Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

"Ra'anta - Krwawa Zemsta - część II" wersja 2.1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
KamilM

"Ra'anta - Krwawa Zemsta - część II" wersja 2.1

Post#1 » 14 maja 2019, o 11:11

Stojąc u podnóża zbocza zeskoczył z konia i owinął wodze wokół prawej ręki. Prowadził za sobą kompana tak, aby nie stała mu się żadna krzywda. Zapadając się w przesiąkniętych deszczem piaskach, nie łatwo było stawiać kolejne kroki. Po drodze chwytając się korzeni i pędów niestrudzenie szedł coraz wyżej, mając na uwadze cel swojej pogoni. Nidraj posłusznie bez większych problemów dotarł ze swoim panem na sam szczyt. Tam z odrobiną niepewności Danilos spoglądał w miejsce nad którym, unosiła się mgła skrywając prawdziwe oblicze. Bez większego namysłu ruszył kamienną ścieżką prowadzącą wprost w nieznane. Dławiący i gryzący odór świadczył o dotarciu na miejsce.
Wszystko wokół wyglądało zupełnie inaczej niż dotychczas. Brak oznak jakiegokolwiek życia, wyschnięte bezlistne drzewa i panująca martwa cisza. Słońce nie mogące się przebić przez szczelną mglistą barierę. Wyglądało to jakby Danilos przekraczał granicę zupełnie innego świata. Zwrócił uwagę również na spore dziury w ziemi myśląc skąd się wzięły. Ale nie to było teraz najważniejsze. Skupiony na tym, co przed nim ruszył powoli niknąc w oparach i we mgle.
Nieodparte wrażenie czyjeś obecności i obserwacji narastało z każdą spędzoną tu chwilą. Nerwowo rozglądając się dookoła próbował dojrzeć czy ktoś tam jest. Trzymając mocnym i pewnym chwytem sierp przygotowany był na możliwy atak. Z wyczuciem i ostrożnością stawiał kroki, ponieważ każdy z nich mógł się okazać ostatnim.
Idąc w głąb dostrzegał coraz więcej tajemniczych dziur, z których dobiegały niepokojące piski. Nie zwiastowało to nic dobrego. Skupiony na wygrzebaniu się z lepkiego bajora nie zauważył jak coś przefruwało tuż przed nim. Nie zdążył dobrze postawić nogi, a już kolejne zjawy pojawiały się szepcząc coś niezrozumiale. Wyglądały tak podobnie jak te, które spotkał w lesie. Teraz stawały mu na drodze uniemożliwiając przejście. Danilos i jego kompan znaleźli się w sytuacji bez wyjścia za sprawą piaskowych pełzaczy - wielkich oślizgłych robali żyjących pod ziemią. Przypominające kształtem węże wypełzały z dziur na powierzchnię zapewne na łowy. Osaczony Danilos i Nidraj musieli stawić czoło potworom i zjawom.
Pełzacze zbliżając się do nich wysunęły długie jęzory z czarno - żółtymi plamami. Pozbawione oczu musiały kierować się węchem, aby skutecznie polować. Wydając przeraźliwe piski przywoływały kolejne osobniki.
Jęzorami oplątywały kopyta Nidraja próbując wciągnąć go pod ziemię. Spanikowany rżał z całych sił i wyrywał się ciągnąc rękę Danilosa. Pojawił się grymas bólu na jego twarzy. Musiał odciąć wodze, aby swobodnie i bez skrępowania walczyć. Mniejsze larwy pełzaczy wgryzały się w pysk konia swoimi drobnymi, ale ostrymi niczym brzytwa zębami. Sprawiały mu przy tym okropny i nieznośny ból. Jeden z nich trafił na oko, które całkowicie wyszarpał połykając je w całości. Chwilę po tym został rozpruty kościanym ostrzem. Kolejne bryzgały krwią padając jeden po drugim martwe na ziemię.
Danilos robił wszystko co mógł, aby ocalić wieloletniego przyjaciela. Skutecznie i zręcznie udało mu się przeciąć jęzory z których wyciekało zielone mazidło. Zdyszany i wyczerpany nie poddawał się, nie teraz. Podrażniona dusza wojownika pozwoliła mu na wykrzesanie dodatkowej siły. Zaciekła, krwawa, okrutna i rozpaczliwa walka trwała tak długo, że wiara w wydostanie się z uścisku śmierci ulatywała z każdą kolejną chwilą. Nastało coś co było nie uniknione. Nie mogąc dalej odpierać ciągłego ataku Danilos padł na wpół przytomny. Z trudem odwrócił głowę w stronę zanurzonego w bagnie konia ranionego przez larwy. Łza spływająca po policzku wymieszała się z krwią. Szara wyłaniająca się z mgły postać kroczyła w jego stronę. Towarzyszący jej potężny podmuch zgasił jego świadomość...

II

Od kilku pochmurnych, deszczowych i burzowych dni w wiosce panuje wielkie zamieszanie. Po tym jak zagościł tu chaos i ogólne zamieszanie padały oskarżenia i słowa o nieszczęściu, które dosięgnie wszystkich obozowiczów. Ciężko było uspokoić rozjuszony tłum gromadzący się pod jedną z chat. Znajdował się tam nowo przybyły wywołując całe te zamieszanie. Ze złością i pewnym rozczarowaniem wieśniacy patrzyli jak ich przywódczyni naraża z pełną świadomością cały obóz.
-Uspokójcie się i rozejdźcie do domów! Nie zmienię zdania!. Musimy okazać dobro, trzeba postąpić właściwie – rzekła stanowczo po wyjściu z chaty. Kilku wieśniaków nie zgadzało dając temu wyraz.
-Ściągnęłaś na nas śmierć! -uciekaliśmy przed tym, a teraz jedną decyzją zapraszasz ją wprost do nas! -lamentowała rozżalona kobieta.
-Wiem co nas tu przywiodło, ale ten człowiek prawie umarł. Nie mogłabym przejść wobec tego obojętnie. Nie po tym wszystkim -odpowiedziała z wyraźnym smutkiem i przygnębieniem. Stałabym się taka jak oni -oprawcy którzy zabrali nam wszystko. Przepychanka słowna zdawała się nie mieć końca. Wtedy jednak stało się coś co sprawiło, że głosy ucichły. W drzwiach przy uderzeniu pioruna pojawił się przybysz.
-Wyniosę się niebawem, nie bójcie się -rzekł słabym i niepewnym głosem. Stojąc w cieniu skrywał swoje oblicze.
-Wracaj do środka jesteś jeszcze zbyt słaby, aby ruszyć gdziekolwiek -prosiła przywódczyni.
-Zrobię jak mówię… - po tych słowach zniknął za drzwiami.
-Jesteście z siebie zadowoleni? - dopytywała z irytacją. Teraz stracimy być może jedyną szansę na pomstę. Widać było, że nie wiedzieli co mają przez to rozumieć.
-Rozmówię się z wami przy wieczornym posiłku. Odeszła wzburzona do swojej chaty.
Unoszący się zapach pieczonego mięsa przyciągał kolejnych obozowiczów. Gromadzili się wokół niewielkiej kuźni, gdzie wszystkim zarządzała tutejsza kowalka. Szczupłe, umięśnione ciało otulone skórzaną zbroją. Biały, długi warkocz opadał wzdłuż odkrytych pleców. Ciemnoskóra z nietypowym kolorem oczu przypominającym piaski pustyni wydawała kolejne porcje ściągane z ostrzy mieczy.
Bezkonfliktowa atmosfera nie trwała zbyt długo. Przerwało ją pojawienie się przywódczyni ze słowami:
-Nasz gość zje wspólnie z nami – stwierdziła stanowczo ucinając tym samym kolejne próby podważania jej decyzji. Chwilę po tym stanął przed nimi napiętnowany mężczyzna. Niektórzy zasłaniali dzieciom oczy oszczędzając im odrażającego widoku. Blizny spełniały swoje zadanie. Wielkiemu zaskoczeniu i niedowierzaniu towarzyszyła niepewność i obawa.
-O to stoi przed wami wojownik i strażnik Ra’anty.
-On ma być wielkim wojownikiem? Jednoręki? Chyba jakieś żarty! - wykrzykiwał jeden z chłopów. Szydercze uśmiechy nie schodziły z twarz wieśniaków.
-Szamiso! Co się z tobą stało! Spójrz tylko na niego! - wołała kolejna kobieta.
-Dosyć! -wrzasnął kobiecy głos.

Tagi:

KamilM

"Ra'anta - Krwawa Zemsta - część II" wersja 2.0

Post#2 » 18 maja 2019, o 19:14

stare poprawione + nowa część :)

Awatar użytkownika
Camenne
crazy plant lady
crazy plant lady
Posty: 5343
Zobacz teksty użytkownika:

"Ra'anta - Krwawa Zemsta - część II" wersja 2.1

Post#3 » 24 maja 2019, o 21:04

Po drodze chwytając się korzeni i pędów niestrudzenie szedł coraz wyżej, mając na uwadze cel swojej pogoni. Nidraj posłusznie bez większych problemów dotarł ze swoim panem na sam szczyt.

Jeżeli chwytał się korzeni, to brzmi to tak, jakby to było niesamowicie strome podejście, a koń po takim chyba nie da rady wyjść.

Tam z odrobiną niepewności Danilos spoglądał w miejsce nad którym, unosiła się mgła skrywając prawdziwe oblicze.

Prawdziwe oblicze czego?

Dławiący i gryzący odór świadczył o dotarciu na miejsce.

To bym nieco zmieniła. Może "Czując dławiący i gryzący odór, był pewien, że trafił we właściwe miejsce" (lub cokolwiek na ten kształt, to taka myśl na szybko).

Brak oznak jakiegokolwiek życia, wyschnięte bezlistne drzewa i panująca martwa cisza. Słońce nie mogące się przebić przez szczelną mglistą barierę.

Brakuje czasowników.

Nieodparte wrażenie czyjeś obecności i obserwacji narastało z każdą spędzoną tu chwilą. Nerwowo rozglądając się dookoła próbował dojrzeć czy ktoś tam jest. Trzymając mocnym i pewnym chwytem sierp przygotowany był na możliwy atak. Z wyczuciem i ostrożnością stawiał kroki, ponieważ każdy z nich mógł się okazać ostatnim.

Danilos chyba zapomniał, że dalej prowadzi konia na wodzy ;)
SWOJĄ DROGĄ, Danilos przypadkiem nie ma tylko jednej ręki? Jak więc trzyma jednocześnie wodze i sierp, a wcześniej trzymał wodze i wspomagał się, przytrzymując się korzeni i pędów?

Idąc w głąb dostrzegał coraz więcej tajemniczych dziur, z których dobiegały niepokojące piski.

Wgłąb.
Już raz nazwałeś je dziurami, może po prostu doły w ziemi, otwory? Jamy?

Skupiony na wygrzebaniu się z lepkiego bajora nie zauważył jak coś przefruwało tuż przed nim.

Nie było ani słowa o tym, że Danilos w coś wlazł, szedł po prostu drogą w mgle.

Nie zdążył dobrze postawić nogi, a już kolejne zjawy pojawiały się szepcząc coś niezrozumiale. Wyglądały tak podobnie jak te, które spotkał w lesie. Teraz stawały mu na drodze uniemożliwiając przejście. Danilos i jego kompan znaleźli się w sytuacji bez wyjścia za sprawą piaskowych pełzaczy - wielkich oślizgłych robali żyjących pod ziemią. Przypominające kształtem węże wypełzały z dziur na powierzchnię zapewne na łowy. Osaczony Danilos i Nidraj musieli stawić czoło potworom i zjawom.

Bardzo topornie i ciężko jak na opis akcji. Spróbuj krótszych zdań.

Spanikowany rżał z całych sił i wyrywał się ciągnąc rękę Danilosa. Pojawił się grymas bólu na jego twarzy.

Zamieszanie z podmiotami. Na twarzy Danilosa czy na twarzy Nidraja (już pomijając, że konie mają łby)? ;p

Mniejsze larwy pełzaczy wgryzały się w pysk konia swoimi drobnymi, ale ostrymi niczym brzytwa zębami.

One latają? Póki co opisałeś je jako stworzenia raczej podziemne, a więc albo nagle latają, albo tak go oblazły i wspięły się po nim, że sięgnęły pyska, ale skoro są wężopodobne, to raczej byłoby o to trudno. Nie wciągnęły go też pod ziemię, bo było o tym, że tylko probowały to robić.

Danilos robił wszystko co mógł, aby ocalić wieloletniego przyjaciela. Skutecznie i zręcznie udało mu się przeciąć jęzory z których wyciekało zielone mazidło. Zdyszany i wyczerpany nie poddawał się, nie teraz. Podrażniona dusza wojownika pozwoliła mu na wykrzesanie dodatkowej siły. Zaciekła, krwawa, okrutna i rozpaczliwa walka trwała tak długo, że wiara w wydostanie się z uścisku śmierci ulatywała z każdą kolejną chwilą. Nastało coś co było nie uniknione. Nie mogąc dalej odpierać ciągłego ataku Danilos padł na wpół przytomny.

Właściwie relacjonujesz walkę, nie opisujesz jej. Walki opisuje się bardzo trudno, ale lepiej chociaż spróbować to zrobić, bo takie wyjście jest mimo wszystko uznawane za pójście na łatwiznę.

Łza spływająca po policzku wymieszała się z krwią.

Strasznie patetyczne i sztampowe. Ludzie nie płaczą pojedynczą krwią, chyba że melodramatycznie w telenowelach ;)

Szara wyłaniająca się z mgły postać kroczyła w jego stronę. Towarzyszący jej potężny podmuch zgasił jego świadomość...

Tu też uciekłeś od opisywania. Poza tym wielokropek to nie jest dobry pomysł na kończenie sceny.

Od kilku pochmurnych, deszczowych i burzowych dni w wiosce panuje wielkie zamieszanie. Po tym jak zagościł tu chaos i ogólne zamieszanie padały oskarżenia i słowa o nieszczęściu, które dosięgnie wszystkich obozowiczów.

Mieszasz czasy.

-Uspokójcie się i rozejdźcie do domów! Nie zmienię zdania!. Musimy okazać dobro, trzeba postąpić właściwie – rzekła stanowczo po wyjściu z chaty. Kilku wieśniaków nie zgadzało dając temu wyraz.
-Ściągnęłaś na nas śmierć! -uciekaliśmy przed tym, a teraz jedną decyzją zapraszasz ją wprost do nas! -lamentowała rozżalona kobieta.
-Wiem co nas tu przywiodło, ale ten człowiek prawie umarł. Nie mogłabym przejść wobec tego obojętnie. Nie po tym wszystkim -odpowiedziała z wyraźnym smutkiem i przygnębieniem. Stałabym się taka jak oni -oprawcy którzy zabrali nam wszystko. Przepychanka słowna zdawała się nie mieć końca. Wtedy jednak stało się coś co sprawiło, że głosy ucichły. W drzwiach przy uderzeniu pioruna pojawił się przybysz.
-Wyniosę się niebawem, nie bójcie się -rzekł słabym i niepewnym głosem. Stojąc w cieniu skrywał swoje oblicze.
-Wracaj do środka jesteś jeszcze zbyt słaby, aby ruszyć gdziekolwiek -prosiła przywódczyni.
-Zrobię jak mówię… - po tych słowach zniknął za drzwiami.
-Jesteście z siebie zadowoleni? - dopytywała z irytacją. Teraz stracimy być może jedyną szansę na pomstę. Widać było, że nie wiedzieli co mają przez to rozumieć.
(...)
-Rozmówię się z wami przy wieczornym posiłku. Odeszła wzburzona do swojej chaty.

Bardzo cię proszę, popraw zapis dialogów. Obecnie kłuje to w oczy, masz dużo błędów i jest to miejscami bardzo nieczytelne.

To tylko część błędów. Interpunkcja u ciebie leży tak bardzo, że nie dałoby się wypisać ci wszystkich błędów, masz też błędy ortograficzne w pisowni rozdzielnej i łącznej, i mnóstwo innych problemów. Ale nie wszystko na raz.

Nagły ratunek Danilosa przez nieznajomą przywódczynię wioski to typowe deus ex machina.

Czym jest Deux ex machina:
Deus ex machina (łac. „bóg z maszyny”, kalka językowa greckiego apò mēkhanês theós) – pojęcie wprowadzone do dramatu antycznego przez Eurypidesa. Zsyłał on w swoich przedstawieniach boga, który gwałtownie rozwiązywał akcję, aby sztuka nie trwała zbyt długo. Maszyną nazywano specjalne urządzenie mechaniczne, dzięki któremu aktor grający boga spuszczany był na scenę z góry na linach. Potocznie stwierdzenie to oznacza wszystkie nagłe zmiany sytuacji, niedające się logicznie wyjaśnić w kategoriach rozwoju wydarzeń.

W znaczeniu alegorycznym oznacza nieoczekiwane pojawienie się Boga. Współcześnie rozwiązanie to zastosował w humorystycznej formie Woody Allen w swojej sztuce Bóg.

W znaczeniu naukowym oznacza wprowadzenie nieudowodnionej nowej koncepcji, która hipotetycznie tłumaczy pewien problem.


I jeszcze za tym artykułem:
Wyobraźcie sobie sytuację, w której piszecie książkę. Budujecie napięcie. Jeden z bohaterów ma coraz większe problemy. Właśnie wpadł w ręce potężnego hipnotyzera. Zostaje przyparty do muru. Atmosfera gęstnieje. Logika podpowiada wręcz, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Wiemy bowiem, że hipnotyzer jest potężny, a nasz bohater nie wspomniał nawet słowem o tym, czy wie o jego umiejętnościach i co najważniejsze, czy potrafi się przed nimi obronić. Jest źle, ale nagle okazuje się, że to bohater wygrywa. Moc hipnotyzera nie działa, bo wymyśliliście, że on przecież jak był młody to trenował techniki obrony przed hipnozą. W czym problem? W tym, że nawet słowem nie wspomnieliście czytelnikowi, że coś takiego miało miejsce. Wyjęliście to rozwiązanie z pudełka. Rozwikłaliście beznadziejną sytuację w sposób, który wzbudza wątpliwości. Nie chodzi tylko o takie zwroty akcji, ale i postacie, które wcześniej nie miały żadnego znaczenia dla fabuły, a teraz nagle zmieniają drastycznie jej bieg. Przedmioty, które zaczynają działać inaczej niż pierwotnie nam wyjaśniono, uzyskują nowe właściwości oraz zbiegi okoliczności, które przekraczają granicę absurdu.


Generalnie jest lepiej, dużo lepiej, pamiętając pierwowzór pierwszej części, bo teraz starasz się opowiadać historię, nie ją relacjonować, opisujesz otoczenie, tło, i to zawsze robi różnicę. Nie masz warsztatu i stylu, by robić to zręcznie, ale jest lepiej. Nie oznacza to jednocześnie, że jest to dobrze pisane i dobrze rozwiązane, ale nie wydaje mi się, że oczekiwałeś się nagłej transformacji do wiekopomnego dzieła, a tym bardziej nikt nie oczekiwał tego. Trzeba mieć miejsce i czas na rozwój. Błędów jest ogrom, niezgrabności bardzo dużo, chadzasz na skróty, czasem uciekasz do starych przyzwyczajeń streszczania, nie gawędzenia, i można by dalej wymieniać, ale nie da się doskonalić pióra bez pisania (i czytania zresztą, bo nie da się dobrze pisać, nie czytając).
Cóż, pomysł na ten tekst jest bardzo sztampowy, a kijem Wisły nie zawrócisz, nie wyciśniesz z tego więcej, niż się da, czyli niewiele. Zawsze czytelnik będzie marszczył czoło, będzie irytował się banalnością i ogranymi schematami, oczywistością postaci, która jest utkana z wielkich cech wielkiego wojownika, ale nie jest człowiekiem z krwi i kości. Jest to jakiś pomysł na pierwszy tekst, bo na czymś trzeba ćwiczyć pióro, a szkoda na to genialnych pomysłów, ale musisz być świadomy, że pomysł i póki co rozwój fabularny tekstu to jego ogromna bolączka. Nie rozwijasz się też pod względem innym niż sam warsztat. Pisanie to w końcu nie tylko sam styl, ale też postaci, ich charakter, budowanie go poprzez tekst, budowanie klimatu, sytuacji, świata przedstawionego i ogromu innych elementów. Idąc tak ogranymi rozwiązaniami, nie rozwiniesz się, dlatego proponowałabym jednak porzucić Danilosa - a przynajmniej "odsztampowić" jego losy.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

KamilM

"Ra'anta - Krwawa Zemsta - część II" wersja 2.1

Post#4 » 25 maja 2019, o 08:51

Faktycznie porzucę pomysł. Wiedzę, że jednak nie ma to sensu. Mimo wszystko dziękuję za poświęcony czas i za wszystkie opinie i komentarze.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości