Quest czarownicy Brzydulli cz.1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Mszczuj
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 293
Zobacz teksty użytkownika:

Quest czarownicy Brzydulli cz.1

Post#1 » 23 maja 2020, o 17:22

Jest to opowiadanie dwuczęściowe, będące częścią wieloczęściowej serii o wielu częściach, które zamieściłem też tutaj na forum (częściowo). Miłego czytania. 

 

Niedaleko Czaroszawy, ukryta pomiędzy dwoma łagodnymi pagórkami, w Dolinie Czarnej Borówki stała chatka na kurzej łapce. Mieszkała w niej czarownica Brzydulla. Miała czarnego kota, ubierała się w łachmany i spędzała całe dnie wpatrując się w kryształową kulę. 

Z mętnych obłoków pływających wewnątrz wyczytywała przyszłość. Była to dla niej rozrywka nieporównywalnie ciekawsza niż jakiekolwiek przedstawienie. Los pisał swoje historie, a ona była oddaną fanką jego pióra. Zamykała się w chatce na całe tygodnie, uprzednio nazbierawszy zapasów. Siadała na krześle przed kulą, stawiała na stole miskę pieczonych kasztanów, albo inną przekąskę i wpatrywała się w kulę. 

Pewnego razu, zaraz po przyjściu z lasu zamknęła okiennice, zasłoniła kotary i napaliła w kominku. Nad kominkiem zawiesiła kociołek zupy na kości biedaka, który zabłądził w dolinie tydzień wcześniej. Pogłaskała kulę swoim długim, pokrytym brodawkami palcem, a ta rozjarzyła się bladym światłem. 

Gdy zupa się zagotowała, nalała sobie miskę. Zdjęła kociołek z ognia. Czarny kot zeskoczył z belki u powały i rozgościł się na jej kolanach. 

Kula ukazywała mętne kształty, z których zaczęły wyłaniać się sylwetki, krajobrazy, miejsca, myśli, pomieszczenia i wszystkie inne rzeczy, z których składa się ludzkie życie. 

- O nie… - pisnęła Brzydulla nagle, widząc coś okropnego. 

 

*** 

Królewska biblioteka była ukryta w skrzydle zachodnim zamku. Szło się do niej bezpośrednim korytarzem z lochu, więc Młynarski nie potrzebował co rano wsiadać do wozu więziennego. Strażnik odprowadzał go na nowe miejsce pracy jedynie wzrokiem.  

Praca Młynarskiego polegała na wzbijaniu w powietrze tumanów kurzu przy pomocy miotełki ze strusich piór. Było to zajęcie nieuprawiane od bardzo dawna i wymyślone przez bibliotekarza na prośbę samego króla. 

Władca przychodził czasami do swojego więźnia aby odbyć z nim interesującą (w jego mniemaniu) konwersację. Zazwyczaj rozprawiał o literaturze i poezji, robiąc nieustanne porównania do sztuki czarnomagicznej. W uszach Młynarskiego, który z magią znał się na ty, oralne felietony króla brzmiały jak bełkot postrzelonego z kuszy ludka biedoroba, ale wysłuchiwał ich uprzejmie w obawie, że straci kolejną wygodną posadkę. 

Dzień zaczynał od przebrania się w skromne szaty bibliotekarza. Następnie strażnik przynosił śniadanie, które Młynarski jadł razem ze swoim współwięźniem. Ich rozmowa sprowadzała się do opowiadania historii o okropnościach, jakich dopuścili się w przeszłości. Obaj mieli na sumieniu podobnej długości listy występków. 

- Zamieniłem kiedyś królewicza w żabę, ale trującą. – Opowiadał na przykład Młynarski - Pocałowała go jakaś dziewka, obudził się, ona leży martwa. Ktoś ich przyuważył, cała wioska za widły i pochodnie. Chłopak nabrał już takich żabich nawyków, że chciał się ukryć w sadzawce. Powiesili go tego samego dnia. 

- A to dobre – śmiał się ten drugi i rewanżował czymś w stylu – Walnąłem kiedyś w łeb przechodnia w ciemnej uliczce, a tu się okazało, że to mój sąsiad. Leżał nieprzytomny, to obrobiłem mu jeszcze chatę. 

Księgi w zbiorach króla były nudne. Nie było w nich magii, zawierały utarte schematy, mądrości, które w rzeczywistości są głupie, głupoty, ubrane w mądre słowa – była to literatura popularna. 

Bibliotekarz był starym prykiem, dla którego praca była całym życiem. Miał nie równo pod sufitem - wściekał się o byle głupstwo i zawsze łypał na swojego pomocnika spode łba, jakby podejrzewał go o kradzież ksiąg. Któregoś razu, gdy Młynarski rozmawiał z królem, wtrącił się do rozmowy. 

- Wielkie dzieła zawsze powstawały w czasach wojny. Szkoda, że nie mamy już takich wojen jak dawniej, najpiękniejsze wiersze, pieśni i opowieści powstawały zawsze w czasach wielkiego trudu. 

- Czasy trudu się nie skończyły – rzucił od niechcenia Młynarski – nadal panuje czas trudu wysłuchiwania twoich nudów. 

Król zaśmiał się i pochwalił cięty język byłego czarodzieja. Od tego momentu częściej zaczął w jego obecności żartować. Jego wizyty stały się bardziej znośne. Bibliotekarz nienawidził swojego nowego pomocnika jeszcze bardziej i prosił czasami o kogoś młodszego i „lepiej wykształconego”, ale król zbywał go tylko jakimś docinkiem i mrugał porozumiewawczo do Młynarskiego. 

Minęły trzy miesiące i prośby bibliotekarza zostały wysłuchane. 

- Śniadanie! – krzyknął strażnik i wsunął do celi tacę z jedzeniem i ubraniem roboczym byłego czarnoksiężnika. 

Nie była to szata bibliotekarza, tylko czerwono, czarne rajtuzy, koszula i czapka z dzwoneczkami. Pod ubraniem leżał przystemplowany świstek z Urzędu Resocjalizacji Więźniów Skazanych za Paranie się Czarną Magią. Było to skierowanie do pracy w sali tronowej w charakterze błazna. 

Współwięzień Młynarskiego spadł z pryczy na podłogę targany salwami śmiechu. 

 

*** 

 

- Mam do ciebie prośbę – powiedziała Brzydulla stając naprzeciwko kota, który grzał się na kominku. Została zignorowana. – Chciałabym abyś udał się do miasta i z kimś w moim imieniu porozmawiał. 

Kot nadal nie dawał znaku życia. 

- Wiesz, że nie proszę cię często o przysługi. Ten jeden raz, mógłbyś mi pomóc. Zapewniam ci schronienie, karmię cię, głaskam, drapię za uszami. 

- Jak śmiesz? – Kot podniósł swój piękny, czarny łeb. – Pozwalam ci się głaskać, zaszczycam cię swoim towarzystwem, zjadam te pomyje, które nazywasz jedzeniem, aby nie urazić twoich uczuć, a teraz słyszę, że dla ciebie to wszystko to… jałmużna? Litość? Myślisz, że nie mógłbym mieszkać gdzie indziej? Myślisz, że jesteś moją ostatnią deską ratunku? Spójrz na ten słodki pyszczek! Spójrz na ten puszysty ogon! To ja jestem panem tego domu. Beze mnie jesteś nikim! 

- Przepraszam, przepraszam, oczywiście Mruczku, jesteś panem domu. Ale czy w swojej wspaniałomyślności, nie mógłbyś wyświadczyć mi przysługi? Obiecuję, że przez miesiąc będę na obiad gotować rybę, a tobie rzucać ogony. Co ty na to? 

- Zamieniam się w słuch. 

- W królewskim lochu, na zamku w Czaroszawie siedzi zamknięty Zły Czarnoksiężnik. Muszę z nim zamienić słowo. Nie wpuszczą mnie jednak do niego. Mógłbyś zanieść mu wiadomość? 

- A co ja jestem gołąb? – oburzył się kot, ale nadal słuchał. 

- Musisz mu przekazać, że Jurek został cieślą. 

- To wszystko? 

- Cóż, sprawa jest nie cierpiąca zwłoki. Pozwolisz, że wystawię cię za drzwi i zabierzesz się do zadania od razu. 

- Nie! Jak śmiesz! 

Nadal miaucząc, kot został wyrzucony za próg. Spadł na cztery łapy. Miauknął jeszcze raz przeciągle i ruszył w stronę miasta. Droga zajęła mu cały dzień. 

Miasto nocą było dla kotów jak wesołe miasteczko. Wszędzie roiło się od myszy, kotki w rui oferowały swoje wdzięki na każdym rogu, mieszkańcy wystawiali przed drzwi spodeczki z mlekiem. Kot czarownicy balował do rana, aż w końcu usnął na daszku nad witryną sklepu z butami. Spał cały dzień, a gdy zapadł zmrok obudził się, przeciągnął i przypomniał sobie dlaczego w ogóle jest w mieście. 

Pognał po dachach w stronę zamku. Nie było trudno dostać się do środka. Wgramolił się przez kratkę ściekową, którą akurat nie płynęła woda. Minął kilka nieprzyjaźnie łypiących na niego szczurów i wyszedł na zamkowy korytarz przez kolejną kratkę. 

Architektura wnętrza była prosta, ciężka, toporna. Widać było, że budowniczy mieli na uwadze jedynie obronne właściwości zamku, gdy go budowali. Gdzieniegdzie na ścianach wisiały skóry dzikich zwierząt albo uzbrojenie, które wyszło z mody. Kot ruszył w wybranym losowo kierunku. 

Stawiał kroki pewnie, ogon niósł wyprostowany wysoko. Chciał wyglądać jak jeden z miejscowych. Kilku pachołków, lokaj i dama dworu dali się nabrać. Na szczęście w pobliżu nie było dzieci. Nagle zza rogu wyłonił się drugi kot. 

Mruczek najeżył się odruchowo, ale tamten wcale tego nie zrobił. Podszedł tylko i dotknął jego nosa nosem, bezczelnie wlepiając w niego zielone gały. 

- Jesteś nowy? – zapytał. 

- Tak. 

- Mirabelek. 

- Mruczek. 

- Pamiętaj, że na zamku nie gryziemy się ze sobą. Wychodzimy w tym celu na miasto. Król już kilka razy był bliski wykopania nas stąd za całonocne awantury na dziedzińcu. A propos – Masz jakiś problem? 

Mruczek był rozdarty. Z jednej strony miał ochotę odpyskować, nastroszyć sierść na grzbiecie i rozorać Mirabelkowi ten słodki pyszczek pazurami. Z drugiej miał w głowie obietnicę karmienia przez miesiąc rybimi ogonami. 

- Nie mam problemu. Słuchaj, nie wiesz którędy do lochu? 

- Tak myślałem. Wyglądasz na straszną pizdę. Chodź, pokażę ci gdzie jest loch. 

Podreptali razem w stronę spiralnej klatki schodowej. Zeszli nią głęboko pod ziemię. 

- Interesuje cię jakiś konkretny loch? Nie zapuszczałbym się na twoim miejscu na najniższy, szczury są tam większe od kotów. 

- Szukam czarnoksiężnika. Nie wiesz gdzie go znajdę? 

- Tego starego pierdziela? Oczywiście. Tym korytarzem prosto a potem na lewo. Wyniuchasz jego celę po zapachu mydła. Dali mu robotę błazna, codziennie się myje. Równy gość. Bardzo magiczny. 

Mruczek poszedł dalej sam. Strażnicy nie zwracali na niego uwagi. Jeden z więźniów zakiciał tylko, gdy mijał jego celę. 

Czarnoksiężnik grał akurat w karty ze swoim współwięźniem. Faktycznie nie cuchnął tak jak pozostali mieszkańcy lochu. Nosił schludne łachmany więzienne i wiązał brodę rzemykiem. 

- Dobry wieczór, czy mogę przeszkodzić? – odezwał się kot wślizgując się pomiędzy kratami do środka. 

- O kurwa, Młynarski ten kot mówi. 

- Spokojnie, wszystkie koty mówią. 

- Co ty pieprzysz Młynarski, miałem kiedyś kota, nigdy nic nie powiedział. 

- Strasznie lubią się dąsać. 

- Słucham? – Mruczek oburzył się słysząc uwagę na swój temat. – Wypraszam to sobie! To ludzie nie potrafią słuchać! Ciągle tylko gadacie jak najęci w kółko te same bzdury! Przyniosłem wiadomość od czarownicy Brzydulli, ale widzę, że w tej celi nie szanuje się kotów. Żegnam zatem i życzę udanego życia! Mam nadzieję, że nigdy się już nie spotkamy. 

Mruczek odwrócił się z zadartym do góry ogonem i był gotów wymaszerować z lochu, gdy Młynarski odezwał się łagodnie. 

- Proszę się nie gniewać panie kocie, to przecież tylko taki żart. Oczywiście bardzo chętnie wysłucham pana wiadomości. Co szanowna czarownica chciała mi przekazać? 

Kot zatrzymał się w pół kroku. Zastanawiał się przez chwilę, czy warto kontynuować wykład nad wyższością kotów nad ludźmi, po czym rzucił krótkie „Jurek został cieślą” i wybiegł z celi.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości