Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Marcel
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 18
Zobacz teksty użytkownika:

Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Post#1 » 20 maja 2020, o 19:18

Poznałem ją w akademiku, w windzie, miała na imię Klara. Właściwie to w windzie zobaczyłem ją po raz pierwszy, kiedy to zdążyła wsiąść, czy też ja zdążyłem otworzyć jej szare drzwi, zanim te z metalicznym dźwiękiem się zamknęły. Prawie nie rozmawialiśmy, prawie na nią nie patrzyłem, przecież wtedy była tylko kolejną nieznajomą duszą, obcą duszą, która miała zniknąć za moment, za chwilę, kiedy tylko wyjdzie z windy... 

Następnego dnia znów ją spotkałem, stała sama i patrzyła w moją stronę. Ja prawie jej nie zauważyłem, bo szedłem przed siebie, ze wzrokiem utkwionym nigdzie, myśląc chyba o niczym. Kiedy ją mijałem, uśmiechnęła się do mnie blado, nieznacznie – ja też się uśmiechnąłem. I dopiero przechodząc obok spojrzałem na nią, na jej twarz, w jej twarz. Miała dobrą twarz, spokojne i łagodne oblicze kobiety o duszy anioła. Miała też ciemne oczy. Wielkie, ciemne oczy. Smutne oczy. 

Jakoś tak wyszło, nie wiem dokładnie jak, zbierałem się do tego od kilku dni, że zaprosiłem ją wieczorem na miasto – ciągle widywałem ją w przelocie, później odważyłem się napisać, pisaliśmy ze sobą i dobrze nam się tak pisało-rozmawiało, bardzo naturalnie, niewymuszenie. Zaprosiłem ją wieczorem, właściwie w nocy, bo było przed dziesiątą. Zgodziła się. 

Czekałem na nią na dole, w pustym holu akademika, patrzyłem na zegar wiszący nade mną, na chodzące leniwie wskazówki, i czekałem. W końcu do mnie wyszła, moja piękność w kolorach nocy, piękność będąca samą nocą. Patrzyłem na jej długie, proste włosy, bladą jak papier skórę, na różowe policzki i byłem oczarowany. Kiedy siedzieliśmy już tylko we dwoje na samotnej ławce w parku, pijąc z plastikowych kubków czerwone wino, dobrze wiedziałem, że ją znalazłem, właśnie ją. Wdychałem zimne, nocne powietrze, i było mi ciepło. Siedziałem na twardym drewnie, a było mi miękko. Wiedziałem, bo chciałem słuchać, a nie tylko mówić. Wróciliśmy razem, wróciliśmy późno i pod drzwiami jej pokoju się pożegnaliśmy. A kiedy one się zamknęły, ona zniknęła i światło z wiszących nisko żarówek zgasło, stałem tak nadal, czując ją wciąż na swoich wargach. Gdy wróciłem do siebie nie mogłem zasnąć, nie spałem tej nocy wcale. 

Jakoś tak wyszło, nie wiem dokładnie jak, że zacząłem spędzać z nią, właściwie dla niej, dla nas, każdą wolną chwilę. To był chyba najlepszy mój czas, pełny czas, byłem szczęśliwy, byłem zakochany i nic nie miało znaczenia jak tylko ona, moja ciemnooka, smutnooka Klara. Gdzieś na początku naszej znajomości musiałem wyjechać na dwa tygodnie z miasta, ona w tym czasie przeprowadziła się do innego miejsca, małego pokoju, w żeńskim pensjonacie. Obiecała na mnie poczekać. I kiedy do niej wróciłem kochaliśmy się po raz pierwszy. 

– Spójrz – powiedziała, kiedy miękko spoczywała na mojej nagiej piersi. – Widzisz nas? Tam, na górze? 

Gładziłem delikatnie jej włosy, pocałowałem ją, a potem spojrzałem na wiszące nad nami dachowe okno. W ich czarnym lustrze, w ciepłym świetle nocnej lampki, odbijały się nasze nagie ciała. Leżeliśmy na podłodze, na białym materacu, zdjętym godzinę temu z łóżka. Zacząłem zastanawiać się, czy jesteśmy naprawdę tam, czy tu. 

– Widzę – odparłem. 

– Myślisz, że jesteśmy piękni? 

– Ty jesteś piękna. 

– Nie. Nie jestem – rzuciła tak stanowczo, tak uroczo. A potem powiedziała coś, co zapamiętałem na zawsze. Coś, o czym nieustannie myślałem, będąc przy niej. – Nie jestem piękna, jestem po prostu smutna. Głęboko, nieskończenie smutna. Musiałeś to pomylić. 

Nie odzywałem się jakąś chwilę. 

– Dlaczego? – zapytałem w końcu, odchylając się i lekko unosząc głowę. Spojrzałem w jej oczy. Kochałem jej ciemne oczy. 

Podniosła się, obróciła na brzuch i zaczęła we mnie wpatrywać. Pocałowała mnie nagle mocno, łapczywie. A potem odezwała się miękkim, chłodnym głosem, tak chłodnym i miękkim, że pomyślałem nagle o zimnej stronie poduszki w upalną noc. 

– Czy... Czy byłbyś w stanie dawać, dawać i nie oczekiwać niczego w zamian? Potrafiłbyś kochać mnie, potrafiłbyś kochać tak jak kiedyś ja... – zaczęła, ale głos jej zamarł, słowa utknęły w gardle. Sprawiało jej to ból. 

– Klara... – Chciałem powiedzieć, że nie musi o tym mówić, że nie chcę by wyciągała przeszłości, która przecież paliła jak ogień, przeszłości mogącej nas spalić. Ona jednak tego chciała, chciała być ze mną szczera. Całkowicie. Boleśnie. 

– Nadal go trochę kocham, wiesz? – wyznała cicho. 

Patrzyłem na nią i nie wiedziałem co mam powiedzieć, nie potrafiłem powiedzieć niczego mądrego, nie potrafiłem jej pocieszyć, czy też zmyć z jej oczu napływające łzy. Ścisnęło mnie w gardle, jakaś przykra gula wyrosła w przełyku. Przytuliłem ją i z trudem zdołałem wyrzucić z siebie tych kilka słów. 

– Może kiedyś mnie też tak pokochasz... 

A potem znów się kochaliśmy i to było piękne, ona była piękna, była ze mną, tylko ze mną, chociaż wiedziałem, dobrze wiedziałem. Wiedziałem, że nie jest moja. Później zgasiłem lampkę, położyłem się obok śpiącej Klary, objąłem ją mocno i zasnąłem na podłodze, na nagim materacu. Nad moją głową wisiało czarne niebo. Bez gwiazd, bez księżyca. W końcu zasnąłem, oczy miałem otwarte. 

Jakoś tak wyszło, nie wiem dokładnie jak, minęły trzy miesiące i ze sobą zamieszkaliśmy. Wynajęliśmy nieduże i niedrogie mieszkanie w bloku. Podobało jej się to mieszkanie, urządziła wszystko po swojemu i lubiłem, kiedy z entuzjazmem opowiadała o tym, co trzeba jeszcze dokupić, jaki kolor firan będzie pasował do kuchni, jakimi dywanikami wyłożyć musimy łazienkę. Mieliśmy dużo roślin, dużo kwiatów, lubiła o nie dbać i do nich mówić, powiedziała mi, że one tego potrzebują do szczęścia, ale ja wiedziałem, że to właśnie ona potrzebuje tych niby prostych, błahych rzeczy. Patrzyłem na nią wtedy, na jej ciemne, błyszczące oczy i mówiłem jak bardzo ją kocham. Śmiała się tylko, nazywała głuptasem i składała na moich wargach swoje. 

Pracowałem i zarabiałem, pisałem też dużo opowiadań, ktoś postanowił mnie nawet wydrukować, zaczęło to nabierać sensu i rozpędu. Ona też pracowała, na cały etat, często do późna, ale nigdy się nie skarżyła. Wciąż byliśmy studentami, mieliśmy do zrobienia jeszcze rok magisterki. Dobrze nam się razem mieszkało, nie mieliśmy żadnych większych zmartwień czy problemów. Chodziliśmy do kina i na spacery, odwiedzaliśmy ulubione restauracje, robiliśmy wspólnie zakupy 

i często razem gotowaliśmy, razem też piliśmy, a kochaliśmy przynajmniej dwa razy w tygodniu. 

I nie kłóciliśmy się. Nigdy się nie kłóciliśmy. Byliśmy szczęśliwi. Ja byłem szczęśliwy. 

– Spójrz! – rzuciła z entuzjazmem, przerywając moją drzemkę. – Widzisz?! 

– Ale co? – zapytałem zaskoczony. Nie miałem pojęcia, o co jej chodzi. 

Leżeliśmy na plaży, nad jeziorem, przez suszę woda cofnęła się o dobre dwa metry i dzięki temu mogliśmy sobie leżeć na złotym, gorącym piasku. Zupełnie jakbyśmy odpoczywali nad ciepłym morzem. Byliśmy tutaj tylko my i zawsze tak było, mówiliśmy, że to nasza prywatna plaża. 

– No zobacz tam! Na niebo! – Wskazywała palcem jakiś punkt na odległym błękicie. 

– No patrzę – powiedziałem. – Ale niczego nie widzę. 

– Ta chmura wygląda zupełnie jak ty – oznajmiła z przekąsem. 

– Jak ja? 

– Jak twoja głowa. No spójrz. Widzisz? Duża głowa, duże, odstające uszy, ta wielka czupryna i o! Są nawet wory pod oczami... 

– To zupełnie nie wygląda jak ja! – rzuciłem i przewróciłem się na nią, przycisnąłem mocno. Starała mi się wyrwać, a ja starałem się ją pocałować. Odwracała głowę i śmiała się. Ja też się śmiałem. Chyba naprawdę byliśmy szczęśliwi. 

Jednak któregoś dnia wróciła z pracy trochę później i od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Byłem w domu przez cały dzień, miałem wolne, posprzątałem więc, umyłem podłogi, zrobiłem obiad. Kiedy weszła do mieszkania, zdjęła tylko buty i zamknęła się w łazience. Usłyszałem jak puszcza wodę. Długo siedziała pod prysznicem, bardzo długo. W końcu zapukałem. 

– Hej, kochanie, wszystko gra?! – Musiałem krzyknąć, woda dudniła dziko o kafelki. 

– Tak, w porządku. – Usłyszałem ciche zapewnienie. 

– Obiad zaraz wystygnie... 

– Już idę. Daj mi chwilkę. 

Usiadłem przy stole i napiłem się wina. Jedzenie właściwie było już zimne. Klara przyszła do mnie po pięciu, może dziesięciu minutach, w każdym razie zdążyłem wypić całą lampkę. 

– Przepraszam. To był ciężki dzień – oznajmiła i chwyciła za sztućce. Potem popatrzyła chwilę na swój talerz, na misterną konstrukcję z warzyw i mięsa. – Pięknie to wygląda. 

– Co się stało? – spytałem. Nie dałem się zbyć. 

– Nic – odparła sucho. 

– Nic? 

– Zupełnie nic. 

– Później mi powiesz, tak? 

– No nic się nie stało. Naprawdę. 

Nie ciągnąłem dłużej tego tematu, więc zabraliśmy się do jedzenia. Nie rozmawialiśmy teraz i to było dziwne, bo przecież zawsze rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. 

– Masz czasami tak, że budząc się myślisz o sobie, zastanawiasz nad sobą, w sensie nad tym, co właściwie robisz w tym miejscu, o tym czasie, właśnie tutaj, teraz? – spytała mnie któregoś razu w aucie, gdy wracaliśmy późną nocą z kina. 

– Czasami tak – odparłem i obrzuciłem ją krótkim spojrzeniem. Jej duże oczy iskrzyły w świetle miejskich lamp. 

– Ja czasami też. – Padło z jej ust. 

– No i? – rzuciłem krótko. 

– No i co? 

– No i co wtedy myślisz? 

Przez chwilę czekałem na jej odpowiedź. 

– Że mi z tobą dobrze – powiedziała i pocałowała mnie w policzek. – Cieszę się, że jesteś. 

Ale teraz było między nami dziwnie cicho, nienaturalna cisza wypełniła pokój i zrobiło się nagle ciemno i ponuro. Zerknąłem na bok, za oknem było jakoś szaro, zanosiło się chyba na deszcz. Spojrzałem na Klarę, ale ona wyglądała na nieobecną – może przebywała zupełnie gdzieś indziej. Potem poczułem chłód. Nieprzyjemne zimno. Zimno przeszło po całym moim ciele i to było coś obcego. Ten chłód poczułem w sobie. Pomyślałem wtedy, wytłumaczyłem w myślach, że może to tylko przez ten zimny obiad. 

Dzisiejszy wieczór ciągnął się w nieskończoność, nudny, samotny wieczór. Nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca, jakiegoś wspólnego zajęcia, a próby rozmów spływały na niczym. Poza tym bolała ją głowa, tak mi powiedziała. Chyba oboje wyczekiwaliśmy tylko nadejścia nocy. 

Czasami, leżąc już cicho w łóżku, przyglądałem się jak śpi. Jej spokojna twarz, śniąca w bladym świetle, wyglądała jak wieczny posąg, piękna statua, i patrząc na nią, czułem jakbym miał przed sobą coś kruchego, ulotnego. Była tutaj ze mną, była obok, ale wiedziałem, że to kiedyś się skończy. Musiało w końcu, bo nie trwa nic wiecznie, tak przecież mówią. 

Tej nocy męczyły mnie jakieś koszmary, czarne i ciężkie koszmary, bezkształtne obrazy, złe obrazy. Obudziłem się nagle i zauważyłem jak siedzi na łóżku, plecami do mnie. Chciałem zapytać czy coś się stało, ale zamknąłem szybko oczy, bo obróciła się, chcąc chyba sprawdzić czy śpię. Potem zobaczyłem, że nadal siedzi w tej samej pozycji i lekko zgarbiona, wpatruje się przed siebie – widziałem dobrze ją całą, okna były otwarte, światło wpadało przez nie, rozjaśniając cały pokój. Nie wiem jak długo tak siedziała. Nie mogłem zasnąć, nie mogłem się odezwać. Trwałem przy niej. Do rana. Nad ranem zasnąłem. 

– Jak ci się spało? – spytałem następnego dnia, przy śniadaniu. 

– Dobrze – odparła tylko. 

– A jak głowa? Lepiej niż wczoraj? 

– Lepiej. 

Była sobota, ale nie miała ochoty nigdzie wyjść, powiedziała mi, że ma dużo pracy. Też zająłem się sobą. Czułem się dziwnie. 

Minęły dwa albo trzy dni, wracałem z zakupów i wchodząc do mieszkania, usłyszałem jak rozmawia z kimś przez telefon. 

– Pogubiłam się, po prostu pogubiłam. – Usłyszałem jej głos. Siedziała w salonie. 

Zdjąłem cicho buty, nie wiem czemu, nie chciałem jej podsłuchiwać, jakoś tak wyszło. 

– Myślisz, że tym razem będzie inaczej? – powiedziała do tego kogoś. – Nie wiem. Naprawdę, nie wiem. 

Nie mogłem tak dłużej stać i słuchać, czułem się źle, czułem jakbym robił coś złego. Dlatego popchnąłem za sobą drzwi od mieszkania, do tej pory otwarte. Zamknęły się głośno, chyba za głośno. Musiałem ją przestraszyć, bo nerwowo zakończyła rozmowę. 

– Pogadamy później. 

Zaniosłem zakupy do kuchni i wszedłem do salonu. Siedziała na sofie, przy lampce wina, przy wyciszonym telewizorze. Spojrzałem na nią. Miałem wrażenie, że przed chwilą płakała. 

– Wszystko w porządku? – spytałem i usiadłem obok. Podciągnęła nogi. 

– W porządku – odparła. Pociągnęła nosem. Oczy miała mokre. Wpatrywała się w ekran telewizora. 

– Z kim rozmawiałaś? – zapytałem. Nie było w tym złości. 

– Z nikim – odparła szorstko. 

– Z nikim? 

– Z matką. 

Westchnąłem, złapałem za pilot i wyłączyłem telewizor. Wciąż na mnie nie patrzyła. 

– Co tam u niej? – Zadałem kolejne pytanie. 

– U kogo? – spytała, jakby wyrwana z otępienia. 

– U twojej matki. 

– Dobrze. 

Zbliżyłem się trochę i położyłem dłoń na jej nodze, zacząłem lekko po niej jeździć. 

– Klara posłuchaj, co się tak naprawdę dzieje? Co? 

Dopiero teraz podniosła na mnie swoje wielkie, ciemne oczy, te smutne oczy, które wydawały mi się smutniejsze niż kiedykolwiek. 

– Nie wiem – odparła ociężale, powoli. – Nie wiem. 

– Chodzi o niego? – zapytałem obojętnie, a raczej chciałem, by zabrzmiało to obojętnie. W brzuchu czułem jak mnie skręca. 

Nie odpowiedziała. Wpatrywała się we mnie i było w jej spojrzeniu coś innego, zimnego. Nigdy wcześniej tak na mnie nie patrzyła. Nie poznawałem jej. 

– To z nim teraz rozmawiałaś, prawda? – rzuciłem, ale nie chciałem, żeby brzmiało to jak oskarżenie. A jednak tak było. 

– Daj spokój... – wydusiła tylko. 

Wstałem z sofy, przeszedłem się po pokoju, raz w tą, raz w drugą, potem zatrzymałem przy oknie i wyjrzałem przez nie. Świeciło słońce, ulica tętniła życiem, wszędzie pełno było kolorowych ludzi. Miałem ochotę wyjść do nich, do tych głośnych, obcych ludzi i już nie wrócić, zostać wśród nich na zawsze. 

Odezwała się w końcu. Słowa miały cierpki smak. 

– Nie potrafię ci tego wytłumaczyć. Jesteś dobry mój kochany, taki dobry, ale nie wiem, nie rozumiem dlaczego tak jest. Po prostu... 

– Po prostu ja to nie on – dokończyłem za nią. 

Z trudem odwróciłem głowę, by spojrzeć na nią, spojrzeć po raz ostatni. Wpatrywała się we mnie. Uśmiechała. Blado. Uśmiechała przez łzy. 

Jakoś tak wyszło, nie wiem dokładnie jak, że po kilku dniach zostałem w naszym mieszkaniu całkiem sam, a chyba już tylko w moim mieszkaniu. Siedziałem przy otwartej butelce i siedziałem z nią długo, za długo. Potem wstałem, za oknem dawno panował mrok. Potrzebowałem się przejść, musiałem się przejść. Wyszedłem na korytarz, a nogi poniosły mnie do windy. Widziałem jak powoli się zamyka i widziałem, jak chwilę później drzwi zaczynają się otwierać. Wszedłem, ale jej tutaj nie było. Byłem tylko ja.


Tagi:

Awatar użytkownika
MostWanted
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 157
Zobacz teksty użytkownika:

Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Post#2 » 21 maja 2020, o 16:40

Przeczytałam. I, jak może już wiesz, bardzo podoba mi się Twój styl i przyjemnie mi się czyta Twoje opowiadania. Tym razem (a jest to trzeci Twój utwór, z którym miałam okazję się zapoznać) jednak mam pewne zahamowania przed pozostawieniem jakiegoś szerszego komentarza, jako że nawet nie wiem, czy Ty w ogóle zapoznajesz się z opiniami pod swoimi pracami. Przejrzałam z ciekawości spis Twoich postów - i nigdzie nie rzuciła mi się w oczy odpowiedź z Twojej strony na jakikolwiek komentarz. Wiem, oczywiście, że to żaden wymóg, ale czuję się trochę tak, jakbym zwracała się do autora widmo i moje słowa lądowały w próżni. Po co więc tracić czas na ich tam umieszczanie? 

Pozdrawiam,  

MW

Jesteśmy ludźmi tylko w takim stopniu, w jakim chcemy nimi być.

Marcel
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 18
Zobacz teksty użytkownika:

Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Post#3 » 21 maja 2020, o 18:16

Autor widmo :) Coś tam się udzielam. Przy Ikei wziąłem sobie do serca kilka porad i wyszło chyba na lepsze, także chyba nie jest tak źle. A samemu komentować, nie komentuję, bo głównie leci tutaj poezja, a ja się na tym kompletnie nie znam. 

 

Dodano po 7 minutach 42 sekundach: 

W każdym razie bardzo dziękuje, że poświęciłaś ten czas na przeczytanie. To wiele dla mnie znaczy, zanim wyślę gdzieś tekst, chętnie zapoznaję się z opiniami. To dużo daje. 

Pozdrawiam.  

MM


Awatar użytkownika
Memoria
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 70
Zobacz teksty użytkownika:

Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Post#4 » 21 maja 2020, o 18:49

Widzisz, Marcelu, miałam podobne odczucia to MW. Twój komentarz sprawia wrażenie, że jesteś zainteresowany tylko poradami dla Ciebie, a nie odwdzięczasz się innym - cóż, Twoje prawo i Twój wybór, dość smutny i samolubny moim zdaniem. Natomiast nie podziękować na komentarze i rady pod własnym tekstem (co nie widziałam, żeby Ci się zdarzyło z wyjątkiem postu powyżej) to już moim zdaniem zwykły brak grzeczności i kultury;)  

 

PS. Przepraszam za offtop - na swoje usprawiedliwienie, autor ma szansę zmienić moje nastawienie i wtedy przeczytam tekst i go skomentuję. Marcelu, skomentowałam Twój tekst o 'końcu świata' - jeśli chcesz porozmawiać na ten temat, wróćmy do tamtego wątku. Po prostu nie mam ochoty komentować w próżnię. Oczywiście wszystko jest w Twoich rękach i jeszcze możesz zachęcić do swoich tekstów.


Marcel
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 18
Zobacz teksty użytkownika:

Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Post#5 » 21 maja 2020, o 20:01

Wiem, rozumiem o co chodzi. Na pewno nie jest to przejaw jakiejś mojej dupkowatosci. Po prostu człowiek zapomni napisać zwykłe dziękuję, mimo, że cieszę się, że ktoś poświęcił swój czas i wiele to dla mnie znaczy. Postaram się być lepszym forumowiczem. Po prostu nigdy nie potrafiłem odnieść się do pracy innych, ocenić tę pracę. Mimo, że teksty czytam. Pozdrawiam i mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone.

Awatar użytkownika
MostWanted
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 157
Zobacz teksty użytkownika:

Najsmutniejsza dziewczyna w mieście

Post#6 » 22 maja 2020, o 00:17

Marcel pisze:Wiem, rozumiem o co chodzi. Na pewno nie jest to przejaw jakiejś mojej dupkowatosci. Po prostu człowiek zapomni napisać zwykłe dziękuję, mimo, że cieszę się, że ktoś poświęcił swój czas i wiele to dla mnie znaczy. Postaram się być lepszym forumowiczem. Po prostu nigdy nie potrafiłem odnieść się do pracy innych, ocenić tę pracę. Mimo, że teksty czytam. Pozdrawiam i mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone.
 

 

Oo, i te słowa już brzmią o wiele lepiej (: ale odniosę się od razu również do tych: 

Autor widmo :) Coś tam się udzielam. Przy Ikei wziąłem sobie do serca kilka porad i wyszło chyba na lepsze, także chyba nie jest tak źle. A samemu komentować, nie komentuję, bo głównie leci tutaj poezja, a ja się na tym kompletnie nie znam.
 

Przede wszystkim - dzięki, że w końcu się odezwałeś. Zgadzam się z tym, co powiedziała Memoria, jeśli chodzi o odczucia Twoich słów. Widzisz, komentującym jest równie miło, gdy autor odpowiada na ich słowa, bo wtedy wiedzą, że to wszystko - cała idea forum, na którym ludzie wymieniają się tekstami i opiniami - jest czegoś warte. Wystarczy zwykłe 'dziękuję'. 

Co do komentowania tekstów innych - sam wiesz, jak każdy autor mocno liczy na jakikolwiek komentarz pod swoją pracą, choćby najkrótszy czy negatywny. Przynajmniej ja tak mam; motywuje mnie to do dalszej pracy i bardzo cieszy, jeśli komuś się podoba. A przy braku komentarzy nawet nie wiadomo, czy ktokolwiek doczytał tekst do końca. Poza tym, nie musisz być wybitnym krytykiem literackim, aby pozostawić swoją opinię. Myślę, że mało kto tutaj jest takowym (; Mnie wystarczyłoby, żeby ktoś pod moim tekstem napisał 'Przeczytałem, podobało mi się, pozdrawiam' - żeby pozostawił jakikolwiek znak, że zapoznał się z treścią - nie oczekuję dwustronowej analizy bohaterów i fabuły, szczegółowego omówienia błędów, choć to oczywiście również jest mile widziane. I wydaje mi się, że znaczna część ludzi ma podobnie (: 

I powiem Ci, że ja na przykład bardzo rzadko komentuję w dziale poezji, bo również nie znam się na tym, a może inaczej: nie przepadam. Jednak tekstów prozatorskich jest tutaj równie wiele (: Ja czasami wręcz wyszukuję te, które nie mają żadnego komentarza, a zostały dodane nie dalej niż miesiąc temu. Może autor dalej czeka na odzew? Jednak jeśli użytkownik jest aktywny na forum, to jego teksty się nie starzeją, i spokojnie można komentować te nawet sprzed dłuższego czasu. Nie myśl sobie, że ja w tym momencie do czegokolwiek Cię zmuszam - ale miło byłoby usłyszeć głos osoby, która sama tak fajnie pisze. 

Pozdrawiam,  

MW

Jesteśmy ludźmi tylko w takim stopniu, w jakim chcemy nimi być.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości