Cud to my

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
xxlissaxx
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

Cud to my

Post#1 » 1 tydzień temu (16 wrz 2018, o 16:30)

Oliwa z oliwek, pieprz, może bym wzięła jeszcze pomidory. Ide do innych półek w sklepie i myślę co jeszcze włożyć do koszyka. Staram sie być nie zauważalna, chodź może być z tym ciężko ponieważ jestem nowa w miasteczku, a tu raczej każdy zna każdego. Wzdycham i poprawiam koszyk w ręce, powinnam szybko się stąd zmywać. Napełniam kosz produktami i idę do kolejki przy kasie. Przede mną stoi facet, około 30 lat. Wysoki i umięśniony, ale sylwetka wygląda na szczupłą, jego czarne krótkie włosy są w nieładzie. Odwrócony do mnie plecami właśnie wykłada swoje zakupy na taśmę, oddzielam swoje rzeczy od jego i robie to samo co on.
- Hej, Alex. Jak zycie?- pyta słodko kasjerka o imieniu na plakietce Sonia. Moj pies sie tak nazywał.
-Dobrze. - ucina chłopak i zaczyna pakować z powrotem zakupy do koszyka.- Zaraz oddam kosz.
Płaci gotówką i odchodzi nie żegnając się. Dziewczyna zaczyna kasowac moje zakupy i wzdycha patrzac za nim.
- Alex Madox, sexowny, ale jaki zimny człowiek. Nikt nie potrafi go rozgrzać. Szkoda chłopaka.- zerka na mnie i uśmiecha się szeroko- Jeszcze się nie znamy, jestem Sonia.
- Liz. Miło mi- uśmiecham sie lekko
- Jesteś tu nowa, prawda? - puka się palcem w głowę- oczywiście że jesteś, głupie pytanie.
Chichocze i podaje mi kwotę do zapłaty.
- Miłego dnia Soniu - mówię i wychodzę ze sklepu.
Na dworze panuje skwar, jest połowa lipca i co najmniej 30°C. Gdy wkładam do bagażnika zakupy widze na parkingu niedaleko mnie samochód, a w nim siedzi Alex i przypatruje mi sie. Spłoszona wsiadam szybko do auta i wyjeżdżam pośpiesznie na asfalt.
Nie powinnam uciekać za każdym razem, gdy jakiś facet na mnie spojrzy, ale na prawdę tego nie potrafię powstrzymać. Nie po tym co zrobił mi mój ojciec, a później facet.
No dobra, teraz zastanawiasz sie kim jestem, gdzie jestem i o co w ogóle chodzi. Zanim zaczniesz się denerwować tym nie wytłumaczeniem to już ci wyjaśniam. Spokojnie koleżanko lub kolego.
Nazywam sie Elizabet Smif, mam 26 lat i w wieku 10 lat zostałam pierwszy raz pobita do nie przytomności przez swojego ojca. Przez kolejne 8 lat powtarzał to, w osiemnaste urodziny uciekłam z domu przed ojcem i jego kolegami, którzy chcieli mnie zgwałcić. Zamieszkałam u kobiety, która potrzebowała pomocy ze sprzątaniem, robieniem posiłków i wyprowadzaniem psa, a ja potrzebowałam dachu nad głową. W wieku 22 lat poznałam chłopaka o imieniu Janek i szaleńczo sie zakochałam. To był błąd. Wyprowadziłam się do niego lecz nie zaprzestałam kontaktu z Pania Lena, ktorej pomagałam do śmierci. Po trzech latach związku z Jankiem, zaczął mnie bić, poniżać i zmuszac do sexu, gdy tego nie chciałam. Po roku uciekłam i znalazłam sie tu, w małym miasteczku bardzo daleko od miasta, w którym sie wychowałam. Dlaczego akurat tu? Pani Lena zostawila mi spadek, czyli dom z dużym ogrodem w tym miasteczku. I tak oto znalazlam swój własny kąt.
Wróciłam do domu i rozmawiałam zkupy lecz nie mogłam sie skupić, cały czas zastanawiał mnie chłopak ze sklepu. Nie myśląc wiele wzięłam rower z garażu i pojechałam do małej kafejki w środku miasta. Byłam tam częstą bywalczynia ponieważ uwielbiałam ich kanapki z bekonem oraz lemoniade malinowa. Weszłam do pomieszczenia i od razu uderzył mnie piekny zapach przypraw. Ruszyłam do stolika i pomachałam stojącej za ladą Hanie. Bardzo polubiłam tę dziewczynę. Prawie w podskokach przyleciała do mnie i usiadla na przeciwko mnie.
- Uwierzysz czy nie?-zapiszczała
-Pewnie nie- przewróciłam oczami i lekko sie uśmiechnęłam
- Dzis był tu Alan i zaprosił mnie na kolację w sobotę !- piszczała starając się aby nikt jej nie usłyszał
- Alan to dobry facet- przyznałam, chodź nawet z dobrym i miłym nie poszłabym na kolację. Już nie.
- Prawda? Cbyba sie w nim zakochałam .- oparła sie o oparcie i westchnęła rozmażona
- Nie prawda, jedynie mogłaś sie zauroczyć.- wzruszyłam ramionami- Zamawiam lemoniade malinową, kanapkę z bekonen i..
- Frytki do tego. Zamów wreszcie coś innego- przewróciła oczami - Mamy tez inne pyszne dania w karcie
- Mam słabość do tej kanapki - uśmiechnęłam się i kopnęłam ją by już poszła.
Gdy odeszła od stolika wyciągnęłam z torby książkę i zaczęłam czytać. Po chwili przyniosła mi jedzenie wraz z lemoniadą.
- Dzieki- powiedziałam nie odkrywając się od książki.
Po chwili znów zauważyłam, że ktoś przede mną staje. Nie odrywając wzroku powiedziałam.
- Dzięki Han- Han nic nie potrzebuję- sięgnęłam po lemoniade
- Wystygnie ci kanapka- moja ręką zatrzymała się w pół drogi do szklanki słysząc gruby męski głos.
Spojrzałam powoli w górę i zobaczyłam Alexa Madoxa. Równie powoli zamknęłam książkę wkładając najpierw zakładkę i odłożyłam ją na stół. Próbowałam wyrównać oddech, który nagle przyspieszył.
- A skąd możesz wiedzieć czy nie lubie zimnej kanapki?- upiłam łyk przez słomkę
- Nikt nie lubi zimnej kanapki z bekonem
- Zdążyłeś sprawdzić z czym jest?
- Bekon z niej wystaje.
- Co ty nie powiesz- zawieszam ostatnie słowo i spoglądam na kanapkę, faktycznie wystaje.
Biorę gryz kanapki i z pełną buzia spoglądam na niego.
-Lepiej?
Udaje że nie słyszy mojego kąśliwego pytania i pochyla sie nad książka.
- Co czytasz maleńka?- spogląda na tytuł i prycha- Jasne, romans.
- Lubie szczęśliwą miłość, chodz wątpię by istniała.- wzruszam ramionami i zabieram sie za frytki
- Nie wierzysz? Na pewno jesteś kobietą?
- Posiadam całkiem ładną wagine więc wydaje mi się że nawet w 100% jestem kobietą.- mówię i dojadam kanapkę
- Próbowałaś ze mną flirtowac?
- Jeśli ci się tak wydawało to niestety nie. Nie interesują mnie związki, ani przygodny sex, ani przyjaciele. Wybacz chciałabym jeszcze poczytać. - mówię i znów otwieram książkę
- W takim razie miłej lektury, maleńka.
- Narazie - mówię i zagłębiam się w czytaniu chodz tak na prawdę już nie mogę się skupić. Po 10 minutach prób rezygnuję, a że już się ściemnia to pakuje książkę i telefon do torby i ide do lady zapłacić.
- Dzięki Han-Han, powiedz kucharzowi ze było pyszne. -daje jej porządny napiwek i ruszam do wyjścia
- Pa Elizabet- woła śpiewnie za mną
Przed wyjściem dostrzegam w rogu sali Alexa. Wybiegam na zewnątrz i od razu czuję duszne powietrze, nawet wieczorem. Chmury sa ciemne jakby zanosiło się na burzę, wsiadam na rower i zaczynam pedalowac. Moze zdążę przed deszczem.
Nie zdążyłam. Przemokłam do suchej nitki, rzuciłam rower na podwórko i wbiegłam do mieszkania. Już przy wejściu rozebrałam się do naga by nie poplamić podłogi i zaniosłam rzeczy do pralki. Przebrałam się w piżamy i zrobiłam herbatę z cytryną. Usiadłam na kanapie w salonie i wyciągnęłam nogi przed siebie. Mój dom, pomyślałam. Rozejrzalam się po pomieszczeniu. Duża szara kanapa stała na środku, a przed nia jasny drewniany stolik kawowy, komoda pod telewizorem byla tak samo jasna jak stół. W rogu stało wysokie lustro. Ściany były w kolorze pudrowego różu. Westchnęłam, jest pieknie, a potem zasnęłam na kanapie. Obudziłam się nad ranem, gdy słońce niemiłosiernie świeciło mi prosto w oczy. Podniosłam sie i przyciągnęłam ziewając. Szybko zjadłam śniadanie i usiadłam do komputera by zrobić swoją pracę. Byłam projektantem wnętrz, lecz niestety musiałam ograniczyć się do pracy internetowej wyjeżdżając z miasta. Przecież nie Chcialam utracić wszystkich klientów, chociaż kasy mam sporo na koncie ze spadku po Lenie i dużo oszczedzałam " w razie czego". Gdy odpisałam na wszystkie wiadomości, ogarnęłam salon dla klienta i trzy łazienki wreszcie mogłam iść pobiegać. Postanowiłam biec do miasta i zatrzymać się w kafejce na kawę, a później wrócić pieszo. Założyłam czarne leginsy, szarą koszulkę i białe adidasy z Nike. Spojrzałam w lustro, i związałam moje dlugie brązowe włosy w kucyk. Nie nakładałam makijażu ponieważ dobiegając do miasta spłynąłby mi z twarzy. Przyjrzałam się sobie i w sumie nie wyglądam zle, pomyślałam. Moje metr sześćdziesiąt pięć całkowicie mi wystarczało, czarne duże oczy i brązowe długie fale też byłam w stanie zaakceptować. Codziennie dziekowałam za moje wystające kości policzkowe po mamie. Zbiegłam na dół po schodach i zamknęłam za sobą drzwi na klucz po czym włożyłam go do nerki zawieszonej na moim biodrze. Kiedyś biegałam dla rozrywki, w szole jeździłam na zawody i wygrywałam medale, gdy byłam troche starsza zrozumiałam, że bieg nie przyda mi sie tak bardzo na zawodach jak przy uciekaniu przed ojcem a pozniej chłopakiem.
Biegnę okrężną drogą przez lasy więc dopiero po 40 minutach dobiegam do kafejki. Wpadam jak oparzona do środka i szybkim krokiem podchodzę do lady.
- Hejcia, biegałaś? - pyta głupio Hana
- Nie, ja się tak pocę jeżdżąc samochodem- prycham- Daj mi wody i kawę latte.
- Już się robi, żartownisiu. - odwraca się do ekspresu do kawy
- Jak tam przygotowania do randki? Dziś przecież sobota. a ty tu jesteś. - wyciągam telefon i sprawdzam, która godzina.
- Lipa jak nie wiem- wzdycha- Fredry prosił mnie, abym dziś została dłużej w kafejce bo jego żona jest chora i nie może jej zostawić wieczorem. Muszę odwołać spotkanie.
- Ja mogę cię zastąpić- gdy tylko wypowiadam te słowa chce je od razu wciągnąć z powrotem do ust.
- Poważnie?- pyta i uśmiecha sie tak szeroko, że boję się że polamie sobie szczękę.- Fredry na pewno się zgodzi, było mu głupio, że musi mnie zostawić. Och, jesteś taka kochana, przytuliłabym cię, ale śmierdzisz.
-Spadaj.- rzucam w nią saszetką cukru, a ona chowa sie za ladę i chichocze
- Chodz nauczę cię jak się robi kawę.
- Nie trzeba, pracowałam już jako kelnerka kilka razy. Spokojnie umiem robić kawę, pewnie lepszą od twojej.-dopijam latte i wstaję- Muszę lecieć, mam dziś zrobić pranie. O której mam przyjść?
- O 16 jakbyś mogła.
- Do zobaczenia o 16.
- Dziękuję kochana- śle mi buziaka- A teraz sio bo prześmiardnie cały lokal.
- I tak tu śmierdzi- mówię przez ramię i wychodze.
Normalne życie, tak cholernie nie pasuje do niego. A może jednak?
Ruszam do domu, bedzie jakos 15 minut pieszą, jeśli nie będę sie obijać. Będąc w połowie drogi zaczyna padac deszcz, no świetnie. Nie wzruszona ide dalej, gdy nagle przede mną gwałtownie hamuje samochód, a mi zamiera serce.
OKEJ! WYTRWALIŚCIE PIERWSZA CZĘŚĆ, DRUGA BĘDZIE JUŻ Z GÓRKI... MUSICIE TYLKO TROCHĘ NA NIĄ POCZEKAĆ.
Buziaki dla was.

Tagi:

Kawka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 168

Cud to my

Post#2 » 1 tydzień temu (16 wrz 2018, o 17:23)

No jeszcze trochę musisz popracować nad I częścią. Usuń literówki. Ciekawi mnie ciąg dalszy.

xxlissaxx
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

Cud to my

Post#3 » 1 tydzień temu (16 wrz 2018, o 19:59)

Kawka pisze:No jeszcze trochę musisz popracować nad I częścią. Usuń literówki. Ciekawi mnie ciąg dalszy.

Dzieki Kawka, nie zwracam uwagi na literówki ( wszystko pisze na telefonie).
Milego wieczora dla Ciebie !

Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Cud to my

Post#4 » 1 tydzień temu (16 wrz 2018, o 20:29)

xxlissaxx pisze:
Kawka pisze:No jeszcze trochę musisz popracować nad I częścią. Usuń literówki. Ciekawi mnie ciąg dalszy.

Dzieki Kawka, nie zwracam uwagi na literówki ( wszystko pisze na telefonie).
Milego wieczora dla Ciebie !
Mam nadzieję, że żartujesz.
"Jak się zegnę, to się nie odegnę" - KMN

xxlissaxx
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

Cud to my

Post#5 » 1 tydzień temu (16 wrz 2018, o 20:38)

Rzadko kiedy ktoś rozumie mój sarkazm. Na luuzie ludzie xx

Kawka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 168

Cud to my

Post#6 » 6 dni temu (17 wrz 2018, o 15:20)

;) :)

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 969

Cud to my

Post#7 » 5 dni temu (18 wrz 2018, o 17:02)

Tak niechlujnie napisanego tekstu nie chce się czytać, a tym bardziej komentować. Taki sposób czy manierę zapisu odbiera się jednoznacznie - lekceważenie czytelnika.

xxlissaxx
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

Cud to my

Post#8 » 5 dni temu (18 wrz 2018, o 17:19)

Gorgiasz pisze:Tak niechlujnie napisanego tekstu nie chce się czytać, a tym bardziej komentować. Taki sposób czy manierę zapisu odbiera się jednoznacznie - lekceważenie czytelnika.

A jednak przeczytałeś i skomentowałeś.
Buziak ;)

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Cud to my

Post#9 » 4 dni temu (19 wrz 2018, o 19:41)

Od kilku miesięcy dostaję w kość ( ze względu na pisanie w spółce), ale kiedyś miałam podobne podejście. Piszę na telefonie, bo tak mi wygodnie, kto by się przejmował przecinkiem, i w ogóle się odczepcie. Ostatnio ślęczałam pół godziny nad jednym zdaniem. Co najlepsze, książkę napisałyśmy w trzy miesiące, poprawiamy już cztery. Zrobiło się siedem miesięcy, a połowy nie widać. To jest żmudny proces, ale jak spoglądam na swoje stare teksty, to nie mogę uwierzyć w swoje samozadufanie. Jak mogłam coś takiego dać innym do czytania?! Z wiadomego powodu. Tamta ja najwyraźniej uznawała swój tekst za "dzieło", nigdy się do tego nie przyznając przed samą sobą. Twoje opowiadanie jest koszmarne, w całej kwintesencji tego słowa. Od początku do końca, bo nie poświęciłaś mu czasu, nie pochyliłaś się nad nim. Rzuciłaś nim w nas - czytelników, jak w Twoim tekście ktoś rzucił rower na podwórko. Pomyśl jak można odebrać taki opis? Kto rzuca rowerem? W prozie nie może się też znaleźć zdanie "Po 10 minutach" tylko "po dziesięciu miniutach". To szkolne błędy! Tekst po napisaniu musi poleżeć, odczekać swoje i potem odczekać po raz kolejny po przejściu pierwszej korekty. Nie chcę się mąrzyć, sama dopiero niedawno to zrozumiałam, ale przeczytaj swój tekst za miesiąc, będzie Ci wstyd. To tak nie działa - napiszę tekst i od razu rzucę wam jak psu kość, cieszcie się czytelnicy, może znajdzie się na niej jakiś kawałek mięsa ( ładne zdanie) jeden lub dwa.

xxlissaxx
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

Cud to my

Post#10 » 4 dni temu (19 wrz 2018, o 20:39)

Anna Nazabi pisze:Od kilku miesięcy dostaję w kość ( ze względu na pisanie w spółce), ale kiedyś miałam podobne podejście. Piszę na telefonie, bo tak mi wygodnie, kto by się przejmował przecinkiem, i w ogóle się odczepcie. Ostatnio ślęczałam pół godziny nad jednym zdaniem. Co najlepsze, książkę napisałyśmy w trzy miesiące, poprawiamy już cztery. Zrobiło się siedem miesięcy, a połowy nie widać. To jest żmudny proces, ale jak spoglądam na swoje stare teksty, to nie mogę uwierzyć w swoje samozadufanie. Jak mogłam coś takiego dać innym do czytania?! Z wiadomego powodu. Tamta ja najwyraźniej uznawała swój tekst za "dzieło", nigdy się do tego nie przyznając przed samą sobą. Twoje opowiadanie jest koszmarne, w całej kwintesencji tego słowa. Od początku do końca, bo nie poświęciłaś mu czasu, nie pochyliłaś się nad nim. Rzuciłaś nim w nas - czytelników, jak w Twoim tekście ktoś rzucił rower na podwórko. Pomyśl jak można odebrać taki opis? Kto rzuca rowerem? W prozie nie może się też znaleźć zdanie "Po 10 minutach" tylko "po dziesięciu miniutach". To szkolne błędy! Tekst po napisaniu musi poleżeć, odczekać swoje i potem odczekać po raz kolejny po przejściu pierwszej korekty. Nie chcę się mąrzyć, sama dopiero niedawno to zrozumiałam, ale przeczytaj swój tekst za miesiąc, będzie Ci wstyd. To tak nie działa - napiszę tekst i od razu rzucę wam jak psu kość, cieszcie się czytelnicy, może znajdzie się na niej jakiś kawałek mięsa ( ładne zdanie) jeden lub dwa.

Poprawię, ale błagam nie porównuj mnie do siebie. ;)

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości