie załamują łapek. Muszę coś zrobić i to niezwłocznie! Wspomnienie przygód jest OK. Prawdziwa przyjaźń tak łatwo nie umiera. To przedni pomysł, czas zbadać tajemnice oceanu. Co prawda pływam jak siekiera, boję się wody, ale gorzej bywało. Dziś jeszcze pogadam z pajacem z sypialni przez komórkę, zawsze bezpieczniej, może mnie nie zbeszta.


****

— Hallo, Pinokio, tu Miś. Widzisz wszystko ze swojego punktu widzenia. Wyciągasz z naszych dotychczasowych perypetii egoistyczne wnioski, zamiast mnie zrozumieć.

— Co ty tam wiesz, Pluszaku?

— Mam poczucie winy. Pinokio, zabłysnąłeś pomysłem, a ja nic jak kamień. Ocean to jest to, co nas może uzdrowić. Odnajduję się w tym pomyśle. Nęci mnie perspektywa świeżych przygód. Nikt nie widzi, ale wyrosły mi skrzydła, tu na plecach...

Miś recytował jak z nut.

Lepsze byłyby płetwy i ze dwa koło ratunkowe, nie mówiąc o wytrwałości i determinacji, ale z tym u Misia kiepsko, wysapał pod nosem Pinokio, zaskoczony propozycją przyjaciela.

— A co z Ewą?

— Poczeka, musi, naturalnie, jeżeli chce dalej opisywać nasze wyczyny.

— Napiszemy do niej jak zwykle esemeska?

— Z dna oceanu? To raczej karkołomne.

— Pinokio, jak podejmiesz dobrą decyzję to zadzwoń, będę gotowy.

— Luzik, Misiu.

I mam za swoje, pomyślał Pinokio, odkładając telefon. ...za pomysł i złote myśli dostałem od niego zaledwie pięć linijek komplementów, wobec tego uknułem intrygę. Powiedziałem Misiowi, że wybieramy się nad ocean.To nieprawda i tak się nie zorientuje, gdyż jeszcze nie odróżnia wielkiej kałuży od oceanu. Chyba nie będzie żałował. W Krainie Niekończącej się Bajki wszystkie dni są równie słoneczne, pogodne, jasne, sny kolorowe, a nawet najmniejszy staw jest piękny. Szafirowa, ciepła woda i czyściutka plaża kusi wędrowców lenistwem. W zamglonym brzasku można spotkać Złotą Rybkę. Mam jedno życzenie, ale o tym na razie sza. Wystarczy ją grzeczne poprosić, a ulega prośbom. Na samą myśl rozpiera mnie radość.


****

Ledwo minęło południe, a Miś już czekał na Pinokia w progu sypialni, niecierpliwie przebierając pluszowymi nogami. Dyszał jak miech kowalski, uginając się pod ciężarem plecaka. Wielkość misiowego bagażu, obudziła w pajacyku poważne wątpliwości. Z plecaka wystawał sprzęt do nurkowania, wielki, gumowy materac, pompka do roweru, mapa i coś jeszcze.

Jeden wielki bałagan i bezsens. Dla kogo to wszystko? Nie ma co się nad tym rozwodzić , aby nie oszaleć, przeleciała myśl przez głowę zdumionego pajacyka.

— Pinokio, nie mogę się doczekać!

— Czy nie udało ci się znaleźć większego plecaka, Misiu? Dobrze spałeś?

Miś spojrzał z ukosa.

— Pinokio, atakujesz mnie na wszystkich frontach. Naprawdę, nie wiem, co nas czeka nad tym oceanem, wszystko może się przydać. Twoje czary nie zawsze działają, więc muszę jak zwykle myśleć o wszystkim, chcę cię wesprzeć, oszczędzić zmartwień...

Co ten Miś tak się rozgadał? To wszystko zakrawa na tragikomedię, ale brać w tym udział, to już jest przygoda, pomyślał pajacyk, ale nic nie powiedział, aby nie psuć Misiowi nastroju.

— W drogę! — zarządził Pluszak.

— Na piechotę? Misiu, czy ty wiesz, jak to daleko?

— Polecimy Szybowcem, naturalnie z Ptaszkiem na pokładzie, tak ja na Marsa. Skrupulatnie wszystko przygotowałem.

— Wszystko się komplikuje, sekretny plan się wali — jęknął Pinokio.

Miś nie wiele zrozumiał, ale czarne oczy z guzików rozbłysły w niemym oczekiwaniu. Jednak Pinokio milczał jak zaklęty, oblewając się czerwonym rumieńcem po korzonki włosów.

— Mam ochotę cię sprać, pajacu! Zapamiętam to sobie!

Ze strony Misia był to zręczny manewr, bo Pinokio ucichł.

Tymczasem, jakimś cudem na otoczonym drzewami skwerze wylądował Szybowiec i cierpliwie czekał. Cały żarzył się światłem migocących lampek. Z daleka było widać, że jest przystosowany do dalekich podróży. Uszu dochodziło radosne ćwierkanie Ptaszka. Pinokio widząc przyjaciół, rozpromienił się i jednym haustem opróżnił szklaneczkę z wodą. Bał się, że się nie zdąży spakować plecaka i spóźni się na umówione spotkanie.

— Wodę pije się powoli, możesz się zakrztusić — rzucam ot, tak sobie, żeby mieć ostatnie słowo.

Pajacyk podniósł głowę i popatrzył na Misia, jakby nigdy w życiu go nie widział.

— Wylewnie dziękuję za przestrogę. Ta wyprawa doda nam mocy, wszystko pójdzie jak po sznurku — uroczyście oświadczył.

Miś zachichotał.

— Ależ, z ciebie pajac i to ma być konkluzja. Chyba sobie żartujesz, nic nie da się przewidzieć, mam na to dowody, już zapomniałeś? Oczekuję głębszej zmiany!

— Niech ci będzie, Pluszaku. Pomyślę...

Pinokio spuścił z tonu, ale serce mu się ścisnęło. Popatrzyli po sobie. Miś ani drgnął.


****

Przygasły światła, zmrok zgęstniał. Do odlotu zostało niewiele czasu, ale Pinokio nie przestał się zastanawiać nad niedawną rozmową z pluszowym przyjacielem.

Sprawy przybierają zły obrót, ale cóż, przekomarzanie się z Misiem, stało się nieodłącznym elementem mojego życia, trudno i tym razem wytrzymam, ale muszę przestrzegać zasad. Zasada numer jeden: uprzejmość. Druga zasada: nikt nie jest głodny. Złakniony miodku Pluszak to gorzej, niż humory i wrzaski Złej Królowej gapiącej się w Wielkie Zwierciadło. Będę ćwiczyć anielską cierpliwość. Miś ostro gra, ale to mi się podoba, pomyślał.

Zgarnął drobiazgi do plecaka i wesoło pogwizdując, ruszył w podskokach w kierunku Szybowca, który stał nadspodziewanie blisko. Na widok pajaca Ptaszek radośnie pomachał skrzydełkami.

Miś z wypiekami podążał za przyjacielem, ale nie było to proste. Został sam, znikąd pomocy.

— Przynajmniej nikt mi nie dogaduje, nareszcie mogę robić swoje. Zdążę, nie ma mowy...

Przed wyjściem z budynku, zerknął trzeźwym okiem przez szkło wiatrołapu, pajacyk był już przy pierwszej latarni. Opętanie jakieś, czy co?, przemknęło przez pluszową głowę. Na dworze pociemniało, rozpadał się deszcz, niebo groziło czarnymi chmurami. Porywisty wiatr bezlitośnie szarpał liście drzew. Kapelusze i czapki przechodniów jak zwariowane tańczyły w powietrzu.

— Pogoda zupełnie nie zachęca, na nic zaklinanie — rzekł Miś, wciągając na siebie nieprzemakalny, niebieski kubraczek.

Na głowie zawiązał szalik w kolorowe paski, do kieszeni kubraczka wsunął zmięty rulonik dokumentów, tak na wszelki wypadek i wszystkie pieniądze na drogę powrotną. Drzwi z klatki schodowej otwierają się do wewnątrz!, głosił napis na ścianie, ale i z tym kłopotem sobie poradził. W ostatniej chwili przepchnął się przez otwarte drzwi. Dalej w terenie też nie było łatwo: Misiowi brakowało sił, przyciężki plecak robił swoje, pluszowe nogi nasiąkały wodą, ślizgały się na kamieniach ścieżki. Pluszak był bliski płaczu, ale nic nie istniało, liczyła się tylko perspektywa nowej przygody.

Po pięciu minutach marszu:

— Pinokio, poczekaj!

Pajacyk odwrócił się zaskoczony.

— Wierzyć się nie chce! — wrzasnął.

Miś wyglądał tak, jakby wpadł na zupełnie inny, odkrywczy pomysł.

— Pinokio, nie wrzeszcz, błagam szanuj siły. Tylko przypomnę, że ty też nie umiesz pływać. Natura pozbawiła cię tej właściwości… gdybyś nie wpadł do sieci Głuptaka, byłoby już po tobie… Ano tak, nie próbuj się wykręcać.

Pluszak stał w mrocznym świetle wieczoru z zaciętymi ustami, parę kroków od Szybowca, mały, ale groźny.
Pajacyk spojrzał na Misia ciężkim wzrokiem i stało się jasne, że sprawę trzeba gruntownie wyjaśnić, ale spieszyło się i nie było czasu na rozsiadanie się na pobliskiej ławeczce, zresztą deszcz padał coraz większymi kroplami.

— Teraz wytrzymać, teraz wytrzymać, nerwów nie psuć...— szeptał pobladły Pajacyk, zajmując swoje miejsce przy sterze Szybowca.

Miś wciągnął bagaż na pokład i usiadł tuż za nim. Ptaszek wtulony w najdalszy kąt kabiny bojaźliwie rozglądał się na boki. Zamiast powitalnych gestów, kolorów, śmiechów panowała sztywna atmosfera, wszystko jak w zwolnionym filmie.

— A może to nie żywe istoty tylko dekoracja? — jęknął Szybowiec, speszony awanturą, nie tego się spodziewał.

Pluszak patrzył na plecy pajaca ze zmarszczonymi brwiami, ale w głębi duszy zrobiło mu się głupio i wstyd.

— Pinokio, kłótnia niczemu nie służy, nie upadaj przedwcześnie na duchu. Ocean pachnie wielką przygodą, ale może zaczniemy od zgłębiania tajemnic mniejszej wody. Może na początek weźmiemy na ząb jakiś staw. O, ten w Dolinie Duchów byłby w sam raz. Widziałem go, ale niestety z daleka.

Pajacyka zupełnie zatkało. Od kiedy pluszowe misie czytają w myślach? Może w tym tkwi tajemnica ich sukcesu? Każde dziecko chce mieć jakiegoś misia , bierze do łóżka, czule przytula, zwierza się z najskrytszych kłopotów i radości. Już wiem, pluszaki są przebiegłe, tylko udają słodkie niewiniątka, takie do rany przyłóż, przemknęła myśl.

— I co, wy na to, przyjaciele? Podjęta decyzja, tak?

Pluszak nie czekając na odpowiedź przyjaciół, z radości zatarł łapki i szybkim ruchem z plecaka wydobył mapę. Pajacyk zerknął Misiowi przez ramię.

Jest większa od niego, pogniciona, brudna, jakby czyścił nią buty i te koślawe napisy, nieudolne kółka i nic niemówiące znaki, wstyd. Czego on szuka po ciemku?

Pytanie goniło pytanie i Pajacyk w końcu nie wytrzymał:

— Misiu, na pamięć znam drogę do Doliny Duchów, nie musimy lecieć przez Brukselę. Od dawna noszę w sobie ten pomysł. Staw w kształcie rogalika, plaża jak nieco wytarty chodniczek, ale blisko, w przerwie obiadowej można wpaść do domu. Lecimy, skoro jest ci wszystko jedno!

Pluszak jeszcze bardziej się zmarszczył.

— Pinokio zostałeś zdemaskowany, teraz udajesz głupiego. Wystawię mu rachunek, kłamstwa nie mogą pozostać bez echa, muszą zostać ukarane.

A w duchu dodał: Gdy nadarzy się dogodna sposobność, zrobię to delikatnie, inteligentnie, nie wszystko jeszcze pogrzebane .

Sytuacja stała się poniekąd zabawna. Zdezorientowany Szybowiec poruszył delikatnie skrzydłami, jakby mówił: Teraz już trzeba lecieć, powąchać powietrza, nasycić oczy.

Pinokio zamknął oczy i zamyślił się: Sprawa z Misiem, nie ma, co babrać się we wspomnieniach, mijają jak ból zęba.

— Nareszcie wszystko się wyjaśniło, nareszcie znamy cel podróży. Jesień, deszcz za oknami, czarna noc pora się zdrzemnąć — wyszeptał Miś, uśmiechając się cichutko.

— Nie budźcie go — zaćwierkał Ptaszek.

— Po raz pierwszy widzę, jak zasypia na siedząco w pół zdania i w pół kęsa — dokończył, siadając na ramieniu Pajacyka.

— Ptaszku, nie możemy się wycofać. Lecimy tędy, na wschód. To jedyna droga, z wiatrem, wieje w dobrą stronę. Niech gwiazdy nas prowadzą, mam do nich pełne zaufanie — mówiąc, wskazał ręką na Mleczną Drogę.

Ptaszek zasalutował skrzydełkiem bez słowa i stanął na warcie. Szybowiec trzymał kurs. Umęczony Pajacyk odgarnął szybkim ruchem kosmyk włosów, natrętnie włażący w oczy i po chwili też spał.

Zbliżała się północ, na niebie między chmurami zawisł srebrny księżyc Na pokładzie Szybowca trwała niczym niezmącona cisza, nikt już nie paplał.

Miś śnił o Ewie:

****

Październikowy dzień, słońce cudownie przygrzewa. Rozbiegany wiatr mruży figlarnie oczy i pędzi ciągle przed siebie na przekór niebu.*) On i mała dziewczynka w rozpiętej, niebieskiej kurteczce zbierają kasztany w parku. Jesienią dla dzieci są prawdziwym skarbem. Na nagrzanych kamieniach przeciąga się czarny kot, obserwuje ich bacznie, ale nie przeszkadza. Jest w nim coś ujmującego.
Spadają lśniące, brązowe owocki, trochę jeszcze niedojrzałe, niektóre przysiadły na żółtym piaseczku, między rudymi i czerwonymi liśćmi, słodko szeleszczącymi pod stopami. Ewa je wącha, obraca w dłoniach, wydaje okrzyki zachwytu.

— Zobacz, Misiu, jakie ładne. Nadadzą się na krówki w białe łatki, koniki, cielęta i jeże, na mój leśny teatrzyk. Nóżki i kolce będą miały z zapałek.

Pluszak z ochotą dołącza do marzeń dziewczynki, rzucając od czasu do czasu jakąś wesołą uwagę.

— Nie wytrzymają nożyczek, błyskających w twojej zwinnej rączce.

Dziewczynka chichocze, wygląda na bardzo szczęśliwą. Miś rzuca dziecku czułe spojrzenie. Tej sceny nie zapomni do końca życia. Jest troszkę już zmęczony. Opierając się o pień drzewa, odpływa myślami.

— Brązowe zwierzątka zamieszkają w kartonowym pudełku w niebieskie ptaki, stojącym na półce w moim pokoju. Będę do nich często zaglądała, tak jak ubiegłej jesieni i zimy — zadumę przerywa na chwilę radosny szczebiot niezmordowanej Ewy.

Miś wybucha śmiechem.

— Nawet jeszcze z tornistrem na plecach, skacząc na jednej nodze, na tej w buciku ortopedycznym. Twoje ręce z przejęcia będą drżały. Aż, mnie Misia, będzie zapierać zazdrość, troszkę może będę się boczył, ot tak, dla hecy. Zanim wyschną cudownym zapachem wypełnią pokój, aż będzie kręciło w nosie — Pluszak dodaje cichutko.

— Co mówiłeś, Misiu?

— Ależ nic takiego.


****

Chyba tęskni za Ewą, bo wzdycha żałośnie, raz nawet kichnął. Nie wiadomo, czy się przeziębił, a może to przez kasztany?
Tak, są takie sytuacje w dzieciństwie, które pamiętamy do końca życia. Cudowne, odległe czasy, świeżość i wdzięk młodości, sama radość, coś nieokiełznanego… Pluszak nie jest wyjątkiem,
pomyślał Szybowiec, obniżając lot.

Z głośników popłynęła skoczna muzyka. Pinokio poruszył się pierwszy, mrugnął rzęsami.

— Panowie, dość tego królowania, jesteśmy na miejscu, zaraz lądujemy. Słońce zapewne już pali, niebo błękitne, żadnych opadów. Dolina Duchów wita — ogłosił, nie ruszając się z miejsca.

Pajacykowi nie chciało się mu się wstawać, nos znowu wtulił w kocyk, choćby na chwilkę.

Na dźwięk słów przyjaciela Miś przetarł zaspane oczy i zerknął przez okienko.

— Pinokio, powtórz, to, co powiedziałeś! I to natychmiast!

Przestraszony Pajacyk nie od razu zorientował się, o co Misiowi chodzi, ale posłusznie przywarł do szyby kabiny. Polanę, na której lądował Szybowiec, szczelnie przykrywał biały puch.

Gdy Szybowiec dotknął go kołami, w powietrze wzbiła się biała chmura. Uszu wędrowców doszedł szum tysięcy maleńkich skrzydełek.

— Szybowcu, coś ci się pomajtało, tylko cię spuścić z oka. Przez omyłkę trafiliśmy do Doliny Motyli. Niewielu odwiedzających Krainę Niekończącej się Bajki o niej wie. Jest to miejsce, w którym rosną cudowne rośliny wabiące te owady. Motyle lubią ciepło, nie znoszą zimna. A najbliższy weekend zapowiada się wręcz upalnie, temperatura osiągnie 30 kresek w cieniu!

— Co mi tam upał, lubię wszystkie motyle, są takie ulotne, jak poezja... Jak nasze życie — odezwał się Miś, patrząc na motyla bielinka, który przysiadł mu na lewej stopie.

Motyli lot trwał tylko chwilę. Owady płynęły po falach traw jak małe okręciki popędzane przez podmuchy ciepłego, przyjaznego wiatru. Słońce przygrzewało coraz mocniej. Czerwone atole kwiatów wyciągały ku niemu wielkie kielichy.

— Przecież dawniej bywało was tyle! Jesteście jak bilet wstępu do krainy czarów, do bajki.

Pinokio nie mógł powstrzymać się od zachwytów. Miś się rozmarzył.

Dla czwórki przyjaciół zaczęła się kolorowa przygoda.




dcn :kocham3:






----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*) fraza wiersza Nurii „ Do nieba, czy tam gdzie zechcę”

Tagi:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości