O dziegciu i smole

Wasz punkt widzenia. Wszelkie felietony, eseje, reportaże, wywiady i inne. Zachęcamy do publikacji wszelkich form publicystycznych, również recenzji książek!
verbena
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136
Zobacz teksty użytkownika:

O dziegciu i smole

Post#1 » 30 cze 2020, o 14:30

W swoim opowiadaniu pt. „Złote konie” użyłam dziwnych, zapomnianych już dziś terminów dziegieć i smoła drzewna, dlatego stwierdziłam, że warto napisać coś więcej o tych dwóch specyfikach. Stąd ten drobny artykulik, przybliżający kwestię naturalnych substancji i możliwości ich wykorzystania. 

 

Zanim zacznie się produkcję dziegciu, albo też smoły drzewnej, należy zaopatrzyć się przede wszystkim w cierpliwość. Później dopiero można postępować tak jak robiono to w przeszłości, by w efekcie uzyskać odpowiedni specyfik. Dziegciarze i smolarze od niepamiętnych czasów wybierali suche i jak najbardziej osłonięte od wiatru miejsca. Tam od pełnej wiosny do wczesnej jesieni, wtedy gdy była ładna, nie deszczowa pogoda, prowadzili swoją działalność.  

Współcześnie słowo dziegieć brzmi niezwykle zagadkowo, a jest to forma smoły drzewnej powstająca pod wpływem wysokiej temperatury, w procesie suchej destylacji kory brzozowej. Kora może być zdzierana z żywych drzew, którym to nie szkodzi jeśli robi się to umiejętnie, albo ze ściętych brzóz. Specyfik ten o bardzo intensywnym zapachu i charakterystycznej w smaku goryczy, był znany i powszechnie stosowany w zasadzie do końca XIX wieku. 

Jest to produkt uzyskiwany od bardzo dawna. Historycy nauki przyjmują zgodnie, że sposób pozyskiwania dziegciu był najstarszą i zarazem pierwszą techniką chemiczną wymyśloną przez człowieka. Najwcześniejsze odnalezione ślady dziegciu pochodzą sprzed 10 tysięcy lat, ale nie do końca wiadomo jak wtedy radzono sobie z suchą destylacją bez użycia glinianych naczyń. Prace nad odtworzeniem ówczesnej techniki wciąż są w toku. Już w tamtym czasie odkryto właściwości klejące i zabezpieczające przed wilgocią, jakie ma omawiany surowiec.  

Około 6 tysięcy lat przed naszą erą, czyli w okresie neolitu, kiedy już znane były gliniane garnki używano do pędzenia dziegciu jednego naczynia. Drobno dartą zewnętrzną część kory brzozy ciasno ugniatano w naczyniu, przykrywano je pokrywką i starannie uszczelniano warstwą gliny. Czekano, aż glina wyschnie i rozpalano wokół glinianego pojemnika ogień, który podsycano przez 3-4 godziny. Bez dostępu powietrza w rozgrzanym naczyniu kora się zwęglała, ale jednocześnie wydzielała gęstą miksturę, czyli dziegieć. Żeby oczyścić specyfik z węgla drzewnego ugniatano go w wałki, przypominające kształtem cygara. Podobnie postępowano ze smołą drzewną.  

Dopiero dużo później, około V-VI wieku naszej ery, zaczęto stosować troszkę bardziej ulepszoną metodę, dzięki której można było uzyskać czysty dziegieć, ewentualnie smołę drzewną. W dużym garnku glinianym z otworkami w dnie, gromadzono cienko dartą korę brzozową. Naczynie stawiano na mniejszy gliniany pojemnik, który miał pełne dno i stanowił zbiornik na gotowy już surowiec. Całość umieszczano w wykopanym dole tak, żeby dolny garnek był stabilnie umocowany w gruncie. Później oklejano górne naczynie i styk obu naczyń szczelnie gliną. Teraz trzeba było poczekać, aż glina wyschnie, ponieważ jeśli zbyt wcześnie zacznie się ją nagrzewać, zwyczajnie odpadnie i pojemniki przestaną być szczelne. Kiedy już glina jest sucha, przez 3-4 godziny pali się wokół naczyń ognisko. 

W wysokiej temperaturze i warunkach beztlenowych z kory brzozowej wydzielał się dziegieć i w półpłynnej postaci wolno ściekał do dolnego naczynia. Cała konstrukcja rozgrzewała się do wysokiej temperatury, dlatego zostawiano ją w dole do wystygnięcia i dopiero wtedy odłupywano glinę, zdejmowano górne naczynie i z dolnego czerpano mieniący się odcieniami od głębokofioletowego do ciemnobrązowego dziegieć. 

Warto wspomnieć o bardzo użytecznych funkcjach tego specyfiku. Podstawową, niezwykle cenną właściwością jest jego odkażające i bakteriobójcze działanie. Odkryto je przypadkowo, około 6 tysięcy lat temu. Przechowywany dziegieć stopniowo twardnieje i żeby znowu stał się miękki i gotowy do użytku trzeba go ogrzać, albo… włożyć do buzi i żuć jak współczesną gumę. Zapewne podczas takiego procesu zauważono, że żuty produkt destylacji ma działanie dezynfekujące i pomaga w infekcjach jamy ustnej. W tym miejscu warto chyba zaznaczyć i podkreślić, że stosowanie dziegciu nie powoduje żadnych skutków ubocznych. Z pomocą tego środka można leczyć wszelkie dolegliwości skórne: grzybice, egzemy, parchy, liszaje, wysypki, krosty, a nawet łupież. Jeśli choroba jest zaawansowana, dziegieć najpierw w wyraźny sposób łagodzi objawy, a później likwiduje. Żeby zabezpieczyć się przed zakażeniem, wystarczy rany, czy to świeże, czy też paprzące się posmarować dziegciem. Szybko się goją i zrastają. Ten wyjątkowy surowiec przydatny jest nie tylko w leczeniu ludzi, ale także i zwierząt. Tutaj również pomaga przy ranach i problemach ze skórą, ale smarowano nim też chore racice, kopyta i rogi domowych zwierząt.  

Poza tym ten intensywnie pachnący środek stosowano w obronie przed robactwem i infekcjami. Używano go do nasączania wierzchnich ubrań ze skóry, lnu i wełny dla zabezpieczenia się przed wilgocią, impregnowania drewna domostw, jako spoiwa. Żaden warsztat szewski nie mógł obyć się bez dziegciu, albo też i smoły. Smołowano dratwy i zelówki butów. Bardzo popularne były również skóry juchtowe. Były to skóry wołowe, albo cielęce, starannie wyprawione i nasączone dziegciem zmieszanym z olejem lnianym. To powodowało, że zyskiwały ładny kolor w odcieniach od ciemnożółtego przez wiśniowy do brązowego. Taki sposób impregnacji stosowano po to, żeby zachowały elastyczność nawet w wielkie mrozy i nie przepuszczały wody podczas jesiennych, albo i wiosennych słot. W tym samym celu preparowano tym specyfikiem rzędy końskie, buty, pasy, kubraki, worki i torby podróżne i wiele innych. Wbrew pozorom dziegieć miał także spore zastosowanie w magii. Wierzono, że odpędza złe moce, dlatego znaczono nim drzwi wejściowe domostw i zabudowań gospodarczych, trzymano w pobliżu dzieci w kołyskach, składano w grobach zmarłych.  

Wypada również wspomnieć, że starożytni Grecy i Rzymianie także używali substancji smolistych, o czym wiemy z pism Pliniusza, Agricoli i Pedaniosa Dioskuridesa z Anazarbos. Wymieniają oni, że dziegieć i smołę drzewną wykorzystywano jako środek do lakowania amfor z winem. Należało w tym celu zrobić masę, posługując się sporą domieszką dziegciu, albo smoły drzewnej, do których dodawano krew bydlęcą, glinkę i sierść. 

Wcześniej już kilka razy wspomniałam o smole drzewnej, więc wypada powiedzieć o niej kilka słów więcej. Produkowano ją w podobny sposób jak i dziegieć z tym, że zamiast brzozowej kory, jako surowiec służyło tutaj drobno połupane, żywiczne drewno sosny, albo innych drzew iglastych zawierających żywicę. 

Smoła drzewna była doskonałym środkiem konserwującym, impregnującym i uszczelniającym drewno budynków, łodzi pływających po wodach słodkich, ale i pełnomorskich żaglowców, a także drewno rozmaitych przedmiotów użytkowych: beczek, cebrów, skrzyń, balii, konwi. Specyfik ten był także głównym składnikiem smaru do osi drewnianych kół. Stąd powiedzenie: kto smaruje, ten jedzie. Od XVI do XVIII wieku w okresie rozkwitu Polski, z obszaru naszego kraju eksportowano nie tylko zboże, bydło, skóry i sól, ale także wielkie ilości dziegciu, smoły drzewnej i popiołu drzewnego, z czego Korona czerpała wielkie zyski. Do Anglii, Holandii, Hiszpanii, Włoch i Francji transportowano tysiące litrów smoły drzewnej, która potrzebna była w tamtejszych stoczniach do zabezpieczania od środka i na zewnątrz kadłubów, pokładów, olinowania, masztów, a nawet żagli będących siłą napędową żaglowców.  

W ramach archeologii doświadczalnej prowadzone są eksperymenty uzyskiwania dziegciu i smół drzewnych. Część otrzymanego dziegciu (zwłaszcza z eksperymentów wykonywanych na terenie Muzeum Archeologicznego w Biskupinie) jest oddawana do analizy chemicznej, która wskazuje z jakiego podgatunku brzozy powstał dany dziegieć. Dzięki temu, kiedy podczas badań wykopaliskowych jakiś archeolog odkryje pozostałość tej naturalnej substancji, porównuje się ją i w ten sposób można ocenić jaki podgatunek brzozy rósł w danym czasie na danym obszarze. Z kolei taki wniosek daje możliwość dokładniejszej rekonstrukcji środowiska naturalnego występującego wówczas na tamtym terenie.  

Właściwie do połowy XX wieku gdzieniegdzie w gospodarstwach wiejskich wciąż jeszcze pozyskiwano dziegieć i smołę na własne potrzeby. W późniejszym czasie używano też smoły drzewnej do izolowania kabli, w tym również podmorskich kabli telefonicznych, służyła ona również jako składnik materiałów wybuchowych i płynów bojowych. 

Wiek XX wraz z rozwojem nauki, przeciął żywot wielu tradycyjnych rzemiosł i umiejętności pozyskiwania naturalnych produktów. Dziś smoła produkowana jest z ropy naftowej i węgla kamiennego i zdecydowanie nie dorównuje jakością smole drzewnej, chociaż nie wymaga wycinania lasów. Wokół panoszą się produkty chemii nieorganicznej, które przynoszą raczej marne skutki, między innymi skażenie środowiska i gwałtowny wzrost uczuleń. Niestety niewielu jest lekarzy, którzy w ramach terapii polecili by używanie dziegciu. Szkoda, bo na fali ekologii i produktów naturalnych wraca między innymi także ten specyfik, jako składnik szamponów, mydeł i innych kosmetyków antyalergicznych. Zawierające go szampony, mydła, maści, to bezpieczne środki nie dające żadnych skutków ubocznych. Co ciekawe od maści dziegciowej jakoś nie stronią weterynarze i wciąż stosują ją na chore kopyta, racice, łuszczące się rogi i egzemy skórne zwierząt.  

Nie wróci już to co było, ale warto pamiętać, że przeszłe pokolenia wykazywały się niekiedy, wbrew pozorom, większą mądrością od współczesnego człowieka. Żeby ustrzec się wyważania dawno otwartych drzwi, warto zerknąć wstecz i sięgnąć po dawno już wymyślone receptury.


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 3065
Zobacz teksty użytkownika:

O dziegciu i smole

Post#2 » 9 lip 2020, o 21:32

Przeszłe pokolenia wykazywały się większą mądrością i to nie wbrew pozorom. Człowiek jest takim stworzeniem, które zawsze wykaże się mądrością, kiedy uświadomi sobie, że nie dostanie na talerzyku, że musi kombinować. Dlatego bardziej humanitarnie jest dać bliźniemu wędkę zamiast rybki. 

 

Piszesz, że dziegieć musi być brzozowy. U mnie na wsi w zamierzchłych czasach też tak mówili, tymczasem ciocia Wikipedia twierdzi, że dziegcie mogą byc sosnowe, bukowe i jeszcze inne.


verbena
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136
Zobacz teksty użytkownika:

O dziegciu i smole

Post#3 » 9 lip 2020, o 23:02

Ciocia wikipedia mądra jest, ale z przykrością stwierdzam, ze trzeba jej mądrość sprawdzać i kontrolować. Też mi się już zdarzało. 

Z sosny i innych iglastych np. świerka, jalowca uzyskiwano jak pisalam smole drzewna, ale tez olejki np jalowcowy, terpentyne itp.Co z buka nie pamiętam w tej chwili, ale każde z tych mazidel ma swoją nazwę.


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 3065
Zobacz teksty użytkownika:

O dziegciu i smole

Post#4 » 10 lip 2020, o 09:02

Czyli dobrze na wsi mówili. 

 

Ciocia wikipedia mądra nie jest. Jest pożyteczna, choćby z tych względów, że nie my jedni odczuwamy potrzebę sprawdzania tego, co napisano.


verbena
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136
Zobacz teksty użytkownika:

O dziegciu i smole

Post#5 » 10 lip 2020, o 19:47

To prawda. Mozna szybko dzięki cioci wikipedii sprawdzić co potrzeba stąd jej użyteczność. A że czasem trzeba zweryfikować wiadomosci... :) jak komu potrzebne to sobie sprawdzi.

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości