Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Cicha Wojna fragment 1. Edit

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

BastianBravehart
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 1
Zobacz teksty użytkownika:

Cicha Wojna fragment 1. Edit

Post#1 » 4 gru 2019, o 10:33

Nie mam pojęcia gdzie ten świat zmierzał, ale robił to w szaleńczym tempie. Nie sposób było go zawrócić, wskazać poprawny kierunek. Jednak było jasne, że ludzie mogliby skorygować o maksymalnie kilka stopni kierunek wyścigu z samym sobą. Nie wiadomo co nam szykowała przyszłość, ponieważ jeszcze o nią walczymy - jesteśmy duchami, które wdzierają się w miejsca niedostępne dla reszty ludzkości, w byt niewidzialny i niematerialny. Oni są jedynie otoczką, zacieśniającą się wokół nas. 

Tutaj jest spokojnie. 

Epicentrum z tego słynie... 

Z czego my zasłyniemy?  

Jedyna odpowiedź na trapiące nas wszystkich pytanie znajduje się w przyszłości, wyłaniającej jednego zwycięzce.  

... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... ... 

-Nie jestem zainteresowany - rzucił krótko, jasno, zrozumiale, jednak w tej sytuacji, te trzy słowa musiały być sumiennie, raz po raz wbijane do głowy Martina Vescampa. W kręgu korporacyjnym uchodził za największą hienę, przez co niestety tym samym niekwestionowanego mistrza branży, ikonę niczym Michael Jackson, wzór do naśladowania dla młodych korpo-szczurów, w takim samym stopniu jak dla piłkarzy wzorem stał się Cristiano Ronaldo. Dla opłacającej go korporacji niekończąca się żyła złota, a dla dowódcy "First Legion" - niebywale inteligentny, co zarazem zepsuty i zgniły wewnętrznie typ, którego Leon miał po prostu dosyć. Rozmowa była bardzo uporczywe, jakby wyobrazić sobie gościa, który od 15 minut opowiada, że płynna lawa nałożona na skórę ma bezsprzecznie, najlepszy spośród wszystkich dostępnych "materiałów", wpływ na gładkość skóry. Jednym słowem. Paranoja.  

Jego chorendalnie wysokie wynagrodzenie, pozwoliło by w pełni wyeliminować głód w małym, afrykańskim państwie. Kontrakt, na który "Personal Inderstried" było gotowe wyłożyć bez mrugnięcia okiem, 100 mln dolarów, kuszące Lionela 10%, dla wielu było ofertą, przy której ciężko przejść obojętnym i niewzruszonym. Wystarczy tylko, że "sprzeda" swoją jednostkę, pod okupację nie wiadomo kogo. Jakoś nigdy nie pociągało duchów, bycie złapanym ze sznurek, wokoło nienamacalnej szyi. Czekając cierpliwie - na maksymalnie przeciągane w czasie, przytłoczone desperackimi argumentami, opakowane w złocisty papierek, kuszące niczym lodowaty pokoik na pustyni - słowo "korzyść" - nie wytrzymał. Całą rozmowę zakończył, gdy telefon rozbił się o ścianę. Niestety to jeden z pasożytów, z którymi karabin, plan działania i sprawne oko Pastora nie wypatrzy, zdejmując przy pierwszym strzale. W epicentrum korporacyjnego chaosu, logiczne, poparte faktami argumenty są tym, czym dla rakiet "HOWK16-1" zwierzę, zwane potocznie człowiekiem.  

Ta część Centrum Operacyjnego na terenie Południowo-Wschodniej Europy, była kolejnym mglisto szarym prostokątem, wydzielonym dla First Legion - formacji GHOSTS jako kwatera. Nic nadzwyczajnego - łóżko, mocno prowizorycznie składane, schowane w ciemnym kącie, który był najciemniejszym punktem w tym pomieszczeniu - gdyby nie zamontowana obok w takim samym stopniu prowizoryczna umywalka - nawet "Duchowi" ciężko było by trafić o trzeciej w nocy, z powrotem na materac położony na kilku deskach. Jednak kto jak kto, ale chłopakom nie potrzeba było luksusów, ani nawet standardów. Jeszcze bardziej na lewo, cienka smuga światła, wytaczała się z lampki nocnej, leniwie jak żółw, świecąc najsłabiej jak tylko potrafiła. Pochłaniała pożółkłym światłem, kolejne metry kwadratowe, kończąc swoją wędrówkę niemalże w połowie mapy, zawieszonej na przeciwległej ścianie ciasnej klitki, z tlącymi się niczym małe węgielki, czterema czerwonymi lampkami. To, nic innego jak cztery jutrzejsze cele operacyjne. First i Two Legion, dwie jednostki i dwie placówki do zajęcia, jedna operacja wojskowa i jedna misja wywiadu GROM-owców. Leon jednak dosyć mocno odczuwał brak snu. Niewiele myśląc po prostu usnął, niemalże w tym momencie, gdy zetknął się z łóżkiem. Nie myśląc, nie kalkulując - tak zostali wyszkoleni. Jutrzejszy dzień miał im bardzo wiele do zaoferowania; od najcięższych rozmów z generałem, po te przyjemniejsze; strzelanie i wygrywanie, chociaż to drugie nie było w tym wypadku takie oczywiste, jakby mogło im się na początku wydawać.  

...  

Godzina 3:10 - pobudka, budzik wrzeszczał kilka sekund, aż został wyłączony zamaszczystym ruchem, a właściwie ciśnięty i rozbity o ścianę. Leon zrobił jak zawsze rano - kilka serii pompek, brzuszków, zanim wyszedł na spotkanie z generałem czekającym na niego, w wielkim pomieszczeniu, z tak samo pokaźną interaktywną mapą na ścianie i obsadą fachowców od wszystkiego. Jak zwykle "Pastor", był na nogach, mniej więcej od pół godziny - jak zwykle korygował, czyścił i dostrajał swoje cacko - M6K91 - karabin snajperski, będący prototypem testowanej dopiero, a już niezawodnej broni. Rzadko któremu egzemplarzowi poświęcał tak dużo czasu i serca. Był jednym z młodszych komandosów w GHOSTS, lecz profesjonalizmem przewyższał prawie wszystkich, tych doświadczonych, najlepszych, a z pewnością młodych, będących w jego wieku.  

- Pastor święci. - wewnętrzny punkt zbioru, był dwa razy większy niż cela, w której spali członkowie First Legion. 

- Czarny marudzi. - odrzucił Leonowi, z lekkim uśmieszkiem, nie spuszczając wzroku ze swojego "cudu". Spowite niemrawą, szaro-ponurą mgiełką pomieszczenie, gdzie jasne światło rzadko było tolerowane, składało się z dwóch, podłóżnych, metalowych stołów, obitych antypoślizgowym materiałem. Zajmowały połowę miejsca, dodając do nich półotwarte, kuliste, czarne siedziska. Na końcu pomieszczenia znajdowały się ciężkie, metalowe drzwi.  

-Stary czeka?  

-Przyjechał w nocy i o mało nie pościągał nas z łóżek.  

-Czyli stary dureń czeka.  

-Usiądź i wyczyść broń, masz tam kawy w rogu.  

-A reszta? - spytał zdziwiony Lionel, po czym chętnie usiadł, biorąc w rękę kubek i upijając sporego łyka.  

-Aaa... Zdążył złapać Hadesa i Pako, z tego co słyszałem, muszą mu coś tam wygrzebać w papierach. - uśmiechnął się z przekąsem, nie spuszczając wzroku ze swojej broni. Każdy możliwy element, wyciągnął, osobno wyczyścić, będąc już w końcowej fazie składania tego wszystkiego do kupy.  

Co jak co, ale Pastor, przestrzegał swoich rygorystycznych wymogów i zasad, dokładnie tak samo, jak człowiek, a tym bardziej ksiądz powinien przestrzegać 10 przykazań. Możliwe, że właśnie stąd ta ksywka. Lub z jego dość spokojnego i religijnego usposobienia. 

-Mogli nie wychodzić z kwatery.  

-A no mogli...  

-Dawno?  

-A z godzinę temu. Próbowali się wymiksować, ale wiesz jak jest ze starym. Krąży i czeka, aż ochotnik wyjdzie i wtedy nie ma przebacz - zaśmiał się pod nosem, prężąc się umieścił na szynach, długi na trzydzieści pięć centymetrów; celownik optyczny.  

Wtem, drzwi otworzyły się, na co Pastor nadal nie zareagował, pozostając jakby w letargu.  

-Cichy. Dobrze, że jesteś. Co tu się dzieje, gdzie chłopaki? Jack? - zagaił Lionel.  

-Pako z Hadesem...  

-Grzebią w papierach, tak wiem - dokończył szybko Czarny.  

-Jack odsłuchuje nagrania, podobno w nocy w Bydgoszczy, któryś z nas zginął. - te słowa uderzyły obu w uszy jak odgłos startującego odrzutowca, zaledwie jak gdyby znajdował się kilka metrów od nich. Pastor odłożył swój karabin na stojak i nie czekając na zachętę, ruszył pierwszy do centrum dowodzenia.  

We trójkę szybkim krokiem przebili korytarz, drewniane, ozdobne drzwi i drugie; metalowe, strzeżące głównego pomieszczenia, zabezpieczeniem na odcisk palca jednego, i skan siatkówki drugiego upoważnionego.  

Stary uwielbiał to zabezpieczenie, gdyż zawsze musiał wziąć ze sobą, jednego z nas w roli niewolnika.  

...  

Hades siedział, wraz z jednym z gości od łączności po prawo w rogu sali, mającej conajmniej 300m kwadratowych. Mocno się kłócili, akcentując to żywą polemiką ciała. Dalej, wzdłuż ściany kilka par ciężkich, jasno-brązowych drzwi. Centralną cześć w pełni zawalały biurka, poustawiane w symetrycznym porządku, była ich zapewne setka. Obrotowe fotele, komputery, laptopy, stosy papierów i biurowego sprzętu, a całemu temu harmiderowi, dopełniali uroku biegający i krzyczący pracownicy. Zaraz za nimi plasował się dwustopniowy podest z kilkoma ogromnymi biurami, oddzielonymi poprzez kuloodporne szkło, za którymi można było dostrzec generała Mateckiego i innych ważnych ludzi. Po lewo od wejścia na całej szerokości ściany, interaktywna mapa z tysiącami różnokolorowych punkcików, raz pulsujacych, a raz dającymi stałe jaskrawe podświetlenie.  

Gdy tylko drzwi trzasneły za Czarnym, Pastorem i Cichym; Hades po sekundzie pojawił się koło przybyłej trójki.  

-Nie mogą połączyć się z Centrum w Bydgoszczy! Nikt nie może!!! Połączenie zanikło dwadzieścia minut temu, podobno są zabici. Pastor wybałuszył gały, jakby usłyszał o pędzącej w stronę Ziemi, ogromnej asteroidzie. Cichy zniknął bez słowa za drzwiami po prawo, nerwowo przyciskając kilka razy szwankującą przepustką.  

-Skąd to podobno? - zaczął chłodno Czarny.  

-Mierniki tętna? - wypalił Pastor 

-Nie wygląda to dobrze. Stary nas rozstrzela, jak nie ruszymy.  

-Zbieraj sprzęt, ekipę... - Hades przerwał Czarnemu, wskazując gościa spod ściany.  

-Pastor sprzęt... Ty wzywaj śmigłowiec, ściągasz Pako, Jacka i Cichego. A Ty gościu wpierdol się jeszcze raz... - ostatnie słowa wykrzyknął w stronę łącznika, który nie śmiał zaprotestować, ani nawet drgnąć powieką, sam ruszył do jednego z większych pomieszczeń, w którym toczyły się bardzo burzliwe rozmowy, pchnął ciężkie, szklane drzwi i zasalutował, kierując wzrok na starszego, niskiego człowieczka o wysuszonej, okrągłej twarzy, z licznymi zmarszczkami. Miał na sobie wysłużony niebieskawo-zielonkawy mundur z ogromem medali, polyskujacych w świetle lamp i pobrzękujących o siebie, niczym dziecko machające uparcie grzechotką. Rozmowa nie odbiegała tematem od tej przeprowadzonej przed chwilą z FL, jedyne co zdołał usłyszeć, to obawę o bezpieczeństwo narodowe, wypuszczoną z ust wysokiego, szpakowatego ważniaka w okularach. Lecz gdy zobaczył Lionela zamilkł momentalnie.  

-Musicie jak najszybciej sprawdzić co tam się dzieje - jak na swój wiek i wygląd, staruszek mówił szybko, podniosłym i mocnym tonem - Tak jak już wiesz, nie mamy kontaktu, obraz z kamer, z czytników tętna, z niczego, z placówką w Bydgoszczy. Jesteśmy najbliżej, grupa trzecia dotrze tam kilkanaście minut po Was.  

-Tak jest generale.  

-Rozumiem, że już wszystko gotowe? Za 20 minut mamy mieć pełny obraz sytuacji. Wykonać.  

-Ruszamy za dwie minuty - krzyknął Leon i po 90 sekundach, cała szóstka wbiegała na dach budynku w oczekiwaniu na rozruch śmigłowca bojowego "TB-54". Ruszyli do maszyny, na znak Czarnego i po kilkudziesięciu sekundach wznosili się, wzbijając tumany kurzu, wirujące na kształt paraboli pod nimi.  

Uszczelnili pokład i nie tracąc czasu, Czarny oddał głos Pastorowi.  

-Chłopaki za 15 minut, jeżeli pilot się po śpieszy - mówiąc to szturchnął Leona dyskretnie w bok, po czym ten przekazał polecenia pilotom - Zjedziemy 300 metrów w dół po linach. - rozkładając plan budynku, wskazał Hadesa i Pako.  

-Wy zjedziecie pierwsi i zajmiecie pozycje na wschód od drzwi wejściowych, za tym kominem - wskazał palcem osłonę umożliwiającą sprawną obronę reszty i wejścia do budynku - Potem zjeżdżam ja i Jack, pilnując lewej flanki. Analogicznie. Na końcu Czarny z Cichym w odwrocie, którzy podchodzą do drzwi.  

Schemat znany, najpierw Cichy, Czarny - lewa, Hades za Cichym, Pako - prawa i ja z Jackiem w odwrocie. Kamery na hełmy, noktowizory w pogotowiu i tłumiki na boczną i główną. Lasery w celownikach zdezaktywować. Granaty dymne, gazowe, błyskowe, penetrujące i zwykłe po jednym. Wszystko jasne? - zakończył minutowy wywód - Jasne! Teraz Czarny.  

Ten podszedł do mapy i pokazując na wejście objasnił - Dwa piętra w dół po klatce, strzelać do tego kogo uznacie za wrogów, ale nie zabić. Kierujemy się do drzwi po prawo - pomieszczenie gospodarcze - jak czysto - wycofujemy się. Drzwi po lewo na klatce to wejście do korytarza, prowadzącego do kwater osób sprzatacych, zachowujemy uwagę, sprawdzamy, wycofujemy się. Piętro niżej, musimy aktywować stalowe drzwi, za którymi są sale wykładowe i konferencyjne, zaraz za punktem ochrony. Jeżeli na tym etapie nikogo nie będzie, lub wróg będzie czekał, zdjąć po cichu na rozkaz. Jeżeli to będą nasi, zachować szczególną ostrożność, to może być pułapka.. I jeszcze jedno. Nie ma najmniejszego kontaktu z placówką, głucho zamknięta, więc nie liczcie na światło i elektryczność, a jeżeli takowa będzie to mamy przejebane... A teraz przygotować sprzęt. - skończył Czarny i pobiegł do wyposażenia, przytwierdzonego do ściany na magnes.  

...........


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości