Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

O bezruchu słów kilka, fragment 2

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
rdzanio
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 47
Zobacz teksty użytkownika:

O bezruchu słów kilka, fragment 2

Post#1 » 26 lut 2019, o 20:57

Dzień 12.

Tunel zaczął się zwężać i z pierwotnej szerokości około 3 metrów pozostał półtorametrowy korytarz. Zauważyłem, że sciany są bardziej obdrapane, a sufit nosi ślady podłużnych rys. Szedłem dalej zagłębiając się w klaustrofobiczną ciemnię. Lampy, wcześniej rozstawione co 2 metry, teraz były rzadkością. Głuchy stuk moich stóp i ciągłe popiskiwanie szczurów powoli doprowadzały mnie do obłędu. W głowię wciąż powtarzałem sobie rytm kroków, raz-dwa-trzy-cztery-pięć. Odcięty od świata zewnętrznego, już nie tylko tunelem, ale i własnymi myślami zacząłem mówić do Króla.

-Królu, gdzie jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

-Jesteśmy w krypcie Janie. -To nie mogła być prawda. Musiałem zwariować, ale szczur wciąż zdawał się do mnie mówić. – Jesteśmy razem.

-Skąd znasz moje imię? – zapytałem z przestrachem.

-Czeka cię jeszcze 25 tysięcy obrotów kamienia. – Jego głos był niski i tajemniczy. Basowa głębia rozchodziła się po całym korytarzu oraz byłem pewien, że dźwięk pochodzi od niego, prosto z mojej kieszeni.

-Mogę zawrócić?

-Nie, nie masz dokąd Janie.

-W takim razie czy jestem wolny? – Spróbowałem podejść szczurka ogólnikowym pytaniem. Choć znałem na nie odpowiedź brnąłem dalej. Nie chciałem, żeby nasza rozmowa tak się skończyła, bałem się tego.
-Niestety nie, nikt nie jest wolny.

-Jak to nikt nie jest wolny, mi się zdaję, że jestem.

-Nie, nie jesteś. Jesteś tak samo uwięziony w tym świecie jak ja. – Uwięziony w tym świecie, co to mogło oznaczać, czy wszystko czego doświadczaliśmy było pewnego rodzaju grą?
-W jakim świecie Królu?

-Och Janie, ty tak mało wiesz. Myślałem, że jesteś mądrzejszy. – W tym momencie objawiła się pogardliwa strona mojego towarzysza. Był w końcu brudnym szczurem, ale to JA go przecież uratowałem. Powinien być bardziej wyrozumiały. – W świecie iluzji oczywiście.

- Nie rozumiem.

-Jeszcze zrozumiesz. – Szczur ugryzł mnie w tym momencie swoimi ząbkami, ale nic nie poczułem. – Zrozumiesz kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora.

W tym momencie nastąpił okropny trzask, drewniane deski pode mną zarwały się i zapadłem się pod poziom wody. Nie topiłem się jednak, ani nie prosiłem o pomoc. Postanowiłem, a raczej to świat, który mnie otaczał postanowił, abym płynął z prądem. Moje ciało ogarnęło momentalnie coś w rodzaju zmrożenia. Czułem każdy mięsień, kość i ścięgno osobno. Płynąłem i nie wiedziałem dokąd. Świat wirował mi w głowie, a wszystko było osnute brudno szarą poświatą wody z kanalizacji miejskiej.


Dzień 13.

Obudziłem się, znów. Jednak świat, który pamiętałem nie przypominał zastanego. Było jasno, dookoła otaczały mnie bluszczowe liany, a słońce prażyło niemiłosiernie w moją szarą twarz. Szczurek był nadał przy mnie i był niemy tak samo jak przed naszą rozmowa. Znajdowałem się jednak nadał w pewnego rodzaju pułapce. Od góry gdzie wlewała się woda byłem otoczony murami wysokimi na około 5 metrów, żadnego ratunku. Rozdarcia dokonywał fakt, że jedyną drogą był dalszy korytarz. Biłem się z myślami, zostać czy iść dalej. Dać się pożreć przez sępy czy umrzeć z rąk losu.

- Królu czy ty jeszcze mówisz? – Zapytałem zrozpaczony wizją kolejnego tunelu, śmierdzących skarpet i zbutwialych ubrań. Nie miałem już sił na racjonalną walkę, zostałem pokonany przez nurt wody. Złamany na pół i z tych dwóch części byłem dzisiaj zbudowany. Jak niezgrabny dziwoląg tkwiłem w pułapce na myszy. Wiedziałem tylko co czeka mnie na końcu korytarza – to była śmierć.

- Cisza – Szczur zdawał się tylko piszczeć wyczerpany wonną podróżą do serca korytarzy.
Jeśli on nie mówi, a ja wtedy go słyszałem to co to mogło oznaczać. Zadawałem sobie to pytanie przez dłuższą chwilę aż doszedłem do jedynego możliwego rozwiązania.

Ja zwariowałem. Stałem się produktem posępnych korytarzy. Moje myśli plątały się jak kłębek nieumiejętne wleczonej wełny. Lecz czy jeśli jestem tego świadom to czy zwariowałem naprawdę. Przecież zdaję sobie sprawę z tego, że to nie mogło się wydarzyć. Jednak stało się i było to równie namacalne co wszystkie inne przeżycia.

Nabrałem wody w swoje strudzone ręce i obmyłem twarz. Czas na decyzję. Chociaż pozostanie w jedynym miejscu, w którym świeciło słońce było bardzo kuszące to nie mogłem się odpędził od wizji powolnego konania tutaj. Momentu wyznaczającego granicę, drogę bez odwrotu.

Dzień 14.
Przenocowałem na moim małym wybiegu i postanowiłem ruszyć dalej. Korytarz wyznaczający dalszą drogę był szerszy niż poprzednie. Ściany były zawilgocone i rósł na nich mech. Zrobiłem dla Króla coś w rodzaju smyczy z moich sznurówek. I tak były mi nieprzydatne, ponieważ buty rozleciały się w drobny mak. Postanowiłem zatrzymać kawałek podeszwy w razie gdybym miał problemy ze znalezieniem obiadu. Szedłem teraz boso i musiałem uważać na każdy kamyczek i ostrą krawędź. W tych warunkach małe skaleczenie może okazać się śmiertelne z powodu wszędzie występujących zanieczyszczeń.

Pierwsze kroki były pokraczne, uczyłem się chodzić na nowo. Zawilgocone płytki korytarza były ślizgi jak cholera. Było zimniej niż zwykle, chłód zdawał się bić z wnętrza i ze środka. Dosłownie z mojego środka. Rozchodził się równomiernie od wszystkich koniuszków moich palcy prosto do serca. Ścięgna i żyły przeradzały się w lodowe kolce. Król popiskiwał co raz bardziej.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości