Kraina Niekończącej się Bajki

Wszelkie formy krótkie. Drabble, miniatury, szorty.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania.

Przydatne definicje
drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Kraina Niekończącej się Bajki

Post#1 » 16 wrz 2018, o 10:40

Książeczka z przygodami Pinokia i Misia w Krainie Niekończącej się Bajki, wydana przez Warszawską Grupę Wydawniczą, ukazała się w księgarniach dwa lata temu. Życzeniem mojej Zosi, wypowiedzianym w ubiegłym roku, w dniu jej urodzin, było, żebym kontynuowała opowieść. Nie umiem i nie wolno mi jej zawieść. Do końca listopada pozostało jeszcze trochę czasu, może zdążę. :)

To jest pierwszy i zarazem ostatni rozdział opowieści dla dzieci, który zamieszczam na Artefaktach. Odchodzę, bo jest mi tu źle :ech:
Kolejne rozdziały publikuję na Portalu Pisarskim. :)[/i]


Książeczka zaczyna się tak:

Mały, pluszowy Miś prawie od zawsze siedział na półce w sypialni Ewy. To był jego dom. W nim zestarzał się. Wyblakło pluszowe futerko, niedawno zaczęły sypać się z niego trociny, oczy z czarnych guzików straciły dawny, promienny blask. Misia przytłaczała go samotność, chciał nadal być zauważany, przytulany i kochany. Taka jest natura pluszowych misiów. Pluszakowi zrobiło się raźniej, gdy Ewa postawiła obok niego drewnianą, różową kukiełkę. Miś miał przynajmniej z kim pogadać. Nocami z zapartym tchem słuchał barwnych opowieści Pinokia o Krainie Niekończącej Bajki. Zasłuchany patrzył na przyjaciela z podziwem i nieukrywaną zazdrością.

— On przynajmniej jest częścią bajki — powtarzał, pociągając żałośnie czarnym noskiem.

Czas płynął. Przeminęły lato i jesień, a ściany sypialni miały ciągle ten sam wygląd, nic się nie działo. Dni Misia coraz bardziej przepełniała tęsknota za czasami, gdy był ulubioną maskotką małej Ewy. Gorące łzy nieraz spływały z pluszowego policzka. Różowy Pinokio stał obok na półce coraz częściej niemy i zamyślony. Wspomnienia przygód były w nim tak żywe. Pluszaka to jeszcze bardziej przygnębiało, smutny zakrywał oczy łapkami.

— Znam każde jego słowo i co mi po tym — utyskiwał żałośnie.

Aż pewnego zimowego wieczoru:

— Misiu, mam też dosyć tej nudy, uciekniemy do Krainy Niekończącej się Bajki. Będziemy nareszcie wolni i szczęśliwi — nagle zarządził Pinokio.

Miś wybałuszył oczy. Nie znam Krainy Niekończącej się Bajki, bo i skąd mam znać? Nigdy w niej nie byłem, dotąd moim jedynym światem była sypialnia Ewy.
Ale obietnica przygody zawarta w opowiadaniach przyjaciela brzmiała niezwykle zachęcająco. Pewnej zimowej nocy sypialnia była pusta, Ewa wyjechała do chorej ciotki. Wszędzie było cicho. Blask księżyca oświetlał pokój.

— Teraz albo nigdy — oświadczył Różowy Pinokio, zeskakując z białej półki.

Miś nie dowierzał własnym uszom.

— Iść? Zostać? Nie uprzedził mnie, że to będzie tej dzisiaj — mamrotał, niemrawo podążając za przyjacielem.

Pinokio wyciągnął z kąta drewniany taboret i przysunął go do okna. Miś wstrzymał oddech.

— Nie mogę otworzyć, jest szczelnie zamknięte! I co teraz będzie? — stwierdził z przerażeniem w oczach, Pajacyk.

— Pinokio, zdarza ci się pomyśleć? Są jeszcze drzwi, mądralo!

Pajacyk wzruszył ramionami, ale posłusznie podszedł do drzwi. Na szczęście, nie były zamknięte na klucz. Pinokio wspiął się na palcach, zbierając wszystkie siły, z trudem dosięgnął mosiężnej klamki. Próbował raz po raz, naciskał, szarpał, w końcu oporna klamka puściła. Miś tylko zdążył ściągnąć z wieszaka berecik. Przeskoczyli próg, pędem pokonali długi, ciemny przedpokój i schody.

— Misiu, mamy niewiele czasu, zaczyna już świtać. Jeszcze parę kroków i będziemy na skraju brzozowego zagajnika, przebieraj żwawiej nogami.

— Pajacu, cierpliwości! To dla mnie nie takie proste — wymruczał Pluszak, oglądając się, co chwilę za siebie.

Trzasnęły drzwi wyjściowe z budynku. Miś miał ciągle zmartwioną minę, chyba dręczyły go wyrzuty sumienia, że znika bez słowa.

— Ewa jest już dorosła i nie ma dzieci — szeptał cichutko, usprawiedliwiając się sam przed sobą.

Z zadumy wyrwał go głos zniecierpliwionego przyjaciela.

— Misiu, wyluzuj! Wskakuj szybko do plecaka, poniosę cię, przed nami długa droga.

— No dobra, pomóż mi, Pajacu.

Księżyc świecił w całej swojej pełni. Noc była piękna i gwiazdy oświetlały drogę. Po kilku minutach wytężonego marszu Miś wystawił czubek nosa z plecaka.

— Brr, Brr, ale zimno i ciemno. Też mi frajda.

Ton głosu Misia nie jest wesoły. Pinokio popatrzył na przyjaciela podejrzliwie.

— Chyba masz trochę stracha, Pluszaku?

— I to ma być współczucie! — odpowiedział szorstko Miś, mocniej naciągając berecik na głowę.

Zapadła cisza, tylko śnieg rytmicznie skrzypiał pod nogami idącego Pajacyka.

W oddali zamajaczył kontur zagajnika, ale po paru minutach zniknął. Może coś przeoczyłem? Wydawało mi się, że znam drogę, i że jest już blisko, pomyślał strwożony Pinokio, głośno szczękając z zimna zębami.

Mróz coraz bardziej przenikał drobne ciała na wylot, wyczerpując siły, buty grzęzły w głębokim śniegu, plecaczek nieznośnie ciążył...


****

Kuchenne okno w mieszkaniu Ewy zamiast szyby ma wstawiony witraż. Tego ranka szkiełka przybierają niebieskawy odcień. To źle wróży, mróz nie odpuści.
Dziewczyna wybiega pospiesznie z mieszkania. Na starym zegarze właśnie wybiła ósma; spóźni się do pracy, szef będzie wściekły. Po chwili wyjeżdża samochodem z garażu. Za zakrętem skuty mrozem zagajnik widnieje jak kiczowaty pejzaż, zamknięty w białe ramy. Na jego tle widać drobną, skuloną postać. Mały chłopiec próbuje pokonać głęboką zaspę, z oddali wyraźnie słychać płacz i narzekania. Ewie, z trudem udaje się zatrzymać się na oblodzonej drodze, podchodzi do chłopca.

- Zgubiłem drogę do Krainy Niekończącej się Bajki – chłopiec skarży się nieśmiało.

Wbija w Ewę smutny wzrok, poprawia wypchany plecak i sterczącą na głowie różową czapeczkę. Jest zmarznięty i zmęczony, aż żal patrzeć. Chlipanie chłopca przechodzi w cichy szloch.

- Nie płacz! Wiem jak tam trafić.

Ewa słysząc wypowiedziane przez siebie słowa, truchleje. - Co ja plotę? – Próbuje zebrać myśli.

Zamyka oczy, w głowie ma mętlik. Co się ze mną dzieje? Po chwili powoli podnosi powieki. Przed nią nadal stoi chłopiec o brązowych, błyszczących oczach o kształcie migdałów i ustach namalowanych czarną kredką. Spod popielatego płaszczyka sterczą drewniane, chude nogi. Wielkie kamasze też są z drewna, ledwie wystają ze śniegowej zaspy. Twarz malca wydaje się Ewie znajoma.

Dziwne! Zupełnie jak u różowej kukiełki z białej półki w mojej sypialni.

Okolica też wydaje się znajoma, dokładnie przypomina wyglądem wyjętą z jej opowieści Krainę Niekończącej się Bajki! Łapie głęboki oddech, nozdrza łapczywie podążają za unoszącą się w powietrzu orzeźwiającą wonią, obudzonej wiosennym słońcem, młodej trawy. Brzozowy zagajnik nie nosi najmniejszych śladów zimy, jest soczyście zielony, tętni radosnym szczebiotem ptaków. Motyle nie ustają w powietrznej gonitwie. Słońce cudownie przygrzewa. Od razu na duszy robi się raźniej. Nagle z plecaczka, przewieszonego niedbale przez ramię Pinokia, wydobywa się cienki głosik.

- Możesz już wyjść guzdrało – odpowiada drewniany chłopiec, stawiając na trawie plecaczek.

Ewa dostrzega małą postać, z miłością wpatrującą się w nią parą czarnych oczu. Ich spojrzenia spotkają się.

– Mój Miś?

Podnosi i mocno przytula Pluszaka. Powracają wspomnienia z dzieciństwa, jest znowu małą dziewczynką z rudymi jak sierść wiewiórki warkoczami. Przed oczami staje obraz jej domu rodzinnego, radosnego i bezpiecznego. Przypomina sobie dzień, w którym dostała od ojca wymarzonego misia. Po raz pierwszy od wielu dni czuje, że może się szeroko uśmiechnąć.

– Hej! Słyszycie mnie? Nie mamy czasu do stracenia.

Niecierpliwy głos Różowego Pinokia wyrywa ją z zamyślenia.

Ruszają krętą, piaszczystą ścieżką, prowadzącą przez sosnowy las. Ani śladu wiatru. Misiowi zdaje się, że przydrożne drzewa wyciągają do niego ramiona. Rozgląda się ostrożnie. Przez grube gałęzie przebłyskuje czysty jak kryształ strumień. Słychać plusk wody. Widoki przemawiają do wyobraźni wędrowców.

- To nie jest sen, to nie jest sen - mruczy Miś i wtula się w Ewę.

Całym sobą chłonie bijące od niej ciepło. Jest mu dobrze. Pinokio biegnie przodem, wygląda na zaniepokojonego.

- Dawno tu nie byłem - szepcze.

- Jesteśmy już niedaleko, doskonale znam drogę - uspakaja go Ewa.

Miś zadziera głowę. Przybyłem do miejsca, gdzie niebo jest tak błękitne i przyjazne. Pinokio patrzy w dal, obrazy przemieszczają się tak szybko, że nie jest pewien czy to nie złudzenie. Za kolejnym zakrętem białej drogi otwiera się przed nimi krajobraz niezwykłego ogrodu. Zaprasza jak starych znajomych. Jawi się niczym panna młoda w zwiewnej, pastelowej sukni. Baldachim z gałęzi dorodnych jabłoni, obsypanych blado - różowym kwiatowym puchem, otula wysoką pergolę nad szerokim wejściem. Kwiaty słodko pachną, aż kręci w nosach. W głębi olbrzymie, białe konwalie kuszą niczym wielki puchar lodów waniliowych. Żółte żonkile rozwarły kielichy. Wszędzie jest mnóstwo kwiatów, przeróżnych. W czerwieni zachodzącego słońca kwiatowe rabaty lśnią, jak rozwinięta na trawie tęcza. W Kwiatowym Ogrodzie mali wędrowcy dostrzegają to, czego nie sposób było zobaczyć z daleka. Zachwytom Misia nie ma końca.

Pinokio ćwierka jak ptaszek: - A nie mówiłem, to moja kraina. Tu nie ma miejsca na smutki.

Podnosi dumnie brodę i znacząco zerka na Pluszaka.

- To najczystsza prawda - odzywa się Miś z przekonaniem, uśmiechając się promiennie.

Ewa ma wrażenie, że jej uwolniony szczęśliwy duch unosi się wysoko, tańcząc na tle bezkresnego nieba. Miś widząc jej radość rzuca pełne nadziei spojrzenie.

- Ewo, czy zostaniesz z nami? - pyta nieśmiało, tak by nikt nie słyszał.

- Bardzo bym chciała, ale naprawdę nie mogę, czeka mnie jeszcze dużo pracy – odpowiada smętnie dziewczyna i znika za kępą kwitnących krzaków dzikiej róży.

Miś posyła za nią żałosne spojrzenie.


****

W środku nocy w przestronnym pokoju na piętrze panuje styczniowy zmrok. Ewa przeciera zaspane oczy, chłód zdaje się zgniatać kości. Zapala świecę. Przed nią na biurku stoi laptop, ekran monitora jest czarny.

Znowu awaria, koniec pisania na dziś.

Wstaje z krzesła. Za oszronionym oknem dużymi płatkami pada śnieg. Wiatr nawiał go równiutko, aż po same czubki płotów. Zagląda do sypialni, na jej twarzy pojawia się nikły uśmiech. Biała półka jest pusta.


-----------------------------------------------------------------------------------------------
:hello: Tekst poniżej, to wstęp do II części opowieści


Kraina Niekończącej się Bajki /część II/



Chmura ślizgając się po niebie, odsłoniła słońce. Długie promienie wpadły przez okno do kuchni mieszkania na piętrze, jakby chciały ją przeszukać. Nakrycie stołu wyglądało normalnie, jak co dzień. Starannie rozstawione porcelanowe talerzyki, koszyczek z pieczywem, ciasto, dzbanek wypełniony mlekiem i okazały słoiczek z miodem odbijały się w czystej tafli okiennej szyby. Nagle rozległ się brzęk tłuczonego szkła, przerwał milczenie. To z pluszowej łapki Misia wysunęła się filiżanka, roztrzaskując się z hukiem o posadzkę. Mleko rozlało się, tworząc wielką białą kałużę.

— Pinokio, spójrz na siebie, tak spójrz na siebie: po naszym powrocie z Marsa, jesteś jakiś smutny, niedostępny, przestałeś jeść, nie chcesz nawet kromki chleba. Snujesz z kąta kąt, jakbyś wyglądał chmur na niebie. Nie mogę wyjść ze zdumienia, wszystko od rana leci mi z łapek. Cóż, za nami trudny, pełen przeciwności tydzień, ale chyba nie w tym leży przyczyna. Brak twojej żywiołowości jest mi na rękę, ale troszkę się martwię.

— Ech, Misiu ...

Pinokio wzdychał i wzdychał. Pluszak zastygł z mokrą ścierką w łapce, sprawiając wrażenie zakłopotanego, ale nie dał się zbić z tropu.

— Przyszła do ciebie Pani Nuda, tak? Nikt ci nie obiecywał, że życie pajaca będzie pasmem rajskich przygód.

— Błagam Misiu, jak ty coś wymyślisz to robi się niedobrze. Cierpię na szukanie spokoju, którego ty nie możesz mi dać, jasne!?

Miś wybałuszył oczy.

— Oj, Pinokio, jestem pluszowym misiem, a nie rybą. To one nie mają głosu. Chcesz ciszy, to wyprowadź się do akwarium.

— Pluszaku, ależ spadasz z wysoka. Czemu nie na dno oceanu? No tak, raz widziałeś, ale nie wiele o nim wiesz. Nadal chcesz być ukochanym misiem Ewy i beznadziejnie tkwić na białej półce w jej sypialni.

— Pinokio, jesteś niesprawiedliwy, może tego nie zauważyłeś, ale w Krainie Niekończącej się Bajki byłem szczęśliwy. To ty, starałeś się mi ją obrzydzić.

— Niepojęte! Są pluszaki, z którymi nie da się walczyć.

— Nic, podobnego, Kraina Niekończącej się Bajki ma swoje zalety, jest taka, jaka powinna być. Odmłodniałem, nie gubię już trocin, cera biała jak śmietanka. Przygody odprężają, jestem w świetnej formie, przytyłem, a nie taka chuda tyka jak ty Popatrz, Ewa cyknęła mi zdjęcie…

— Ani słowa więcej, Misiu!

Pinokio prychnął z oburzenia i krusząc biszkopt pod swoim krzesłem, wstał od stołu i z roziskrzonymi oczami wybiegł z kuchni. Trzasnęły drzwi.

Miś zrobił kwaśną minę i zamiast dokończyć torcik czekoladowy, zamyślił się: kiepsko zaczyna się dzień. Pinokio, wścieka się o byle co, gdyby nie był taki śmieszny, byłby nawet ładny. Chyba nadmiar przygód pomieszał mu w głowie? Zamiast mnie ukatrupić, odszedł ze łzami w oczach i na dodatek zabarykadował się w dużym pokoju.

Sytuacja oszołomiła Misia, długo stał nieruchomo. W kuchni panowała cisza, do chwili, gdy rozdarł ją gwizd gotującego się czajnika. Pluszak wzdrygnął się.

Co mi jest? Już wiem, jestem pluszowym matołem. Posunąłem się za daleko, to gruby błąd. Stało się, ale misie nie załamują łapek. Muszę coś zrobić i to niezwłocznie! Wspomnienie przygód jest OK. Prawdziwa przyjaźń tak łatwo nie umiera. To przedni pomysł, czas zbadać tajemnice oceanu. Co prawda pływam jak siekiera, boję się wody, ale gorzej bywało. Dziś jeszcze pogadam z pajacem z sypialni przez komórkę, zawsze bezpieczniej, może mnie nie zbeszta.



****

— Hallo, Pinokio, tu Miś. Widzisz wszystko ze swojego punktu widzenia. Wyciągasz z naszych dotychczasowych perypetii egoistyczne wnioski, zamiast mnie zrozumieć.

— Co ty tam wiesz, Pluszaku?

— Mam poczucie winy. Pinokio, zabłysnąłeś pomysłem, a ja nic jak kamień. Ocean to jest to, co nas może uzdrowić. Odnajduję się w tym pomyśle, nęci perspektywa świeżych przygód. Nikt nie widzi, ale wyrosły mi skrzydła, tu na plecach...

Miś recytował jak z nut.

— Lepsze byłyby płetwy i ze dwa koło ratunkowe, nie mówiąc o wytrwałości i determinacji, ale z tym u Misia kiepsko — wysapał pod nosem Pinokio, zaskoczony propozycją przyjaciela.

— A co z Ewą?

— Poczeka, musi, naturalnie, jeżeli chce dalej opisywać nasze wyczyny.

— Napiszemy do niej jak zwykle esemeska?

— Z dna oceanu? To raczej karkołomne.

— Pinokio, jak podejmiesz dobrą decyzję to zadzwoń, będę gotowy.

— Luzik, Misiu.

I mam za swoje, pomyślał Pinokio, odkładając telefon. ...za pomysł i złote myśli dostałem od niego zaledwie pięć linijek komplementów, wobec tego uknułem intrygę. Powiedziałem Misiowi, że wybieramy się nad ocean.To nieprawda i tak się nie zorientuje, gdyż jeszcze nie odróżnia wielkiej kałuży od oceanu. Chyba nie będzie żałował. W Krainie Niekończącej się Bajki wszystkie dni są równie słoneczne, sny kolorowe, a nawet najmniejszy staw jest piękny. Szafirowa, ciepła woda i czyściutka plaża kusi wędrowców lenistwem. W zamglonym brzasku można spotkać Złotą Rybkę. Mam jedno życzenie, ale o tym na razie sza. Wystarczy ją grzeczne poprosić, a ulega prośbom. Na samą myśl rozpiera mnie radość.



****

Ledwo minęło południe, a Miś już czekał na Pinokia w progu sypialni, niecierpliwie przebierając pluszowymi nogami. Dyszał jak miech kowalski, uginając się pod ciężarem plecaka. Wielkość misiowego bagażu, budziła w pajacyku poważne wątpliwości. Z plecaka wystawał sprzęt do nurkowania, wielki, gumowy materac, pompka do roweru, mapa i coś jeszcze.

Jeden wielki bałagan i bezsens. Dla kogo to wszystko? Nie ma co się nad tym rozwodzić , aby nie oszaleć, przeleciała myśl.

— Pinokio, nie mogę się doczekać!

— Czy nie udało ci się znaleźć większego plecaka, Misiu? Dobrze spałeś?

Miś spojrzał z ukosa.

— Pinokio, atakujesz mnie na wszystkich frontach. Naprawdę, nie wiem, co nas czeka nad tym oceanem, wszystko może się przydać. Twoje czary nie zawsze działają, więc muszę jak zwykle myśleć o wszystkim, chcę cię wesprzeć, oszczędzić zmartwień...

Co ten Miś tak się rozgadał? To wszystko zakrawa na tragikomedię, ale brać w tym udział, to już jest przygoda, pomyślał pajacyk, ale nic nie powiedział, aby nie psuć Misiowi nastroju.

— W drogę! — zarządził Pluszak.

— Na piechotę? Misiu, czy ty wiesz, jak to daleko?

— Polecimy Szybowcem, naturalnie z Ptaszkiem na pokładzie, tak ja na Marsa. Skrupulatnie wszystko przygotowałem.

— Wszystko to się komplikuje, sekretny plan się wali — jęknął Pinokio.

Miś nie wiele zrozumiał, ale czarne oczy rozbłysły w niemym oczekiwaniu. Jednak Pinokio milczał jak zaklęty, oblewając się czerwonym rumieńcem po korzonki włosów.

— Mam ochotę cię sprać, Pajacu! Zapamiętam to sobie!

Ze strony Misia był to zręczny manewr, bo Pinokio ucichł.

Tymczasem, jakimś cudem na otoczonym drzewami skwerze wylądował Szybowiec i cierpliwie czekał. Z daleka było widać, że jest przystosowany do dalekich podróży. Uszu dochodziło radosne ćwierkanie Ptaszka. Pinokio widząc przyjaciół, rozpromienił się i jednym haustem opróżnił szklaneczkę z wodą. Bał się, że się nie zdąży spakować plecaka i spóźni się na umówione spotkanie.

— Wodę pije się powoli, możesz się zakrztusić — rzucam, ot tak sobie, żeby mieć ostatnie słowo.

Pajacyk podniósł głowę i popatrzył na Misia, jakby widział go po raz pierwszy.

— Wielkie dzięki za przestrogę. Ta wyprawa doda nam mocy, wszystko pójdzie jak po sznurku — uroczyście oświadczył.

Miś zachichotał.

— Ależ, z ciebie pajac i to ma być konkluzja. Chyba sobie żartujesz, nic nie da się przewidzieć, mam na to dowody, już zapomniałeś? Oczekuję głębszej zmiany!

— Niech ci będzie, Pluszaku. Pomyślę...

Pinokio spuścił z tonu, ale serce mu się ścisnęło. Popatrzyli po sobie. Miś ani drgnął.



****

Przygasły światła, zmrok zgęstniał. Do odlotu zostało niewiele czasu, ale Pinokio nie przestał się zastanawiać nad niedawną rozmową z pluszowym przyjacielem.

Sprawy przybierają zły obrót, ale cóż, przekomarzanie się z Misiem, stało się nieodłącznym elementem mojego życia, trudno i tym razem wytrzymam, ale muszę przestrzegać zasad. Zasada numer jeden: uprzejmość. Druga zasada: nikt nie jest głodny. Złakniony miodku Pluszak to gorzej, niż humory i wrzaski Złej Królowej gapiącej się w Wielkie Zwierciadło. Będę ćwiczyć anielską cierpliwość. Miś ostro gra, ale to mi się podoba, pomyślał. Zgarnął drobiazgi do plecaka i wesoło pogwizdując, ruszył w podskokach w kierunku Szybowca

Szybko zbiegł po schodach, zatrzasnął za sobą drzwi wyjściowe i już był na ścieżce prowadzącej do parku. Miś powoli podążał za przyjacielem, ale dla niego pokonanie schodów nie było takie proste. Ogromny plecak ciążył niemiłosiernie, co chwilę coś wypadało z pluszowych łapek.


— Hm, Pajac nie poczekał na mnie, nie wyjaśnił dlaczego, zresztą wszystko jedno. Przynajmniej nikt mi nie dogaduje, nareszcie mogę robić swoje. Zdążę, nie ma mowy — burczał niezadowolony Miś.

Przed wyjściem z budynku zerknął przez szybę wiatrołapu, Pajacyk był już przy pierwszej latarni. Opętanie jakieś, czy co?, przemknęło przez pluszową głowę. Na dworze pociemniało, rozpadał się deszcz, niebo groziło czarnymi chmurami. Porywisty wiatr bezlitośnie szarpał liście drzew. Kapelusze i czapki przechodniów jak zwariowane tańczyły w powietrzu.

— Pogoda zupełnie nie zachęca do spaceru, na nic zaklinanie — rzekł Miś, wciągając na siebie nieprzemakalny, niebieski kubraczek.

Na głowie zawiązał szalik w kolorowe paski, do kieszeni kubraczka wsunął zmięty rulonik dokumentów, tak na wszelki wypadek, i wszystkie pieniądze na drogę powrotną. Drzwi z klatki schodowej otwierają się do wewnątrz!, głosił napis na ścianie, ale i z tym kłopotem sobie poradził. W ostatniej chwili zgrabnie przepchnął się przez otwarte drzwi.

— Dobrze! — rzucił żwawo.

Dalej w parku również nie było łatwo iść. Misiowi brakowało sił, ciężki plecak robił swoje, pluszowe nogi nasiąkały wodą, ślizgając się na kamieniach ścieżki. Pluszak był bliski płaczu, ale nic nie istniało, liczyła się tylko perspektywa nowej przygody.

Po pięciu minutach marszu:

— Pinokio, poczekaj!

Pajacyk odwrócił się zaskoczony.

— Wierzyć się nie chce! — wrzasnął.

Miś wyglądał tak, jakby wpadł na zupełnie inny, odkrywczy pomysł.

Tagi:

Wróć do „Proza: miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość